Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki

Bohaterowie


Dominik Cedzyna
Należy do zdeklasowanej szlachty. Zrujnowany materialnie podejmuje pracę zarobkową u Teodora Bijakowskiego. Często marzy o dawnych czasach i próbuje chociaż zewnętrznie zachować swoją godność. Marzy o powrocie na wieś i posadzie rządcy w majątku Bijakowskiego. Upragnionym zajęciem jest dla niego właśnie zajmowanie się ziemią.
U swego boku najchętniej widziałby syna, jednak ten podąża w kierunku pracy naukowej. To Piotr jest dla niego najważniejszy. Tęsknota za dzieckiem wypełnia całe jego wnętrze. To dla Piotra postanawia wyzyskiwać robotników - jako szlachcic nie widzi w takiej sytuacji nic złego. Ogromnie cierpi po wyjeździe Piotra i nie potrafi zrozumieć jego postępowania.

Los zdeklasowanego szlachcica Dominika Cedzyny (charakterystyka)


Dominika Cedzynę poznajemy, gdy w ciemnej, małej izdebce czyta list od swojego syna - Piotra. Z jego rozmyślań wyłania się rola, jaką niegdyś zajmował w społeczeństwie.
Jest szlachcicem. Sam wypowiada się o roli tej grupy społecznej w następujący sposób:
My członkowie szeroko pojętej rodziny szlacheckiej, stanowiliśmy odrębną społeczność, byliśmy cennym zbożem, rosnącym na pocie tłumu jak na nawozie. Czy nie tworzyliśmy postępu, nie piastowali cywilizacji, nie rozwijali prawidłowo naszej myśli
.

Z powyższego fragmentu widać wyraźnie, że sytuacja, w której praca niższych warstw wykorzystywana jest przez szlachtę, jest dla Dominika zupełnie zrozumiała i właściwa. Swoją przeszłość przypomina sobie również w innym momencie; narrator mówi o nim:
Jeździł niegdyś czwórką wałachów i wspaniałymi saniami, z furmanem w złotawej liberii, otulał się niegdyś kiereją, srogimi niedźwiedziami podbitą...” Jednak czasy jego państwa skończyły się. Z perspektywy dostrzega rozpad szlachty: „Rozbiliśmy się na jednostki, zwyrodnieli i zgoła znikli.
Dominik upadek szlachty dostrzega też w położeniu Juliusza Polichniewicza. Kiedy wraz z Bijakowskim udaje się do Zapłocia i widzi rozprzedawany majątek, znacząco kiwa tylko głową. On, Dominik, również należał do tych, którzy stracili wszystko. Jest w takiej sytuacji materialnej, że nie może utrzymywać swojego syna:
Ja to wszystko straciłem- szepce pan Dominik ściskając sobie skronie- i straciłem na zawsze![...] Osiemnastoletniego wyrostka puściłem bez grosza, samopas za granicę...

To właśnie syn jest dla Dominika najcenniejszy. Ubolewa, że stracił z nim kontakt. Między młodym i wykształconym za granicą Piotrem a Dominikiem wyrasta przepaść. Życie w różnych stronach świata, inne doświadczenia i formacja osobowości sprawiają, że dwaj ludzie, których łączą najgłębsze więzi rodzinne i uczuciowe, stają się dla siebie prawie obcy. Dominik nie jest w stanie zaakceptować takiej sytuacji. Najtrudniejszą sprawą jest dla niego kwestia utraconej ojcowizny. Uważa, że jego zadaniem było przekazać Piotrowi dziedzictwo - materialne i duchowe. Jego poglądy na rodzicielstwo tak przedstawia narrator:
Przez urodzenie ojciec nie daje jeszcze synowi życia- daje tylko obietnicę życia, wychowanie poczyna je, a dziedzictwo dopiero zapewnia i uzupełnia.
To dziedzictwo właśnie
spaja pokolenia umierające z rodzącymi się, wypływa z tego, co jest niezbędne we względzie potrzeby ciała, tworzy i uwiecznia rodzinę. Rodzina bez dziedzictwa jest stosunkiem niedorzecznym, bolesnym, jest męczarnią, narzuconą człowiekowi przez Opatrzność...
Dominik, jako zdeklasowany szlachcic, jest ojcem właśnie takiej rodziny. Nazywa to „klątwą”.

Sam mówi o sobie, że „przystosował się”. Na czym polega to przystosowanie? Dominik Cedzyna podjął pracę zarobkową u Teodora Bijakowskiego. Początkowo pełnił obowiązki dozorcy. Później zaskarbił sobie względy przełożonego i otrzymywał inne zadania. Bijakowski tak opisuje Dominika:
Dziwnie wyglądał ten elegancki, wyprostowany starzec z miną pana, zawsze wytwornie i czysto ubrany, gładko uczesany i wygolony starannie, kiedy stał w pobliżu drzwi wobec Bijakowskiego rozwalonego niedbale na krześle.


Bijakowski zdawał sobie sprawę z upadku społecznego, jaki stał się udziałem Dominika i pozwalał sobie na kpiny. Jednak Dominik nie dawał poznać po sobie emocji. Jego twarz nie wyrażała gniewu ani zniecierpliwienia. Ta nieugiętość stała się formą obrony i swego rodzaju manifestacją wyższości: To także honor, to punkt honoru – myślał. - Ja i tak pan, a tyś i tak cham!.... Jego położenie komentuje również Polichnowicz. Kiedy Dominik wraz z Bijakowskim przybywa do jego folwarku natychmiast zostaje rozpoznany, jako „Cedzyna z Kozikowa”. To tytułowanie nie przystaje już jednak do rzeczywistości. Polichnowicz określa zjawisko deklasacji szlachty, jako „porom na ziemiaństwo”.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Doktor Piotr - streszczenie