Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Gdy gospodyni skończyła opowiadać i pożegnała się, pijani mężczyźni także postanowili iść spać. Kubuś nie mógł znaleźć swojego łóżka, zatem udał się na spoczynek dokładnie w tym samym miejscu, w jakim siedział, słuchając historii. Narrator pozwolił określić to miejsce każdemu czytelnikowi indywidualnie.

Następnego ranka Kubusiowi dokuczał ból głowy i ogólnie kiepski nastrój. Kac nie uniemożliwił mu jednak kontynuowania opowieści o swoich słynnych amorach.

Ciągnął wspomnienia od miejsca, w którym skończył ostatnio. Pobyt w zamku zawdzięczał swojej szczodrości sprzed kilku dni. Okazało się, że kobieta, którą wspomógł oszczędnościami opowiedziała o wszystkim magnatowi. Zaciekawiony bezinteresowną szczodrością bohatera szlachcic postanowił osobiście poznać rannego żołnierza.

Prócz przychylności bogacza postępowanie Kubusia zaskarbiło mu wdzięczność Dyzi, córki żebrzącej kobiety. Dziewczyna zobowiązała się opiekować dobroczyńcą do czasu, aż nie wróci do zdrowia.

Usłyszawszy tą część opowieści Kubusia, Pan nie krył zdziwienia szczęściem, towarzyszącym mu na każdym kroku. Między mężczyznami wywiązała się nawet mała sprzeczka, zapoczątkowana monologiem sługi na temat swej wartości. Podczas gdy Kubuś był zdania, że nie musi już wykonywać rozkazów (przecież od dawna żyje z panem jak równy z równym), tak Pan obstawał przy nadrzędności swoich praw. Bohaterów pogodziła dopiero gospodyni.

Popołudniowe polepszenie pogody zmotywowało Pana i Kubusia do wyruszenia w dalszą drogę. Przypadek sprawił, że podążali w tym samym kierunku, co margrabia des Arcis i jego młody towarzysz. Podróż upływała mężczyznom na ciekawych dyskusjach, zakończonych trafnymi puentami. Wiele czasu poświęcili na analizowanie szczególnego przywiązania kobiet do zwierząt. Kubuś sformułował pogląd, że biedni ludzie posiadają psy. Stała za tym chęć posiadania kogoś, kto wypełni ich rozkazy:
Kubuś zapytał pana, czy nie zauważył, że biedni ludzie, choćby w największej nędzy i
nie mając chleba dla siebie, wszyscy chowają psy; co więcej, psy te, zmuszane do wszelkiego
rodzaju sztuk, chodzenia na dwóch łapach, tańczenia, aportowania, skakania przez
kij, udawania nieboszczyka, pędzą przy tej edukacji najopłakańszy żywot. Z czego wyciągnął
wniosek, iż wszelki człowiek pragnie rozkazywać drugiemu, ponieważ zwierzę znajduje
się w społeczeństwie tuż poniżej warstw najpośledniejszych, znoszących rozkazy
wszystkich innych, te chowają sobie zwierzęta, aby też móc komuś rozkazywać. – W świecie
– powiadał Kubuś – każdy ma swego psa. Minister jest psem króla, szef kancelarii psem
ministra, żona psem męża albo mąż psem żony; bez końca.

Nadszedł czas noclegu. Kolacja obfitowała w rozmowy, Pan dyskutował z margrabią, zaś Kubuś z jego sekretarzem, Ryszardem. Losy tego ostatniego były niezwykle barwne.



Mając siedemnaście lat, postanowił wstąpić do zakonu. Wiedząc, że jego decyzja nie spotka się z przychylnością rodziców, uciekł z domu i samodzielnie zgłosił się do ojców premonstrantów. Okres przygotowań do ślubów zakonnych upłynął mu na zgłębianiu tajemnic ojca Hudsona.

Był to przeor w jednym z klasztorów premonstranckich, protoplasta i żarliwy propagator surowej dyscypliny, kultywowania tradycji regularnych modlitw i ciężkiej pracy. Niestety, jego działanie cechowała dwulicowość i hipokryzja. Choć sam wymagał od innych jak najwięcej, wobec siebie stosował mniej rygorystyczne standardy. Nie żałował sobie żadnej przyjemności, zarówno tej psychicznej, jak i cielesnej. Jego codziennością były spotkania z prostytutkami, posunął się nawet do uwodzenia zamężnych kobiet podczas… spowiedzi!

Gdy o postępowaniu przeora dowiedział się – dzięki życzliwości przeciwników Hudsona – generał zakonu, wyznaczył z grona zaufanych osób do szczegółowego zbadania sprawy dwóch komisarzy. Jednym z nich był właśnie Ryszard, narrator całej opowieści.

Komisarze rozpoczęli sekretne dochodzenie. Pod byle pretekstem udali się do klasztoru ojca Hudsona i zaczęli śledztwo. Niestety, przeor okazał się sprytniejszy szybko zdał sobie sprawę, że znalazł się w pułapce. Obmyślił przebiegły plan. Kazał jednej z uwiedzionych przez siebie dziewcząt udać się do komisarzy i opowiedzieć o całym zajściu. Była to przynęta. Rządni nowych szczegółów kapłani namawiali ją na kolejne spotkanie, aż w końcu wyznaczyła dzień i miejsce.

Gdy bracia przybyli w umówione miejsce, czyli do domu szanowanej kobiety, po chwili pojawił się tan także komisarz policji, znajomy ojca Hudsona. Mężczyźni zostali oskarżeni o uwiedzenie dziewczyny i aresztowani. Przekonany, że dostali słuszną nauczkę, przeor wkrótce wyciągnął braci z niewoli.

Wydarzenie to spowodowało, że wrogowie przeora zaczęli się bardzo obawiać o swoje miejsce w kościelnej hierarchii. Przykład jego szerokich wpływów utwierdził ich w przekonaniu, że dysponuje on ogromną siatką powiązań i koneksji, ciężko było przeciwstawić się takiej osobie.

Gdy generał zakonu podzielił się z Ryszardem obawą, że Hudson zamierza zająć jego miejsce, ten zdjął habit i wrócił do rodziny. Nie chciał żyć w tak zakłamanym miejscu. Wolał już służyć u margrabiego.

Następnego dnia Kubuś i jego Pan pożegnali się z nowo poznanymi towarzyszami i wyruszyli w dalszą podróż. Rozrywką była kolejna odsłona amorów sługi.

Przebywając na zamku, Kubuś zakochał się w Dyzi. Ten wątek nie interesował Pana w takim samym stopniu, jak utrata „kawalerskiego klejnotu”, który przecież musiał zostać pogrzebany na długo przed poznaniem dziewczyny:
Pan: Więc to nie była twoja pierwsza miłość?
Kubuś: Czemu?
Pan: Bo powiadają, iż kocha się tę, której się go oddało, a jest się kochanym przez tę,
której się go weźmie.
Kubuś: Czasem tak, czasem nie.
Pan: A jak go straciłeś?
Kubni: Wcale nie straciłem; przeszachrowałem po prostu.
Pan: Opowiedz mi coś o tej szacherce.


Kubuś opowiedział Panu o Justysi.

Ojcem chrzestnym bohatera był najsławniejszy stelmach we wsi, Stary Byk, zaś jego najbliższym przyjacielem syn owego Byka – Byczek. Jako że cały los człowieka jest zapisany w górze, tak i tym razem wszystko było przesądzone – osiemnaście czy dziewiętnaście lat towarzysze zakochali się w tej samej dziewczynie, szwaczce o uroczym imieniu Justysia.

Niestety Kubuś został odrzucony, a niewiasta oddała się Byczkowi na stryszku, w miejscu, gdzie sypiał wybraniec. Każdego poranka, o świcie Byczek odprowadzał Justysię z dół i czule żegnał. Jego ojciec nie był świadomy, co dzieje się pod jego dachem w nocy, ponieważ zakochani zachowywali się bardzo cicho.

Los im nie sprzyjał: pożycie Byczka i Justysi płynęło dość słodko, ale niebawem miało się zmącić, tak było napisane w górze, tak więc się stało.

Pewnego dnia zaspali i Justysia nie zdążyła wymknąć się. Obudziło ich dopiero wołanie wściekłego gospodarza, który gniewał się na ospałego syna. Chłopak szybko ubrał się i czym prędzej zbiegł na dół, a Justysia zgarnęła odzież i wśliznęła się pod łóżko, gdzie ułożyła się płasko na brzuchu, wpółżywa ze strachu. Nie wiedząc, co dalej robić, Byczek poszedł po radę do Kubusia. Przyjaciel kazał mu się uspokoić i zapewnił, że sam się zajmie zatarciem śladów i wyprowadzeniem Justysi.

Następnie udał się do chrzestnego i poprosił o udostępnienie mu łóżka Byczka, ponieważ miał ciężką noc i jest bardzo senny. Zapracowany senior zgodził się i po chwili Kubuś był już na stryszku. Udało mu się odnaleźć Justysię i… położył się razem z nią w łóżku. Skonsternowana dziewczyna na początku broniła się przed jego zalotami, lecz szybko dała za wygraną:
- Nie wiem, czym ją zgwałcił, ale to wiem, że nie zrobiłem jej krzywdy i ona mnie także. Zrazu broniąc ust od moich pocałunków szepnęła: – Nie, nie. Kubusiu, nie... – Na te słowa udałem, że wstaję z łóżka i idę ku schodkom. Wstrzymała mnie i szepnęła mi w ucho: – Nigdy nie myślałam, że jesteś taki zły; widzę, że nie można się spodziewać po tobie litości; ale przyrzeknij mi bodaj, przysięgnij...
– Co?
– Że on się nie dowie.


W tym czasie Byczek dowiedział się od ojca, że Kubuś odpoczywa na strychu. Rozzłoszczony, podejrzewając, co w tej chwili dzieje się w jego łóżku, poczekał na przyjaciela na dole. Po jakimś czasie szczęśliwy Kubuś zszedł na dół i wypił z chrzestnym po szklaneczce wina, a tymczasem wściekły Byczek przestępował z nogi na nogę. Koniec końców Byczek i Justysia pogodzili się. Dziewczyna tak samo żarliwie zapewniała ukochanego o swej niewinności, jak czynił to jego przyjaciel:
On się pogniewał, ona jeszcze mocniej; rozpłakała się, on się rozczulił; przysięgła, że jestem najwierniejszym z przyjaciół; ja przysiągłem, że jest najuczciwszą dziewczyną. Uwierzył, przeprosił, kochał i cenił nas tym więcej. I oto początek, środek i koniec utraty mego klejnotu.


Pan nie mógł uwierzyć w usłyszaną historię. Był wstrząśnięty postępowaniem Kubusia, którego w gniewie nazwał oszustem i szelmą: Zdrajco! zbrodniarzu! Czy wiesz, jaką zbrodnię popełniasz w tej chwili? Dopuszczasz się na tej dziewczynie gwałtu: nie siłą, ale postrachem. Stawiony przed trybunałem, spotkałbyś się z całą surowością praw na gwałcicieli.

Kubuś opowiedział mu także, jak oszukał dwie mężatki. Udając niewinnego chłopca, nabrał je, że mając dwadzieścia dwa lata nie spał jeszcze z kobietą. Zaintrygowane niewiasty – pani Zuzia i pani Małgosia, pod pozorem pomocy w pracach domowych, dawały mu wielogodzinne lekcje na łonie natury. Pierwsza od razu odgadła, że została oszukana i nazwała go hultajem. Nie oznaczało to jednak, że zaprzestanie oferować mu swoje dydaktyczne usługi: Oszukaj mnie tak samo od czasu do czasu, a przebaczę ci....

Z kolei pani Małgosia za „pierwszym razem” została omyłkowo nazwana „panią Zuzią” (równie zamroczony jak ona i nie wiedząc sam, co mówię, jęknąłem: – Ach, pani Zuziu, jak pani to dobrze robi!). Poznawszy opowieść o naukach swojej przyjaciółki, dowiedziała się w końcu, że padła ofiarą żartu Kubusia. Jej także nie przeszkadzało to zupełnie i bohater spotykał jeszcze wiele razy obie sąsiadki:
Pan: Obie?
Kubuś: Obie.
Pan: I nie poróżniły się z sobą?
Kubuś: Potrzebując nieraz wzajem swoich usług tym serdeczniej się pokochały.


W osobliwy trójkąt miłosny zamieszany był również „pokraka”: Było to coś w rodzaju karła, garbaty, kulawy, jąkała, ślepy na jedno oko, zazdrosny, lubieżny, zakochany (może z powodzeniem) w Zuzi. Tym mężczyzną był wikary. Nakrył kiedyś Zuzię w spichlerzu z Kubusiem, wpadł w szczerą furię i od słowa do słowa między bohaterami wywiązała się bójka. Gdy pracownik kościoła leżał pobity w rogu stajni, Kubuś zaczął na jego oczach uprawiać seks z Zuzią. Wśród okrzyków – Mor...mor... mordercy!... go... go... gore!... zło... zło... złodziej!... pojawił się mąż kobiety. Zuzia zdążyła pozbierać się, a bohater zbiec. Tymczasem rozzłoszczony rogacz, widząc wikarego na stercie, zaczął się śmiać. W końcu wziął widły, nadział na nie wikarego i zaczął nim wywijać niczym zabawką i intonować psalm:
– Cóż byś pan na to, mości wikary, gdybym pana tak obniósł po wiosce? W życiu nie widzieli ludzie piękniejszej procesji!

Opowieść miała przykry koniec na Kubusia. Zuzia oczywiście – jak to kobieta – wykręciła się od odpowiedzialności.

Nagle bohater zaczął kasłać i oznajmił, że nie będzie kontynuował swoich opowieści, ponieważ boli go gardło. Dzięki temu czytelnik poznaje historię amorów Pana.
Pewnego dnia Pan uzmysłowił sobie, że nie ma dostatecznych funduszy, by kupić imieninowy prezent ukochanej. Korzystając ze znajomości serdecznego przyjaciela, kawalera de Saint-Ouin, trafił do spekulanta i lichwiarza, pana le Brun. Ten z kolei zwrócił się do swoich przyjaciół i mimowolnie w sprawę prezentu zostało wmieszanych kilka osób (Mateusz
de Fourgeot, pani Bridoie, Merval). Choć przyglądając się sytuacji, postronny obserwator od razu doszedłby do wniosku, że oto Pan pada ofiarą oszustwa, główny zainteresowany był tego nieświadomy. Jego podejrzeń nie wzbudzały nawet podsuwane do podpisu na sporą sumę weksle. Finał tej historii był bardzo przykry – Pan stracił większość pieniędzy:
Kubuś: Zatem jeżeli umiem trochę rachować, osiemset siedemdziesiąt franków pana Le
Brun, pięćdziesiąt ludwików Mervala i Fourgeota, kolia, mankietki i pierścionek, no, liczmy
jeszcze pięćdziesiąt ludwików, oto coś pan uzyskał za swoich dziewiętnaście tysięcy
siedemset siedemdziesiąt i pięć liwrów w towarach. U diabła, to wspaniałe!


Nie przestał za to przyjaźnić się z kawalerem de Saint-Ouin, był przekonany o prawości i szczerości tego mężczyzny. Prawie dał się namówić do ożenku z przedstawioną mu panną, na szczęście nie ugiął się pod namowami towarzysza. Dobrze się stało, bo ten pewnego dnia wyznał mu, że cały czas sypiał z jego ukochaną. Zamiast pogniewać się na mężczyznę, Pan postanowił w zmowie z nim dokonać zemsty na kobiecie.

W ciągu następnych nocy zmanipulowany Pan udawał kawalera i zakradał się do pokoju niewiasty. Za trzecim razem został nakryty przez rodzinę panny. Gdy trafił do więzienia, wydało się, że była to pułapka zainicjowana przez kawalera. To on powiadomił o wszystkim rodzinę i komisarza. Koniec końców okazało się, że de Saint-Ouin to doświadczony i od dawna poszukiwany przez władzę oszust:
– A, Saint-Ouin, jesteśmy w domu! Wiesz pan, kim jest ów przyjaciel, serdeczny przyjaciel, kawaler de Saint-Ouin? Oszust, człowiek znany z tysiąca łajdactw. Policja pozwala swobodnie krążyć tego rodzaju ludziom jedynie dla korzyści, jakie z nich czerpie niekiedy. Są to hultaje, przez których tropi się innych hultajów: widocznie więcej świadczą usług przez to, co za ich pomocą udaje się wyśledzić i odwrócić, niż wyrządzają szkody złem, które sami czynią...


Pan także poniósł konsekwencje łatwowierności – został zobligowany przez sąd do łożenia na dziecko Agaty (dziewczyna była w ciąży z kawalerem), z którą został nakryty w łóżku. Wspomnienia Pana było co chwila przerywane przez sługę. Kubuś nie mógł pogodzić się z tym, że nikt nie przerywa narratorowi w relacjonowaniu całej historii, aż w końcu sformułował filozoficzny pogląd o przyczynowości ludzkich czynów. Jego zdaniem wszystko miało swoją przyczynę.

Nagle mężczyźni natknęli się na osobliwy obrazek – chłop bił leniwego konia. Pan rozpoznał w zwierzęciu swego niedawno skradzionego towarzysza. Chłop zgodził się wymieć starego konia na wierzchowca, na którym podróżował Pan.

Bohaterowie ruszyli w dalszą drogę. Ich celem była wieś, w której mieszkał prawdopodobny dziedzic Pana, chłopiec miał mieć teraz około dziesięciu lat. Przybrany ojciec marzył, że zrobi z niego dobrego tokarza lub zegarmistrza, że ożeni się, będzie miał dzieci, które po wiek wieków będą toczyć w spokoju ducha nogi stołowe.

Kubuś przystał na prośbę pracodawcy i postanowił wykorzystać czas w drodze na dokończenie historii swoich amorów. Wspominał z rozrzewnieniem, jak Dyzia zmieniała mu opatrunki, a on ofiarowywał jej małe upominki. Pewnego dnia podarował jej podwiązki. Zrobił to w dość nietypowy sposób, informując ją najpierw, że jego to prezent dla jego ukochanej. Gdy dziewczyna zaczęła płakać, w końcu wyznał, że chodzi mu o nią, zaznaczając dobitnie, że samodzielnie musi założyć jej choć jedną podwiązkę.

W tym momencie nastąpiła kolejna przerwa, ponieważ podróżni dotarli do wsi, gdzie mieli odwiedzić dziecko i żywicieli dziecka spłodzonego przez kawalera de Saint-Ouin. Kubuś udał się na poszukiwanie domu podopiecznego swego Pana. Gdy otworzył pierwsze napotkane drzwi, jego oczom ukazał się kawaler de Saint-Ouin, dawny przyjaciel pana i biologiczny ojciec chłopca. Widząc wroga, Pan zabił go swoją szablą, po czym dosiadł konia i uciekł.

Niestety, zbiec nie udało się Kubusiowi. Sługa został pojmany i trafił do wiezienia. Podobny los spotkał także Pana. Gdy dogonił go pościg, również jego wtrącono za kraty. Na szczęście bohaterowie zostali uwolnieni. Udało im się odnaleźć w zamku pana Desglandsa, który przygarnął kiedyś rannego Kubusia. Sługa poślubił Dyzię i objął posadę odźwiernego zamku.

Na koniec narrator poinformował, że słyszał głosy, jakoby Desglands oraz Pan Kubusia zakochali się w jego żonie. Kubuś z pewnością mruczał sobie pod nosem, iż skoro było zapisane w górze, że będzie miał rogi, to nic nie można na to poradzić:
Ktoś chciał wmówić we mnie, że pan Kubusia i Desglands, zakochali się w jego żonie. Nie wiem, co w tym jest prawdy, ale jestem pewien, iż Kubuś powtarzał sobie co wieczór:
„Jeśli jest napisane w górze, że będziesz miał rogi. Kubusiu, daremnie byś się mordował, będziesz je miał; jeśli jest napisane przeciwnie, daremnie oni będą się mordować, nie będziesz
ich miał; śpij tedy, przyjacielu...” i zasypiał.


strona:   - 1 -  - 2 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij

Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Kubuś Fatalista i jego Pan - opracowanie
2  Bohaterowie „Kubusia fatalisty i jego Pana”



Streszczenia książek
Tagi: