Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Para doczekała się syna. Chłopiec był „zły, uparty, zuchwały”, czego dowiódł pewnej nocy, wydając przeraźliwe krzyki. W jednej chwili cały dom stanął do góry nogami, zbiegli się wszyscy domownicy. Malec krzyczał, aby ojciec wstał. Gdy usłyszał, że rodzic jest chory i śpi, był jeszcze głośniejszy i bardziej stanowczy w swoich rozkazach: „– To nic, ja chcę, żeby wstał, ja chcę, ja chcę...”.

Gdy w końcu pojawił się zbudzony ojciec oraz wszyscy mieszkający na zamku (panowie, służba, goście, Joanna, Dyzia, ranny w kolano Kubuś, a nawet stara sparaliżowana odźwierna, mieszkająca kątem ćwierć mili od zamku), malec oświadczył, iż chce wstać, i zażądał, by go ubrano. Następnie zebrał wszystkich w wielkiej sali, zasiadł w fotelu ojca i rozkazał, aby wszyscy wzięli się za ręce i tańczyli w kółko.

Brat Ryszard i ojciec Hudson



Ryszard był towarzyszem margrabiego des Arcis, podobnie jak Kubuś był sługą Pana. Bohaterowie spotkali się w trakcie podróży, poznając dzięki temu losy Ryszarda.

Twarz bohatera wyrażała wielką nieśmiałość, był milczący i dość nieobyty w świecie:
„Kiedy się kłaniał, pochylał się górną częścią ciała, nie poruszając nóg; kiedy siedział, nerwowym ruchem ujmował ciągle poły surduta i zakładał je na uda albo też trzymał ręce wsunięte za surdut i słuchał mówiącego z przymkniętymi oczyma”.


To szczególne zachowanie przekonało Kubusia, że ma do czynienia z byłym mnichem. Nie mylił się.

Mając siedemnaście lat, Ryszard postanowił wstąpić do zakonu. Wiedząc, że jego decyzja nie spotka się z przychylnością rodziców, uciekł z domu i samodzielnie zgłosił się do ojców remonstrantów. Okres przygotowań do ślubów zakonnych upłynął mu na zgłębianiu tajemnic ojca Hudsona, superiora o bardzo niezwykłym charakterze.
Był to przeor w jednym z klasztorów premonstranckich, protoplasta i żarliwy propagator surowej dyscypliny, kultywowania tradycji regularnych modlitw i ciężkiej pracy:
„Ojciec Hudson miał fizjonomię niezmiernie interesującą: szerokie czoło, twarz pociągłą, nos orli, duże niebieskie oczy, pełne i kształtne policzki, ładne usta i zęby, uśmiech rozumny, głowa pokryta lasem białych włosów, które dodawały powagi wdziękowi postaci; przy tym dowcip, wiedza, wesołość, obejście i rozmowa miłe i grzeczne, zamiłowanie do porządku i pracy; ale namiętności najburzliwsze w świecie, ale najwyuzdańszy pociąg do uciech i płci pięknej, geniusz intrygi posunięty do ostateczności, obyczaje rozwiązłe, despotyzm niesłychanie bezwzględny”.

Jego działanie na niemal każdym kroku cechowała dwulicowość i hipokryzja. Choć sam wymagał od innych jak najwięcej, wobec siebie stosował mniej rygorystyczne standardy:
„Ale surowość, jaką narzucił innym, uważał dla siebie za zbyteczną; nie był dość naiwny, aby samemu dźwigać jarzmo, którym gniótł podwładnych; toteż wrzała przeciw ojcu Hudsonowi wściekłość, tym groźniejsza, że dławiona. Każdy był mu wrogiem i szpiegiem; każdy starał się w tajemnicy przeniknąć mroki jego życia; każdy poprzysiągł mu zgubę; przeor nie uczynił kroku, którego by nie śledzono; lada intryżkę, zaledwie rozpoczętą, w lot zwietrzono i przejrzano”.


Nie żałował sobie żadnej przyjemności, zarówno tej psychicznej, jak i cielesnej: „opatówka stała się schronieniem jego uciech nocnych, a łóżko opata teatrem rozpusty”.

Jego codziennością były spotkania z prostytutkami, posunął się nawet do uwodzenia zamężnych kobiet podczas…spowiedzi: „Hudson zasiadał często w konfesjonale i umiał z grona penitentek sprowadzić na bezdroża wszystkie, które warte były trudu”.

Gdy o postępowaniu przeora dowiedział się – dzięki życzliwości przeciwników Hudsona – generał zakonu, wyznaczył z grona zaufanych osób do szczegółowego zbadania sprawy dwóch komisarzy. Jednym z nich był właśnie Ryszard, narrator całej opowieści.

Komisarze rozpoczęli sekretne dochodzenie. Pod byle pretekstem udali się do klasztoru ojca Hudsona i zaczęli śledztwo. Niestety, przeor okazał się sprytniejszy szybko zdał sobie sprawę, że znalazł się w pułapce. Obmyślił przebiegły plan. Kazał jednej z uwiedzionych przez siebie dziewcząt udać się do komisarzy i opowiedzieć o całym zajściu. Była to przynęta. Rządni nowych szczegółów kapłani namawiali ją na kolejne spotkanie, aż w końcu wyznaczyła dzień i miejsce.

Gdy bracia przybyli w umówione miejsce, czyli do domu szanowanej kobiety, po chwili pojawił się tan także komisarz policji, znajomy ojca Hudsona. Mężczyźni zostali oskarżeni o uwiedzenie dziewczyny i aresztowani. Przekonany, że dostali słuszną nauczkę, przeor wkrótce wyciągnął braci z niewoli.

Wydarzenie to spowodował, że wrogowie przeora zaczęli się bardzo obawiać o swoje miejsce w kościelnej hierarchii. Przykład jego szerokich wpływów utwierdził ich w przekonaniu, że dysponuje on ogromną siatką powiązań i koneksji, ciężko było przeciwstawić się takiej osobie. Gdy generał zakonu podzielił się z Ryszardem obawą, że Hudson zamierza zająć jego miejsce, ten zdjął habit i wrócił do rodziny. Nie chciał żyć w tak zakłamanym miejscu. Wolał już służyć u margrabiego.

Pan de Guerchy oraz towarzysz kapitana Kubusia



Hrabia de Guerchy był postacią autentyczną, jako jeden z najdzielniejszych oficerów Ludwika XV walczył odważnie w wielu bitwach. Zmarł w 1768 roku.

Kubuś opowiedział Panu niezwykłą historię pewnego wojskowego nazwiskiem de Guerchy. Podobna przygoda spotkała towarzysza kapitana Kubusia. Obaj stali się ofiarami miłości do hazardu.

Gdy kilku oficerów zaproponowało panu Guerchy („lub towarzyszowi mego kapitana”, który po śmierci towarzysza odziedziczył jego majątek i stał się graczem) partyjkę kości, on z radością przystał na ofertę. Rozpoczęła się gra, raz za razem wygrywał przeciwnik bohatera, aż w końcu wszyscy zaczęli podbijać stawki. Choć ktoś zwrócił uwagę panu de Guerchy (lub „koledze mego kapitana”), iż dobrze byłoby się teraz wycofać z gry, w której ktoś jest bieglejszy, niż on, przegrywający tylko rozzłościł się jeszcze bardziej:
„wpada do głowy, iż ma do czynienia z oszustem; nie namyślając się dobywa z kieszeni ostrego noża i gdy przeciwnik wyciągnął rękę po kości, przygważdża nożem rękę do stołu, mówiąc:
– Jeśli kości są fałszywe, jesteś łajdak, jeśli są dobre, moja wina...”.


Oczywiście kości okazały się dobre. Podczas gdy pan de Guerchy przeprosił i zaofiarował zadośćuczynienie, kolega kapitana Kubusia radośnie stwierdził:
„– Straciłem pieniądze, przedziurawiłem rękę uczciwemu człowiekowi, ale w zamian będę miał przyjemność pojedynkować się, ile dusza zapragnie...”.


Podobnie odmienne postawy bohaterowie reprezentowali, gdy miało dość do pojedynku. Opanowany pan de Guerchy uważał żądanie za słuszne, zaś rozemocjonowany kolega kapitana nie mógł wyrazić swego podniecenia słowami. Opowieść o pojedynku oficerów sprawiła, że stali się sławni. Interwencja ministerstwa sprawiła, że jednego zatrzymano w Paryżu, drugiego wysłano na posterunek. Pan de Guerchy poddał się rozkazom, kolega kapitana był w rozpaczy:
„taka jest różnica między dwoma ludźmi dzielnymi z natury, ale z których jeden jest rozsądny, drugi zaś ma swego bzika”.


Dyzia



Dioniza, czyli Dyzia była córką Joanny, służącej na zamku pana Desglandsa. Dziewczyna miała ciemne włosy, smukłą sylwetkę, czarne oczy, byłą bardzo piękna: „to jedna z najładniejszych i najuczciwszych dziewcząt na dwadzieścia mil w okolicy”.

Choć miała wielu adoratorów, nie była nikim zainteresowana, o czym z doświadczenia opowiadał przebywający często w domu przyjaciela Pan:
„Ja i niemal wszyscy, którzy bywali w zamku Desglandsa, na głowie stawali, aby uwieść tę małą. Nie było ani jednego z nas, który by nie uczynił chętnie największych głupstw dla niej, byle ona w zamian uczyniła jedno maleńkie dla niego”.


Kubuś poznał Dyzię, gdy został zakwaterowany w zamku pracodawcy jej matki. Dziewczyna z polecenia rodzicielki miała otoczyć go troskliwą opieką, zaglądać do niego cztery razy dziennie: rano, przed obiadem, około piątej i w czas wieczerzy. Miała być mu posłuszna jak
matce. Tylko dzięki opiece Dyzi stan Kubusia systematycznie poprawiał się.

Zauroczony dziewczyną bohater kupował jej mnóstwo podarunków od wędrownego kramarza, choć ona nie chciała nic od niego przyjmować. Znalazł sposób na złamanie jej uporu: „Najpierw pokazywałem nabytek; jeśli zyskał uznanie, mówiłem: – Panno Dyziu, to dla pani...”.

Pewnego dnia podarował jej podwiązki. Zrobił to w dość nietypowy sposób, informując ją najpierw, że jego to prezent dla jego ukochanej. Gdy dziewczyna zaczęła płakać, w końcu wyznał, że chodzi mu o nią, zaznaczając dobitnie, że samodzielnie musi założyć jej choć jedną podwiązkę. Kubuś poślubił Dyzię, żyli na zamku i mieli kilkoro dzieci.

Justysia



Justysia była dziewczyną, z którą Kubuś stracił cnotę. Miał wówczas osiemnaście lat i dopuścił się niegodziwego podstępu: uwiódł ukochaną swego najlepszego przyjaciela, Byczka.

Skonsternowana dziewczyna na początku broniła się przed jego zalotami, lecz szybko dała za wygraną:
„Nie wiem, czym ją zgwałcił, ale to wiem, że nie zrobiłem jej krzywdy i ona mnie także. Zrazu broniąc ust od moich pocałunków szepnęła: – Nie, nie. Kubusiu, nie... – Na te słowa udałem, że wstaję z łóżka i idę ku schodkom. Wstrzymała mnie i szepnęła mi w ucho: – Nigdy nie myślałam, że jesteś taki zły; widzę, że nie można się spodziewać po tobie litości; ale przyrzeknij mi bodaj, przysięgnij...
– Co?
– Że on się nie dowie”.


Choć ciężko było przekonać Byczka, że do niczego między bohaterami nie doszło, w końcu uwierzył w zapewnienia dziewczyny i przyjaciela. Justysia tak samo żarliwie zapewniała ukochanego o swej niewinności, jak czynił to Kubuś:
„On się pogniewał, ona jeszcze mocniej; rozpłakała się, on się rozczulił; przysięgła, że jestem najwierniejszym z przyjaciół; ja przysiągłem, że jest najuczciwszą dziewczyną. Uwierzył, przeprosił, kochał i cenił nas tym więcej. I oto początek, środek i koniec utraty mego klejnotu”.


Pani Zuzia i pani Małgosia



Pani Zuzia i pani Małgosia były kobietami statecznymi, miały mężów i dzieci, a mimo to wdały się w romanse z Kubusiem.

Zaintrygowane jego rzekomą niewinnością, obie przyjęły rolę jego nauczycielek i przewodniczek w sferze seksu. Gdy doświadczenie dwudziestodwuletniego ucznia wyszło na jaw, na początku trochę zezłościły się, lecz potem aranżowały schadzki i zdradzały mężów systematycznie.

Pan de Saint-Ouin



Ten doświadczony i od dawna poszukiwany przez władzę oszust przez wiele lat udawał serdecznego przyjaciela Pana, owijając go sobie wokół palca niczym zabawkę. To on by odpowiedzialny za utratę majątku bohatera, wplątał go w aferę lichwiarską, zaaranżował romans mężczyzny z kobietą, z którą sam sypiał, a nawet dopilnował, by Pan płacił alimenty na jego własne dziecko.
Prawdy o mężczyźnie niczego nieświadomy, naiwny Pan dowiedział się przypadkiem:
„– A, Saint-Ouin, jesteśmy w domu! Wiesz pan, kim jest ów przyjaciel, serdeczny przyjaciel, kawaler de Saint-Ouin? Oszust, człowiek znany z tysiąca łajdactw. Policja pozwala swobodnie krążyć tego rodzaju ludziom jedynie dla korzyści, jakie z nich czerpie niekiedy. Są to hultaje, przez których tropi się innych hultajów: widocznie więcej świadczą usług przez to, co za ich pomocą udaje się wyśledzić i odwrócić, niż wyrządzają szkody złem, które sami czynią...”.

Na końcu powieści bohater zostaje zabity przez Pana, gdy ten niespodziewanie staje w drzwiach mieszkania kobiety, na dziecko której łoży fundusze (w wyniku wmanewrowania w intrygę, zaaranżowaną przez rzekomego przyjaciela, nakazem sądowym został uznany ojcem chłopca).

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Kubuś Fatalista i jego Pan - opracowanie