Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Zanim przejdziemy do omawiania poszczególnych postaci występujących na kartach powieści Diderota, warto odnotować kilka interesujących faktów. Powieść zaczyna się od szeregu pytań:
„Jak się spotkali? (…) Jak się zwali? (…) Skąd przybywali? (…) Dokąd dążyli?”.

Są to pytania, jakie czytelnik zawsze zadaje, a odpowiedzi na nie oczekuje natychmiast. Diderot jednak ich nie udziela, wcale. Co więcej ukrywa przed odbiorcą takie informacje jak stan cywilny dwójki tytułowych bohaterów, ich wiek, wykształcenie, gust, słabe i mocne strony, a także cechy fizyczne. Mamy więc do czynienia z postaciami, o których nie wiemy praktycznie nic. O ile możemy doszukać się opisów bohaterów, których dwójka tytułowych protagonistów napotyka na swej drodze, na ich temat nie znajdziemy niemal nic.

Diderot zdecydował się na kolejny już nowatorski i śmiały pomysł, czyniąc głównych bohaterów powieści anonimowymi. Swój sprzeciw wobec nadawania postaciom określonych cech autor wyraził za pośrednictwem Kubusia:
„(…) już bez portretów, panie; nienawidzę portretów (…). Bo są tak mało podobne, że kiedy przypadkiem spotyka się oryginał, nigdy by się go nie poznało”.


Dla Diderota najważniejsze było to, by postaci fikcyjne wzorowane były na autentycznych, dlatego tak wielkim szacunkiem darzył dorobek Moliera, którego bohaterzy cechowali się tym, że każdy z nas zna kogoś, kto by ich przypominał.

„Ja, który do was mówię, spotkałem sobowtóra »Lekarza mimo woli«, którego wprzód uważałem za wymysł szalonej i rozigranej pustoty” – zwraca się do czytelnika narrator, opisując postać, która jego zdaniem była żywcem wziętą z komedii Moliera.



Poza brakiem opisu głównych postaci, nie znajdziemy na kartach dzieła Diderota studiów na temat ich psychologii. Nie zależy mu na budowaniu wielowymiarowych bohaterów o rozbudowanych wnętrzach, targanych emocjami czy przesłankami. Zamiast tego proponuje niemalże dokumentalną, pozbawioną komentarza autorskiego, obserwację ludzkich zachowań i faktów. Kubuś zwraca się do pana, by w swojej opowieści nie skupiał się na ludziach, a na faktach właśnie:
„Opowiadaj pan fakty, oddaj wiernie słowa, a wnet będę wiedział, z kim mam do czynienia. Jedno słowo, jeden ruch nauczyły mnie nieraz więcej niż gadulstwo całego miasta”.


Kubuś Fatalista - charakterystyka


Jak już wspomnieliśmy wcześniej, dwie główne postaci z „Kubusia Fatalisty i jego Pana” są bardzo enigmatyczne, a ich obraz celowo został przez Diderota pozbawiony nie tylko detali, ale i rys zasadniczych. Dlatego też nie jest możliwe stworzenie klasycznych charakterystyk tych dwóch postaci. Zamiast tego spróbujmy wymienić wszystko, czego w trakcie czytania udało nam dowiedzieć na ich temat.

O Kubusiu możemy wyczytać, że w przeszłości zaciągnął się do wojska, by walczyć w angielsko – holendersko – austriackiej koalicji w wojnie o sukcesję austriacką, która rozegrała się w latach 1740-1748. Aby móc wyruszyć w bój musiał uciec z domu. W 1745 roku wziął udział w bitwie pod Fontenoy, gdzie został raniony w kolano, czego skutki odczuwał do końca życia (kulał). Zanim poznał swojego pana, z którym odbywa podróż opisywaną przez narratora, służył w ośmiu domach.

Jeśli chodzi o informacje bardziej szczegółowe, to są one podawane bardziej zdawkowo. Dowiadujemy się między innymi, że był wychowywany do dwunastego roku życia przez dziadków – handlarzy antykami – pomimo, że miał rodziców. Oto jak opisywał typowy wieczór w swoim rodzinnym domu:
„(…) matka i córka przędły, szyły, robiły szydełkiem, nie mówiąc słowa; chłopcy wypoczywali, ojciec czytał Stary Testament”.


Obrazu surowej rodziny dopełnia fakt, iż w tym czasie mały Kubuś biegał po pokoju „z kneblem w gębie”. Na tej podstawie możemy stwierdzić, że bohater nie miał łatwego dzieciństwa, ale z pewnością nie dorastał w biedzie. Co więcej, sam uznał, że właśnie temu kneblowaniu zawdzięcza obecną miłość do gadulstwa. W pewnym momencie, gdy wypowiada się na temat konia swojego pana, przemyca cząstkę swojej historii:
„(…)symbol tu obecnego Kubusia i innych jemu podobnych hultajów, którzy rzucili rodzinną wioskę, aby przywdziać liberię stolicy, woleliby żebrać na bruku o kawałek chleba albo też umrzeć z głodu niż wrócić do pługa, najużyteczniejszego i najczcigodniejszego z narzędzi”.


Możemy zatem przypuszczać, że Kubuś z pochodzenia był wieśniakiem i jako dziecko został oddany do rodziny w Paryżu, by mieć lepszy start w życiu.

Kolejne fakty dotyczące rodziny Kubusia to posiadanie rodziców chrzestnych: „Miałem tedy chrzestnego ojca i chrzestną matkę. Stary Byk, najsławniejszy stelmach we wsi (…)”; brata Jana: „Z natury obrotny i przemyślny, był adwokatem i doradcą całej wsi. Umiał czytać i pisać; od młodu bawił się odcyfrowywaniem i kopiowaniem starych pergaminów”. Jan wstąpił do zakonu karmelitów i w 1755 roku wyjechał do Lizbony, gdzie zginął w trzęsieniu ziemi.

W zasadzie nic więcej nie jesteśmy w stanie wyczytać na temat Kubusia. Dalej możemy jedynie kierować się opinią, którą sami sobie na jego temat wyrabiamy. Przede wszystkim możemy określić go jako gadatliwego sługę. Sam dopatrywał się korzeni swojego nieprzeciętnego zamiłowania do mówienia w dzieciństwie spędzonym w domu dziadka: „Tydzień czasem minął, nim ktoś otworzył gębę w domu Jazonów”.

Widzimy też, że Kubuś tak dalece uwielbiał dzielić się swoimi mądrościami, że kiedy gospodyni zakazuje mu otwierania ust, bohater czuł się śmiertelnie urażony:
„Pan przyrzekł milczenie w imieniu Kubusia. Kubuś rozłożył się niedbale w kącie, z zamkniętymi oczami, z czapką na uszy, na wpół odwrócony plecami”.

O ile jego pan lubi słuchać, przez co para doskonale się uzupełnia, to Kubusiowi zdarza się nie zachowywać umiaru w swoim gadulstwie, na co pan reaguje: „Dalej, przeklęty gaduło, dalej...”.

Kiedy wreszcie panu udaje się opowiedzieć swoją historię miłosną, to tylko dlatego, że rozbolało go gardło od ciągłego mówienia. Narrator zauważył, że ta przypadłość dopadała go dość często, ale nie oznaczała ona wcale, że przestawał rozmawiać, jeśli czuł, że jeszcze może:
„Kubuś podobny był do dziecka straganiarki jak dwie krople wody, z tą różnicą, że od czasu jak go bolało gardło, trudno go było doprowadzić do powiedzenia A, ale skoro raz ruszył, jechał już do końca alfabetu”.

Kubuś daje czytelnikowi poznać się jako człowiek rozważny i roztropny. Życie nauczyło go, że należy być przygotowanym na każdą ewentualność. Widać to najlepiej w jednym z bardzo nielicznych fragmentów opisujących jego ubiór:
„Kubuś podnosząc swój ogromny kapelusz, deszczochron w niepogodę, słońcochron w czasie skwaru, nakrycie głowy w każdej porze, cieniste sanktuarium, pod którym jedna z najtęższych mózgownic, jakie istniały, zasięgała rady losu w ważnych potrzebach... Skoro się podniosło rondo tego kapelusza, głowa Kubusia znajdowała się mniej więcej w połowie postaci; gdy je opuścił, widział ledwie na dziesięć kroków przed sobą: stąd przyzwyczaił się zadzierać głowę”.


Kolejną cechą Kubusia były dalece rozwinięty zmysł obserwacji. Służący potrafił nie tylko mówić, ale był bardzo przenikliwy i spostrzegawczy. Warto zaznaczyć, ze zazwyczaj te dwie umiejętności nie chodzą ze sobą w parze. Na pierwszy rzut oka na przykład dostrzegł, że Ryszard to były zakonnik:
„Panie, niech się pan przypatrzy temu młokosowi: założę się, że był mnichem”.


Tak samo potrafił spoglądać na zwierzęta, o czym najlepiej świadczy moment, gdy rozpoznał zaginionego konia swojego pana:
„Odgaduję, że to głupie, próżne i leniwe zwierzę to mieszczuch, który dumny ze swojej przeszłości wierzchowca, gardzi pługiem: krótko mówiąc to pański koń (…)”.


Przyjrzyjmy się poglądom Kubusia na temat relacji międzyludzkich. Jego zdaniem ludzie nie rozumieją, co leży u podstaw każdego związku, dlatego opierają się na nieporozumieniach:
„Drogi panie, życie upływa na samych qui pro quo. Są qui pro quo miłości, qui pro quo przyjaźni, qui pro quo polityki, finansów. Kościoła, urzędu, handlu, żon, mężów...”.

Zdaniem Kubusia prawdziwe, głębokie związki między ludźmi są niemalże niemożliwe.

Kubuś daje się także poznać czytelnikowi jako czuły i hojny człowiek. Widać to najlepiej w momencie, kiedy widzi młodą dziewczynę, która upuściła słoik oliwy. Bohater zostawia zrozpaczonej dziewczynie pieniądze. Widzimy go też jak obdarowuje podarunkami Dyzię.

Nie ma także wątpliwości, że możemy zaliczyć Kubusia do tak zwanych „bon vivant”, czyli ludzi nie stroniących od uciech życia. Najlepszym dowodem na to są jego pikantne historyjki z młodości, w których wielokrotnie wmawiał swoim kochankom, że jest prawiczkiem, by zmiękczyć ich serca. Ponadto bohater nie rozstaje się ze swoim bukłaczkiem, który zdaje się nie mieć dna. Kubuś nie gardzi też szampanem w przydrożnych gospodach.

Pan - charakterystyka


Chociaż jest to postać tytułowa, to z pewnością nie jest on głównym bohaterem powieści. Jego rolą jest stanowienie kontrapunktu dla Kubusia, bycie słuchaczem. Postać ta jest zdegradowana przez niemal całą powieść (poza fragmentami, w których to on opowiada historie) do przytakiwania swojemu słudze. Zdarza się jednak, że kontruje opowieści Kubusia, rozpoczynając dyskusje, które zazwyczaj przegrywa.

Łatwo zauważyć, że postać pana jest prezentowana przez narratora w sposób pejoratywny:
„(…) nie znacie jeszcze ludzi tego gatunku. Myśli w głowie na lekarstwo; jeśli mu się zdarzy powiedzieć coś do rzeczy, to chyba coś zasłyszanego albo też przypadkiem. Ma oczy jak wy i ja; ale przeważnie nie wiadomo, czy patrzy. Nie śpi, a nie czuwa: pozwala spływać życiu, to jego zatrudnienie”.


Można powiedzieć, że bohater ten został zredukowany przez autora do roli automatu, o czym zresztą także mówi narrator:
„Automat ów wędrował przed siebie oglądając się od czasu do czasu, czy Kubuś nie wraca”.


Otrzymaliśmy jasny sygnał, że w tym duecie to Kubuś, choć jest sługą, jest prawdziwym bohaterem. Pan został zarysowany jako człowiek zblazowany, który miał w życiu tak naprawdę jedynie trzy uciechy:
„(…) szukał zegarka w kieszonce, gdzie go nie było, i popadał stopniowo w rozpacz, nie wiedział bowiem, co począć bez zegarka, tabakierki i Kubusia; były ot trzy pociechy jego życia, które spływało na zażywaniu tabaki, spoglądaniu na godzinę i zadawaniu pytań Kubusiowi, a to we wszystkich możliwych kombinacjach”.


W odróżnieniu od Fatalisty, pan był tchórzem. Widać to najlepiej w scenie spotkania z rabusiami:
„Mina i ton Kubusia były tak wymowne, iż hultaje, którzy cenili życie nie gorzej od każdego uczciwego człowieka, wstali nie pisnąwszy słówka, rozebrali się i położyli. Pan, niepewny, w jaki sposób skończy się przygoda, czekał cały drżący”.


Nie podejmował nigdy śmiałych czynów, zamiast tego wolał o nich rozprawiać. Pan jest bardzo przywiązany do swojego szlacheckiego dziedzictwa:
„(…) ale mam rodzinę, nazwisko, pozycję, widoki i nie zgodzę się nigdy zagrzebać wszystkich tych atutów w kramiku małej mieszczki”.


Natręt na koniu



Bohater pojawił się w momencie, gdy Kubuś wspominał szczegóły swojej rany w kolano. Cały czas jechał na koniu za sługą i jego Panem i gdy ten rozparzał na temat mnogości „kości, ścięgien i innych rzeczy, poprzezywanych licho wie jak...”, przyznał mu rację.
Wścibstwo nieznajomego bardzo zezłościło Kubusia. Niechęć potęgował widok młodej dziewczyny, którą natręt wiózł na oklep za sobą.

Mężczyzna przedstawił się jako doświadczony chirurg i zamierzał im coś „wykazać”. Na prośbę dziewczyny, aby zrezygnował z tego i jechał swoją drogą, strącił ją z konia, z jedną nogą zaczepioną o fragmenty jego ubrania i spódnicami zawiniętymi na głowę.
Na pomoc krzyczącej niewieście pospieszył Kubuś. Szybko uwolnił jej nogę i poprawił ubranie.

Tymczasem miedzy chirurgiem a Panem wywiązała się sprzeczka dotycząca sedna pojęcia „wykazywać”:
„Zaś pan Kubusia rzekł do chirurga: – Oto, co znaczy wykazywać.
A chirurg: – Oto, co znaczy nie chcieć komuś pozwolić wykazać!...”.


Gospodarz i gospodyni opiekujący się rannym Kubusiem
Zraniony w kolano Kubuś trafił do domu ubogiej wieśniaczej rodziny. Para miała kilkoro drobnych dzieci.

Podczas gdy kobieta troskliwie zajmowała się cierpiącym bohaterem, jej mąż cały czas starał się pozbyć go z domu. Gdy ona maczała róg fartucha w occie i nacierała czoło i skronie Kubusia, grzała mu rozcieńczone wino, myła i opatrywała jego ranę, jej mąż zaczął się złościć.

Był to człowiek z natury zgryźliwy, wciąż gderał na żonę, nic mu nie pasowało. Kubusiowi wydawało się, że jego jedynym zajęciem jest szukanie powodu do kłótni ze swoją połowicą. Czepiał się słomy leżącej w stodole, której nie zniosła do młyna, pleśniejącego na strychu jęczmienia.

Małżeństwo lubiło zajrzeć do kieliszka. Nie przeszkadzał im w tym na przykład jęk cierpiącego Kubusia, oddali się libacji wraz z przybyłym na ratunek chirurgiem.

Widok rannego nieznajomego wywołał większy wstrząs w kobiecie, niż w jej mężu. Gdy w nocy próbował nakłonić ją do igraszek, ona nie mogła wyrzucić z pamięci obrazu Kubusia:
„– Daj mi spokój, nie mam ochoty do figlów. Biedny chłopiec, który omal nie skonał pod naszym progiem!...”.


Nie oznacza to, że gospodarz był zimnym egoistą. Kierował nim niepokój o los rodziny, której i tak wiodło się nie najlepiej. Kolejna buzia do wyżywienia nie poprawiała tej sytuacji:
„– No, kobieto, przyznajże teraz, iż niewczesnym współczuciem wpakowałaś nas w kłopot, z którego diabli wiedzą, jak się wyplątać. Rok jest lichy; ledwie zdołamy nastarczyć potrzebom naszym i dzieci. Zboże na wagę złota! Wina na lekarstwo! Gdyby jeszcze znaleźć
jaką pracę; ale bogaci się kurczą, biedacy nie mają zarobku”.


Mimo tych wszystkich narzekań i wymówek małżeństwo zajęło się rannym Kubusiem na miarę swoich skromnych możliwości.

Kapitan



Kapitan był swego rodzaju mentorem dla Kubusia. Mawiał, że był to „człowiek dobry, człowiek dworny, człowiek wielkich zalet, jeden z najlepszych oficerów, ale zarazem nieco dziwak”. Bohater wiele raz przypominał sobie jego mądrości, wśród których najważniejszymi były:
„Stwórz przyczynę, nastąpi skutek; ze słabej przyczyny słaby skutek; z chwilowej przyczyny skutek trwający chwilę; z przerywanej przyczyny skutek przerywany; z przyczyny hamowanej skutek zwolniony; z przyczyny, która ustała, skutek żaden.”


„Wolność, która by mogła objawiać się bez przyczyny, stanowiłaby prawdziwą cechę szaleńca.”


„Rozum jest to przypuszczenie, w którym doświadczenie pozwala nam uważać dane okoliczności za przyczyny pewnych skutków, których możemy się spodziewać lub obawiać.
Ale, powiadał, kto może się chlubić, że ma dosyć doświadczenia? Ten, kto sobie tuszył, że go ma najobficiej, czy nigdy się nie oszukał? I czy istnieje człowiek zdolny trafnie ocenić okoliczności, w jakich się znajduje? Rachunek w naszych głowach a ten, który zapisany jest w rejestrach w górze, to dwie bardzo różne rzeczy. Czy my kierujemy losem, czy też los kieruje nami? Ileż roztropnie wykonanych zamysłów chybiło i jeszcze chybi! Ile niedorzecznych powiodło się i jeszcze się powiedzie! Oto, co mi powtarzał kapitan po wzięciu Berg-op-Zoom i Port-Mahon; dodawał, że przezorność nie daje pewności dobrego wyniku, ale daje pociechę i usprawiedliwienie w złym; toteż w wilię bitwy spał w namiocie tak spokojnie jak u siebie w alkierzu i szedł w ogień jak do tańca.”


Przyczyną snucia wspomnień na temat kapitana było przypadkowe napotkanie konduktu żałobnego. Kubuś był przekonany, że oto żegnają jego przyjaciela, zmarłego w sąsiednim mieście, skąd przewożono go do rodzinnego grobu.

Ważnym epizodem w biografii kapitana była, zdaniem Kubusia, przyjaźń z drugim oficerem tego samego korpusu. Bohater poznał ich obu w momencie wstąpienia do pułku. Mieli zbliżony wiek, podobne pochodzenie, lata służby i zasług.

Różnica, jaka zachodziła między nimi tkwiła w majątku – kapitan Kubusia był człowiekiem zamożnym, jego towarzysz nie. Kwestia ta potrafiła czynić z ludzi zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Zdaniem Kubusia w tym przypadku „było i jedno, i drugie...”. Wspominał, że bywały dni, w których byli najlepszymi przyjaciółmi, zaś kiedy indziej czuli się śmiertelnymi wrogami:
„W dnie przyjaźni szukali się, ugaszczali, ściskali, dzielili się każdą troską, radością, potrzebą; radzili się siebie wzajem w kwestiach najbardziej poufnych, domowych, w swoich nadziejach, obawach, widokach awansu. Spotkali się nazajutrz? Mijali się nie patrząc albo też patrzyli dumnie i chłodno, tytułowali się „panie”, sypali ostre przycinki, dobywali szpady i bili się”.


Gdy któryś z nich został ranny, drugi rozpaczał i spędzał dnie i noce przy jego łóżku, dopóki nie wyzdrowiał. Nie ważne było, że cierpienie jednego było zasługą drugiego. To była dziwna relacja:
„W ten sposób w regularnych odstępach dwóch dzielnych ludzi... dwóch dzielnych ludzi, szczerych przyjaciół, narażało się na to, iż jeden mógł zginąć z ręki drugiego; a nie ten pewnie, który by poległ, byłby godniejszy współczucia”.


Gdy Kubuś pytał, co by się stało, gdyby któryś umarł w wyniku odniesionych ran, zaczynali płakać i popadali w lekkie szaleństwo. Trzeba było przerwać tą toksyczną przyjaźń. Poinformowano ministra wojny o tej niebezpiecznej relacji, a ten awansował kapitana Kubusia na komendanta odległej twierdzy, a jego towarzyszowi dał zakaz opuszczania pułku.

Z chwilą, gdy zainteresowani dowiedzieli się o czekających ich zmianach, kapitan powtarzał, że to jego towarzysz, jako osoba biedna, powinien otrzymać awans i prawo do łaski królewskiej. W końcu postanowiono, że kapitan zostanie w pułku, kolega zaś obejmie dowództwo fortecy.

Ledwie ich rozdzielono, poczuli, jak bardzo byli sobie potrzebni. Obaj popadli w depresję. Kapitan zażądał półrocznego urlopu, aby odetchnąć na łonie rodziny, a gdy tylko otrzymał zezwolenie, od razu pospieszył do swego towarzysza. Niestety, obecni przy ich powitaniu oficerowie od razy powiadomili o wszystkim majora, komendanta placu. Ten podjął decyzję o otoczeniu komendanta fortecy szpiegami. Pewnego dnia donieśli mu o sprzeczce między bohaterami, której kulminacją była bójka. W końcu kapitan i jego towarzysz pożegnali się i rozstali na zawsze. Już nigdy więcej się nie spotkali, ponieważ kapitan zmarł.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Kubuś Fatalista i jego Pan - opracowanie



Streszczenia książek
Tagi: