Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Leon Kruczkowski już przed wojną interesował się problemem niemieckim, należąc do lewicowego frontu walki przeciw faszyzmowi. Po zakończeniu II wojny światowej ci, którzy przeżyli, nadal pamiętali ogromne okrucieństwo, zniszczenia i zagładę milionów ludzi, a słowo „Niemiec” budziło powszechny wstręt i nienawiść. Kruczkowski, który bacznie śledził rozwój faszyzmu za zachodnią granicą w latach trzydziestych XX wieku i przestrzegał przed nim, po wojnie. Jedyny ratunek dla porażonego chorobą narodu niemieckiego upatrywał w nim samym – w umożliwieniu odnalezienia sił, dzięki którym Niemcy będą mogli odrzucić narosłe zło i powrócić do dobrych tradycji. Jako pierwszy starał się odejść od stereotypu Niemca – zaślepionego faszysty, przekonując odbiorców, że nie należy identyfikować pojęcia „Niemiec” z hitlerowcem.


Z dramatu „Niemcy” wyłania się obraz życia w czasie okupacji niemieckiej. Odsłony pierwszego aktu przybliżają sytuację w okupowanych przez Niemców krajach, bezwzględność okupanta i okrucieństwo wobec ludzi innych narodów. Akt II i III przedstawia stosunek Niemców do otaczającej ich rzeczywistości. Profesor Sonnenbruch przyjął postawę bierną, uważając, że jako uczciwy Niemiec nie może uczestniczyć w okrucieństwach swego narodu. Willi Sonnenbruch reprezentuje bezwzględność i okrucieństwo faszystów. Berta Sonnenbruch i Liesel są zagorzałymi zwolenniczkami faszyzmu, choć nie działają aktywnie. Ruth Sonnenbruch jako jedyna z rodziny przejmuje inicjatywę i pomaga zbiegowi z obozu jenieckiego, przypłacając to własną wolnością.

Wyjaśnienie tytułu dramatu Kruczkowskiego


Sprawa tytułu dramatu Leona Kruczkowskiego wiąże się z problematyką niemiecką. Pisarz początkowo zatytułował utwór „Niemcy są ludźmi” i pod takim właśnie tytułem opublikował w „Odrodzeniu” pierwszy akt sztuki. Po napisaniu całości uświadomił sobie, że to sformułowanie nie wyrażało dostatecznie zawartości ideowej dzieła. Według autora wyrażenie „Niemcy są ludźmi” określało wyłącznie punkt wyjścia dla przedstawionej problematyki: „Niemcy są ludźmi” znaczyło u mnie, jako punkt wyjścia: spróbujmy w literaturze – odejść od plakatowej wizji „szczekającego Niemca”, postawmy sobie pytanie: Jak to się działo od strony ludzkiej? […] Formuła „Niemcy są ludźmi” czytelna jest, mam nadzieję, dość wyraźnie w przesłankach mojej sztuki, niejako w jej przedtekście. Na karcie tytułowej po ostatecznym ukończeniu zostali po prostu „Niemcy”. Ustalając taki właśnie ostateczny tytuł sztuki, zdałem sobie sprawę z tego, że zakres pojęciowy słowa „Niemcy” jest znacznie szerszy od uściślonego w moim dramacie zakresu konkretnych treści: konfliktu, fabuły i ludzi.”.

W Berlinie sztuka była wystawiana pod zmienionym tytułem: „Rodzina Sonnenbrucków”. Tytuł dramatu wywołał ostrą krytykę opinii publicznej, która zarzuciła Kruczkowskiemu niestosowność tytułu w odniesieniu do zagadnienia poruszanego w utworze. Juliusz Żuławski w artykule: „Niemcy” w Warszawie stwierdził, że tytuł obejmuje cały naród niemiecki, a sztuka ogranicza się do ukazania wyłącznie jednej warstwy społecznej: „Mówiąc po prostu: jeżeli są to „Niemcy” – to Niemcy wybrani zbyt jednostronnie, Niemcy jednej tylko warstwy społecznej. Niemcy – mimo założenia zawartego w tytule – niedostatecznie reprezentujący cały naród niemiecki.”. Mieczysław Ziemski za najbardziej odpowiedni uznał tytuł, pod którym dramat był wystawiany z Berlinie. Jego zdaniem formuła „Niemcy są ludźmi” nie była właściwa, ponieważ Kruczkowski nie przedstawił w dziele zbyt wielu postaci dobrych Niemców. Za równie chybiony uznał właściwy tytuł sztuki: „Tytuł „Niemcy” przyrzeka znowu, że autor pokaże nam pełną, chociażby sprowadzoną do okazów najprostszych, teatralną typizację społeczeństwa niemieckiego jakiegoś okresu, […] lecz asortyment typów niemieckich daleki jest od wyczerpującej kompletności.”. Wacław Orłowski podzielał opinię, że najbardziej właściwym tytułem dramatu był ten, pod którym był wystawiany w berlińskim „Deutsches Theater” i na który autor wyraził zgodę. Uważał, że zmiana ta wskazywała na tendencję zacieśniającą problem dzieła: „Konflikt w sztuce Kruczkowskiego jest nie dość charakterystyczny, by mógł być wykładnikiem konfliktu ogólnoniemieckiego. „Niemcy” to rzeczywiście wysublimowany dramat pewnej rodziny niemieckiej, miejscami dość typowy dla inteligenckiego środowiska, miejscami całkiem swoisty. Dlatego właśnie nazwa sztuki w brzmieniu polskim przerasta raczej ramy poruszanych w niej spraw.”.

Leon Kruczkowski ostatecznie pozostał przy tytule „Niemcy”. Swoją decyzję argumentował następująco: „W sztuce mojej nie chodziło bynajmniej o to, aby pokazać pełny, kompletny przekrój społeczeństwa niemieckiego lat hitleryzmu i wojny. Myślę jednak, że w życiu tego społeczeństwa był to okres tak głębokiego upadku, zamroczenia i paraliżu świadomości klasowej warstw ludowych, że biorąc rzecz w najszerszym nawet przekroju społecznym, można było mówić jedynie o różnych wariantach i odcieniach tych postaw wobec hitleryzmu, których większą lub mniejszą kolekcję prezentowała wówczas każda przeciętna mieszczańska czy drobnomieszczańska rodzina niemiecka. Jeśli konkretnie wziąłem dla demonstracji w mojej sztuce rodzinę wybitnego uczonego, to dlatego, że chodziło mi o konflikt na którymś z wyższych pięter świadomości intelektualnej i moralnej – i w ogóle zresztą o środowisko bardzo charakterystyczne i ważne w strukturze społeczeństwa niemieckiego”.

Główne wątki w dramacie „Niemcy”


Jubileusz pracy naukowej profesora Sonnenbrucha
Jubileusz trzydziestolecia pracy naukowej Waltera Sonnebrucha jest głównym wątkiem dramatu Leona Kruczkowskiego. Na uroczystość jadą osoby bliskie naukowcowi – żandarm Hoppe, mieszkający w okupowanej Polsce, syn Willi, wypełniający obowiązki gestapowca w okupowanej Norwegii oraz córka Ruth. Sonnenbruch nie jest zadowolony z obchodów. Swoje życie poświęcił badaniom, lecz wybuch wojny i okrucieństwo narodu niemieckiego wobec okupowanej ludności sprawiło, że nie mógł cieszyć się towarzystwem przyjaciół, których zawsze chciał widzieć na swym jubileuszu. Postawa, którą przyjął na czas wojny, zmusza go do wygłoszenia mowy, w której nie mógł zawrzeć swoich myśli i która była jedynie wspomnieniem cieni ludzi, którzy niegdyś go otaczali. Dzień jubileuszu okazuje się przełomowym w życiu naukowca. Zjawienie się Petersa uświadamia profesorowi, że izolowanie się od otaczającej rzeczywistości było złe, a swoją bierną postawą dawał przyzwolenie na otaczające go zło.

Obraz rzeczywistości w czasie II wojny światowej
Z dramatu „Niemcy” wyłania się obraz życia w czasie okupacji niemieckiej. Odsłony pierwszego aktu przybliżają sytuację w okupowanych przez Niemców krajach, bezwzględność okupanta i okrucieństwo wobec ludzi innych narodów. Akt II i III przedstawia stosunek Niemców do otaczającej ich rzeczywistości. Profesor Sonnenbruch przyjął postawę bierną, uważając, że jako uczciwy Niemiec nie może uczestniczyć w okrucieństwach swego narodu. Willi Sonnenbruch reprezentuje bezwzględność i okrucieństwo faszystów. Berta Sonnenbruch i Liesel są zagorzałymi zwolenniczkami faszyzmu, choć nie działają aktywnie. Ruth Sonnenbruch jako jedyna z rodziny przejmuje inicjatywę i pomaga zbiegowi z obozu jenieckiego, przypłacając to własną wolnością.

Los Joachima Petersa
Pojawienie się Joachima Petersa w domu Sonnenbruchów stanowi przełomowy moment w życiu profesora i Ruth. Zbieg z obozu niemieckiego zjawił się u swojego dawnego przyjaciela i współpracownika, którego zawsze szanował, licząc na pomoc. Okazuje się, że profesor nie jest zdolny do jakiegokolwiek działania, sparaliżowany strachem i naiwnie wierzy, że jego postawa jest właściwa, by zachować w sobie cechy prawdziwego człowieka i uczciwego Niemca. Zupełnie inaczej zachowuje się Ruth. Dziewczyna jest świadoma, że ojciec w innej sytuacji postąpiłby zupełnie inaczej i w pewnym stopniu przejmuje na siebie jego obowiązek. Umożliwia ucieczkę jeńcowi i nie wydaje go, choć sama zostaje aresztowana. Obecność Petersa wpływa decydująco na zmianę postawy profesora. Zaczyna dostrzegać, że droga, którą wybrał w chwili wybuchu wojny jest błędna i unikanie odpowiedzialności za otaczające zło jest niemożliwe.

Dlaczego dramat?


Forma dramatyczna zmusza odbiorcę do samodzielnego gromadzenia informacji o bohaterach utworu, a rozwój akcji scenicznej ukazuje człowieka w działaniu, przybliżając jego myśli i decyzje przede wszystkim poprzez dialog.

Kompozycja i streszczenie utworu



Leon Kruczkowski podzielił dramat „Niemcy” na trzy akty, z których każdy spełnia określoną funkcję w stosunku do nadrzędnej problematyki utworu. Akt pierwszy składa się z trzech odsłon, a każda ukazuje w różnych sytuacjach sprawę niemiecką w okresie okupacji. Pierwsza scena rozgrywa się w małym miasteczku w okupowanej Polsce. Poruszone tu zostały dwie kwestie: próba, jakiej zostaje poddane człowieczeństwo żandarma Hoppa oraz ważący się los schwytanego żydowskiego dziecka. Z jednej strony odbiorca poznaje młynarza Schultza, pozbawionego jakichkolwiek uczuć humanitarnych, z drugiej Hoppa w pewnym stopniu uczulonego na ludzką krzywdę, ojca trojga dzieci, który musi dokonać wyboru między wypuszczeniem chłopca a przepisami. Ostatecznie zabija dziecko, tłumacząc to troską o własną rodzinę.

Żandarm jest centralną postacią pierwszej sceny.
Kruczkowski na przykładzie jego postaci ukazał psychikę człowieka, który został siłą wciągnięty w wir hitlerowskiej machiny. Jest to postawa prostego człowieka, który uległ okrutnej przemocy, lecz nie został do końca pozbawiony ludzkich odruchów. To właśnie z jego ust odbiorca dzieła dowiaduje się po raz pierwszy o profesorze Sonnenbruchu.

Elementy akcji pierwszej sceny, ukazane w atmosferze narastającej grozy, przedstawiają tragiczną rzeczywistość okresu okupacji Europy i stanowią ekspozycję właściwego dramatu. Druga odsłona przedstawia dwie antagonistyczne postacie: SS-mana Willego Sonnenbrucha i panią Soerensen. Willi, wychowany w szeregach Hitlerjugend, reprezentuje wyrafinowane, pozbawione wszelkich ludzkich odruchów okrucieństwo, zachowując pozory bycia praworządnym i dobrze ułożonym.

Jedynym ludzkim uczuciem, do którego jest jeszcze zdolny młody mężczyzna, uczuciem egoistycznym i ślepym, jest miłość do matki. Potrafi on wygodnie urządzić się w okupowanej Norwegii, wykazując bezwzględność w przechodzeniu do porządku dziennego nad tragediami, których był sprawcą. Jego przeciwieństwem jest pani Soerensen, nieszczęśliwa matka, która zjawia się u Sonnenbrucha z prośbą o ocalenie aresztowanego syna.

Kobieta z łatwością potrafi przejrzeć perfidną grę gestapowca, który myśli o wyłudzeniu od niej naszyjnika. W imię miłości do syna pani Soerensen składa w ofierze cenny przedmiot, stara się być opanowana i spokojna, choć wewnętrznie przeżywa ogromną tragedię i cierpienie. Nie potrafi jednak przewidzieć potwornego wyrafinowania Willego – nie wyczuwa jego kłamstwa, które sprawia, że choć przez chwilę jest szczęśliwa. Perfidne okrucieństwo Niemca w pełni ukazuje rozmowa z Mariką po spotkaniu z Norweżką, kiedy wyznaje kochance prawdę o śmierci skatowanego chłopca.

Z kolei akcja odsłony trzeciej przenosi się do okupowanej Francji, wzbogacając wiedzę odbiorcy o hitlerowskich rządach w Europie. Fanchette reprezentuje siły oporu, natomiast tchórzliwy Tourterelle czeka, aż Niemcy „wcześniej czy później rozbiją sobie głowy i uznają, że słońce świeci dla wszystkich”.

Do oberży wkracza Ruth Sonnenbruch, artystka żądna mocnych wrażeń – kolejna postać z kręgu głównego bohatera dramatu, która podobnie jak Willi i Hoppe zmierza do Getyngi, aby wziąć udział w jubileuszowych uroczystościach profesora. Dziewczyna, która robi wszystko, na co ma ochotę i daje radość ludziom na swych koncertach, decyduje się iść na egzekucję Francuzów, wśród których jest także ojciec Fanchette.

Nie wiadomo jednak, czym kieruje się, dokonując takiego wyboru – litością dla barmanki, buntem przeciwko wszechogarniającemu złu czy po prostu chęcią uczestniczenia w czymś, co mogło jej zapewnić mocne wrażenia.

Akt pierwszy doskonale wprowadza odbiorcę dzieła we właściwą akcję dramatu. Kruczkowski przybliża w nim tragiczną sytuację w okupowanych przez Niemców krajach, ukazuje ludzi uciskanych i cierpiących. Przedstawia również trzy osoby z kręgu profesora Sonnenbrucha. Akt ten stanowi ekspozycję głównego wątku dzieła.

W akcie drugim rozpoczyna się akcja właściwa „Niemców”. Akcja przenosi się do willi profesora Sonnenbrucha w momencie, kiedy jego rodzina przygotowuje się do wyjazdu na uniwersytet, by wziąć udział w uroczystym bankiecie, wydanym z okazji trzydziestolecia jego pracy naukowej. Wymiana zdań między Ruth a ojcem, który nie chce przyjąć przywiezionego dla niego koniaku z Francji, zarysowuje podstawowe zagadnienie sztuki: problem „uczciwego Niemca”. Sonnenbruch stara się za wszelką cenę całkowicie odizolować od otaczającej go rzeczywistości, skupiając się wyłącznie na pracy naukowej.

Jego stwierdzenie, że jest uczciwym Niemcem ostro krytykuje żona, Berta, która żyje wojennymi sukcesami Niemiec. Nawet śmierć syna jest powodem narodowej dumy kobiety. Profesor Sonnenbruch dostrzega bezsens prowadzonej wojny i walki Niemców o władzę nad światem. Współczuje zaślepionej żonie i przewiduje klęskę swojego narodu. Ruth swoją postawą przypomina ojca. Podobnie jak on ogranicza się wyłącznie do tego, co sama chce widzieć, a reszta niewiele ją interesuje. U profesora pojawia się żandarm Hoppe ze swoim najstarszym synem.

Wyrzuty sumienia najwyraźniej dręczą mężczyznę, co potwierdza jego zachowanie w chwili, kiedy Sonnenbruch podaje chłopcu jabłko. Następnie nadchodzi Willi, z czułością witając ukochaną matkę. Młodzieniec, podobnie jak Berta, wierzy w zwycięstwo Niemiec i podobnie jak ona jest negatywnie nastawiony do poczynań ojca. Nazywa profesora tchórzem. Dla Willego istnieje wyłącznie miłość do matki, którą obdarowuje naszyjnikiem pani Soerensen. Okłamuje Bertę, wyjaśniając, że klejnot zdobył okazjonalnie, a ona bezgranicznie i naiwnie wierzy w słowa syna.

Rozmowa matki z synem o postępowaniu profesora, zerwaniu przez niego kontaktów z zagranicznymi przyjaciółmi uświadamia odbiorcy, że wina mężczyzna jest większa niż zaślepienie jego żony – świadomy zła, które go otacza, nie potrafi spojrzeć przyjaciołom prosto w oczy i wstydzi się tego, że jego syn jest gestapowcem. Pomimo tej wiedzy nie chce i nie potrafi sprzeciwić się złu. Nieoczekiwanie w domu Sonnenbruchów pojawia się uciekinier z obozu jenieckiego – Joachim Peters, który burzy pozorny spokój rodziny profesora.

Mężczyzna w przeszłości pracował dla naukowca i uważał go za swojego przyjaciela. Okazuje się jednak, że profesor chce jak najszybciej pozbyć się niewygodnego gościa, który zmącił jego wewnętrzny spokój i przekonanie, że postępuje właściwie, jak „uczciwy Niemiec”. Dla Liesel, zrozpaczonej po stracie męża i dzieci, wizyta Petersa staje się możliwością wyładowania swojej nienawiści. Jedynie Ruth od początku jest zdecydowana pomóc zbiegowi. Willi reaguje gwałtownie z hitlerowską brutalnością i chce natychmiast zawiadomić policję. Berta zachowuje spokój, zajęta myślami o uroczystości.

Sonnenbruch, obserwując córkę i syna, nie odzywa się do końca aktu. Jest wyraźnie zrozpaczony, popada w odrętwienie, lecz w rzeczywistości coś się z nim dzieje. Jego postawa życiowa, którą tak pieczołowicie pielęgnował przez lata okupacji, ulega załamaniu w chwili, kiedy zetknął się z człowiekiem, który nie tylko odkrył przed nim okrutne realia, lecz także zaangażował go w sprawy, od których skutecznie uciekał. Akcja dramatu osiąga punkt kulminacyjny – profesor staje przed dylematem, czy powinien nadal pozostać obojętnym, gubiąc w ten sposób Petersa, który oczekiwał od niego pomocy, czy też dać się wciągnąć w akcję przeciwko złu.

Akt drugi można podzielić na dwie części. W pierwszej zostaje ukazana atmosfera w domu profesora i przedstawienie jego postaci na tle rodziny. W drugiej rodzina Sonnenbruchów jest zmuszona do działania, ujawniając w ten sposób swój stosunek do problemu indywidualnej odpowiedzialności za losy narodu i ludzkości. Problem ten zostaje najwyraźniej postawiony przed głównym bohaterem dramatu.

Akt trzeci ma charakter dyskursywny. Rozpoczyna się w kilka godzin później po zakończeniu aktu drugiego, kiedy do willi wraca Ruth, zdecydowana pomóc Petersowi. Akcja w dużej mierze opiera się na dwóch dialogach: Ruth z Joachimem oraz profesora z Joachimem. W pierwszym odbiorca poznaje prawdziwy powód przybycia zbiega do domu Sonnenbrucha.

Dawna zażyłość mężczyzn, z czasów, kiedy Peters był asystentem naukowca, upoważniła go do szukania u niego pomocy. Decyzja ta łączyła się ze sprzecznymi uczuciami zbiega: z jednej strony miał nadzieję, że zostanie zrozumiany, z drugiej – bał się rozczarowania. Ruth Sonnenbruch postępuje tak, jakby zachował się jej ojciec, gdyby odnalazł w sobie siły do działania. To ona zrozumiała, że profesor jest załamany wewnętrznie i nie potrafi przejąć inicjatywy. Broni ojca i tłumacząc jego zachowanie, wyjaśnia swoją postawę, tłumacząc Petersowi, że nie kieruje nią sympatia do antyfaszysty. Nie cofa się przed udzieleniem pomocy nawet w chwili, kiedy mężczyzna ostrzega ją, że naraża się na niebezpieczeństwo. Dziewczyna jest stanowcza, zachowuje się spokojnie i rzeczowo obmyśla plan ucieczki Joachima. Sytuację zmienia niespodziewane przybycie pozostałych członków rodziny Sonnenbruchów. Ruth kryje Petersa w swoim pokoju i okłamuje krewnych. Liesel, do tej pory milcząca i obojętna, staje się rozmowna i najwyraźniej zaczyna spełniać rolę, wyznaczoną jej przez autora dramatu.

Profesor radzi, aby milczeli, na co wbrew sobie muszą przystać Berta i Willi. Do akcji wkracza Liesel, chora z nienawiści, wyznając, że zawiadomiła o wydarzeniu policję. Nazywa Sonnebrucha śmiesznym, starym człowiekiem, który nic nie wie o okrucieństwie. Jej słowa ukazują prawdę o naukowcu – odizolowany od rzeczywistości, starał się nie dostrzegać spraw, od których się odwrócił. Liesel przeżyła ogromną tragedię, a jej zachowanie jest wzorcowe dla hitlerowskiej szkoły: najpierw przyczaiła się i obserwowała w milczeniu zajście z Petersem, później odczuła satysfakcję, dając upust swojej mściwości.

Policja zabiera Ruth, która prawdopodobnie już nigdy nie wróci do domu. Po tej scenie następuje najbardziej istotna w dramacie rozmowa – dialog Sonnebrucha z Petersem. Kruczkowski przywiązywał do niego ogromną wagę – doszło bowiem do starcia dwóch przedstawicieli różnych postaw ideowych. Profesor uświadamia sobie, że wybrał złą drogę życiową i przekonuje się o słuszności poglądów Joachima. Zaczyna też rozumieć, że nie można całkowicie izolować się od spraw w chwili, kiedy należy podjąć decyzję. Dawny uczeń mówi, że czasami trzeba narażać życie drugiego człowieka, by ratować innego. Ta odpowiedź ma na celu uświadomienie naukowcowi, że jego odseparowanie się od świata nie jest równoznaczne z ocaleniem. Wyjaśnia też, że praca naukowa Sonnebrucha służy okrutnym celom. Rozmowa z Petersem ostatecznie załamuje mężczyznę. Uciekinier zdaje sobie sprawę z tego, że jego obecność stanowiła przełom w życiu profesora, który uzmysławia sobie, że córka już nigdy nie wróci, a on przegrał swoje dotychczasowe życie. Zrozumiał, że jednak miał sobie coś do zarzucenia.

Dramat przestawia konflikt człowieka, który znalazł się w sytuacji pozornie bez wyjścia, a jego życiowym błędem była próba ucieczki przed światem, w którym chciał zachować wartości ważne dla „uczciwego Niemca”. Ostatecznie okazało się, że postawa Sonnenbrucha była fałszywa. Autor starał się również odzwierciedlić różne postawy ideowe, istniejące w społeczeństwie niemieckim.

Zakończenie utworu jest swoistym zawieszeniem – trudno odpowiedzieć jednoznacznie, jaką drogę wybierze profesor i czy zrozumie wartość poświęcenia Ruth, która poniosła ofiarę, ratując jednego człowieka i manifestując w ten sposób swój protest przeciwko cierpieniom ludzkości. Odpowiedź na to można było odnaleźć w epilogu, który później został usunięty, gdy Kruczkowski doszedł do wniosku, że współczesny dramat realistyczny powinien ukazywać prawdy życiowe i otwierać pewne perspektywy działania ludzkiego, lecz ostateczne rozstrzygnięcie powinno należeć do widza bądź czytelnika, który miał sam zadecydować, dokąd nakreślone przez autora drogi mogą zaprowadzić ukazanych przez niego bohaterów.

Czy obojętni są niewinni? Problem winy w „Niemcach” Leona Kruczkowskiego


Czy obojętność zwalnia człowieka od poczucia odpowiedzialności i winy? Problem ten poruszył Leon Kruczkowski w dramacie Niemcy. Główny bohater utworu, profesor Walter Sonnenbruch, jest człowiekiem, który w obliczu II wojny światowej i okrucieństwa hitlerowskich Niemiec, przyjął postawę osoby „odwróconej plecami do życia”, uważając, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy jednak takie zachowanie sprawia, że mógłby powiedzieć, iż jest zupełnie bez winy?

Profesor Sonnenbruch jest człowiekiem inteligentnym, wykształconym, międzynarodowym autorytetem w dziedzinie biologii, szanowanym przez współpracowników, którzy darzą go szczerą sympatią i uznaniem. Po wybuchu II wojny światowej wycofał się z życia towarzyskiego i publicznego, skupiając się wyłącznie na pracy. Okrucieństwo i czyny narodu, z którego był dawniej dumny, sprawiają, że czuje wstyd za poczynania Niemców i nie ma odwagi spojrzeć prosto w oczy swoim przyjaciołom z okupowanych krajów. Pragnie emocjonalnie odizolować się od faszyzmu, aby przeczekać w ten sposób czasy niechlubne dla swych rodaków, którzy – według niego – ulegli ogólnemu szaleństwu i zapomnieli o prawdziwych wartościach, jakimi niegdyś mogły poszczycić się Niemcy. Dostrzega bezwzględność faszyzmu, lecz nie występuje otwarcie przeciwko terrorowi. W ten sposób daje swoje milczące przyzwolenie okrucieństwom wojny – on, Niemiec, który teoretycznie „nie mordował, nie grabił, nie niszczył”, który za największą hańbę swego życia uważał syna, oficera SS.

Jego postawa jest bierna i tchórzliwa, o czym świadczy zachowanie mężczyzny w chwili, kiedy w jego domu zjawia się uciekinier z obozu jenieckiego i dawny asystent, Joachim Peters. Peters, pamiętający Sonnenbrucha jako człowieka godnego zaufania i praworządnego, liczy na pomoc. Profesor nie potrafi jednak przezwyciężyć strachu. Sparaliżowany bezradnością i obawami, czuje się tak, jakby zbieg zburzył jego kształtowany przez cztery lata wewnętrzny spokój, krusząc ów „niewidzialny pancerz, skorupę, przez którą nie przenikało nic i nikt”. Po rozmowie z Joachimem nie może już powiedzieć, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Obojętność wobec okrucieństwa wojny wcale nie oznacza braku winy. Sonnenbruch mógł przecież działać aktywnie, walczyć z faszyzmem, lecz tego nie czynił. Dostrzegał jedynie winę swojego narodu, nie widząc swojej. Wizyta Petersa uświadomiła biologowi jego obojętność i fakt, iż badania naukowe, którym poświęcał się przez wiele lat, były przez cały czas wykorzystywane przez hitlerowców. Profesor starał się nie myśleć o tym, tłumacząc, że go to nie obchodzi.

Z postępowania profesora Sonnenbrucha jasno wynika, że obojętność nie może być postrzegana jako niewinność, co więcej – obojętność wobec okrucieństwa jest w wielu sytuacjach gorsza niż uczestniczenie w nich. Naukowiec wybrał postawę wygodną dla siebie i nie mógł o sobie mówić, że jest uczciwym Niemcem. Jego zachowanie nie zwalniało go od poczucia winy.

Obraz Niemców w dramacie Kruczkowskiego


Dramat Leona Kruczkowskiego Niemcy ukazuje panoramiczny obraz społeczeństwa niemieckiego w okresie II wojny światowej. Autor na przykładzie jednej rodziny przedstawił różnorodność postaw narodu wobec faszyzmu i okrucieństwa hitlerowskich Niemiec.

Profesor Walter Sonnenbruch, główny bohater utworu, swoją postawą reprezentuje tych, którzy w obliczu wojny przyjmowali stanowisko bierne i nie angażowali się w żaden sposób w toczące się jak gdyby poza nimi życie. Mężczyzna stara się skupić wyłącznie na pracy, dostrzega otaczające go zło, lecz nie podejmuje żadnych działań, by walczyć z faszyzmem. Żyje w świecie iluzji, pamiętając o dawnej chwale swojego narodu. Pragnie zachować ją w sobie na lepsze czasy, kiedy jego ojczyzna wyzwoli się z ogólnego szaleństwa. Twierdzi, że przechowuje w sobie prawdziwe Niemcy. Z przekonania jest antyfaszystą, lecz swoim biernym zachowaniem daje milczące przyzwolenie na to, przed czym pragnie uciec. Uważa się za „uczciwego Niemca”, który nie uczestniczy w mordach, grabieżach i zniszczeniach, pustoszących ówczesną Europę. Wstydzi się za swój naród, nie chce brać udziału w wojnie, ale w sytuacji, kiedy mógł udowodnić, że rzeczywiście jest prawym Niemcem i pomóc Joachimowi Petersowi, okazuje się tchórzem i egoistą, niezdolnym do jakichkolwiek decyzji.

Berta Sonnenbruch i Liesel należą do zwolenników faszystowskich Niemiec i bezkrytycznie wierzą w hitlerowską propagandę. Czują się obywatelkami „wielkich Niemiec”, są przekonane o wyższości swojego narodu nad innymi i ufają, że Niemcy w przyszłości będą europejską potęgą. Obie straciły w czasie wojny bliską osobę – Berta – syna, Liesel – męża i dzieci, lecz starają się pogodzić z tą tragedią. Berta uważa, że jej syn zginął, walcząc w imię miłości do ojczyzny i w podobnej sytuacji każdego dnia są setki matek i żon. Liesel swą rozpacz zamieniła w nienawiść do przeciwników faszyzmu. To ona składa doniesienie na policji, że w ich domu ukrywa się zbieg z obozu niemieckiego, choć w ten sposób naraża swoją rodzinę. Podobnie jak profesor, Berta i Liesel nie działają aktywnie na rzecz faszystowskich Niemiec, lecz nie potępiają wojny i uważają, że jest ona sprawiedliwa i potrzebna narodowi niemieckiemu do osiągnięcia zamierzonej potęgi.

Willi Sonnenbruch, najmłodszy syn profesora, jest oficerem SS w okupowanej Norwegii. Aktywnie uczestniczy w wojnie, stojąc po stronie faszyzmu i mordując ludzi. Ślepo wierzy w potęgę Niemiec, a swych rodaków uważa za wszechwładnych i pedantycznych. Jest wytworem hitlerowskiej propagandy – wychowany w szeregach Hitlerjugend, stał się człowiekiem okrutnym i bezwzględnym. Potrafił doskonale wykorzystywać swoją wysoką pozycję w Norwegii, bez skrupułów katował ludzi, mordował, wykazywał się brakiem jakichkolwiek ludzkich uczuć. Rozmowa z panią Soerensen uwidacznia wszystkie wady młodzieńca – człowieka zakłamanego, obłudnego, bezdusznego, który pod maską dobrego wychowania ukrywał prawdziwe cechy swojego charakteru. Postawa Willego Sonnenbrucha odzwierciedla zachowanie hitlerowców w czasach II wojny światowej.

Postawę Ruth Sonnenbruch początkowo trudno określić. Młoda artystka, korzystająca z przywilejów Niemiec, podróżuje po Europie, w poszukiwaniu „mocnych wrażeń”. Jest obserwatorką, która dystansuje się od otaczającej ją rzeczywistości. We Francji z własnego wyboru zastępuje Fanchette podczas egzekucji partyzantów i tak naprawdę nie wiadomo, czy czyni to z litości, by dziewczyna nie patrzyła na śmierć swojego ojca, czy też jest to okazja do przeżycia czegoś emocjonującego. Ruth jako jedyna potrafi przełamać swoją bierność i w trudnej sytuacji, jaką jest zjawienie się w domu rodziców Joachima, przełamuje narzucony przez siebie dystans i pomaga zbiegowi. Jest przekonana, że tak właśnie powinien postąpić jej ojciec, gdyby nie był tak słabym człowiekiem. Nie wycofuje się z pomocy nawet w chwili, kiedy w domu zjawiają się policjanci i musi z nimi wyjść, choć mogłaby ocalić siebie, wydając, ukrywającego się w jej pokoju Petersa. Postawa Ruth Sonnenbruch udowadnia, że wśród biernych Niemców byli również tacy, którzy potrafili w trudnych chwilach postąpić z godnością i wykazać się chęcią ocalenia drugiego człowieka, nawet kosztem swojego własnego życia.

Żandarm Hoppe nie należy do rodziny profesora Sonnenbrucha, lecz można go określić jako reprezentanta tych, którzy zostali siłą wdrożeni w system totalitarny i zmuszeni do biernego i ślepego posłuszeństwa. Ten prosty człowiek, tęskniący za czasami, kiedy w spokoju pracował jako woźny na uniwersytecie, w czasach wojny zdołał zachować resztki człowieczeństwa. Na widok żydowskiego chłopca, okazuje litość, lecz przepisy zmuszają go do zamordowania dziecka. Tak właśnie musieli postępować ci, którzy zostali wbrew sobie wcieleni do wojska i musieli służyć ojczyźnie.

Dramat Leona Kruczkowskiego odzwierciedla postawy Niemców w okresie II wojny światowej. Pisarz zdołał ukazać je na przykładzie jednej rodziny, w której każda osoba reprezentuje swoim postępowaniem i światopoglądem różne stanowiska wobec otaczającej rzeczywistości i hitlerowskiego reżimu.

Wybór pomiędzy dobrem a złem na podstawie „Niemców” Leona Kruczkowskiego


Każdy człowiek musi dokonywać wyboru między dobrem a złem. Przed podobnym dylematem zostali postawieni bohaterowie dramatu Leona Kruczkowskiego Niemcy: żandarm Hoppe i rodzina Sonnenbruch.

Żandarm Hoppe jest człowiekiem poczciwym i prostodusznym, ojcem trojga dzieci. Wojna i służba w okupowanej Polsce zmusza go do czynów, których prawdopodobnie nigdy by nie popełnił. Tęskni za rodziną i dawną pracą woźnego w instytucie naukowym. Swoje obowiązki wykonuje niechętnie, wbrew sobie. Hoppe zostaje postawiony przed wyborem: zabić schwytane żydowskie dziecko, co jest zgodne z przepisami, czy też wypuścić chłopca, narażając w ten sposób siebie i swoją rodzinę. Malec początkowo wzbudza w mężczyźnie litość – żandarm jest przecież ojcem, a dziecko przypomina mu najstarszego syna. Okazuje się, że młynarz Schultz, który przyprowadził chłopca, obserwuje posterunek policji. Hoppe musi podjąć decyzję i ostatecznie postępuje zgodnie z przepisami. Swój czyn usprawiedliwia słowami, że „dla niemieckiego człowieka sumieniem jest drugi niemiecki człowiek”, a on ma przecież żonę i dzieci. Taki tok myślenia jest jednak błędny – podczas wizyty w domu profesora Sonnenbrucha, żandarm przekonuje się, że sumieniem każdego człowieka jest on sam – Hoppe odczuwa wyrzuty sumienia, widząc profesora częstującego jabłkiem jego syna. Mężczyzna wybrał zło, kierując się ochroną siebie i rodziny, lecz mając w sobie resztki człowieczeństwa, których nie zdołała jeszcze zniszczyć wojna, zrozumiał, że jego wybór był niewłaściwy.

Takich odczuć nie ma Willi Sonnenbruch, kiedy zjawia się u niego pani Soerensen, matka aresztowanego chłopca, którego zakatował podczas nocnych przesłuchań. Oficer SS bezwzględnie i obłudnie oszukuje kobietę, wyłudzając od niej drogocenny naszyjnik, który uznaje za prezent godny jego ukochanej matki. Nie wyjawia prawdy, okłamując panią Soerensen, że jej syn zdołał uciec. Okrucieństwo czynu Willego najpełniej oddaje zachowanie jego kochanki – dziewczyna, kiedy dowiaduje się, że młodzieniec wiedział o śmierci chłopca, lecz nie powiedział tego Norweżce, krzyczy przerażona. Willi Sonnenbruch wybiera zło, lecz nie dostrzega krzywdy wyrządzonej pani Soerensen – wychowanek Hitlerjugend i bezwzględny Niemiec postępuje tak, jak został nauczony przez niemiecką propagandę.

Bardziej wrażliwą na ludzką krzywdę jest siostra Willego, Ruth Sonnenbruch. Artystka, która uważa, że żyje wyłącznie tak, jak tego chce i pragnie jedynie „mocnych wrażeń”, zgadza się iść zamiast Fanchette na egzekucję francuskich partyzantów, wśród których jest ojciec dziewczyny. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czym wówczas kierowała się – chęcią odczucia „mocnych wrażeń” czy też litością dla Francuzki, która musiałaby patrzeć na śmierć ojca. Ruth nieświadomie dokonała wyboru między dobrem a złem – jej decyzja sprawiła, że Fanchette nie musiała uczestniczyć w egzekucji.

Wyboru między dobrem a złem musi dokonać rodzina Sonnenbruch w chwili, kiedy w ich domu pojawia się uciekinier z obozu jenieckiego, Joachim Peters, szukający pomocy u człowieka, którego uważał niegdyś za swojego przyjaciela. Jego nieoczekiwane pojawienie się burzy wewnętrzny spokój profesora. Walter Sonnenbruch przez lata wojny starał się izolować od otaczającej go rzeczywistości, uważając się za uczciwego Niemca. Swoją bierną postawą i wbrew własnym poglądom, że skoro nie uczestniczy w szaleństwie swojego narodu nie ma sobie nic do zarzucenia, przez cały czas dokonywał wyboru między dobrem a złem. Złem, które otaczało go ze wszystkich stron i które uosabiał jego syn Willi, oficer SS. We własnym przekonaniu naukowiec uważał, że wybiera dobro – wstydzi się za czyny Niemiec, przechowuje w sobie ważne niegdyś wartości. W rzeczywistości wybierał jednak zło – złem było przecież dawanie milczącego przyzwolenia na dziejące się wokół okrucieństwo. Błędy jego wyborów uświadamia mu Peters, któremu sparaliżowany strachem i własną niemocą profesor nie jest w stanie pomóc.

Zupełnie inaczej zachowuje się Ruth, która przejmuje inicjatywę, przekonana, że jej ojciec w innej sytuacji z chęcią wyciągnąłby pomocną rękę. Dziewczyna postanawia ukryć zbiega w swoim pokoju i nie wycofuje się nawet w chwili, kiedy w domu zjawia się policja. Młoda artystka znajduje w sobie więcej sił niż jej ojciec, „uczciwy Niemiec”, i poświęca swoją wolność w imię czegoś, czego nie potrafi sama sprecyzować. Swoje postępowanie tłumaczy faktem, że zawsze robiła to, co chciała i nigdy nie stanęła jednoznacznie ani po stronie faszystów, ani ich przeciwników. Pozostali członkowie rodziny Sonnenbruch (Berta, Willi i Liesel) wybierają zło – pomoc Petersowi godzi w ich niemiecki honor i jest sprzeczna z przekonaniami o wyższości hitlerowskich Niemiec, z których są tak dumni. Liesel bez skrupułów składa doniesienie na policję, narażając swoją rodzinę. W ten sposób mści się za śmierć męża i dzieci. Nawet Joachim Peters musi dokonać wyboru między dobrem a złem. Jest świadomy tego, iż mógłby ocalić Ruth oddając się w ręce policji, lecz uważa, że są sytuacje, w których należy poświęcić życie jednego człowieka, by ocalić innego.

Bohaterowie dramatu Leona Kruczkowskiego dokonują wyboru między dobrem a złem. Każdy na swój sposób, każdy też ostatecznie dokonuje wyboru zła, kierując się własnymi przekonaniami i poglądami. W każdym jednak wyborze między dobrem a złem kryje się jakieś usprawiedliwienie i niekoniecznie w ostatecznym rozrachunku jest to wybór właściwy. Żandarm Hoppe zabija niewinne żydowskie dziecko, chcąc w ten sposób ocalić swoją rodzinę, lecz odczuwa wyrzuty sumienia. Wybór profesora Sonnenbrucha wynika z jego bezsilności i tchórzliwości – świadomość, że do tej pory szedł niewłaściwą drogą, burzy jego wewnętrzny spokój i zmusza do zastanowienia się nad pytaniem, czy nie ma sobie nic do zarzucenia.

Decyzja Ruth, postrzegana jako dobra, ponieważ swoją postawą ocaliła życie Joachima Petersa, jest w rzeczywistości zła dla niej i jej rodziny. Jedynie postępowanie Willego Sonnenbrucha można jednoznacznie ocenić jako niewłaściwe – młodzieniec zawsze wybierał zło, nie dostrzegając w tym swojej winy. Wybór między dobrem a złem, jakiego dokonywali bohaterowie Niemców należy więc rozpatrywać w różnych kontekstach: zależnie od sytuacji i ostatecznego efektu.

Sąd nad Walterem Sonnenbruchem


Walter Sonnenbruch, główny bohater dramatu Leona Kruczkowskiego, uważa się za uczciwego Niemca, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy ta opinia jest jednakże właściwa i należy się z nią zgodzić?

Profesor Walter Sonnenbruch jest wybitnym, międzynarodowym autorytetem w dziedzinie biologii, wzbudzającym powszechny szacunek i uznanie. Jest lubiany przez współpracowników, którzy uważają go za człowieka praworządnego i godnego zaufania. Jako osoba wykształcona nie może pogodzić się z okrucieństwami wojny i bezwzględnością swoich rodaków. Wstydzi się niemieckiej agresji, uważając, że jego naród uległ ogólnemu szaleństwu, w którym nie chce uczestniczyć i z którym nie chce mieć nic wspólnego. Od chwili wybuchu wojny odczuwa wstyd tak ogromny, że nie potrafi spojrzeć prosto w oczy swoim zagranicznym przyjaciołom i z tego powodu wycofał się z życia towarzyskiego, skupiając się wyłącznie na pracy naukowej. Odizolował się od rzeczywistości, tworząc swój własny, hermetyczny świat, w którym, jako jedyny, nosi w sobie ideały i wartości „prawdziwych Niemiec”, by zachować je na lepsze czasy. W poglądach jest zdecydowanym przeciwnikiem hitleryzmu, lecz nie potrafi działać aktywnie, aby przeciwstawić się złu. Błędnie sądzi, że zdołał odgrodzić się „niewidzialnym pancerzem” od wszechobecnego okrucieństwa, ponieważ sam nie morduje, nie pali, nie kradnie. Dla niego wojna toczy się tuż obok, lecz bez jego uczestnictwa. W rzeczywistości Walter Sonnenbruch jest człowiekiem samotnym i zagubionym, nierozumianym przez bliskich, którzy wstydzą się jego poglądów politycznych i dla których jest dziwakiem.

Zdawać by się mogło, że taka postawa czyni z profesora Sonnenbrucha osobę uczciwą. Byłaby to jednakże ocena zbyt pobieżna. Prawdziwa osobowość mężczyzny wyłania się z jego postępowania z chwili swoistej próby, jaką jest pojawienie się w jego domu dawnego asystenta, Joachima Petersa, zbiega z obozu jenieckiego, przeciwnika faszyzmu. Peters, osadzony w obozie za poglądy polityczne, zapamiętał profesora jako człowieka prawego, którego uważał za przyjaciela i który przez laty zadeklarował chęć pomocy w każdej sytuacji. Nieoczekiwana wizyta całkowicie paraliżuje Sonnenbrucha i burzy jego wewnętrzny spokój, zmuszając do zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Naukowiec gotów jest ofiarować Joachimowi pieniądze, byle tylko jak najszybciej pozbyć się nieproszonego gościa. W milczeniu obserwuje zachowanie swojej córki, Ruth, która przejmuje inicjatywę i jako jedyna ofiarowuje pomoc uciekinierowi. W milczeniu obserwuje syna, Willego, który zatrzymuje Petersa, zamierzając wydać go w ręce policji.

Walter Sonnenbruch w sytuacji kryzysowej okazuje się człowiekiem słabym, żałosnym i – jak trafnie ocenił go syn – tchórzem. To właśnie tchórzliwość nakazuje naukowcowi milczenie, kiedy należałoby zacząć działać, by zasłużyć w końcu na miano „uczciwego Niemca”. Wygłaszanie szczytnych ideałów i haseł w domowym zaciszu, kiedy jako człowiek nauki mógł w swoich wystąpieniach potępiać faszyzm i wojnę, nie czyniło z Sonnenbrucha bohatera. Nawet w jubileuszowym wystąpieniu nie potrafił mówić o swych poglądach, lecz wyraził wyłącznie to, czego oczekiwali od niego bliscy. To tchórzostwo i bierność w obliczu wojny sprawiły, że nie chciał wierzyć Petersowi, iż jego osiągnięcia naukowe są wykorzystywane przez faszystów. Słowa „mnie to nie obchodzi” to świadome przyzwolenie na okrucieństwo wobec milionów okupowanych ludzi. Być może Walter Sonnenbruch sam nie mordował, lecz pośrednio, poprzez swoje milczenie, uczestniczył w bestialstwie i bezwzględnych działaniach hitlerowców.

Walter Sonnenbruch nie zasługiwał na miano „uczciwego Niemca”, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Pośrednio, poprzez swoją bierną postawę i milczenie, uczestniczył w zbrodniach, a jego badania naukowe były wykorzystywane do mordowania niewinnych ludzi. Izolowanie się od zła nie wystarcza, by czuć się niewinnym.

Krytyka literacka o „Niemcach” Leona Kruczkowskiego


August Grodzicki w „Niemcy Leona Kruczkowskiego w Państwowym Teatrze Współczesnym”: „[…] Powiedzmy od razu: sztuka jest znakomicie napisana, jeżeli idzie o rzemiosło teatralne, przynajmniej jej pierwsze dwa – może dwa i pół – akty. Jej konstrukcja jest bardzo zręczna, rozplanowanie akcji logiczne i dramatyczne. […] Bo co do reszty – to problem jest raczej pokazany, ale nie rozwiązany. Zagadka jest postawiona – postawiona świetnie – ale odpowiedzi na nią nie widać. Prawda, że już w samym tym postawieniu jest duża wartość sztuki. Nie było w literaturze polskiej utworu, który by tę „dwustronność” hitlerowską przedstawił i to tak wyraźnie, nie wybielając i nie usprawiedliwiając ani trochę Niemców, ale nie czyniąc z nich jakiś „podludzi” i ukazując możliwości innego ich psychicznego ukształtowania. Również profesor Sonnenbruch w epilogu porzuci swą dawną bierną postawę i razem z ocalonym Petersem czynnie będzie działał dla stworzenia nowego, lepszego świata. Trzeba docenić w pełni wartość sztuki Kruczkowskiego, nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na brak, jaki pozostaje niewypełniony. […] W drugiej części ostatniego aktu Kruczkowski próbuje dać szersze podłoże społeczno-polityczne sprawom przedstawionym w sztuce. Chce wzbogacić ją nowymi akcentami ideologicznymi. Ale że nie mają one wystarczającej podbudowy w samej sztuce, nabierają cech zewnętrznej deklaratywności i stwarzają nawet sytuację dramatyczną – jedną jedyną w sztuce – nienaturalną i nieprawdopodobną: zbieg z obozu zamiast jak najprędzej korzystać z nadarzającej się sposobności do ucieczki zasiada do politycznej i filozoficznej pogadanki z profesorem”. Także scena nazwana w programie epilogiem, a zagrana jako prolog, ma być pewną ideologiczną kopułą nad całością sztuki.”

Stanisław Witold Balicki w „Spojrzenie historyczne i polityczne”: „[…] Mądrze i logicznie skonstruowane są „Niemcy”. Prosta, autentyzmem przekonywująca fabuła, nie gardząca kulturalnie podaną sensacyjnością szczegółów, posiada niebywałą, w wielu partiach wprost wstrząsającą siłę dramatycznego wyrazu, dzięki czystości i zwartości dialogów operujących trafnym, treściwym i dynamicznym słownictwem, jak również dzięki znakomitemu wręcz posługiwaniu się dramatycznymi walorami milczenia. Jedno i drugie obfituje w gęsty, przewidziany przez autora, podtekst, który sprawia, że każda z postaci, obok swej określonej roli w akcji sztuki, spełnia poważniejsze jeszcze zadanie znaczeniowe, przekraczające ramy utworu: jest nosicielem pewnej powszechności zjawisk i tez, z których jedne będą właściwe charakterowi Niemców, inne – znamienną cechą postaw formowanych przez kapitalizm w każdej społeczności. Odczytanie tych wartości w postaciach sztuki, które nie są indywidualnościami, ale typami, oraz w sytuacjach, w olbrzymim ich pozasłowiu – jest obowiązkiem każdej sceny podejmującej realizację „Niemców”. […] Kruczkowski ujawnia objawy chorobowe w niemieckim społeczeństwie i wskazuje warunki terapii. Nie było jego zamiarem sceniczne ukazanie historycznego zaplecza poruszonych spraw ani rozprawienie się z hitlerowską odmianą faszyzmu na szerszej płaszczyźnie walki klasowej. Rozegranie się konfliktu Sonnenbruchów świadomie ogranicza […] do środowiska mieszczańskiej inteligencji. Niewątpliwie też świadomie każe nam przypuszczać, bo nie zaznacza tego zresztą jasno, że przedstawiciel antyfaszystowskich bojowników o wolność demokratyczną, Joachim Peters (mówi to wyraźnie: Churchill wysyła bombowce na Niemcy, ale to nie jest przyjaciel wolności), wywodzi się z tej samej warstwy. Kruczkowski w ramach tematyki wojennej i głównej problematyki Sonnenbruchów, ograniczony wybranym odcinkiem rzeczywistości, nie mógł ukazać przedstawicieli komunistycznej konspiracji w czynnej akcji politycznej. Ale wprowadził Petersa w dom Sonnenbruchów z dobrze wypracowanym realizmem, kazał mu działać argumentacją, która – poza kilkunastu zbyt młodopolskimi zdaniami – posiada siłę celnych pocisków. Wprawdzie one nie zdobyły bezpośrednio profesora, ale z optymistycznego epilogu w formie oczywiście uproszczonej, dopowiadającego nierozstrzygnięte w nim dzieje – dowiadujemy się, że dopomogły przecież Sonnenbruchowi, po goryczy powojennych doświadczeń w sferze anglosaskiej, do zwycięstwa nad samym sobą przez wyzwolenie z więzów indywidualizmu własnego człowieczeństwa społecznego, związanego ze sprawami narodu.”.

Antoni Gołubiew (Goa) w „Niemcy Kruczkowskiego”: „[…] w całości dramat Kruczkowskiego robi wrażenie i stanowi mocną pozycję repertuarową; wynika to z owego humanistycznego spojrzenia autora, który żadnemu ze swych żałosnych bohaterów nie odbiera jakiejś cechy „ludzkiej”. Słaby, chociaż poczciwy woźny z zakładu prof. Sonnenbrucha – Hoppe […] – serdecznie kocha swe dzieci, broni się przed popełnieniem zbrodni, a gdy ją wreszcie popełnia, czyni to pod presją upadlającego strachu, zabijającego w nim wszystkie lepsze odruchy. Postać ta – przez swą słabość – staje się postacią tragiczną. Lecz gdyby Kruczkowski ukazał tylko tę jedną stronę – tragizm słabości – pozostałaby sugestia takiego usprawiedliwienia mordercy, jakim ciągle dziś szermują „niewinni” Niemcy; to nie my, my musieliśmy słuchać, to Hitler… Lecz mamy inny drobny rys w charakterystyce Hoppego: ta waliza zrabowanych rzeczy, ta lalka, którą „poczciwy” Niemiec chce zawieźć swoim dzieciom, a która jest wewnętrzną jego zgodą na dokonywane przez innych zbrodnie […]. Jego wahanie się przed zabójstwem płynie nie tyle z nakazu moralnego, ile ze względów sentymentalnych – i jest osądzone przez lalkę. Jaka szkoda, że tę wstrząsającą scenę autor osłabił bezpośrednim komentarzem Jurysia – bez jego stwierdzeń wymowa sceny byłaby znacznie silniejsza i bardziej przekonująca. Nawet zezwierzęciały SS-man Willi […] ma rys „ludzki”, jakim jest miłość do matki. Ta miłość, pogłębiająca jego sylwetkę psychiczną, jest zarazem doskonałym chwytem artystycznym dla ukazania zupełnego upadku młodego hitlerowca. Bo widzimy na tym przykładzie, że człowiek nie może być w połowie dobry, w połowie nikczemny. Nikczemność jego ohydnej roboty (katowania w Gestapo) degeneruje i znikczemnia przywiązanie do matki – właśnie w tym szlachetnym uczuciu miłości do matki demaskuje się głębia upadku człowieka, wyłudzającego cenny naszyjnik od innej matki, której syna zamęczył na śmierć w więzieniu. Cóż za ohyda! […] Nie można żyć połową duszy – albo się jest pełnym człowiekiem, albo wszystko w człowieku nikczemnieje, staje się pozorem i kłamstwem: miłość do dzieci (Hoppe), miłość do matki (Willi), miłość ojczyzny (Liesel i Berta), miłość wolności (profesor). Jedynie Peters i Ruth są pełnymi ludźmi – ludźmi wolnymi.”

Jan Kott w „Niemcy Kruczkowskiego w Teatrze Kameralnym”: „Często się zdarza, że dzieła prawdziwie współczesne nabierają już po napisaniu nowej, niespodziewanej, a nawet głębszej, niż to zauważył autor, aktualności. Tak się stało z „Niemcami” Leona Kruczkowskiego. Patrzymy dzisiaj na tę sztukę, nie zapominając ani przez chwilę, że powstała Niemiecka Republika Ludowa. Patrzymy, wiedząc, że premiera jej odbyła się niemal równocześnie we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie i Berlinie, że co wieczór „Niemców” ogląda także widz niemiecki. Artyzm i polityka są tutaj ściśle ze sobą związane. I to jest pierwsza wielka zasługa autora i teatru. To jest właśnie rodzaj sztuki, o jaki walczymy. I dlatego w jej ocenie sprawy polityki i sztuki, rzemiosła i ideologii muszą także być ze sobą splecione. […] W krótkiej recenzji jest niemożliwe zanalizować dokładnie owo uczucie widza, że w połowie trzeciego aktu rozleciała się jakoś wspaniała historia, a tym bardziej byłoby nieprzyzwoitością proponować jakieś inne rozwiązanie dramatu. Toteż tylko w paru słowach notuję, że materiał na rzeczywisty dramat zawarty jest w konflikcie profesora i Ruth i nie wygrany do końca. Może by było lepiej, aby dyskursywną partię ostatniego dialogu profesora i Joachima (którego scena nie wytrzymuje) przenieść do dialogu Ruth i profesora (jakżeż go brak), aby policja przyszła po ucieczce Joachima, po jakiejś ważnej i ostatniej rozmowie ojca z córką.”

„Niemcy” na scenach polskich i niemieckich


Realizacja dramatu na deskach sceny teatralnej stanowi sprawdzenie jego wartości artystycznych. „Niemcy” Leona Kruczkowskiego charakteryzują się doskonałymi walorami kompozycyjnymi i niosą ze sobą wysoką wartość ideową i artystyczną. Sztuka wystawiana była na wszystkich scenach polskich teatrów zawodowych i amatorskich. Grano ją również w kilkudziesięciu miastach: w Paryżu, Wiedniu, Pradze, Cieszynie Czeskim, Bratysławie, Budapeszcie, Helsinkach, Moskwie, Londynie, a nawet w Tokio.

Prapremiera sztuki odbyła się 22 października 1949 roku w Krakowie w Starym Teatrze imienia Heleny Modrzejewskiej. Przedstawienie przygotował Bronisław Dąbrowski, doskonale odzwierciedlając zamierzenia sceniczne autora. Henryk Vogler, analizując inscenizację dramatu, szczególną rolę zwrócił na teatralność widowiska: „W ogólnej ocenie stwierdzić wypada, że mimo niektórych zastrzeżeń krakowska prapremiera musi być uznana za jedno z najdonioślejszych powojennych wydarzeń artystycznych. Widowisko – któremu Jan Kosiński dał oprawę dekoracyjną o zwięzłej, ale przejmującej nastrojowości – jest świadectwem, że dzisiejszy dramat i teatr polski, sięgając po najżywotniejsze współczesne problemy społeczne i polityczne, potrafi dać im prawdziwie artystyczny wyraz, bez uciekania się do łatwiejszych, ale i mniej zobowiązujących reportażowych form.”. Równie doceniona została wrocławska premiera dramatu z 29 października 1949 roku w reżyserii Maryny Broniewskiej. Recenzję przedstawienia napisał Leszek Goliński: „Dublowanie wielu ról, staranna reżyseria, doskonała obsada – stworzyły z wrocławskich „Niemców” widowisko atrakcyjne i stojące na wysokim poziomie artystycznym. Przyczyniają się do tego również proste i oszczędne ze względu na szczupłość sceny dekoracje Marcina Wenzla.”. Kolejną ważną była inscenizacja warszawska na scenie Teatru Narodowego, która odbyła się 5 listopada 1949 roku, w reżyserii Erwina Axera.

Ważnym wydarzeniem stało się wystawienie dramatu Leona Kruczkowskiego na scenach niemieckich ze względu na reakcję tamtejszej publiczności na problematykę niemiecką, ujętą przez polskiego pisarza. Premiera odbyła się w Berlinie w Deutsches Theater Kammerspiele 29 października 1949 roku pod zmienionym za zgodą autora tytułem: „Rodzina Sonnenbruck”. Edward Osmańczyk, który był na berlińskiej inscenizacji podsumował ją następująco: „Kruczkowski pierwszy dał schemat upadku przeciętnej rodziny niemieckiej. I to jest jego największą zasługą. To jest lustro, w którym dziś może ujrzeć się prawie każdy Niemiec – powiedział mi mój znajomy, stary berlińczyk, po premierze „Rodziny Sonnenbruck”.

Sztuka polskiego dramaturga została doceniona przez niemieckich widzów i krytykę literacką. Dostrzeżono realizm, z jakim Kruczkowski ukazał środowisko społeczne reprezentowane przez rodzinę Sonnenbruchów oraz zalety epilogu, który w Polsce został ostro skrytykowany i uznany za element osłabiający akcję dzieła. Stefan Heymann, niemiecki pisarz i antyfaszysta, podkreślał wierność przekazu z obrazem Niemców z okresu hitlerowskiego: „Dramat daje głębokie spojrzenie w duszę narodu niemieckiego. Kruczkowski nie poprzestał jednak na obrazie historycznym, uzupełnił go epilogiem, który ukazuje pozostałych przy życiu w roku 1948. Czego nie uświadomiły profesorowi Sonnenbruckowi czasy hitleryzmu, uświadomił mu rozwój wydarzeń, jaki nastąpił po tym okresie najbardziej ponurego barbarzyństwa. Trzeba się zdecydować: najlepsze pierwiastki życia narodowego nie tkwią – jak błędnie sądził Sonnenbruck za czasów hitlerowskich – w sercu jednego uczonego, lecz w łącznej pracy wszystkich postępowych sił narodu. Dlatego sztuka Kruczkowskiego przemawia tak głęboko; z zapartym tchem śledzi widz to, co się dzieje na scenie, bo autor umie charakteryzować ludzi z konsekwentnego stanowiska. Sercem należy on do sił antyfaszystowskich całego świata.”.

Ryszard Matuszewski ze wzruszeniem wspomina w sprawozdaniu chwilę, kiedy na scenie niemieckiego teatru po przedstawieniu „Niemców” pojawił się ich autor: „Nie wyobrażam sobie człowieka, który by, będąc na naszym miejscu, nie doznał swoistego wzruszenia podczas długo nie milknącej burzy oklasków, jaka zerwała się w Deutsches Theater Kammerspiele z chwilą zapadnięcia kurtyny, a wzmogła się w momencie, kiedy na scenie stanął, wywołany zrazu przez poinformowanych o jego obecności wykonawców, a później przez publiczność – autor sztuki. I nie było, sądzę, wśród nas w owej chwili nikogo, kogo by nie napastowała choć przez ułamek sekundy myśl o tym, co odczuwa w danym momencie – z jednej strony – polski pisarz, tak niedawno jeszcze drutami obozu odcięty od świata jeniec hitlerowskiego oflagu – z drugiej – oklaskująca go, berlińska, właśnie berlińska publiczność.”.

Sztuka Leona Kruczkowskiego miała dla widza niemieckiego ogromne znaczenie polityczne. Ukazywała Niemców w konkretnej sytuacji życiowej, w jakiej wielu znalazło się w okresie okupacji. Wskazywała również, jaką walkę należało podjąć o pokój i szczęście całej ludzkości. Dlatego też tak ważny okazał się w niemieckich przedstawieniach epilog. W Polsce został on w późniejszych latach wyeliminowany z dramatu.

Leon Kruczkowski – życiorys


Leon Kruczkowski (dramatopisarz, prozaik, publicysta i działacz społeczny) urodził się 28 czerwca 1900 roku w Krakowie. Pochodził z biednej rodziny – ojciec – introligator – przez całe życie borykał się z niedostatkiem i troską o wychowanie siedmiorga dzieci. Po ukończeniu Wyższej Szkoły Przemysłowej (wydział chemii) pisarz odbył trzyletnią służbę wojskową i podjął pracę w przemyśle chemicznym w Trzebni. W 1925 roku poślubił Jadwigę Janowską i wkrótce oboje opuścili Kraków, przenosząc się do Maczek, gdzie Kruczkowski objął posadę nauczyciela w Szkole Rzemiosł.

Na terenie Zagłębia Dąbrowskiego przebywał w latach 1926-33. Odizolowany od życia kulturalnego Krakowa, rozpoczął poszukiwania własnej drogi twórczej. Podjął współpracę z prasą lokalną, z krakowską „Gazetą Literacką” oraz grupą pisarzy Litart. Nowe środowisko i zbliżenie się do problematyki społecznej wywarło zasadniczy wpływ na postawę światopoglądową pisarza który zaczął stopniowo skłaniać się ku socjalizmowi. W latach 1926-29 prowadził ożywioną działalność publicystyczno-literacką oraz społeczną, organizował wieczory literackie. W prasie śląskiej ukazywały się fragmenty jego prozy: nowele, opowiadania, a także powieść fantastyczno-naukowo-kryminalna: „Złote pięści”. Na łamach „Gazety Literackiej” zamieszczał natomiast poważniejsze szkice, rozprawy krytyczne oraz wypowiedzi na temat współczesnego życia społecznego. W roku 1927 ukazał się artykuł „Wczoraj, dziś, jutro”, w którym Kruczkowski krytykował hasła romantyczne. Dwie polemiki – z Antonim Słonimskim na temat liberalizmu i postępu oraz z Juliuszem Kadenem-Bandrowskim na temat Polskiej Akademii Literatury, wskazywały, że twórca „Niemców” był już przygotowany intelektualnie i ideowo do tego, aby odegrać poważną i samodzielną rolę w kształtowaniu kultury i literatury socjalistycznej.

W 1928 roku ukazał się debiutancki tomik poezji Kruczkowskiego „Młoty nad światem”. Wiersze, nasycone tonem refleksyjnym, opisywały realia świata Zagłębia Dąbrowskiego. Pisarz dość szybko odczuł jednak niedosyt twórczy i uświadomił sobie, że poezja nie jest w stanie oddać wszystkich treści, które zamierzał przekazać współczesnym. Postanowił spróbować sił w prozie i podjął pracę nad powieścią „Kordian i cham”, która miała stanowić pierwszą część trylogii, opisującej dzieje ucisku chłopa polskiego. Pisarz zaczął interesować się wsią i jej konfliktami socjalnymi. Duży wpływ na poruszenie takiej tematyki miały twórczość Stefana Żeromskiego, którego Kruczkowski był wielkim miłośnikiem i od którego przejął sposób kreowania obrazu wsi polskiej oraz rozwijający się prąd literatury, pisanej w duchu proletariacko-chłopskim.

„Literatura faktu” głosiła hasła zbliżenia do życia i wierności w ukazywaniu drążących życie konfliktów. Głównym jej propagatorem stał się „Miesięcznik Literacki”, a Leon Kruczkowski należał do głównych reprezentantów polskiej myśli lewicowej, która apelowała o poruszanie kwestii społecznych i spraw wsi w literaturze polskiej. Temat „Kordiana i chama” pisarz zaczerpnął ze starego pamiętnika nauczyciela wiejskiego z początków XIX wieku, Kazimierza Deki (Deczyńskiego), w opracowaniu profesora Marcelego Handelsemana, którą kupił przypadkowo na wyprzedaży taniej książki. Postanowił przetworzyć literacko tekst tak, by zainteresowała się szersza rzesza czytelników. Na problematykę powieści ogromny wpływ wywarły toczące się wówczas dyskusje o kwestii narodowej, które autor śledził. „Kordian i cham” ukazał się drukiem w roku 1932 i stał się jednym z najważniejszych zjawisk literackim dwudziestolecia międzywojennego, a Kruczkowskiemu przyniósł rozgłos. Utwór spotkał się z licznymi pretensjami ze strony komunistów, którzy zarzucali twórcy niedostateczne pogłębienie problemu narodowego. Leon Kruczkowski wystąpił w obronie dzieła w artykule „Bronię Kordiana i chama”. Wagę powieści docenili natomiast krytycy literaccy, między innymi Wyka i Boy-Żeleński.

Wkrótce po ukazaniu się „Kordiana i chama” Leon Kruczkowski wraz z rodziną wrócił do Krakowa i zaczął działać w lewicowych organizacjach społeczno-kulturalnych oraz uprawiał publicystykę, głównie w pismach lewicowych, takich jak: „Naprzód”, „Europa”, „Lewar”, „Lewy Tor”, „Po prostu”, „Sygnały”, „Albo-albo”. Podjął również współpracę z tygodnikiem literackim „Wiadomości Literackie”. W duchu ówczesnej myśli socjalistycznej i krytyki literackiej powstawały kolejne prace pisarza, który najpierw przystąpił do pisania drugiej części trylogii chłopskiej pt. „Pawie pióra”. Powieść utrzymana została w konwencji teorii reportażowości, w której ówcześni twórcy widzieli możliwość odrodzenia powieści jako gatunku. Kruczkowski ponownie poruszył kwestie narodowe, ukazując klasowe źródła sytuacji wsi polskiej przed wybuchem I wojny światowej, kontynuując problematykę „Kordiana i chama”. Dzieło ukazało się w roku 1935, a autor zrezygnował ostatecznie z napisania ostatniej części trylogii chłopskiej. Prawie równocześnie z wydaniem „Pawich piór” dokonał adaptacji scenicznej „Kordiana i chama”, co decydująco wpłynęło na zmianę jego ambicji intelektualnych i artystycznych. Jego uwagę pochłonął narastający problem faszyzmu. Od tej pory rozpoczęła się działalność dramaturgiczna Leona Kruczkowskiego.

Pierwsza samodzielna sztuka sceniczna „Bohater naszych czasów” (1935) w zamiarze autora miała przynieść rozrachunek z ideowym i moralnym podłożem faszyzmu. Ówczesna krytyka nie przyjęła utworu zbyt entuzjastycznie. Doceniano co prawda ambicje problemowe, lecz jednocześnie zarzucano pisarzowi niedopracowane walory dramaturgiczne. Kruczkowski przerobił dramat, tym razem pod tytułem „Przygoda z ojczyzną” (1938), lecz nie zdążył już wystawić go w Krakowie. Przeszkodził temu wybuch II wojny światowej. W roku 1937 powstała powieść „Sidła”, w której pisarz ukazał odmienny typ bohatera – drobnomieszczanina. Tym razem stworzył utwór o wyraźnych ambicjach psychologicznych. W rok później Leon Kruczkowski podjął zamiar napisania powieści o życiu polskich emigrantów – górników w Belgii. W tym celu, dzięki uzyskanemu stypendium, udał się do belgijskich ośrodków górniczych, przekonany, że dzięki bezpośrednim obserwacjom i reporterskiemu zbieraniu materiału dojdzie do poważnych osiągnięć literackich. Fragmenty powieści, uznanej za zaginioną, zostały odnalezione wiele lat po wojnie, lecz pisarz, osłabiony chorobą, nie miał już sił, aby ją ukończyć i opublikować.

W latach trzydziestych XX wieku zaczął formować się lewicowy front walki z faszyzmem. Leon Kruczkowski, po sukcesie „Kordiana i chama”, zyskał autorytet i szacunek społeczny. Uczestniczył w licznych spotkaniach i odczytach. Włączył się również w spór na temat perspektyw sztuki socjalistycznej. W roku 1933 objeżdżał kraj z odczytem „Łuna nad Niemcami”. Po roku 1935 jego działalność publicystyczna i bezpośrednio polityczno-ideowa wzmogła się. W tym okresie miał już sformułowaną indywidualną postawę ideowo-społeczną, ogłaszając w broszurze „Dlaczego jestem socjalistą?” rozprawę polemiczną z teoriami zachodniego socjalisty, Henryka de Mana. Jako humanista i pisarz opowiedział się za lojalnie prowadzoną walką w szeregach komunistów.

W dniu wybuchu II wojny światowej został powołany do wojska jako oficer rezerwy i brał udział w kampanii wrześniowej na południu kraju. Został oficerem służbowym w krakowskim batalionie 12 pułku piechoty. 14 września, pod Zamościem, dostał się do niewoli i został przewieziony do obozu jenieckiego w Gross-Born, a następnie do Arnswaldu, gdzie przebywał przez całą okupację. Od przyjazdu do obozu przyjął aktywną postawę. To z jego inicjatywy powstał i rozwijał się teatr obozowy, nazwany Teatrem Symboli. Ta nikła działalność kulturalna, korespondencja z rodziną oraz czytanie dzieł klasyki polskiej i obcej stały się dla pisarza najważniejszym sposobem na przetrwanie. Kruczkowski starał się, aby repertuar teatru miał wartości literackie i zarazem dostarczał jeńcom rozrywki. W roku 1944 wystawił „Fausta”. Wraz z kilkorgiem przyjaciół pozostał w Arnswaldzie, czekając na nadejście Armii Radzieckiej. Pierwsze przeżycia, związane z okresem wyzwolenia, opisał w kilka lat później w dramacie „Pierwszy dzień wolności”. Po powrocie z obozu wraz z rodziną przeniósł się na stałe do Warszawy, gdzie objął stanowisko wiceministra w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Funkcję tę pełnił do roku 1948. Do nowych obowiązków podszedł bardzo poważnie i już w 1946 roku opracował zarys programu Ministerstwa. W rok później, na łamach „Kuźnicy” opublikował polemikę z pisarzami krytykującymi politykę kulturalną, prowadzoną przez resort kultury. W tym samym czasie był posłem do Krajowej Rady Narodowej, a od roku 1947 – posłem do Sejmu Ustawodawczego. W latach 1952-62 był kolejno posłem z Jarosławia, Kłodzka i Krakowa. Zaangażował się także w walkę o pokój w Światowym Ruchu Obrońców Pokoju. Od 1949 roku był członkiem Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju, a od 1950 – członkiem Światowej Rady Pokoju. Brał czynny udział we wszystkich kongresach, konferencjach i zjazdach organizacji. Pracy społecznej i politycznej poświęcał większość czasu. Wiele utworów, które rozpoczął wówczas, pozostało nie ukończonych. Później pracę literacką uniemożliwiała mu szybko postępująca choroba.

W powojennym okresie twórczości Leona Kruczkowskiego powstawały dzieła, poruszające sprawy uniwersalne, problematykę moralnej odpowiedzialności człowieka za czyny własne i swojego narodu oraz związki pomiędzy historią i jej determizmem a sferą wolności jednostki. Tematykę tę podjął w trzech najważniejszych dramatach: „Niemcach”, „Pierwszym dniu wolności” i „Śmierci Gubernatora”. Jego sztuki były próbą odejścia od dominujących wówczas w teatrze tendencji werystycznych i próbą powrotu do tradycji teatru poetyckiego. W 1948 roku powstał utwór „Odwety”, ukazujący konflikty społeczne na tle przemian społecznych po II wojnie światowej. Autor określił w nim miejsce i rolę komunistów w Polsce powojennej, ich moralne prawo do kierowania losem narodu. Rok później ukazało się najwybitniejsze dzieło Leona Kruczkowskiego: „Niemcy”, wystawione po raz pierwszy 22 października 1949 roku w Krakowie, a w tydzień później we Wrocławiu i Berlinie. Dramat był próbą dotarcia do głębszych pokładów prawdy i odpowiedzią na pytanie, jakim człowiekiem był Niemiec w „czasach pogardy”. W 1951 roku pisarz podjął się próby przywrócenia polskiej scenie nieukończonego dramatu młodzieńczego Stefana Żeromskiego „Grzech”. Tekst, uzupełniony i poprawiony przez dramaturga, ukazał się drukiem i 13 maja tegoż roku został wystawiony po raz pierwszy. Przedsięwzięcie to wywołało dość ostre polemiki prasowe.

Zagadnienie ludzkiej krzywdy stało się ważnym elementem w powojennej twórczości Leona Kruczkowskiego. Z takich rozważań powstał w 1954 roku dramat „Juliusz i Ethel”, nawiązujący do autentycznej tragedii rodziny Rosenbergów, skazanych niewinnie na śmierć w Nowym Jorku. W 1955 roku ukazała się sztuka „Odwiedziny”, w której można doszukać się inspiracji twórczością Stefana Żeromskiego i nawiązań do akcji dramatu „Uciekła mi przepióreczka”. Rok później pisarz został powołany na członka Niemieckiej Akademii Sztuk Pięknych. W dziele „Pierwszy dzień wolności” (1959) powrócił do tematyki, związanej z wojną i problemem niemieckim, przedstawiając czasy powrotu jeńców obozowych do domu. W roku 1961 ukazał się ostatni ukończony dramat Leona Kruczkowskiego „Śmierć Gubernatora”, do którego pomysł zaczerpnął z noweli L.A. Andriejewa: „Gubernator”.

W ostatnim okresie twórczości pisarz powrócił do opowiadań i nowel. Opowiadania z lat 50-tych ukazały się w wydaniu zbiorowym w tomie „Szkice z piekła uczciwych i inne opowiadania”. Tematem przewodnim stał się problem dramatu komunisty, który, będąc człowiekiem uczciwym, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie może zrozumieć przemian, zachodzących wokół niego. Kruczkowski, obserwujący przemiany, zachodzące w drugiej połowie XX wieku, próbował zastanowić się nad tym, jak doszło do zjawiska znieczulicy u ludzi, którzy powinni z natury i wyboru być szczególnie wrażliwi na ludzką krzywdę. Swoje stanowisko, znamienne dla tamtych czasów, wyrażał w licznych polemikach. Prowadził również ożywioną działalność publicystyczną, poświęcając dużą część swego czasu środowisku pisarskiemu. Jako wieloletni prezes Związku Literatów (1949-56) troszczył się o losy literatury i egzystencję współczesnych mu pisarzy. Do ostatniej chwili pracował nad dramatem „Święty”, z którego pozostała scena pierwsza aktu pierwszego i fragmenty sceny drugiej. Zmarł 1 sierpnia 1962 roku.

Stanisław Ryszard Dobrowolski, poeta i przyjaciel Leona Kruczkowskiego z czasów obozowych, tak scharakteryzował twórczość pisarza:
„Nazwisko Leona Kruczkowskiego w literaturze polskiej lat międzywojennych związane jest z kształtowaniem się u nas rewolucyjnego nurtu tej literatury – z narodzinami socjalistycznej literatury i poezji związanej z wielkim ruchem wyzwoleńczym świata pracy. Obok nazwiska Władysława Broniewskiego, który swoją twórczością zainaugurował w Polsce rozwój sztuki pisarskiej świadomie służącej sprawie socjalizmu, sprawie wyzwolenia człowieka dźwigającego się ze społecznej niewoli do walki o świat wolności i sprawiedliwości, nazwisko Leona Kruczkowskiego widnieje na pierwszych kartach wielkiej już dzisiaj antologii utworów wyrosłych w atmosferze tej walki. Jest to literatura, której ambicją było od początku, i nadal pozostaje, bezpośrednio wpływać na kształtowanie się życia w duchu przodujących ideałów epoki, dawał wyraz tendencjom rozwojowym swojego czasu – literatura najgłębiej aktualna, na wskroś polityczna.”.

Bibliografia


1. Balicki St. W., Spojrzenie historyczne i polityczne, „Kuźnica” 1949 nr 46
2. Dobrowolski St. R., W służbie człowieka, „Nowa Kultura” 1960 nr 27
3. Drewnowski T., Wokół dramatów Kruczkowskiego, „Dialog” 1959 nr 23
4. Goa, „Niemcy” Kruczkowskiego, „Tygodnik Powszechny” 1949 nr 45
5. Kelera J., Kruczkowskiego formy dramatyczne, „Dialog” 1962 nr 12
6. Kott J., „Niemcy” Kruczkowskiego w Teatrze Kameralnym, „Gazeta Robotnicza” 1949 nr 308
7. Kruczkowski L., Leon Kruczkowski o genezie swojej nowej sztuki, „Dziennik Literacki 1949 nr 42
8. Kruczkowski L., O „biografii wewnętrznej” pisarza, „Nowa Kultura” 1954 nr 47
9. Macużanka Z., Leon Kruczkowski, Warszawa 1976

Mapa serwisu: