Reportaż z licytacji kamienicy Łęckich
Licytacja kamienicy Tomasza Łęckiego to kluczowa scena w „Lalce”, obnażająca finansowy upadek warszawskiej arystokracji. Wydarzenie w sądzie okręgowym gromadzi najważniejsze postacie powieści i demaskuje ich prawdziwe intencje. Zwycięzcą aukcji zostaje oficjalnie stary Szlangbaum, jednak w rzeczywistości transakcja jest kolejnym dowodem niszczącej miłości Stanisława Wokulskiego.
Spis treści
Modlitwy o ruble
Plotka o przymusowej sprzedaży majątku Łęckich błyskawicznie obiegła warszawskie ulice. Tomasz Łęcki, dotychczas brylujący na salonach i prowadzący wystawne życie, musiał ostatecznie zmierzyć się z widmem bankructwa. Tuż przed licytacją dwoje najbardziej zainteresowanych spotkało się w kościele KapucynówŚwiątynia przy ulicy Miodowej w Warszawie, częste miejsce spotkań bohaterów powieści Prusa.. Pan Tomasz żarliwie modlił się o jak najwyższą kwotę. Z kolei baronowa Krzeszowska, zdeterminowana by przejąć budynek, prosiła Boga o cenę minimalną.
Tłum przed Pałacem Paca
Przed budynkiem sądu zgromadził się barwny tłum gapiów i interesantów. Wśród nich łatwo było wypatrzyć Łęckiego dyskutującego ze swoim adwokatem. Z ich rozmowy wynikało jasno: zrujnowany arystokrata wciąż żył złudzeniami i oczekiwał za kamienicę astronomicznej kwoty 120 tysięcy rubliWaluta obowiązująca w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. W czasach Wokulskiego 90 tysięcy rubli stanowiło ogromną fortunę.. Aby sztucznie podbić stawkę, wynajął nawet krzykliwego mężczyznę o mocno wątpliwej fizjonomii.
Na korytarzach i w sali rozpraw pojawili się również inni znajomi: Ignacy Rzecki, znerwicowana baronowa Krzeszowska oraz stary Szlangbaum. Napięcie rosło z każdą minutą.
Realna wartość kamienicy Łęckich wynosiła około 60-70 tysięcy rubli. Wokulski, zlecając jej zakup za 90 tysięcy, celowo przepłacił, aby ratować finanse ojca Izabeli. Był to jeden z wielu jego nieracjonalnych kroków podyktowanych ślepym uczuciem.
Starcie na sali sądowej
Komornik rozpoczął licytację od szczegółowego opisu nieruchomości. Natychmiast uaktywnił się opłacony przez Łęckiego klakier, krzycząc na całą salę:
– Znam ten dom! Znam ten dom!... Z zamkniętymi oczami wart sto dwadzieścia tysięcy rubli...
Szybko zgasił go stronnik baronowej Krzeszowskiej, bezlitośnie punktując stan techniczny budynku:
– Co pan zawracasz! (...) Co to za dom?... Rudera... trupiarnia!...
Do właściwej walki stanęło czterech licytantów: adwokat Krzeszowskiej, okazały pan, stary Szlangbaum oraz Żyd w towarzystwie zakrystiana. Pierwsza oferta padła ze strony prawnika baronowej – 60 tysięcy i 500 rubli. Taka kwota oznaczałaby dla Łęckich ostateczną klęskę. Licytacja jednak dopiero nabierała tempa.
Finał aukcji i ukryty nabywca
Kolejne propozycje szybko przebiły granicę 75 tysięcy rubli. Zrozpaczona baronowa Krzeszowska jęknęła tylko: „Umieram!”, a jej adwokat w pośpiechu opuścił salę. Stawka rosła. Wreszcie stary Szlangbaum uderzył pięścią w stół i rzucił: 90 tysięcy rubli. Komornik wywołał tę kwotę trzykrotnie. Kamienica zmieniła właściciela.
Tomasz Łęcki wyszedł z sądu wściekły. Mimo że uzyskał 20 tysięcy więcej, niż wynosiła rynkowa wartość budynku, czuł się oszukany.
– Straciłem przez Żydów i adwokatów ze trzydzieści tysięcy rubli... Można było dostać sto dwadzieścia tysięcy... – rzucił na odchodne.
Prawdziwa intryga wyszła na jaw nieco później. Stary Szlangbaum działał wyłącznie jako licytant podstawionyOsoba biorąca udział w aukcji w imieniu kogoś innego, często by ukryć prawdziwego nabywcę.. Rzeczywistym nabywcą i nowym właścicielem kamienicy został Stanisław Wokulski. Bogaty kupiec zapłacił za ruderę znacznie powyżej jej wartości. Całą tę finansową operację najlepiej podsumowują słowa pani Meliton, powiernicy Wokulskiego:
– Łatwiej wyrzucić tysiące rubli z kieszeni aniżeli jedno przywiązanie z serca.
Ekonomia po raz kolejny przegrała z romantyczną miłością do pięknej Izabeli.