Miłosierdzie gminy - streszczenie krótkie i szczegółowe
Akcja noweli skupia się wokół upokarzającej licytacji starego tragarza Kuntza Wunderli, którego gmina przekazuje pod opiekę temu, kto zażąda najniższej dopłaty do jego utrzymania. Utwór kończy się wstrząsającą sceną zaprzęgnięcia starca do wózka z mlekiem u boku psa, co obnaża hipokryzję tytułowego miłosierdzia. Głównym motywem dzieła jest bezwzględny wyzysk najsłabszych ukryty pod maską fałszywej filantropii i szwajcarskiego pragmatyzmu.
Spis treści
Streszczenie w pigułce
W bogatej szwajcarskiej gminie mieszkańcy zbierają się przed nowym budynkiem kancelarii. Czekają na cotygodniową licytację, podczas której lokalne władze przekazują ubogich pod opiekę obywateli. Wygrywa ten, kto zażąda od gminy najniższej dopłaty za utrzymanie nędzarza, zyskując tym samym darmową siłę roboczą. Posiedzenie prowadzi radcaUrzędnik państwowy lub samorządowy wysokiej rangi, często członek rady miejskiej. Storch, wygłaszając wzniosłe przemówienie o rzekomym miłosierdziu mieszkańców. Przedmiotem licytacji staje się osiemdziesięciodwuletni tragarz, Kuntz Wunderli.
Starzec jest wycieńczony i schorowany, ale próbuje robić dobre wrażenie, aby trafić do w miarę łagodnego gospodarza. Wśród licytujących niespodziewanie pojawia się jego syn, który chce zabrać ojca do siebie. Niestety, mężczyzna jest zbyt biedny, by konkurować z miejscowymi rzemieślnikami i ostatecznie wycofuje się z licytacji. Kuntz przeżywa ogromne upokorzenie, gdy zgromadzeni każą mu maszerować, oglądają jego zęby i wyśmiewają niedołęstwo. O mały włos licytacji nie wygrywa ślusarz Mayer, ale rezygnuje, gdy dowiaduje się, że schludne ubranie starca należy do woźnego. Ostatecznie na salę wkracza znany z okrucieństwa mleczarz Probst. Oferuje najniższą stawkę i przejmuje opiekę nad Kuntzem. W finale starzec zostaje zaprzęgnięty do wózka z mlekiem tuż obok psa swojego nowego pana.
Streszczenie szczegółowe
Zegar na wieży Nowego MünsteruZwyczajowa nazwa ważnego kościoła lub katedry w krajach niemieckojęzycznych. lada moment wybije dziewiątą. Przed nowym budynkiem kancelarii gromadzi się tłum mieszkańców. Ludzie nigdzie się nie śpieszą, rozmawiają i z dumą podziwiają gmach. Budynek jest prosty, niemal kwadratowy, ozdobiony przez cztery pilastryPłaskie filary wtopione w ścianę, pełniące funkcję dekoracyjną i konstrukcyjną. oraz pamiątkową tablicę ze złoconymi literami. Każdy z obecnych czuje się współwłaścicielem tego miejsca, ponieważ dołożył cegiełkę do jego budowy. Wkrótce pojawia się radca Storch w filcowym kapeluszu, z laską ze srebrną gałką w dłoni. Towarzyszy mu pies seter. Urzędnik wchodzi do środka, a za nim podąża reszta zgromadzonych.
Wewnątrz sali tłum dzieli się na dwie grupy. Przy żółtych balaskach oddzielających część urzędową tłoczą się „zainteresowani” – ci, którzy przyszli tu ubić interes. Reszta zajmuje ławki jako widzowie. Wśród potencjalnych licytatorów znajdują się lokalni rzemieślnicy i przedsiębiorcy: powroźnikRzemieślnik zajmujący się wyrobem sznurów, lin i powrozów. Spüngli, właściciel piwiarni Kägi Tobiasz, piekarz Lorche, słodownikPracownik browaru zajmujący się produkcją słodu z ziarna. Wetlinger Urban, ślusarz Tödi-Mayer, kotlarz Kissling oraz wdowa Knaus. Każdy z nich szuka najtańszej siły roboczej do pomocy w gospodarstwie lub warsztacie. Wszyscy czekają jeszcze na mleczarza Probsta, ale ten się spóźnia.
Opisany przez Konopnicką proceder licytacji ubogich (tzw. Verdingung) był w Szwajcarii brutalną rzeczywistością aż do XX wieku. Gminy, zamiast utrzymywać sieroty i starców w przytułkach, oddawały ich rolnikom i rzemieślnikom. Wygrywał ten, kto żądał najmniejszej zapłaty od państwa. W praktyce oznaczało to usankcjonowane prawnie niewolnictwo i wyzysk najsłabszych pod pozorem opieki społecznej.
Radca Storch, okazały szatyn z rudawym wąsem, otwiera posiedzenie sekcji dobroczynności. Rozpoczyna od płomiennego przemówienia. Wychwala w nim wspaniałomyślność ustaw gminy, które rzekomo wyeliminowały żebractwo i zastąpiły je czystym miłosierdziem.
Tak jest, moi panowie! piękne nasze ustawy wygnały z ziemi naszej żebraninę, a wprowadziły do niej miłosierdzie. Nie ma już opuszczonych! Nie ma już nędzarzy! Gmina jest ich matką, gmina jest ich żywicielką. Oto jest starzec niezdolny do pracy. Kto z panów chce go wziąć do siebie? Niejedną posługę mieć można jeszcze z niego. Gmina nie wymaga, by jej członkowie czynili to darmo. Gmina gotową jest, podług ustaw swoich, przyczynić się do utrzymania tego starca.
Po tych słowach woźny wyprowadza z małego pomieszczenia, służącego niegdyś za kozęPotoczne określenie małego, ciasnego aresztu gminnego., kandydata do licytacji. To stary tragarz Kuntz Wunderli. Jego widok wywołuje pomruk niezadowolenia. Mężczyzna jest przeraźliwie chudy, ma zgięty grzbiet, a jego głowa i dłonie nieustannie się trzęsą. Kuntz doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia. Próbuje nadać twarzy filuterny wyraz i uśmiecha się, by pokazać, że wciąż ma w sobie resztki sił. Gmina zadbała o jego wizerunek – woźny ogolił go i ubrał w pożyczony kubrakKrótka, dopasowana kurtka męska, często noszona przez chłopów i robotników. oraz niebieską chustkę. Lepszy wygląd ma przyciągnąć „amatorów”.
Rozpoczynają się brutalne oględziny. Ślusarz Mayer pyta o wiek. Kuntz kłamie, że ma siedemdziesiąt cztery lata, choć w rzeczywistości skończył już osiemdziesiąt dwa. Oberżysta każe mu pokazać zęby, co wywołuje salwy śmiechu – akurat zęby starzec ma zdrowe. Następnie tłum zmusza go do wymachiwania pięściami i maszerowania. Wysiłek schorowanego człowieka bawi zgromadzonych do łez. Nogi odmawiają Kuntzowi posłuszeństwa. W pewnym momencie starzec dostrzega w głębi sali twarz swojego syna. To spotkanie całkowicie go paraliżuje. Kuntz zaczyna trząść się ze wstydu, nie chce, by syn brał udział w tym poniżającym spektaklu. W głębi duszy marzy jednak o tym, by umrzeć wśród bliskich i widywać wnuki.
Radca Storch wyczuwa odpowiedni moment i rozpoczyna licytację. Pierwszy odzywa się powroźnik Sprüngli, żądając dwustu frankówSzwajcarska waluta narodowa. W czasach akcji noweli miała stosunkowo dużą siłę nabywczą. dopłaty. Kwota jest zbyt wysoka. Tłum zaczyna dyskutować o opłacalności inwestycji. Pada nazwisko Probsta i wspomnienie o Hänzlim – poprzednim nędzarzu, którego mleczarz wygrał na licytacji. Hänzli powiesił się po kilku miesiącach pracy, nie mogąc znieść upokorzeń i morderczego wysiłku. Ta mroczna historia nie przerywa jednak targów.
Piekarz Lorche proponuje sto osiemdziesiąt pięć franków, pod warunkiem, że starzec zachowa swoje obecne ubranie na zimę. Kuntz zamiera z przerażenia, bo wie, że posiada jedynie starą, połataną bluzę. Stawki powoli spadają. Nagle z końca sali pada kwota stu sześćdziesięciu franków. To syn Kuntza, któremu towarzyszy mały wnuczek. Mężczyzna przeciska się do przodu. Chce wziąć ojca do siebie, ale potrzebuje wsparcia finansowego gminy, by go utrzymać. W starym tragarzu strach miesza się z ogromną nadzieją.
Niestety, ślusarz Mayer natychmiast przebija ofertę. Syn Kuntza obniża stawkę do stu pięćdziesięciu franków, ale Mayer znów schodzi o pięć franków w dół. Biedny syn nie może pozwolić sobie na mniejszą dopłatę i z ciężkim sercem wycofuje się z licytacji. Wnuczek woła dziadka, po czym obaj znikają w tłumie. Kuntz jest zdruzgotany. Zaciska powieki, czując pod nimi piekące łzy.
Mayer, pewny wygranej, pyta radcę, czy jopaGrube, ciepłe okrycie wierzchnie, rodzaj chłopskiej sukmany lub płaszcza. również należy do starca. Kuntz, wyrwany z letargu, wskazuje wzrokiem na woźnego. Prawda wychodzi na jaw. Oburzony tłum każe mu natychmiast zdjąć pożyczone ubranie. Zdezorientowany i trzęsący się starzec nie potrafi sam rozwiązać chustki. Woźny szarpie go ze złością. Kuntz staje przed gminą w swoich prawdziwych łachmanach – żałosny, chudy i odarty z resztek godności.
– Ecce homo! – odzywa się kotlarz Kissling, który ma brata dozorcę w kantonalnej bibliotece i darmo czytuje książki. Szeroki wybuch śmiechu przyjmuje to porównanie. Większość mniema, iż jest to przymówka do szczytu wznoszącego się poza Mythenami [...], który się "Esse liomo" zowie.
Kotlarz używa biblijnego zwrotu Ecce homoZ łaciny "Oto człowiek". Słowa Poncjusza Piłata ukazującego ubiczowanego Chrystusa. Tu użyte ironicznie., by zakpić z nędznego wyglądu starca. Ignorancki tłum śmieje się do rozpuku, myśląc, że to nawiązanie do nazwy jednego z alpejskich szczytów. Oszukany Mayer wycofuje swoją ofertę. Radca próbuje ratować sytuację, tłumacząc, że licytacja nie została jeszcze formalnie przybita.
W tym krytycznym momencie na salę wkracza oczekiwany mleczarz Probst. Tłumaczy spóźnienie chorobą swojego parobkaNajemny robotnik rolny wykonujący najcięższe prace fizyczne w gospodarstwie.. Zza okna dobiega szczekanie psa zaprzężonego do wózka z mlekiem. Probst rzuca okiem na Kuntza i bez wahania rzuca stawkę: sto dwadzieścia pięć franków. Na sali zapada cisza. Nikt nie jest w stanie zejść niżej. Zachwycony radca Storch natychmiast dobija targu. Chwilę później stary Kuntz Wunderli stoi już na ulicy. Drżącymi rękami próbuje przełożyć przez ramię parcianą szlejęCzęść uprzęży pociągowej, pas zakładany na pierś zwierzęcia pociągowego., zaprzęgnięty do mleczarskiego wózka tuż obok psa.