Czy śmiech może być skutecznym narzędziem naprawy społeczeństwa? Rozprawka na podstawie Monachomachii
Temat i teza
Temat: Czy śmiech może być skutecznym narzędziem naprawy społeczeństwa? Rozprawka na podstawie Monachomachii.
Teza: Śmiech - odpowiednio ukierunkowany i zakorzeniony w konkretnej obserwacji społecznej - może skutecznie piętnować wady zbiorowości, zmuszając ją do refleksji nad własnym postępowaniem. Monachomachia Ignacego Krasickiego dowodzi, że satyra i komizm są narzędziami naprawy nie mniej poważnymi niż traktat filozoficzny czy kazanie moralizatorskie.
Oświecenie postawiło rozum w centrum swoich zainteresowań, a jednym z ulubionych oręży ówczesnych pisarzy stał się śmiech - nie beztroski i niewinny, lecz celowy, skrojony pod konkretnego adresata. Ignacy Krasicki, wydając w 1778 roku Monachomachię, czyli Wojnę mnichów, nie bawił czytelnika dla samej rozrywki. Poemat heroikomiczny, naśladujący konwencje starożytnego eposu, posłużył biskupowi warmińskiemu do bezlitosnej diagnozy upadku kleru zakonnego - jego próżniactwa, pijaństwa i intelektualnej jałowości. Śmiech, który wywołuje ta lektura, boli. I o to właśnie chodzi.
Podstawową funkcją komizmu w Monachomachii jest obnażenie przepaści między powołaniem a rzeczywistością. Mnisi powinni żyć modlitwą, postem i nauką - tymczasem Krasicki pokazuje ich głównie śpiących lub pijących. Ojciec Gaudenty i ojciec Hilary, zamiast oddawać się medytacji, oddają się długim drzemkom, z których budzą ich dopiero dźwięki dzwonka na posiłek. Przeor zwoływuje zebranie, by rozstrzygnąć spór o wyższość dominikanów lub karmelitów - a okazją do dysputy staje się debata prowadzona nad kuflem wina. Heroikomiczny patos, którym Krasicki opisuje te sceny - z całym wojskowym ceremoniałem, odwołaniami do Homera i porównaniami do antycznych bohaterów - sprawia, że kontrast między wzniosłą formą a banalną treścią uderza tym mocniej. Czytelnik śmieje się, ale jednocześnie pojmuje, że Kościół zawiódł swoich wiernych.
👍 Polub nasz profil na Facebooku — powtórki z lektur, motywy literackie i pytania maturalne w jednym miejscu.
Można by zarzucić, że śmiech bywa powierzchowny i żaden obśmiany przez satyrę nie zmienia się pod jej wpływem. Trudno bowiem oczekiwać, by ojciec Pankracy, po lekturze poematu, odkładał kielich i sięgał po Pismo Święte. Argument ten ma pewną wagę - satyra nie działa jak dekret czy reforma instytucjonalna. Krasicki nie naprawiał klasztorów bezpośrednio. Jednak naprawianie świata przez śmiech odbywa się inaczej: nie poprzez zmianę konkretnego winowajcy, lecz przez zmianę opinii publicznej na jego temat. Monachomachia trafiła do szlachty, do środowisk dworskich, do czytelników, którzy finansowali klasztory i mieli wpływ na politykę kościelną. Kompromitując mnichów przed tym właśnie audytorium, Krasicki podważał ich autorytet społeczny - a to jest już realna presja na zmianę.
Śmiech działa też jako lekarstwo na obłudę, którą trudno zaatakować wprost. Doktor, który w Monachomachii stara się zakończyć bójkę między karmelitami a dominikanami, sam okazuje się postacią groteskową - jego uczona mowa do niczego nie prowadzi, bo otaczają go ludzie niezdolni do słuchania argumentów. Krasicki pokazuje w ten sposób, że moralizowanie bez ośmieszenia nie skutkuje. Poważne kazanie można zbyć, pominąć, zapomnieć. Natomiast obraz ojca Hilarego, który z powodu wypitego wina myli słowa pieśni podczas nabożeństwa, zostaje w pamięci - i uruchamia pytanie: czy temu człowiekowi naprawdę ufam jako pasterzowi mojej duszy? Satyra działa tam, gdzie traktat moralny nie dociera, bo wbija się w wyobraźnię.
Śmiech jako narzędzie naprawy ma swoje ograniczenia - wymaga odwagi autora, precyzji obserwacji i czytelnika gotowego wyciągnąć wnioski. Krasicki spełniał wszystkie trzy warunki: pisał o środowisku, które znał od środka jako duchowny i hierarcha, celował w konkretne wady, nie w abstrakcyjne zło, i trafiał do publiczności wystarczająco wykształconej, by odczytać aluzje. Monachomachia nie zreformowała Kościoła w ciągu roku od wydania, ale współtworzyła klimat intelektualny, w którym reforma była możliwa do pomyślenia. Śmiech nie zastępuje instytucji - poprzedza je i toruje im drogę. I już choćby z tego powodu jest narzędziem naprawy, a nie jej pozorem.