Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Wszyscy stali zasmuceni i kiwali głowami, zastanawiali się, co trzeba zrobić, żeby ten ogród zachować. W końcu tak się smutno wszystkim zrobiło, że mamy zaczęły pochlipywać, a dziewczynki głośno płakać.

CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY

Piotr wpadł na pomysł uratowania miejsca zabaw dzieci. Chwycił Karolcię za rękę, odciągnął na bok i podzielił się z nią zamysłem. Dzieci postanowiły udać się do Prezydenta Miasta i wytłumaczyć mu, żeby restaurację postawić gdzie indziej. Koralik miał im pomóc dostać się do włodarza, ale tylko, gdyby sami nie dali rady. Najpierw chcieli spróbować swoich własnych sił. Nie chcąc już nadużywać sił koralika, pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek, gdzie stał wielki Ratusz.

Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego, kto miał zamiar dostać się do gmachu. Karolcia wystraszyła się groźnej miny mężczyzny, lecz nie Piotr. Oczywiście jego starania na nic się zdały – strażnik nie zamierzał wpuścić do Ratusza małego chłopca, poruszył groźnie wąsiskami i ryknął:
— Zjeżdżaj mi stąd, smarkaczu, pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta
Miasta!
— A mam! — tupnął nogą Piotr. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od
strażnika, ale nie dawał za wygraną.
— Cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha! — śmiał się strażnik. — Interes do Prezydenta! A to dobre!
— Dobre, niedobre, ale mam interes!
— Oooo! Patrzcie! Nie widać, a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję, to ci zaraz przyłożę!
— Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę
wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę.
— A ja ci mówię, że nic nie załatwisz, pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą, którą trzymał w ręku, zamierzył się na Piotra.
— A ja mówię, że załatwię — powtórzył Piotr. — I jak już załatwię, to panu będzie wstyd, że pan mnie nie chciał wpuścić.

Dzieci zdały sobie boleśnie sprawę, że srogi mężczyzna ich nie wpuści. Trzeba było poprosić o pomoc koralik i już po chwili – zupełnie niewidzialni – mijali wartownika. Piotr nie mógł wytrzymać i pociągnął za połę jego paradnego munduru, potem za halabardę i niechcący wyrwał mu ją z ręki. Koniec końców widok był przezabawny: halabarda sama ruszyła na wartownika, który na dobre przestraszył się i zaczął uciekać.

Bohaterowie ruszyli przed siebie. Przeszli przez ogromne podwórze, na którym rzędem stały piękne auta, kusząc ich swoim widokiem do tego stopnia, że postanowili im się przyjrzeć dokładnie. Piotrowi najbardziej podobało się jedno bardzo duże i długie auto, polakierowane na czerwono i czarno. Przekonywał Karolcię, że potrafiłby nim kierować, aż w końcu wsiedli razem i uruchomili pojazd.

Gdy Piotr męczył się z kierownicą i ryczącym silnikiem, na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Zaraz skamieniał ze zdumienia - czerwony samochód był pusty, choć motor warczał, a wóz podskakiwał dziwnie. Nagle usłyszał pytanie niewiadomo od kogo, jak zatrzymać wóz. Biedny, już zupełnie nie wiedział, co się z nim dzieje. Naraz auto zatrzymało się. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu, szukając gabinetu samego Prezydenta Miasta.

KAMIENNE LWY!

Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem, Piotr zauważył strzałki prowadzące do gmachu. Wejście było z drugiej strony. Musieli zawrócić. W tym chaosie zupełnie zapomnieli o tym, że są ciągle jeszcze niewidzialni. Biegnąc, narażali się na szturchnięcia i potrącenia przez przechodniów. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. Przy żelaznej, ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy, a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. Właśnie w tej chwili, gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką, wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę, wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz - brama została zamknięta.

Karolcia załamała z rozpaczą ręce. Postanowili wybrać inną drogę. Piotr, nie dając za wygraną, próbował teraz wspiąć się po śliskich, gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. Wcześniej chciał się przecisnąć miedzy prętami. Oba sposoby nie poskutkowały. Jego towarzyszka zaczęła szlochać. Była już nie tylko zmartwiona, ale i zmęczona tym wszystkim. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Karolcia - streszczenie w pigułce
2  Karolcia - plan wydarzeń
3  Charakterystyka pozostałych bohaterów „Karolci”