Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Nagle dziewczynka poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego, trochę szorstkiego i wilgotnego. Odsłoniła zapłakane oczy i ze zdumieniem zobaczyła, że to kamienny lew. Okazało się, że łzy Karolci ożywiły rzeźby. Jeden lew merdał uprzejmie ogonem, a drugi przeciągał się z przyjemnością i mruczał.

Okazało się, że lwy były zaczarowane i chętne do pomocy. Dzieci wsiadły im na grzbiety i wszyscy pojechali do Prezydenta. Dzieci dosiadły lwy i razem pobiegli szeroką, wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów, po których wchodziło się do Ratusza.

Gdy dostali się przed kryształowe drzwi, jeden z lwów dotknął ich łapą i zaraz same otworzyły się szeroko, z lekkim tylko skrzypnięciem. Na korytarzu minął ich woźny z tacą z herbatą, więc zwierzęta zastygły niczym z kamienia na czerwonym dywanie, pod jakąś palmą. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte, kamienne zwierzęta. Tak się zdziwił ich widokiem, że postawił tacę na okrągłym stole i wolną ręką podrapał się po łysinie. Zaczął głośno rozważać dziwną sytuację.

Po chwili, w długim korytarzu wyłożonym czerwonym chodnikiem, rozległo się ciche stąpanie lwich łap. I nic by się nie stało po drodze nadzwyczajnego, gdyby nie to, że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. Grubiutka pani w okularach zaczęła krzyczeć i wzywać pomocy. Nagle przybiegło kilku urzędników i teraz wszyscy biegali po piętrach i korytarzach. Na szczęście nikt nie znalazł żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów, które spoczywały przed jakimiś drzwiami. Urzędniczce zarzucono przywidzenia: — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać, bo przecież nikt nie przypuszczał, aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza.

Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. Bohaterowie ruszyli przed siebie. W końcu, dzięki strzałkom, znaleźli się przed wielkimi, podwójnymi drzwiami, które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. Piotr i Karolcia rozejrzeli się, ale nigdzie nie było widać kogokolwiek, kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. Okazało się, że byli w miejskim muzeum, a nie w gabinecie włodarza!

Nagle do sali weszła gromadka dzieci z jakąś panią. Jeden z lwów – akurat drapał się za uchem - pozostał z łapą podniesioną do góry. Nauczycielka tłumaczyła zebranym, że właśnie weszli do sali rycerskiej. Gdy tylko ujrzała lwy - zaniemówiła ze zdumienia. Nie jest zupełnie pewne, co stało się dalej w wycieczką szkolną. Ani Piotr, ani Karolcia nie mogli czekać. Unosili się na grzbiecie lwów, które w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę, wpadły na korytarz i biegły dalej, nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. Wreszcie, zmyliwszy pogoń, lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko: — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym, błyszczącym biurkiem.

PANIE PREZYDENCIE MIASTA!

Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą i wcale nie było widać, kto to jest. Nagle poruszył się i odłożył gazetę. To była… Filomena!

Było za późno na ucieczkę. Filomena spostrzegła lwy, które zaraz zaczęły udawać, że są skamieniałe, i od razu domyśliła się, że na pewno Piotr i Karolcia byli w pobliżu. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. A jeśli w pobliżu była Karolcia — w zasięgu ręki był niebieski koralik!

Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. Jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób, gdy napadła na lwy. Nie dowiadując się od nich niczego, rozglądała się bacznie, czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. Ten, choć był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni sukienki, był widoczny! Świecił słabiutkim, błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie, gdzie znajduje się dziewczynka.

Nie było właściwej drogi ucieczki. Za drzwiami na pewno byli jeszcze ludzie, którzy ich przed chwilą gonili, a tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała na biedne lwy. Nie wystraszyła się nawet ich ryknięć. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich, że aż mu rozbiła nos. Groziła, że gdy zdobędzie koralik, zamieni ich w kamień na zawsze:

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Karolcia - streszczenie w pigułce
2  Karolcia - plan wydarzeń
3  Charakterystyka pozostałych bohaterów „Karolci”