Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
ŻEGNAJ, KORALIKU!

Z Piotrem udało się Karolci spotkać dopiero nazajutrz, ponieważ po obiedzie mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny.

Rano dziewczynka zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo, że muszą porozmawiać. Chłopiec nie rozumiał, o czym ona może chcieć mówić tak nagle i tak wcześnie. Zachowywał się tak, jakby nie pamiętał o tym, co się wydarzyło wczoraj, i jakby nie istniała możliwość rzeczy niezwykłych. Dopiero gdy wspomniała o koraliku ożywił się i zeszli razem na podwórze.

Karolcia podsumowała ich sytuację: niebieskości koralika starczy na jedno tylko życzenie. Bardzo bała się, że chlapnie jakieś głupstwo, trzymając akurat paciorek w dłoni i zmarnuje marzenie. Piotr przyznał jej rację, mogła przecież powiedzieć nieostrożnie: Chciałabym wiedzieć, gdzie jest moja szczotka do butów.

Bohaterce było żal koralika. Obwiniała się, że jego stan jest winą jej lekkomyślności. Z kolei Piotr był zdania, że w tej sytuacji Karolcia musi dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie, które byłoby bardzo potrzebne i ważne. Dziewczynka niepewnie napomknęła o lalce, ale szybko wycofała się z tego pomysłu, widząc pogardliwe spojrzenie przyjaciela. Chłopiec uzmysłowił bohaterce, że w ich pobliżu mieszkają dzieci, które mają ogromne potrzeby. Leszek na przykład marzył o rowerze, ale jego rodziców nie było stać na taki drogi zakup, innym potrzebne były buty na zimę, a jeszcze innym książki. Agasia marzyła o skakance, a Dorota o wrotkach: Każdy ma jakieś marzenia. Naturalnie, że jedne są bardziej ważne, a drugie mniej. Podobnie było z dorosłymi. Piotr powiedział, że pani Leśniewska z trzeciego piętra ciągle narzekała na reumatyzm i marzyła o wyzdrowieniu.

Gdy Karolcia zapytała o marzenie przyjaciela, ten zastanowił się przez chwilę a potem odparł:
Ty, tylko nie śmiej się ze mnie, to ci powiem. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć, co by tu się działo, gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka, który tu mieszka. Każdego dziecka i każdego dorosłego. Toby było, co?
— Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było wspaniale.

Dzieci rozmarzyły się na chwilę, aż nagle dziewczynka szeptem wypowiedziała życzenie. A potem zacisnęła mocno pięść, tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać, zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy, że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku.

Tak, tak, było na co patrzeć. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. Agasia, która wybiegła z sieni, od razu zaczęła skakać przez nową, śliczną skakankę, a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami, a pani Leśniewska, ta z trzeciego piętra, zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa, jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. […] Za panią Pieniążkową, która mieszkała w sąsiednim bloku, szło z powagą dziesięć białych kotów, gdyż, jak wyznała, zawsze chciała mieć co najmniej tyle białych kocurów, a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze, a tatuś Karolci zajechał najniespodziewaniej w świecie na nowym skuterze. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek, które zawsze chciała mieć, a mama Karolci przybiegła zdyszana, ale niezmiernie szczęśliwa, wołając, że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały, co było jej największym marzeniem. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu […].

Na podwórzu pojawiły się dziwnie wyglądające postacie. Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach, w których mieli wspaniałe pióra, a w rękach trzymali tomahawki. Podeszli do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie, on powitał ich w swoim wigwamie, a potem przedstawił Karolci jak najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. Oto spełniło się skryte marzenie Piotra.

Nie było czasu na dalsze wyjaśnienia, bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej i weselej. Wreszcie doszło do tego, że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu, na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. Zamienioną ją na Szczęśliwy Zaułek.

Dzieci były tak szczęśliwe, że po twarzy Karolci spłynęła łza. kropla. Podniosła rękę, aby ją otrzeć i w tej chwili przypomniała sobie, że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik. Otworzyła więc dłoń, ale już go tam nie było, już nie błękitniał. Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy. I nie było wiadomo, czy to koralik, czy może jej łza. Chwilę później kropla stoczyła się z ręki na trawę:

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Karolcia - streszczenie w pigułce
2  Karolcia - charakterystyka
3  Charakterystyka pozostałych bohaterów „Karolci”