Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Wołodyjowski koncentrował się wyłącznie na tym, na czym znał się najlepiej, czyli na byciu oficerem. Można także o nim mówić, że był przykładnym rycerzem, ponieważ obok odwagi i waleczności, cechował się poszanowaniem przeciwnika. Udowodnił to po drugim pojedynku z Bohunem, kiedy nie pozostawił go na placu boju, ale zadbał, by przeniesiono rannego w bezpieczne miejsce i opatrzono rany.

Pan Michał był także oddanym przyjacielem. Z każdym z kompanów łączyły go bardzo mocne więzi, ale szczególnie blisko „podobali się sobie” z Podbipiętą. Mężczyźni wzdychali nawet do tej samej kobiety, która ostatecznie wybrała Longinusa na swojego rycerza. Wołodyjowski wykazał się wówczas lojalnością wobec Podbipięty i już zawczasu usunął się w cień widząc, że niewiasta woli jego przyjaciela.

Najlepiej postać Wołodyjowskiego ujmują słowa Zagłoby: „Ale ten mały fircyk! niech go kule biją! Cięta to sztuka jak osa”. Z jednej strony był to nieustraszony fechmistrz, który siał popłoch na polach bitew, a także w indywidualnych pojedynkach na szable, a z drugiej kochliwy i prosty człowiek, którego wielkości nie należało mierzyć wzrostem.

Charakterystyka Bohuna


Eugeniusz Latacz, znany badacz XVII-wiecznej wojskowości, pisał o prawdziwym Iwanie Bohunie:
„Mimo awanturniczego żywota i smutnego końca wypadnie zaliczyć Bohuna do postaci jaśniejszych i sympatyczniejszych od wielu ze współczesnych mu i późniejszych dostojników kozackich. Reprezentując najczystszy typ Kozaka zawadiaki, miał on jednak obce wielu jego towarzyszom zasady i przekonania, którym starał się pozostać wiernym do ostatka. Będąc gorącym zwolennikiem samodzielności Ukrainy, odrzucał możliwość jakiejkolwiek zależności zarówno w stosunku do Rzeczypospolitej, jak i do Moskwy czy Turcji, bronił też tej niepodległości do upadłego. A bił się przy tym znakomicie i z niezwykłą odwagą osobistą. Wrodzony spryt i przebiegłość wcielił niejako w sposób wojowania; fortele i wykręty stanowiły cechę tej strategii. Najlepiej temu dał może wyraz sam gmin ruski, nazywając żołnierzy jego pułku bohunowcami, a każdy zręczny manewr wojenny bohunowskim figlem”
.

W świetle dokumentów znanych historykom dziś można powiedzieć, że Latacz dał się nieco ponieść fantazji i stworzonemu przez Sienkiewicza obrazowi Bohuna, który faktycznie oblegał Zbaraż, a także stał na czele pułku kozackiego w bitwie pod Beresteczkiem. Był wówczas człowiekiem podstarzałym, statecznym i żonatym, któremu dużo brakowało do awanturniczego młokosa, znanego z kart „Ogniem i mieczem”.

Sienkiewiczowski Bohun, określany często mianem „sokoła” lub „młodego watażki”, był mężczyzną o niezwykłej urodzie. Przystojny Kozak był smukły
„jak topola, z obliczem smagłym, zdobnym w bujny, czarny wąs zwieszający się ku dołowi. Wesołość na tej twarzy przebijała przez ukraińską zadumę jako słońce przez mgłę. Czoło miał watażka wysokie, na które spadała czarna czupryna w postaci grzywki ułożonej w pojedyncze kosmyki obcięte w równe ząbki nad silną brwią. Nos orli, rozdęte nozdrza i białe zęby, połyskujące przy każdym uśmiechu, nadawały tej twarzy wyraz trochę drapieżny, ale w ogóle był to typ piękności ukraińskiej, bujnej, barwnej i zawadiackiej”.
Stanowił zatem przeciwwagę dla Skrzetuskiego, który reprezentował inny typ urody, bardziej męski.

Również swoim strojem „sokół” wyróżniał się spośród pozostałych bohaterów „Ogniem i mieczem”:
„Bohun miał na sobie żupan z cienkiej lamy srebrnej i czerwony kontusz, którą to barwę nosili wszyscy Kozacy perejasławscy. Biodra otaczał mu pas krepowy, od którego bogata szabla zwieszała się na jedwabnych rapciach; ale i szabla, i ubiór gasły przy bogactwie tureckiego gindżału, zatkniętego za pas, którego głownia tak była nasadzona kamieniami, że aż skry sypały się od niej. Tak przybranego każdy by snadnie poczytał raczej za jakie paniątko wysokiego rodu niż za Kozaka, zwłaszcza że i jego swoboda, jego wielkopańskie maniery nie zdradzały niskiego pochodzenia”.
Widzimy więc, że Bohun był młodzieńcem niezwykle eleganckim, schludnym i znającym dobre maniery. Kozak jest doskonałym przykładem na to, że nie należy osądzać książki po okładce, a także na to, że pozory mylą. Pod wymuskaną powierzchownością czaił się bowiem prawdziwy drapieżnik, wilk.

Wielokrotnie na kartach powieści Bohun porównywany jest do dzikiego zwierza, bestii, bezwzględnego łowcy. Dla przykładu warto przytoczyć fragmenty:
„Przy świetle księżyca ujrzał dwoje oczu, które patrzyły na niego zuchwale, wyzywająco i szyderczo zarazem. Straszne te oczy świeciły jak ślepie wilka w ciemnym borze”; „Bohun uchwycił się tymczasem za głowę i skowyczał jak ranny wilk. Potem padł na ławę nie przestając skowyczeć, bo się w nim dusza z wściekłości i bólu rozdarła. Nagle zerwał się, dobiegł do drzwi, wywalił je nogą i wypadł do sieni”
;
„Przypomniawszy sobie wszystko, co się stało, wpadł we wściekłość, ryczał jak dziki zwierz, krwawił ręce na własnym krwawym łbie i nożem godził w ludzi, tak że semenowie nie śmieli do niego przystąpić”
. Można przypuszczać, że zabieg ten miał na celu uświadomienie czytelnikowi prawdziwej natury kozaczej – porywczej, namiętnej, ale i brutalnej.

Chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że Bohun wiele razy dawał upust swoim samczym instynktom. Najlepiej widać to w jego pierwszej konfrontacji ze Skrzetuskim, w którym dostrzegł zalotnika swojej ukochanej Heleny. Wówczas bez słowa zbliżył się do Jana i zaczął wpatrywać mu się w oczy, wyzywając niejako na pojedynek o kobietę:
„Namiestnik, jako był człowiek do czynu skory, zamiast odpowiedzieć, uderzył tak silnie nogą w brzuch konia napastnika, że rumak jęknął i w jednym szczupaku znalazł się na samym brzegu gościńca. Jeździec osadził go na miejscu i przez chwilę zdawało się, że pragnie rzucić się na namiestnika, ale wtem zabrzmiał ostry, rozkazujący głos starej kniahini (…)”.
Bohun nie bał się niczego i nikogo, czym przerażał swoich rywali. Kniahini, która miała wielki na niego wpływ, do czasu, mówiła o nim: „To szalona głowa i bies kozaczy”.

Nie był jednak Bohun zwykłym awanturnikiem i zawadiaką. Bohater pożytkował swoje umiejętności w walce o niepodległość Ukrainy. Był podpułkownikiem, sławnym junakiem, o którym słyszeli niemal wszyscy:
„Spośród imion różnych pułkowników i atamanów kozackich wypłynęło ono na wierzch i było na wszystkich ustach po obu stronach Dniepru. Ślepcy śpiewali o Bohunie pieśni po jarmarkach i karczmach, na wieczornicach opowiadano dziwy o młodym watażce”.


Nieodgadnione było jego pochodzenie, podobnie jak Skrzetuskiego. Według legend „kolebką były mu stepy, Dniepr, porohy i Czertomelik ze swoim labiryntem cieśnin, zatok, kołbani, wysp, skał, jarów i oczeretów. Od wyrostka zżył się i zespolił z tym dzikim światem”. Stanowił więc część natury, na łonie której się wychował. Dlatego pewnie wielokrotnie porównywano go ze zwierzęciem. Według przekazów ludowych Bohun
„tłukł się po zakrętach Dnieprowych, brodził po bagniskach i oczeretach wraz z gromadą półnagich towarzyszów – to znów całe miesiące spędzał w głębinach leśnych. Szkołą były mu wycieczki na Dzikie Pola po trzody i tabuny tatarskie, zasadzki, bitwy, wyprawy przeciw brzegowym ułusom, do Białogrodu, na Wołoszczyznę lub czajkami na Czarne Morze. Innych dni nie znał, jak na koniu, innych nocy, jak przy ognisku na stepie”. Bardzo szybko dzięki bitewnym osiągnięciom stał się „ulubieńcem całego Niżu”.


Już jako młodzian zaczął pełnić funkcje przywódcze wśród Kozaków, ponieważ już wtedy przewyższał wszystkich odwagą. Jako dowódca charakteryzował się nie tylko fantazją i rozmachem, ale także brutalnością i bezwzględnością:
„Gotów był w sto koni iść choćby do Bakczysaraju i samemu chanowi zaświecić w oczy pożogą; palił ułusy i miasteczka, wycinał w pień mieszkańców, schwytanych murzów rozdzierał końmi, spadał jak burza, przechodził jak śmierć. Na morzu rzucał się jak wściekły na galery tureckie. Zapuszczał się w środek Budziaku, właził, jak mówiono, w paszczę lwa. Niektóre jego wyprawy były wprost szalone. Mniej odważni, mniej ryzykowni konali na palach w Stambule lub gnili przy wiosłach na tureckich galerach – on zawsze wychodził zdrowo z i łupem obfitym”.


Bohun był nieodgadniony dla otaczających go ludzi. Jego zachowania nie dało się przewidzieć; raz opływał w złoto i piękne tkaniny, a innym razem chodził bosko; raz pił na umór przez kilka dni z przyjaciółmi, a innym razem zachowywał abstynencję, żyjąc tygodniami jak mnich. Był człowiekiem niespokojnym, a „Czynami jego powodowała fantazja”. Właśnie przez to nie potrafił nigdzie na dłużej zagrzać miejsca.

Posiadał także unikalną umiejętność idealnego dopasowywania się do otoczenia: „Między szlachtą umiał być dwornym kawalerem, między Kozaki najdzikszym Kozakiem, między rycerzami rycerzem, między łupieżcami łupieżcą”. Z łatwością wkupywał się łaski innych ludzi, budząc w ich oczach sympatię i poważanie.

W odróżnieniu od Skrzetuskiego, Bohun nie miał konkretnego celu w życiu. Starał się czerpać pełnymi garściami z tego, co daje mu los:
„Dlaczego na świecie żył i czego chciał, dokąd dążył, komu służył – sam nie wiedział. Służył stepom, wichrom, wojnie, miłości i własnej fantazji. Ta właśnie fantazja wyróżniała go od innych watażków grubianów i od całej rzeszy rozbójniczej, która tylko grabież miała na celu i której za jedno było grabić Tatarów czy swoich. Bohun brał łup, ale wolał wojnę od zdobyczy, kochał się w niebezpieczeństwach dla własnego ich uroku; złotem za pieśni płacił, za sławą gonił, o resztę nie dbał”.
Widzimy zatem, że nie bogactwa i łupy napędzały jego działanie, lecz żądza wrażeń. Pod tym względem był podobny do Skrzetuskiego, który także prowokował los.

Bohun potrafił być bezwzględny wobec każdego, kto stanie na jego drodze, a zwłaszcza wobec tego, kto odważy się przeciwko niemu knuć. Przekonała się o tym boleśnie kniahini, która traktowała Kozaka niczym swojego syna. On zresztą także odnosił się do kobiety z szacunkiem i poważaniem, ale tylko do momentu, kiedy dowiedział się, iż obiecała ona rękę Heleny Skrzetuskiemu. Wówczas ogarnęła go furia, w której zabił dwóch synów kniahini, swoich przyszywanych braci. Pałając nienawiścią i żądzą zemsty zapowiadał swoim podwładnym:
„Albo mnie pohybel, albo im! Ot, ja duszu by zhubyw za nich, za Kurcewiczów, oni mi byli bracia, a stara kniahini mać, której ja w oczy jak pies patrzył! A jak Wasyla Tatary złapały, tak kto do Krymu poszedł? kto go odbił? – ja! Kochał ich i służył im jak rab, bo myślał, że tę dziewczynę wysłużę. A oni za to prodały, prodały mene jak raba, na złuju dolu i na neszczastje... Wygnali precz – no, tak i pójdę, tylko się wprzód pokłonię; za sól i chleb, com u nich jadł, po kozacku zapłacę – i pójdę, bo swoją drogę znaju”.


Napady szału i gniewu były elementem jego osobowości. Generalnie nie potrafił sobie radzić z rozbujanymi emocjami, chociaż czasami udawało mu się utemperować je puszczając się konno „na stepy i lasy, by się wiatrem spić, zgubić w dali i zapamiętać, i to, co duszę bolało – przeboleć”. Przeważnie jednak nie potrafił się opamiętać, czego świadkiem była Helena, na oczach której „rozszczepił” mężczyznę zabiegającego o jej względy.

Z taką samą siłą, z jaką nienawidził i gardził, kochał i pożądał. Przekonała się o tym Helena, w której kochał się na zabój. Uczucie, jakim darzył Kurcewiczównę było wyjątkowe, ponieważ ukazywało zupełnie inne jego oblicze. Wobec Heleny nigdy nie zachowywał się agresywnie czy brutalnie, nigdy nie chciał jej skrzywdzić. Szczerze ją kochał i nie mógł zrozumieć, że ona nie kocha jego. Na jej widok „zdawało mu się, że serce chyba mu rozsadzi żebra w piersiach”. Dzięki niej czuł, że jego życie może mieć sens. Dlatego też nie mógł pogodzić się z tym, że Helena wolała Skrzetuskiego. Z czasem jednak zrozumiał, że nie może poślubić ukochanej siłą. Widać to najlepiej, kiedy ze łzami w oczach, co wydawało się niemożliwe, mówił:
„Jeśli ja ją pohańbił? Ot, nie wiem, jak wy miłujecie, panowie szlachta, rycerze i kawalery, ale ja Kozak, ja ją w Barze od śmierci i hańby obronił, a potem w pustynię wywiózł – i tam jak oka w głowie pilnował, palca na nią nie skrzywił, do nóg padał i czołem bił jak przed obrazem. Kazała precz iść, tak poszedł – i nie widział jej więcej, bo wojna-matka trzymała”.


Porywczość Bohuna powodowała, że miał zdecydowanie więcej wrogów niż przyjaciół. Jednak niemal każdy darzył go szacunkiem, nawet Zagłoba, który spędził z nim wiele czasu, myślał sobie:
„Dziw (…) że taki gładysz, a i dziewki nawet sobie nie umiał skonwinkować. Kozak jest – to prawda – ale rycerz znamienity i podpułkownik, któren też, prędzej późniéj, jeśli tylko do rebelii nie przystanie, będzie nobilitowany, co wcale od niego zależy. A już pan Skrzetuski, zacny kawaler – i przystojny, ale z tym malowanym watażką na urodę i porównać się nie może. Hej, wezmą też się oni za łby, jak się spotkają, bo obaj zabijaki nie lada”.


Sam Zagłoba jednak przekonał się własnej skórze, jaki naprawdę jest Bohun, którego uważał nawet za swojego przyjaciela. Kiedy jednak okazało się, że Kozak złorzeczy Skrzetuskiemu, szlachcic ujrzał prawdziwe oblicze watażki, który grożąc mu nożem wycedził przez zaciśnięte zęby: „Wieprzu nieczysty, pasy drzeć z ciebie każę, na wolnym ogniu spalę, ćwiekami nabiję, na szmaty rozerwę!”. Widzimy, że Bohun był bezwzględny wobec swoich wrogów, nawet jeśli wcześniej darzył ich sympatią. Przyglądając się tej sytuacji, możemy także stwierdzić, że nie darzył szacunkiem osób starszych.

O ile Bohun szczycił się swoimi umiejętnościami szermierczymi i brutalnością, bardzo wstydził się tego, że nie potrafi czytać. Nie wiedzieli o tym jego podwładni, którym zawsze kazał wychodzić, kiedy przychodziło do niego jakieś pismo. Obawiał się, że jeśli dowiedzą się o tym, to straci u nich część autorytetu. Fakt ten nie może dziwić, ponieważ Bohun wychowywał się na stepie, ale biorąc pod uwagę to, że potrafił zachowywać się niczym szlachcic, zmusza do refleksji.

Prawdziwą lekcją pokory dla Kozaka okazały się być szermiercze pojedynki z Michałem Wołodyjowskim. Dwukrotnie okazało się, że to Polak jest mistrzem szabli, a Bohun miał wielkie szczęście, iż z obydwu starć wyszedł żywy. Z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru jeden z pojedynków skomentował Zagłoba:
„Wiedziałem, że dobry żołnierz, ale żeby tak sobie na Bohunie jechał, jak na łysej kobyle, tegom się po nim nie spodziewał. Że też to w tak małym ciele taki może być animusz i wigor! Bohun mógłby go u pasa na sznurku nosić jak kozik. Niechże go kule biją! albo lepiej: niech mu Bóg szczęści! (…) No, no, ale żeby tak na Bohunie jechać! Muszę się temu Wołodyjowskiemu jeszcze przypatrzyć, bo chyba diabeł w nim siedzi”.

Upokorzenie, jakiego doznał w pierwszym starciu z panem Michałem wyraźnie podcięło mu skrzydła:
„Bohun wrzał jak ogień; cięty w rękę, stratowany, chory, pobity, i wroga zaklętego z rąk wypuścił, i sławę nadwerężył (…). Gdy o tym watażka myślał, świat mu czerniał w oczach, w głowie się przewracało i rozpacz kąsała mu duszę jak pies wściekły. On, który na Czarnym Morzu na galery tureckie się rzucał; on, który aż do Perekopu na karkach tatarskich dojeżdżał i chanowi w oczy pożogą ułusów świecił; on, który księciu pod ręką przy samych Łubniach regiment w Wasiłówce wyciął – musiał uciekać w koszuli i bez czapki, i bez szabli, bo i tę w spotkaniu z małym rycerzem utracił. Toteż, gdy nikt nie patrzył, na postojach i popasach, watażka chwytał się za głowę i krzyczał: «Gdzie moja sława mołojecka, gdzie moja szabla-drużka?!» A gdy tak krzyczał, porywał go obłęd dziki i spijał się jak nieboże stworzenie, po czym na księcia chciał iść, na całą siłę jego uderzyć – i zginąć, i przepaść na wieki”.
Z czasem jednak, kiedy zagoiły się rany, zaczął pałać chęcią rewanżu. Kiedy po raz kolejny stanął naprzeciwko Wołodyjowskiego otwarcie wyzwał go na pojedynek. Tym razem ledwo uszedł z życiem, ale zasłużył sobie na szacunek Polaków, którzy mieli go za dzielnego i odważnego Kozaka.

Charakterystyka Podbipięty


Rosłego i bogobojnego rycerza czytelnik poznaje w bardzo zabawnych okolicznościach. W karczmie bohater ten został przedstawiony Skrzetuskiemu przez Zagłobę jako Powsinoga herbu Zerwpludry z Psichkiszek. Naprawdę jednak nazywał się Longinus Podbipięta, był szlachcicem z rodu Zerwikaptur, pochodzącym z Myszykiszek na Litwie.

Nie bez powodu rycerz nazywany był przez wielu „cudakiem”, wystarczy mu się przyjrzeć:
„Przede wszystkim był to mąż wzrostu tak wysokiego, że głową prawie powały dosięgał, a chudość nadzwyczajna wydawała go wyższym jeszcze. Szerokie jego ramiona i żylasty kark zwiastowały niepospolitą siłę, ale była na nim tylko skóra i kości. Brzuch miał tak wpadły pod piersią, że można by go wziąć za głodomora, lubo ubrany był dostatnio, w szarą opiętą kurtę ze świebodzińskiego sukna, z wąskimi rękawami, i wysokie szwedzkie buty, które na Litwie zaczynały wchodzić w użycie. Szeroki i dobrze wypchany łosiowy pas nie mając na czym się trzymać opadał mu aż na biodra, a do pasa przywiązany był krzyżacki miecz tak długi, że temu olbrzymiemu mężowi prawie do pachy dochodził”.


Podbipięta budził zdziwienie nie tylko swoim wzrostem, ubiorem i ogromny mieczem przypasanym do boku, ale także obliczem:
„Była to twarz chuda, również jak i cała osoba, ozdobiona dwiema zwiśniętymi ku dołowi brwiami i parą tak samo zwisłych konopnego koloru wąsów, ale tak poczciwa, tak szczera, jak u dziecka. Owa obwisłość wąsów i brwi nadawała jej wyraz stroskany, smutny i śmieszny zarazem. Wyglądał na człeka, którego ludzie popychają, ale panu Skrzetuskiemu podobał się z pierwszego wejrzenia za ową szczerość twarzy i doskonały moderunek żołnierski”.
Można powiedzieć, że łagodna twarz Longinusa zupełnie nie pasowała do reszty jego wizerunku, ale właśnie taka dwoistość: z jednej strony potworna siła, a z drugiej łagodność i poczciwość, doskonale oddawała charakterystykę tej postaci.

Podbipięta potrafił budzić sympatię ludzi: „(…) jako człek słodki, od razu pozyskał serca, a okazawszy przy próbach z mieczem nadludzką swą siłę, powszechny sobie zjednywał szacunek”. Na jego „słodkość” składały się takie czynniki jak: przyjazne usposobienie, poczucie humoru, dobroć, szczerość, bogobojność, a także litewska mowa, która wyróżniała go spośród wszystkich bohaterów. Człowiek ten bardzo szybko nawiązywał przyjaźnie, czego dowodem mogą być jego mocne więzy ze Skrzetuskim, Wołodyjowskim i Zagłobą, których poznał stosunkowo niedawno. Tu jednak pojawił się problem, ponieważ Podbipięta był prawdziwym chrześcijańskim rycerzem, dla którego dane słowo (a co dopiero śluby!), cenniejsze było od życia.

Przysiągłszy Najświętszej Pannie w Trokach, że nie stanie na ślubnym kobiercu, dopóki nie jednym cięciem nie strąci trzech głów na raz. W ten sposób Longinus zamierzał oddać honor swojemu wielkiemu przodkowi Stowejce, który podobnego wyczynu dokonał niegdyś podczas oblężenia krzyżackiego i od tamtego czasu ich ród nosił herb Zerwikaptur. Podbipięta niemalże nieustannie myślał o tym, czy nadarzy mu się okazja, by powtórzyć wyczyn pradziada. Wiedział, że będzie to przełomowe wydarzenie w jego życiu, które pozwoli mu na założenie własnej rodziny i uchroni ród przed wyginięciem, ponieważ Longinus był jego ostatnim przedstawicielem. Czas jednak nieubłaganie uciekał, a rycerzowi udało się kilkakrotnie ściąć dwie głowy za jednym zamachem, ale nigdy nie trzy. W wieku czterdziestu pięciu lat wciąż szukał swojej szansy. Z tego powodu często użalał się nad sobą i swoim losem:
„Ot! nie zdarzyło się! Szczęścia nie ma! Po dwie na raz nieraz bywało, ale trzech nigdy. Nie udało się zajechać, a trudno prosić wrogów, by się ustawili równo do cięcia. Bóg jeden widzi moje smutki: siła w kościach jest, fortuna jest... ale adolescentia uchodzi, czterdziestu pięciu lat dobiegam, serce do afektów się wyrywa, ród ginie, a trzech głów jak nie ma, tak nie ma!... Taki i Zerwikaptur ze mnie. Pośmiewisko dla ludzi, jak słusznie mówi pan Zagłoba, co wszystko cierpliwie znoszę i Panu Jezusowi ofiaruję”.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie szczegółowe „Ogniem i mieczem”
2  Motywy literackie w „Ogniem i mieczem”



Streszczenia książek
Tagi: