Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
„Na kartach pierwszej części Trylogii przewijają się setki postaci obdarowanych nazwiskami, a są to nazwiska autentyczne, związane z rzeczywiście występującymi wówczas osobami (wyjątek stanowi Zagłoba), choć najczęściej z ich biografiami nie mają wiele – a często nawet nic – wspólnego. Spotykamy jednak również ludzi z pierwszych kart historii, owych rzeczywistych bohaterów rozgrywającego się dramatu dziejowego”
– teza Marcelego Kosmana („»Ogniem i mieczem«. Prawda i legendy”, Poznań 1999).

Charakterystyka Skrzetuskiego


Poszukując pierwowzoru dla głównego bohatera historycznej powieści, Henryk Sienkiewicz sięgnął między innymi do „Księgi pamiętniczej” autorstwa Jakuba Michałowskiego. W książce tej zamieszczony został list biskupa poznańskiego Andrzeja Szołdrskiego do nie znanego bliżej adresata, w którym autor „Ogniem i mieczem” przeczytał:
„Król Jmć w dziewięciu milach był od Zbaraża, wojska ma 16000, ale coraz to więcej przybywa posiłków. Towarzysz z wojska oblężonego Skrzetuski przybył do Króla Jmci pod Toporów, który powiedział, iż do środy albo czwartku mogli się jeszcze nasi bronić, dalej nie, bo już dwóch szaleńców musieli nieprzyjacielowi ustąpić; tylko pod miastem w trzecim szańcu stoją, a z zamku z dział strzelają do Kozaków. Puszkarków dobrych mają; prochu, kul o małe i żywności. Nie mogąc szturmem naszym szkodzić, już podkopami ziemnymi chcą naszym obesse. Powiedział także P. Skrzetuski, iż kilka tysięcy ordy tylko przy Kozakach, i tuszy naszym dobrze. Jakoż i wojsko przy ochocie Króla Jmci bardzo jest ochotne. Ten P. Skrzetuski, ubrawszy się po chłopsku, przyszedł pod wojsko kozackie do rzeki, którą przebywszy, w boru leżał cały dzień, a w nocy poszedł manowcami do Króla Jmci”.


Bohaterski czyn, jakiego dokonał niejaki rycerz Skrzetuski, czyli przedostanie się przez oblegające Zbaraż wojska kozackie i dotarcie z wieściami do króla, zrobił na Sienkiewiczu tak wielkie wrażenie, że postanowił uczynić z niego głównego bohatera swojej powieści. Pisarz nadał postaci imię Jan (chociaż „prawdziwy” Skrzetuski spod Zbaraża nosił imię Mikołaj), a następnie wykreował go na jedną z najbardziej znanych i lubianych postaci polskiej literatury.

Niewiele miejsca w „Ogniem i mieczem” poświęcone zostało pochodzeniu Skrzetuskiego. Właściwie poza krótką informacją, że nie zależało mu na posagu Heleny, co świadczyć ma o jego rodowym bogactwie. Sienkiewicz nie odnalazł pewnie w historycznych księgozbiorach wiadomości na temat awanturniczej przeszłości Mikołaja Skrzetuskiego, który w 1634 roku podczas pijackiej sprzeczki w Chwastowie zakatował rotmistrza piechoty królewskiej. Pierwowzór dzielnego rycerza z „Ogniem i mieczem” całe życie służył w wojsku, przez co nie miał nawet czasu na założenie własnej rodziny.

Nie można powiedzieć, że Jan jest bohaterem dynamicznym, ponieważ przez cały czas trwania powieści jest wierny tym samym ideałom i pozostaje takim samym niezłomnym, szlachetnym i odważnym rycerzem. Z drugiej jednak strony można zauważyć, iż wyraźnie zmienia się jego wygląd zewnętrzny. Czytelnik poznaje Skrzetuskiego, kiedy ten spotyka Bohdana Chmielnickiego, wówczas Jan prezentował się okazale:
„Był to młody jeszcze bardzo człowiek, suchy, czarniawy, wielce przystojny, ze szczupłą twarzą i wydatnym orlim nosem. W oczach jego malowała się okrutna fantazja i zadzierżystość, ale w obliczu miał wyraz uczciwy. Wąs dość obfity i nie golona widocznie od dawna broda dodawały mu nad wiek powagi”.
W pierwszej scenie widzimy więc Skrzetuskiego młodego, piekielnie przystojnego, pełnego zapału.



Z czasem jednak, głównie przez tęsknotę za ukochaną, a także niewyobrażalne trudy boju, bohater wyraźnie się zmienia:
„Rzeczywiście pan Skrzetuski wyglądał jak cień. Rany i ostatnie wypadki zwaliły z nóg tego olbrzymiego młodziana, który takie teraz miał pozory, jakby nie obiecywał jutra dożyć. Twarz mu pożółkła, a czarna broda, nie strzyżona od dawna, podnosiła jeszcze mizerię oblicza. Pochodziło to z utrapień wewnętrznych. Rycerz omal się nie zagryzł”.
Jednak pod koniec powieści Jan powrócił do dawnej dobrej formy, chociaż ślady stoczonych walk, więzienia, zgryzoty i przebytych setek kilometrów na stale odcisnęły się na jego wyglądzie:
„Jakoż Skrzetuski zdrów był już w istocie, bo młodość i potężna siła zwalczyły w nim chorobę. Zgryzoty przeżarły mu duszę, ale ciała zgryźć nie mogły. Wychudł tylko bardzo i pożółkł tak, że czoło, policzki i nos miał jakby z wosku kościelnego uczynione. Dawna kamienna surowość została mu w twarzy i był w niej taki skrzepły spokój, jak w twarzach umarłych. Więcej jeszcze srebrnych nici wiło się w jego czarnej brodzie, a zresztą nie różnił się niczym od innych ludzi (…)”.


„Jan Skrzetuski, namiestnik chorągwi pancernej J.O. księcia Jeremiego Wiśniowieckiego”, jak sam przedstawiał się bohater, swoim wyglądem często wywoływał popłoch u przeciwników. Był wysoki i postawny, co w połączeniu ze znakomitymi umiejętnościami szermierczymi i przywódczymi czyniło z niego żołnierza idealnego. Niejednokrotnie wystarczyło, że jedynie dobył szabli, aby przeciwnikowi zmiękły kolana:
„Teraz pan Skrzetuski podniósł się także całą wysokością swego wzrostu, ale nie wyjmował szabli z pochew, tylko jak ją miał spuszczoną nisko na rapciach, chwycił w środku i podsunął w górę tak, że rękojeść wraz z krzyżykiem poszła pod sam nos Czaplińskiemu. – Powąchaj no to waść – rzekł zimno”.


Jego widok na polu bitwy musiał budzić podziw, ale i przerażenie u wrogów: „W jednym z czółen stał pan Skrzetuski, wyższy nad innych, dumny, spokojny, z porucznikowskim buzdyganem w ręku i z gołą głową, bo mu strzała tatarska zerwała czapkę”. Nawet wówczas, gdy został ciężko ranny, prezentował wspaniałą postawę:
„(…) pod masztem stał pan Skrzetuski, z zakrwawioną twarzą, ze strzałą utkwioną aż po brzechwę w lewym ramieniu, i bronił się z wściekłością. Postać jego wydawała się olbrzymią wśród otaczającego go tłumu, szabla migotała jak błyskawica. Uderzeniom odpowiadały jęki i wycie”.


Imponujący wygląd, a także wyraźnie wyczuwalna charyzma i opanowanie pomagały Janowi nie tylko w czasie bitew, ale również w życiu codziennym. Nawet kniahini, zazwyczaj dominująca nad swoimi rozmówcami, głośna i kłótliwa, nie miała odwagi podnieść na niego głosu: „(…) pan Skrzetuski, choć człowiek młody, tyle miał w sobie jakowejś powagi rycerskiej i tak jasne wejrzenie, że mu zaoponować nie śmiała (…)”.

Główną cechą charakteru Jana była jego zawziętość i nieugiętość. Bohater nigdy się nie poddawał, zarówno w walce, jak i w życiu codziennym „pan Skrzetuski poddawał się (…) tylko Bogu (…)”. Nie miał zwyczaju poddawać się, zawsze walcząc do ostatniego tchu. Był także człowiekiem bardzo lojalnym wobec przełożonych, co w połączeniu z nieskrywaną miłością do ojczyzny, czyniło go jednym z najznamienitszych rycerzy Rzeczypospolitej.

Zawsze robił wszystko, by wypełnić powierzoną mu misję, nawet jeśli miałoby to oznaczać oddanie życia:
„(…) namiestnikowi chodziło już o to tylko, by poselstwo swoje krwią przypieczętować, pohańbienia godności nie dopuścić i zginąć nie bez sławy. Dlatego też, podczas gdy semenowie poczynili sobie z worów z żywnością rodzaj zasłon, spoza których razili nieprzyjaciela, on stał widny i na pociski wystawiony”.
Widzimy, że był niesłychanie odważny i mężny co udowadniał wiele razy. Zdawał sobie sprawę ze swojej popularności oraz wartości, jaką reprezentował. Dodawało mu to jeszcze więcej pewności siebie, którą porażał oponentów, co widać w jego konfrontacji z synami kniahini, kiedy zaatakowany skrzyżował dumnie i spokojnie ręce na piersiach, a następnie wykrzyczał:
„Jako książęcy poseł z Krymu wracam (…) i niech tu jedną kroplę krwi uronię, a w trzy dni i popiołu z tego miejsca nie zostanie, wy zaś pognijecie w lochach łubniańskich. Jest-li na świecie moc, co by was uchronić zdołała? Nie groźcie, bo was się nie boję!”.
Nie musiał nawet dobywać szabli, aby zatrwożyć gorliwych do bójki młodziaków. Wspomniana pewność siebie owocowała tym, że najczęściej to „Namiestnik był panem położenia”.

Można nawet powiedzieć, że Jan posiadał aż nadto odwagi i pewności siebie, przez co nieustannie z własnej woli wpadał w różnego rodzaju kłopoty, z których zwykł wychodzić obronną ręką: „(…) cięty to był jak osa człowiek pan Skrzetuski, dufny aż nadto w siebie i również nie cofający się przed niczym, a na niebezpieczeństwa chciwy prawie”. Zdawał sobie sprawę ze swojej porywczości i niejednokrotnie musiał się pohamowywać. Wówczas przejawiał niesłychane zdyscyplinowanie i podporządkowanie się etyce rycerskiej. Skrzetuski zawsze postępował zgodnie z tym kodeksem, czego przejawem było wywiązywanie się z danego słowa, nawet wówczas, gdy bardzo tego żałował: „Pan Skrzetuski trząsł się jak w febrze na tę myśl, targał się jak wilk na łańcuchu, żałował swego rycerskiego słowa danego kniahini – i nie wiedział, co ma począć”. Nigdy jednak nie złamał danego słowa i zawsze postępował z rycerską godnością.

Takie, a nie inne, cechy charakteru określały także stosunek Skrzetuskiego do życia i samego siebie. Był to człowiek,
„który nierad pozwalał się ciągnąć za brodę wypadkom. W jego naturze leżała wielka przedsiębiorczość i energia. Nie czekał on na to, co mu los zdarzy; wolał los brać za kark i zmuszać, by zdarzał fortunnie”.
Nade wszystko nie cierpiał siedzieć z założonymi rękami i przyglądać się rozwojowi wydarzeń. Był człowiekiem bardzo niecierpliwym, który zwykł działać, i to bardzo energicznie.

W kontaktach z innymi ludźmi był bardzo bezpośredni. Swoich przełożonych szanował i był gotów oddać za nich życie na polu bitwy. Natomiast wobec przeciwników był bardzo srogi, choć daleko mu było do mściwości. Nawet w bardzo trudnych sytuacjach pozostawał wierny swoim poglądom i prawdomówności. Widać to doskonale w konfrontacji z Tuhaj bejem, kiedy pojmany i skuty Skrzetuski z odwagą zabrał głos:
„Nie myśl, atamanie koszowy, bym się śmierci obawiał albo żywota bronił, albo się z mej niewinności wywodził. Szlachcicem będąc, od równych tylko sobie sądzon być mogę i nie przed sędziami tu stoję, jeno przed zbójcami, nie przed szlachtą, jeno przed chłopstwem, nie przed rycerstwem, jeno przed barbarzyństwem, i wiem dobrze, że się od śmierci nie wybiegam, którą wy też dopełnicie miary swej nieprawości. Przede mną jest śmierć i męka, ale za mną moc i zemsta całej Rzeczypospolitej, przed którą drżyjcie wszyscy”.
Nawet wówczas, gdy spętanemu Janowi w oczy zaglądał sam Chmielnicki, Skrzetuski nie bał się wykrzyczeć zdrajcy prosto w twarz: „Krew przelana ci zaciąży, łzy ludzkie oskarżą, śmierć cię czeka, sąd czeka!”.

Wobec przyjaciół Skrzetuski był bardzo ciepły. Widać to doskonale w jego relacjach z Zagłobą, Wołodyjowskim i Podbipiętą. Łatwo to jednak zrozumieć, ponieważ wszyscy czterej wywodzili się ze szlachty i ramię w ramię walczyli w imieniu Rzeczypospolitej. Co ważniejsze, Skrzetuski nie miał oporów przed okazywaniem sympatii również gorzej od niego urodzonym. Doskonale widać to w relacjach bohatera z Rzędzianem, jego szesnastoletnim pachołkiem. Jan był dla niego niczym ojciec. Nie uważał chłopca za kogoś gorszego od siebie, często wysłuchiwał jego zdania, a nawet się z nim sprzeczał, chociaż bardziej przypominało to droczenie się. Czasami jednak pozostawał wobec Rzędziana stanowczy, co wynikało nie ze złej woli Skrzetuskiego, a konieczności: „Wiedziałem, żeś dobry pachołek, powiem ci jednak: nie chcesz po dobrej woli jechać, pojedziesz z rozkazu, bo już inaczej nie może być”. Jednak Jan za wszelką cenę starał się unikać sytuacji, w których stanowczo rozkazywałby Rzędzianowi, ponieważ było mu chłopca po prostu żal.

Osobą, do której Skrzetuski miał szczególny stosunek była oczywiście Helena. Okazało się, że Jan był człowiekiem porywczym i niecierpliwym także w miłości. Zakochał się bez pamięci w pięknej dziewczynie już od pierwszego wejrzenia. Kiedy okazało się, że Helena odwzajemnia jego uczucie, a kniahini zgodziła się oddać swoją podopieczną rycerzowi za żonę, Jan był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie:
„(…) pan Skrzetuski mało ze skóry nie wyskoczył. Pił na umór, ale miód nie działał na niego, bo już był pijany miłością. Nie widział nikogo więcej przy stole, tylko swoją dziewczynę”.
Miłość i tęsknota za ukochaną nieraz doprowadzały go do skraju wytrzymałości. Skrzetuski nieustannie martwił się o Helenę, a na samą myśl o Bohunie, który również ją kochał:
„(…) pięście ściskał i miecza szukał wedle siebie”. Zakochany bez pamięci wciąż pozostawał jednak przede wszystkim żołnierzem, rycerzem: „Jednakże służbę ściśle pełnił i co się tyczyło wojny albo spodziewanego oblężenia, tym na równi ze wszystkimi się zajmował”.


Warto w tym momencie zwrócić szczególną uwagę na stosunek Skrzetuskiego do dzielnego Kozaka. Chociaż uważał on Bohuna za swojego wroga na placu boju, a na dodatek rywala w ubieganiu się o Helenę, w decydującym momencie wyzbył się nienawiści i mściwości. Skrzetuski dobrodusznie darował życie Bohunowi, zapominając mu wszystkie złe rzeczy, jakie ten uczynił, ponieważ darzył go szacunkiem: „Wielkiej to jest fantazji żołnierz, a że nieszczęsny, tym bardziej go żadną chłopską funkcją nie pohańbię”. Swoim zachowaniem Jan udowodnił, że jest prawdziwym rycerzem, a żądnemu wymierzenia kary Kozakowi Rzędzianowi odparł: „Zemstę zostaw Bogu”.

Skrzetuski posiadał także oblicze bardziej stonowane, czasem smutne i nostalgiczne. Z pewnością najtrudniejszymi dla niego momentami były dni spędzone w niewoli kozackiej, kiedy był naocznym świadkiem niewyobrażalnych zbrodni:
„Widział hańbę i klęskę Rzeczypospolitej, hetmanów w niewoli; widział tryumfy kozackie, piramidy poukładane z głów odciętych poległym żołnierzom, szlachtę wieszaną za żebra, odrzynane piersi niewiast, profanacje panien, widział rozpacz odwagi, ale i nikczemność strachu (…)”.
Te straszne obrazy niesłychanie mocno dręczyły jego sumienie, ponieważ to przecież on pomógł w ucieczce Chmielnickiego, nieświadom jego tożsamości. Dręczył się okrutnie i nie pomieszczała go myśl, że nie mógł się spodziewać „rycerz chrześcijański, że ratunek podany bliźniemu takie wyda owoce”.

Również tęsknota za Heleną zmuszała go do zatrzymywania się i rozmyślania. Często uciekał w ciche i odludne miejsca, by tam oddawać się refleksji:
„Tam to Skrzetuski chronił się przed gwarem dworskim i zamiast strzelać do ptaków, rozpamiętywał; tam to przed oczyma jego duszy stawała przywoływana pamięcią i sercem postać kochanej dziewczyny; tam wśród mgły, szumu oczeretów i melancholii owych miejsc doznawał ulgi we własnej tęsknocie”.
Okazał się więc Skrzetuski być nie tylko niezłomnym rycerzem, który nie wie co to strach, ale również wrażliwym romantykiem.

O jego wrażliwości może także świadczyć fakt, iż Skrzetuski był uzdolniony muzycznie. Zanim jeszcze poznał Helenę, wzdychał do pięknej Anusi Borzobohatej-Krasieńskiej, której czasem śpiewał, akompaniując sobie lutnią. Ciężko sobie wyobrazić rosłego, wąsatego rycerza, który wykonuje serenady, ale Skrzetuski właśnie taki był.

Jan nie pozostawał także obojętny w obliczu piękna przyrody. Z uwagi na to, że niemal nieustannie przebywał na łonie natury czuł się niemal częścią krajobrazu. Jednak raz na jakiś czas, kiedy jego oczom ukazywało się szczególnie piękne zjawisko zatrzymywał się i oddawał kontemplacji:
„Ciszę przerywał więc tylko huk fali o skały Nienasytca. Przez czas, gdy ludzie toczyli czółna, pan Skrzetuski przypatrywał się temu dziwowisku natury. Straszny widok uderzył jego oczy”.


Skrzetuski był także człowiekiem wielkiej wiary. Każdego wieczora oddawał się modlitwie. Zaraz po przyjeździe do jakiekolwiek miasta, kierował swoje kroki najpierw do kościoła: „W mieście dzwoniono na »Anioł Pański« i na pochwalnię. Wyszli. Pan Skrzetuski poszedł do kościoła, pan Zaćwilichowski do cerkwi, a pan Zagłoba do Dopuła w Dzwoniecki Kąt”. Zawsze starał się postępować według chrześcijańskich zasad, nawet na polu walki. Warto także zwrócić uwagę na sposób, w jaki Jan zareagował, gdy było już jasne, że Helena wkrótce zostanie jego żoną:
„Skrzetuski jak prawdziwy rycerz chrześcijański spuścił pokornie głowę – ale kniaziówna wstała, strząsnęła warkocze, rumieńce biły jej na twarz, a z oczu strzelała duma, bo ten rycerz miał być jej mężem, a sława męża pada na żonę jak światło słońca na ziemię”.
Można powiedzieć, że kodeks rycerski, a także religia były jedynymi siłami, które potrafiły utemperować temperament i charakter tego wielkiego rycerza.

Nie ulega wątpliwości, że w odróżnieniu od swojego pierwowzoru, Sienkiewiczowski Skrzetuski „(…) był człowiek jak łza”. Nie sposób doszukać się jakichkolwiek skaz na tej postaci. Był to nie tylko przykładny rycerz, ale i prawdziwy chrześcijanin, przyjaciel, mąż i patriota. Dzięki tym przymiotom Skrzetuski na zawsze wszedł do panteonu najpopularniejszych bohaterów polskiej literatury.

Skrzetuski jako przykład rycerza idealnego


Jan Skrzetuski, namiestnik chorągwi pancernej księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, a następnie porucznik husarski księcia wojewody ruskiego to jeden z najzacniejszych, najodważniejszych i najszlachetniejszych rycerzy w historii polskiej literatury. Dzielny żołnierz, główny bohater pierwszej części Trylogii Henryka Sienkiewicza, dał się poznać czytelnikom niemalże jako ideał. Ciężko doszukać się w nim jakichkolwiek wad, natomiast nie sposób wymienić wszystkich jego zalet.

Skrzetuski,
„choć człowiek młody, tyle miał w sobie jakowejś powagi rycerskiej i tak jasne wejrzenie”
, że niewielu było w stanie otwarcie się mu sprzeciwić. Z jego dystyngowanej i dumnej postawy emanował wręcz rycerski etos. Zresztą Skrzetuski nie tylko swoim wyglądem i pozorami zasłużył na szacunek i uznanie, ale szlachetnymi czynami, którymi na każdym kroku dowodził swojej wielkości. Biorąc pod uwagę zachodnioeuropejski kanon rycerski nie sposób nie zauważyć, że Jan doskonale wpisuje się w cechy idealnego przedstawiciela tego stanu.

Po pierwsze był niezrównanym żołnierzem. Udowodnił to wiele razy na polu bitwy, gdzie zazwyczaj sprawował role przywódcze. Nigdy nie chował się za czyimiś plecami, zawsze stojąc dzielnie w pierwszym rzędzie. W „Ogniem i mieczem” jest nawet scena, w której w takiej właśnie sytuacji, tatarska strzała strąca mu czapkę z głowy, lecz on w ogóle nawet tego nie zauważył. Można powiedzieć, że był nieustraszony i niezłomny. Nawet wówczas, kiedy został bardzo poważnie ranny w ramię, wciąż odpierał ataki nieprzyjaciela. A gdy znalazł się w niewoli tatarskiej, nawet przez moment nie zamierzał podporządkowywać się wrogowi. W obliczu śmierci spoglądał w oczy Chmielnickiemu, nazywając go zdrajcą Rzeczypospolitej. Największym wyczynem Jana, który zapewnił mu pamięć na wieki, było wydostanie się ze Zbaraża i powiadomienie króla Jana Kazimierza o oblężeniu twierdzy. Wówczas o Skrzetuskim usłyszał cały naród. Sława charakteryzowała jedynie najznakomitszych rycerzy, a główny bohater „Ogniem i mieczem” zapewnił ją sobie jeszcze za życia.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie „Ogniem i mieczem” w pigułce
2  Motywy literackie w „Ogniem i mieczem”



Streszczenia książek
Tagi: