Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Podbipięta miał drugie oblicze. Na placu bitwy, ten łagodny i pogodny człowiek zmieniał się w prawdziwą machinę do zabijania:
„Tam (…) szalał pan Longinus ze swoim Zerwikapturem. Nazajutrz po bitwie rycerze ze zdziwieniem oglądali te miejsca, a pokazując sobie ręce poodwalane wraz z ramionami, rozcięte głowy od czoła do brody, ciała rozchlastane straszliwie na dwie połowy, całą drogę ludzkich i końskich trupów, szeptali wzajem do siebie: »Patrzcie, tu walczył Podbipięta!« Sam książę trupy oglądał i choć nazajutrz bardzo był różnymi wieściami stroskany, dziwić się raczył, bo takich cięć zgoła dotąd w życiu nie widział”.
Warto także zwrócić uwagę na inny fragment:
„Jak orzeł spada na stado białych pardew, a one zbite przed nim w lękliwą kupę idą na łup drapieżnika, który rwie je pazurami i dziobem – tak pan Longinus Podbipięta wpadłszy w środek nieprzyjacielskich szyków szalał ze swym Zerwikapturem. I nigdy trąba powietrzna nie czyni takich spustoszeń w młodym i gęstym lesie, jakie on czynił w ścisku janczarów. Straszny był: postać jego przybrała nieczłowiecze wymiary; kobyła zmieniła się w jakiegoś smoka ziejącego płomień z nozdrzy, a Zerwikaptur troił się w ręku rycerza. Kislar-Bak, olbrzymi aga, rzucił się na niego i padł przecięty na dwoje. Próżno co tęższe chłopy wyciągną ręce, zastawią mu się włóczniami – wnet mrą, jakby rażeni gromem – on zaś tratuje po nich, ciska się w tłum największy i co machnie – rzekłbyś: kłosy pod kosą padają, robi się pustka, słychać wrzask przestrachu, jęki, grzmot uderzeń, zgrzyt żelaza o czaszki i chrapanie piekielnej kobyły”.
Jak przystało na prawdziwego rycerza, Longin walczył tylko wówczas, gdy jego przeciwnicy byli uzbrojeni i chętni do walki. Wiele osób zarzucało mu, że zbyt czule obchodził się z jeńcami.

Niezwykła siła i odwaga Podbipięty zostały docenione przez samego Wiśniowieckiego, który mianował Longinusa swoim namiestnikiem po tym, jak na porucznika awansował Skrzetuskiego. Również dzięki swojej waleczności zawładnął sercem Anusi, która pasowała go swoim rycerzem. Kobieta wręczyła Podbipięcie symboliczną szarfę, aby wszyscy wiedzieli, że jest jej wybrankiem. Zagłoba relacjonował później Anusi: „Kiedy się szarfą waćpanny do bitwy przepasze – strach, co dokazuje!”.

Narrator szczególnie wyróżnił Podbipiętę, jako najdzielniejszego rycerza walczącego pod Zbarażem: „Wielu prostych rycerzy okryło się nieśmiertelną sławą w tym pamiętnym okopie zbaraskim, lecz lutnia będzie sławiła w pierwszym rzędzie pana Longina Podbipiętę dla jego tak wielkich przewag, że chyba jego skromność mogła wejść z nimi w paragon”. Przede wszystkim Longinusowi udało się tam dopełnić rodowej powinności:
„Nim światło zgasło, pan Longinus zamachnął się i ciął okropnie, aż powietrze zawyło pod ostrzem. Trzy ciała spadły w fosę, trzy głowy w misiurkach potoczyły się pod kolana klęczącego rycerza. Wówczas, choć piekło zawrzało na ziemi, niebo otworzyło się nad panem Longinem, skrzydła urosły mu u ramion, chóry anielskie rozśpiewały mu się w piersi i był jakoby wniebowzięty, i walczył jak we śnie, i cięcia jego miecza były jakby modlitwą dziękczynną”.
W podzięce dla Boga Podbipięta całą noc leżał krzyżem na swoim mieczu, co pokazuje jak religijnym był człowiekiem. Jednak nawet po tak bohaterskim i niesłychanym wyczynie, Podbipięta pozostał tym samym skromnym rycerzem. W odpowiedzi na wiwaty i gratulacje za ścięcie trzech głów za jednym zamachem „Pan Podbipięta zmieszał się nadzwyczajnie i zaczerwienił aż do uszu”.

Swojej niezwykłej odwagi dowiódł wtedy, gdy z uśmiechem na ustach zgodził się wybrać niemalże na samobójczą misję. Rozpierała go duma, że może wykazać się swoimi umiejętnościami, a także wypełnić osobiste polecenie samego księcia. Kiedy zorientował się, że wkrótce nadjedzie śmierć, ponieważ siły kozackie okazały się dla niego zbyt wielkie, a w dodatku nie mógł odeprzeć ataku łuczników, z właściwym sobie spokojem zaczął się modlić do Najświętszej Panny, podczas gdy jego ciało przeszywały strzały nieprzyjaciela. O tym, że zmarł jak prawdziwy, wielki rycerz może świadczyć fakt, iż „Aniołowie niebiescy wzięli jego duszę i położyli ją jako perłę jasną u nóg »Królowej Anielskiej«”.

Ciekawostką jest, że Sienkiewicz zaczerpnął pomysł na postać Longinusa „z życia”. W swoich wspomnieniach przyjaciółka pisarza, Helena Modrzejewska, szczegółowo opisała okoliczności poznania pierwowzoru tego bohatera z Sienkiewiczem:
„Do dawnego pokolenia należał również inny weteran z powstania listopadowego, sędziwy kapitan Franciszek Wojciechowski, stary towarzysz Piotrkowskiego, znany jako kapitan Francis. U niego to przemieszkiwał obecnie [1877 roku] Sienkiewicz po swym przyjeździe z Anaheim. Ja nie znałam go bliżej, pamiętam tylko, iż był bardzo wysoki, bardzo chudy i małomówny. Opowiadał mi Sienkiewicz, jak raz w dzień słoneczny przechadzał się piaszczystą drogą z zażywnym i barczystym kapitanem Piotrkowskim i chudym jak tyka kapitanem Wojciechowskim, a idąc w środku między nimi, zobaczył na ziemi cień własny pomiędzy cieniami dwóch owych kapitanów: małą a zwinną sylwetkę pomiędzy otyłą i zamaszystą postacią Piotrkowskiego i chudą a cichą figurą Wojciechowskiego. I ta dziwna trójca cieniów tak uderzyła jego wyobraźnię, iż mówił, że coś o tym napisze. Wówczas nie napisał. Kto wie jednak – bo dziwne bywają drogi myśli twórczej – czy wspomnienie tej trójcy cieniów nie było Sienkiewiczowi później podnietą do stworzenia niezrównanej trójcy epicznej: Zagłoby, Podbipięty i Wołodyjowskiego”.

Charakterystyka Heleny


W odróżnieniu od Skrzetuskiego i Bohuna, czyli pozostałej dwójki głównych bohaterów „Ogniem i mieczem”, postać Heleny Kurcewiczówny nie jest wzorowana na żadnej autentycznej postaci historycznej. Zarówno ona, jak i cała jej rodzina, została wykreowana przez Sienkiewicza, choć ród Kurcewiczów w XVII-wiecznej Polsce istniał naprawdę. Ciężko doszukać się w polskiej literaturze bohaterki równie pięknej, a jednocześnie tak poczciwej i prostej, jak Helena.

Uroda kniaziówny nie pozwalała żadnemu mężczyźnie przejść obok niej obojętnie. Przekonał się o tym sam Skrzetuski, który spoglądając w jej oczy poczuł się wręcz rażony miłością, ale czy można mu się dziwić? Przypomnijmy widok, jaki ujrzał Jan:
„spod kuniego kapturka spojrzały nań takie oczy, jakich jak życie swoje nie widział, czarne, aksamitne, a łzawe, a mieniące się, a ogniste, przy których oczy Anusi Borzobohatej zgasłyby jak świeczki przy pochodniach. Nad tymi oczami jedwabne ciemne brwi rysowały się dwoma delikatnymi łukami, zarumienione policzki kwitnęły jak kwiat najpiękniejszy, przez malinowe wargi, trochę otwarte, widniały ząbki jak perły, spod kapturka spływały bujne czarne warkocze”.
Bez dwóch zdań, Helena stanowiła ideał polskiej urody.

Była ciężko doświadczona przez los. Nigdy nie poznała swojej matki, która zmarła przy jej porodzie. Przez jakiś czas wychowywał ją ojciec, ale i on zmarł, przekazując ją pod opiekę swojemu bratu. Helena wychowywała się w Rozłogach pod czułą opieką stryja, ale i na niego przyszedł czas. Wówczas przeszła pod kuratelę ciotki, której zależało głównie na tym, by dobrać się do rodzinnego majątku Kurcewiczów, a by tego dokonać, musiała znaleźć podopiecznej odpowiednio bogatego kandydata na męża. Bezpieczeństwo zapewniał jej jednak fakt, iż dzięki zasługom ojca, pieczę nad nią sprawował książę Wiśniowiecki, dzięki czemu ciotka nie odważyła się na żaden występek przeciwko niej. Kniahini jednak nie skrywała swej niechęci wobec Heleny i często podkreślała, że większy pożytek ma ze swojego najstarszego syna, oślepionego Wasyla.

W rzeczywistości jednak Kurcewiczówna była osobą niezwykle poczciwą i pomocną. Nigdy nie sprzeczała się z kniahinią, a wręcz przeciwnie, podporządkowała się jej. Bardzo kochała kalekiego Wasyla, którego wszyscy lekceważyli twierdząc, że jest opętany. Helena często umilała krewniakowi czas pięknie śpiewając, czego świadkiem był Skrzetuski.

Jan zupełnie stracił dla niej głowę, a i ona także szczerze go pokochała. Dzięki rycerzowi mogła wreszcie dać upust swojej naturze:
„Bo też Helena, choć zahukana przez Kurcewiczową, choć żyjąca w sieroctwie, smutku i obawie, była przecie Ukrainką o krwi ognistej. Gdy tylko padły na nią ciepłe promienie miłości, zaraz zakwitła jak róża i do nowego, nie znanego rozbudziła się życia. W jej twarzy zabłysło szczęście, odwaga, a te porywy, walcząc ze wstydem dziewiczym, umalowały jej policzki w śliczne kolory różane”.

Zupełnie inaczej wyglądał stosunek Heleny do Bohuna. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że Kozak się w niej kocha, co napawało ją przerażeniem. Wyjawiła swe odczucia wobec watażki Zagłobie:
„Co ja mu uczyniłam, nieszczęśliwa, że mnie prześladuje? Z dawna go znałam i z dawna miałam go w nienawiści; z dawna bojaźń we mnie tylko wzbudzał. Czy to ja jedna na świecie, że mnie umiłował, że przeze mnie tyle krwi rozlał, że pomordował mi braci?... Boże, gdy wspomnę, krew we mnie krzepnie. Co ja pocznę? gdzie się przed nim schronię? Waćpan się nie dziw moim narzekaniom, bom nieszczęsna, bo mnie i wstyd tych afektów, bo stokroć wolałabym śmierć”.


Delikatność charakteru i usposobienia Heleny powodują, że w zaistniałej sytuacji, kiedy walczy o nią dwójka mężczyzn, dziewczyna przeżywa prawdziwe katusze. Ponadto nieustający strach, że wkrótce może wpaść w ręce Bohuna, wywołuje u niej omdlenia. Helena kilkakrotnie traci przytomność ze zgryzoty, strachu lub zmęczenia.

Kurcewiczówna zdawała się „nie grzeszyć mądrością”, ponieważ sam Skrzetuski długo
„(…) nie był pewny, czy Helena pisać umie. Kresowe niewiasty nie bywały uczone, a Helena chowała się do tego między prostakami. Jednakże widocznie ojciec nauczył ją jeszcze tej sztuki, gdyż skreśliła długi list na cztery strony papieru. Biedaczka nie umiała wprawdzie wyrażać się ozdobnie, retorycznie, ale wprost od serca pisała (…)”.
Nadrabiała jednak te braki dobrotliwością.

W postaci Heleny można zaobserwować w pewnym momencie dość radykalną przemianę. Proces ten rozpoczął się w momencie, kiedy niewiasta razem z Zagłobą uciekła Bohunowi. Wówczas nabrała więcej hartu ducha i pewności siebie. Bardzo symboliczny był też moment, kiedy zgodziła się na obcięcie warkocza, aby nie rzucać się w oczy przejezdnym. Bardzo dzielnie zniosła to upokorzenie:
„Helena podniosła się żywo i natychmiast krótko obcięte włosy rozsypały się czarnym koliskiem koło jej twarzy, na którą biły rumieńce wstydu, bo w owych czasach ucięcie warkocza dziewczynie poczytywano za hańbę wielką, więc była to z jej strony ciężka ofiara, którą z konieczności tylko przenieść mogła. Nawet i łzy pokazały się w jej oczach, a pan Zagłoba, niekontent z siebie, wcale jej nie pocieszał”.
Nie sprzeciwiła się również szlachcicowi, kiedy nakazał jej przywdzianie chłopskich łachmanów, żeby jeszcze lepiej zamaskować jej prawdziwą tożsamość, a nawet płeć.

Helena, która początkowo wydawała się być istotą powabną, bojaźliwą i delikatną, wykazała się prawdziwą odwagą w konfrontacji z Bohunem. Kozak był jej największym koszmarem, a mimo to zdołała powiedzieć mu prosto w twarz:
„Bom wolała śmierć niż hańbę (…) i przysięgam, że jeśli mnie nie uszanujesz, to się zabiję, choćbym też i duszę zgubić miała. Z oczu dziewczyny strzelił ogień – i widział watażka, że nie ma co żartować z tą krwią Kurcewiczowską, książęcą, bo w uniesieniu dotrzyma tego, czym grozi, a drugim razem lepiej nadstawi noża”.
Wkrótce okazało się, że Helena nie rzuca słów na wiatr i faktycznie ugodziła się nożem. Na szczęście dzięki szybkiej reakcji Bohuna, który zawiózł ją do wiedźmy, dziewczynę udało się odratować.

Kiedy panu Wołodyjowskiemu udało się odnaleźć wreszcie ukochaną przyjaciela, Helena wyraźnie była już odmieniona, nawet zewnętrznie: „W głębi izby, ręką oparta o krawędź łoża, stała Helena Kurcewiczówna, blada, z rozpuszczonym na plecy i ramiona włosem (…)”, chociaż wciąż pozostała tą samą delikatną niewiastą, co udowodniła, mdlejąc ze szczęścia.

Powieść kończy się dla Heleny niezwykle pomyślnie, ponieważ widzimy ją ponownie rumianą, z warkoczami, u boku ukochanego Skrzetuskiego. Wówczas z jej oczu „strzelała duma, bo ten rycerz miał być jej mężem, a sława męża pada na żonę jak światło słońca na ziemię”.

Ciężko powiedzieć o Helenie, że pełni jedną z głównych ról w powieści. Z pewnością tak jest z formalnego punktu widzenia, ale czytelnik nie odczuwa, że Kurcewiczówna jest kimś więcej, niż pięknym dodatkiem do postaci niezłomnego Jana Skrzetuskiego. Jej głównym zadaniem w „Ogniem i mieczem” jest zwracanie uwagi „zarówno swoją płcią, jak i nadzwyczajną urodą”, z czego „rodziły się i niebezpieczeństwa, które z największym trudem trzeba było przezwyciężać”.

Jeremi Wiśniowiecki – to postać historyczna. W rzeczywistości pełnił on od 1646 roku stanowisko wojewody ruskiego, był czołowym magnatem kresowym, a podczas powstania Chmielnickiego przywódcą partii wojennej w Rzeczypospolitej. Stał na czele obrony Zbaraża w 1649 roku, a także dowodził jazdą lewego skrzydła w bitwie pod Beresteczkiem w 1651 roku.

Wiśniowiecki był jednym z tzw. okrutnych książąt, którzy w niezwykle krwawy sposób kolonizowali okolice Dniepru. Do tego celu Jeremiemu służyła prywatna armia. Jego surowość i brutalność pozwoliła mu na zagarnianie coraz większych terenów na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, ale z drugiej stronach wywoływała nienawiść wśród prześladowanych Kozaków. Wielkie kontrowersje wśród historyków do dziś budzą stosowane na rozkaz Wiśniowieckiego metody tłumienia powstania Chmielnickiego. Należały do nich wbijanie rebeliantów na pal i wydłubywanie oczu popom. Badacze przeszłości często wyrażają się o Jeremim jak o szalonym despocie, ciemiężycielu i wyzyskiwaczu kozackiego ludu. Według wielu ucieleśniał on magnacką pychę i warcholstwo.

Zupełnie inaczej przedstawił go jednak Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem”. Na kartach utworu widzimy Jeremiego Wiśniowieckiego – „pana na Łubniach i Wiśniowcu” - jako wielkiego wodza, prawdziwego przywódcy, ale i postać kontrowersyjną, ponieważ – jak celnie zauważa Marceli Kosman –
„autor wyidealizował jego postać, o co przecież księcia nie wolno winić. Posiadał on negatywne z dzisiejszego punktu widzenia cechy ówczesnej magnaterii, ale zarazem był to człowiek utalentowany, doskonały organizator, doświadczony wódz, który o całą głowę przewyższał swoich kolegów z senatu”.
Do jego cech powieściowych można zaliczyć zatem mądrość, zdolność, szlachetność, odwagę, a nawet miłość do poddanych. Przede wszystkim jednak został ukazany jako znakomity wojskowy, niezwyciężony rycerz, mający wielkie poparcie i uznanie wśród swoich podwładnych. W „Ogniem i mieczem” Jeremi nie kieruje się prywatnym interesem, jak robił to w rzeczywistości, ale szlachetnymi pobudkami, a głównie miłością do Rzeczypospolitej.

Rzekome wspaniałe cechy Wiśniowieckiego uwidaczniały się nawet w jego wyglądzie zewnętrznym. Nie był co prawda mężczyzną postawnym, ale dość niskim i szczupłym, ale wystarczyło spojrzeć na jego oblicze, by zobaczyć, że
„Malowała się w nim żelazna, nieugięta wola i majestat, przed którym każdy mimo woli musiał uchylić głowy. Widać było, że ten człowiek zna swoją potęgę i wielkość – i gdyby mu jutro włożyć koronę na głowę, nie czułby się ani zdziwionym, ani przygniecionym jej ciężarem. Oczy miał duże, spokojne, prawie słodkie, jednakże gromy zdawały się być w nich uśpione, i czułeś, że biada temu, kto by je rozbudził. Nikt też znieść nie mógł spokojnego blasku tego spojrzenia i widywano posłów, wytrawnych dworaków, którzy stanąwszy przed Jeremim mieszali się i nie umieli zacząć dyskursu”.


Pomimo młodego wieku, miał dopiero trzydzieści sześć lat, był uznawany za prawdziwego króla na Zadnieprzu, a sam był przekonany o swojej wyższości nad innymi. Jego podwładni czuli przed nim wielki szacunek, który podszyty był strachem. Chociaż sam spoufalał się z prostymi żołnierzami, oni nigdy nie śmieli nawet zrewanżować mu się tym samym. Dzięki szacunkowi miał niesłychanie silny posłuch. Jego rycerze byli gotowi rzucić się za nim w przepaść.

Z powieści dowiadujemy się, że nie zawsze jego życie opływało w dostatki. Za młodu uczestniczył w licznych wyprawach, podczas których wiódł proste, żołnierskie życie:
„jadał czarny chleb i sypiał na ziemi na wojłoku, a że większa część życia schodziła mu na pracach obozowych, więc odbiły się one na jego twarzy”.


Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec jego niecodzienne pochodzenie:
„Po matce Wołoszce odziedziczył on cerę białą tą białością rozpalonego żelaza, od której żar bije, i czarny jak skrzydło kruka włos, który na całej głowie podgolony, z przodu tylko spadał bujniej i obcięty nad brwiami, zasłaniał mu połowę czoła”.
Swój status lubił także podkreślać strojem, nosząc kosztowne szaty i zdobiąc się złotą biżuterią. Lubił też manifestować swoją pozycję otaczając się pięknymi przedmiotami. Przyjmując gości zasiadał na krześle łudząco przypominającym królewski tron pod aksamitnym baldachimem.

Bohdan Chmielnicki – o ile obraz Wiśniowieckiego został zmieniony przez Sienkiewicza pozytywnie, o tyle odwrotny zabieg możemy obserwować w przypadku tego bohatera. W „Ogniem i mieczem” Chmielnicki został przedstawiony jako główny antagonista, barbarzyńca, zdrajca, morderca, człowiek pozbawiony zasad moralnych.

W rzeczywistości Bohdan Chmielnicki wywodził się z rodziny zasłużonej Rzeczypospolitej. Jego przodkowie brali udział w wielkich bitwach po stronie polskiej, a on sam wsławił się odwagą w bitwie pod Cecorą w 1620 roku. Gospodarował rodzinnym majątkiem w Subotowie nieopodal Czehrynia. Ożenił się także z Anną Somko, z którą miał wiele dzieci. Od 1637 roku był pisarzem wojska zaporoskiego, a następnie pełnił stanowisko setnika. Punktem zwrotnym w życiu Chmielnickiego był zajazd na jego majątek przeprowadzony przez Daniela Czaplińskiego. Stracił wówczas swój majątek, a także żonę.

Kozak, pomimo wielkiego upokorzenia, pozostał wierny Rzeczypospolitej, gdzie razem z królem Władysławem IV i kanclerzem wielkim koronnym Januszem Ossolińskim planował wypowiedzenie wojny Chanatowi Krymskiemu, by wcielić go do Korony. Sądząc się cały czas z Czaplińskim, doszedł do wniosku, że sam musi rozstrzygnąć tą sprawę. W 1647 roku wykradł wówczas kopie listów królewskich, w których zapisane były plany wojny z Turcją i zbiegł na Sicz, gdzie mieściła się główna siedziba kozaczyzny. Niedługo potem stanął na czele wielkiego buntu, który wymierzony był przeciwko magnaterii polskiej, uciskającej i wyzyskującej ukraińskich mieszkańców Zadnieprza. W celu zwiększenia swojej siły, Chmielnicki zawarł porozumienie z chanem tatarskim. Dopiero po śmierci Władysława IV i zwycięskiej bitwie pod Piławcami zaczął rozważać powołanie niepodległego państwa kozackiego. Brakowało mu jednak politycznego talentu, by zrealizować tą wizję. Bohdan Chmielnicki do dziś uważany jest za bohatera narodowego na Ukrainie.

Obraz Chmielnickiego w „Ogniem i mieczem” jest jednoznacznie negatywny. Sienkiewicz jednak podkreślał, że był to człowiek wyjątkowy:
„Było przy tym w twarzy tego męża coś szczególnego – jakaś moc utajona, która tak biła z oblicza, jak żar od płomienia, jakaś wola nieugięta, znamionująca, że człek ten przed nikim i niczym się nie cofnie”. Autor przyrównywał nawet Kozaka do samego Jeremiego Wiśniowieckiego pod względem posiadanej charyzmy. Prof. Zygmunt Szweykowski celnie zauważa, że „Początkowo Sienkiewicz ukazuje Chmielnickiego na kartach swej powieści jako buntownika w wielkim stylu. W rozdziale I przyszły hetman ma nawet chwilę proroczego dostojeństwa (…) bystrzej od innych patrzył na sprawy Rzeczypospolitej”.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie „Ogniem i mieczem” w pigułce
2  Motywy literackie w „Ogniem i mieczem”



Streszczenia książek
Tagi: