adplus-dvertising
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
U Sienkiewicza Chmielnicki kieruje się wyłącznie prywatnymi pobudkami i chęcią zemsty na Rzeczypospolitej, a nie wolą oswobodzenia uciśnionego ludu ukraińskiego. O ile autor jest w stanie zrozumieć fakt, iż Tatar miał prawo do rewanżu, a sprawa o którą walczył była słuszna, to nie mógł przebaczyć Chmielnickiemu zawarcia paktu z Tatarami, którzy złupili wschodnie rubieże Polski, a także Ukrainy. Cytując przywoływanego już Szweykowskiego,
„nie tając krzywd ukraińskiego ludu, Sienkiewicz potępia jednak hetmana zaporoskiego. Przede wszystkim za to (…) nie potrafił oddzielić sprawy publicznej od własnych ambicji i celów prywatnych, kierując się nade wszystko chęcią zemsty za krzywdy osobiste. A w dodatku sprowadził Tatarów, którzy z rebelii odnieśli największe korzyści, łupiąc wschodnie kresy Rzeczypospolitej, w tym także Ukrainę, biorąc tysiące ludzi w jasyr, nie wyłączając ukraińskich chłopów, kobiet i dzieci, a także ściągając ogromne okupy”.


Chmielnicki, jako przywódca powstania, był naturalnym odpowiednikiem Wiśnowieckiego po drugiej stronie barykady. Łatwo też dostrzec, że Kozak został pokazany jako zupełne przeciwieństwo magnata. Nawet w wyglądzie zewnętrznym różnice między nimi były kolosalne:
„Był to mąż w sile wieku, średniego wzrostu, szerokich ramion, prawie olbrzymiej budowy ciała i uderzających rysów. Głowę miał ogromną, cerę zawiędłą, bardzo ogorzałą, oczy czarne i nieco ukośne jak u Tatara, a nad wąskimi ustami zwieszał mu się cienki wąs rozchodzący się dopiero przy końcach w dwie szerokie kiście. Twarz jego potężna zwiastowała powagę i dumę. Było w niej coś pociągającego i odpychającego zarazem – powaga hetmańska ożeniona z tatarską chytrością, dobrotliwość i dzikość”.


Biorąc pod uwagę fakt, iż wojna polsko-kozacka została w powieści ukazana jako pojedynek dobra ze złem, nie może dziwić sposób określania hetmana zaporoskiego przez narratora:
„Nie był to już Chmielnicki pokrzywdzony, uciekający na Sicz przez Dzikie Pola, ale Chmielnicki hetman, krwawy demon, olbrzym, mściciel własnej krzywdy na milionach”, „Chmielnicki - w ogniu jak szatan czerwony, szeroką pierś na kule wystawiający, z twarzą lwa, okiem orła - w chaosie, dymie, zamieszaniu, rzezi i zwichrzeniu, w płomieniach na wszystko baczny, wszystkim rządzący”.

Barabasz – setnik kozacki, który dał się poznać jako przyjaciel Polaków. Cieszył się specjalnymi przywilejami. Władysław IV powierzył mu specjalne listy, w których była mowa o ekspansji Rzeczypospolitej na Krym, a także możliwości podwojenia liczebności kozackiej armii zarejestrowanej. To właśnie te pisma wykradł Chmielnicki i uciekł na Sicz.

Barabasz był człowiekiem starym i „białym jak gołąb”, dobrym żołnierzem, ale bez realnego wpływu na otoczenie. Kiedyś podlegał mu nawet Chmielnicki, wówczas otoczył go Barabasz uczuciem niemalże ojcowskim. Jednak nigdy nie kochał Bohdana bardziej niż swojego syna, który także był żołnierzem.

Przed wybuchem powstania jego życie wyraźnie zwolniło tempa: „Stary pułkownik, gdy nie jadł i nie pił, co oboje nad wszystko lubił, to spał”. Po rozpoczęciu działań wojennych natychmiast opowiedział się po stronie Rzeczypospolitej, co wzbudziło gniew Chmielnickiego. W ramach zemsty przywódca zbuntowanych Kozaków wydał wyrok śmierci na młodego Barabasza. Stary pułkownik z wielkim trudem przyjął wieści o utracie syna.

W dalszym etapie wojny dowodził niewielkim oddziałem rejestrowanych Kozaków wraz z Krzeczowskim. Kiedy okazało się, że ten drugi jest zdrajcą, Barabasz zmienił się nie do poznania:
„Fala krwi buchnęła na bladą i pożółkłą twarz Barabasza. Wstał z kotła, na którym siedział, wyprostował się i nagle ten zgięty, zgrzybiały starzec zmienił się w olbrzyma pełnego życia i siły”. Stary pułkownik walczył ze zdrajcami z całych sił, jednak szybko okazało się, że jest osamotniony. Nieszczęśliwie poślizgnął się na krwi i upadł, a wówczas „kilkanaście ostrz pogrążyło się w jego ciało”.
Po śmierci jego ciało sprofanowano:
„Zaczęto siekać leżącego i rozsiekano w kawałki. Uciętą głowę przerzucano z bajdaku do bajdaku, bawiąc się nią jak piłką dopóty, dopóki po niezręcznym rzuceniu nie wpadła w wodę”.



Czapliński – podstarości czehryński na usługach Koniecpolskich, który tak bardzo dał się we znaki Chmielnickiemu, kiedy zagarnął jego majątek i uwiódł małżonkę. Sienkiewicz nie poświęcił mu wiele miejsca w powieści. Był on niskim czterdziestolatkiem
„z twarzą zapalczywą, której to zapalczywości przydawały jeszcze bardziej oczy jakby śliwy na wierzchu głowy siedzące, bystre, ruchliwe - człek widocznie bardzo żywy, wichrowaty i do gniewu skory”.

Szlachcic nie był lubiany w okolicy, nawet przez Polaków, ponieważ był zawadiaką i pieniaczem. Prześladował Kozaków, ponieważ wiedział, że mając za sobą poparcie Koniecpolskich nic mu nie groziło. Dlatego też był wielce zdziwiony, gdy przeciwstawił mu się Skrzetuski. Na wieść o tym, że Jan pomógł Chmielnickiemu Czapliński wpadł w szał i rozkazał aresztować głównego bohatera. Skrzetuski jednak poradził sobie z nim w bardzo osobliwy sposób. Wyrzucając go za drzwi karczmy rozbawił wszystkich zgromadzonych do łez.

Chmielnicki szukał zemsty na Czaplińskim, ale szlachcic zdając sobie sprawę z zagrożenia zbiegł ze wschodnich kresów. Wojna nie oszczędziła jednak jego domu, który został przez Kozaków zrównany z ziemią.


Horpyna – to najbardziej fantastyczna postać powieści. Została stworzona przez Sienkiewicza w oparciu o relacje z epoki na temat rzekomych czarownic służących wróżbami Chmielnickiemu. Co ciekawe, ta fikcyjna postać w utworze jest siostrą autentycznego pułkownika kozackiego o nazwisku Doniec.

Horpyna już na pierwszy rzut oka wydawała się niezwykła. Działo się to głównie za sprawą jej bardzo wysokiego wzrostu. Nie była osobą szpetną, aczkolwiek odpychała mężczyzn chociażby swoim śmiechem, który przypominał rżenie klaczy. Ona jednak była zapatrzona w Bohuna, który nazywał ją swoją „suką”. Wiedziała jednak doskonale, że nie może liczyć na romans. Straszliwie bała się watażki, co chyba jeszcze bardziej ją do niego pociągało. Wielokrotnie w żartach rzucała Bohunowi dwuznaczne propozycje:
„Hej, newdiaczna to Laszka, że za takie kochanie cię nie kocha. Żeby tak na mnie, ja by ci nie była oporna - hu! hu! To mówiąc, Horpyna trąciła po dwakroć kułakiem w bok watażkę i pokazała mu wszystkie zęby w uśmiechu”.
Często popisywała się swoją zbereźnością, czym w zakłopotanie wpędzała Helenę.

Wiedźma doskonale znała się na swoim fachu, co udowodniła przywracając Kurcewiczównę do życia. Poza lecznictwem posiadała wiedzę o panowaniu nad zwierzętami:
„(…) jednocześnie nadbiegły dwa psy, straszne, ogromne, czarne, ze świecącymi oczyma, szczekając i wyjąc na widok ludzi i koni. Na głos Horpyny uciszyły się wreszcie i poczęły obiegać wokoło jeźdźców chrapiąc przy tym i charcząc ze zdyszenia”.


Bohaterka miała swoją sadybę w Czortowym Jarze w głębi lasu. Mieszkał tam również Czeremis„stary człek, potwornie szpetny, mały, prawie karzeł, z płaską, kwadratową twarzą i skośnymi, podobnymi do szczelin oczyma”. Właśnie z sadyby Helenę oswobodzili Rzędzian i Zagłoba. Wiedźma zginęła od strzału w piersi z pistoletu tego pierwszego, natomiast Czeremis został rozpłatany szablą z ręki Zagłoby.

Firlej – był jednym z regimentarzy, czyli dowódców wojsk królewskich. Czytelnik poznaje go pod Zbarażem. Jest to postać autentyczna. Pochodzący z Dąbrowicy Andrzej Firlej pełnił funkcję kasztelana bełskiego i wojewody sandomierskiego.

W „Ogniem i mieczem” widzimy go jako już podstarzałego, jednak wciąż sprawnego dowódcę. Nie wszystkim jednak podobało się jego wyznanie. Firlej był kalwinem, co wielu szlachciców uważało za zły omen. Wielu zapowiadało, że Rzeczpospolitą czeka gniew boży za powierzanie tak wysokich stanowisk innowiercom. Zagłoba zaproponował nawet wysłanie do Firleja żądania by się nawrócił,
„gdyż nie może być błogosławieństwa bożego dla wojska, którego wódz żyje w sprosnych błędach niebu obrzydłych”
. Jednak Firlej miał tak duże poważanie jako kasztelan, że nikt nie odważył się powiedzieć mu wprost, by zmienił obrządek.

Podczas oblężenia Zbaraża jego regiment został trafiony piorunem, w wyniku czego śmierć poniosło kilku żołnierzy, lecz jemu nic się nie stało. Wielu odczytywało to jako ostrzeżenie od Boga.

Islam Girej – to kolejna z postaci historycznych, jakie możemy odnaleźć na kartach „Ogniem i mieczem”. Był on chanem krymskim od 1635 roku, zręcznym i wykształconym politykiem. Biegle mówił po polsku, ponieważ przez siedem lat znajdował się w niewoli na terenie Rzeczypospolitej. Czytelnik poznaje go jako największego protektora Chmielnickiego.

Pakt zawiązany pomiędzy przywódcą kozackiej rebelii, a jednym z drugą po sułtanie osobą w hierarchii tatarskiej oznaczał niebezpieczeństwo nie tylko dla Rzeczypospolitej, ale i samej Ukrainy:
„Na koniec przybył i sam chan Islam Girej z dwunastoma tysiącami Perekopców. Cierpiała od tych przyjaciół cała Ukraina, cierpiał nie tylko stan szlachecki, ale i lud ruski, któremu palono wioski, zabierano dobytek, a samych chłopów, niewiasty i dzieci pędzono w jasyr. W tych czasach mordu, pożogi i krwi wylania jeden tylko dla chłopa był ratunek: uciec do obozu Chmielnickiego”.
Dowodzone przez niego oddziały charakteryzowały się bezwzględnością i okrucieństwem.

Sam Islam Gorej wydaje się być najbardziej egzotyczną postacią „Ogniem i mieczem”. Niewiele dowiadujemy się o jego wyglądzie zewnętrznym, poza informacją, że miał długą, rzadką i rozdwojoną brodę i nosił na sobie szubę z łasic. Sienkiewicz dość szczegółowo opisał sposób, w jaki podwładni traktowali chana. Bohater rzadko angażował się osobiście w walki, zamiast tego wypoczywał w namiocie, zajadając się daktylami ze srebrnej misy. Zanim ktokolwiek się do niego odezwał, musiał zacząć swoją wypowiedź zwrotami:
„Najpotężniejszy chanie wszystkich ord, wnuku Mahometa, samodzielny monarcho, panie mądry, panie szczęśliwy, panie drzewa zaleconego od Wschodu do Zachodu, panie drzewa kwitnącego”.


Chan bardzo surowo traktował Chmielnickiego, który obiecał mu szybkie zdobycie Zbaraża. Zdawał sobie sprawę, że dużo korzystniejszy byłby pakt z Jeremim Wiśniowieckim, którego uważał za sprawnego wodza. Chmielnicki jednak był doskonałym manipulatorem, który wiedział jak wpłynąć na zapatrzonego w siebie Islama Gireja:
„jesteś wielki i potężny; od Wschodu aż do Zachodu narody i monarchowie biją ci czołem i lwem zowią. Jeden Jarema nie pada na twarz przed twoją brodą; więc jeżeli go nie zetrzesz, jeżeli karku mu nie ugniesz i po jego grzbiecie nie będziesz na koń siadał, za nic twoja potęga, za nic twoja sława, bo powiedzą, że jeden kniaź lacki pohańbił krymskiego carza i kary nie odebrał - że on większy, że potężniejszy od ciebie...”.
Działanie to przyniosło pożądany przez chmielnickiego skutek, czyli przekonało chana, że musi dalej popierać kozacką rebelię.

Pod jego dowództwem znajdowały się wszystkie ordy tatarskie, na których czele stali tacy wojownicy jak Tuhaj-bej, Urum-murza, Artim-Girej, Nuradyn, Gałga, Amurat i Subagazi. Jego wielka armia, która oblegała Zbaraż, zjawiła się w jeszcze większej sile pod Beresteczkiem. Tam jednak Islam Gorej musiał salwować się ucieczką, gdyż siły Rzeczypospolitej okazały się zbyt silne. Sienkiewicz nie zostawia wątpliwości, że chan stchórzył, a uciekając pojmał Chmielnickiego i zabrał ze sobą.

Jan Kazimierz – objął tron królewski w 1648 roku po swoim zmarłym bracie Władysławie IV. Doszedł do korony jako przedstawiciel obozu domagającego się zawarcia ugody z Kozakami. Swój głos w wolnej elekcji korespondencyjnie oddał na niego sam Chmielnicki, uważając go za dużo lepszego partnera do rozmów, niż Karola Ferdynanda (największy rywal w wyścigu o tron Jana Kazimierza, a jednocześnie jego młodszy brat). Jan Kazimierz po objęciu korony pozostawał długo pod wpływem kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego, największego orędownika porozumienia z Chmielnickim. W 1649 roku jednak król wykazał się własną inicjatywą – ruszył z odsieczą oblężonemu Zbarażowi, zmieniając diametralnie swoją politykę wobec kozackiego przywódcy.

W „Ogniem i mieczem” król został ukazany jako zło konieczne. Wywyższany przez Sienkiewicza Jeremi Wiśniowiecki popierał Karola Ferdynanda, ponieważ ten obiecywał wsparcie wojny z Kozakami i Tatarami. Książę musiał jednak uznać wybór większości, ale zdawał sobie sprawę z faktu, iż nie będzie miał poplecznika na dworze królewskim.

Jan Kazimierz znany z powieści to
„człowiek mający lat około czterdziestu, dość drobny i szczupły, ale silnie zbudowany. Twarz miał śniadą, żółtawą, zmęczoną, czarne oczy i takąż szwedzką perukę z długimi lokami spadającymi na plecy i ramiona. Rzadki czarny wąs, zaczesany przy końcach ku górze, zdobił jego górną wargę, dolna zaś wraz z brodą wystawała silnie naprzód, nadając całej fizjonomii charakterystyczny rys lwiej odwagi, dumy i uporu. Nie była to twarz piękna, ale wysoce niepospolita. Wyraz zmysłowy, oznaczający skłonność do uciech, łączył się w niej w dziwny sposób z pewną senną martwotą i chłodem. Oczy były jakby przygasłe, ale odgadywałeś łatwo, że w chwili uniesienia, wesołości lub gniewu mogły rzucać błyskawice, które nie każdy wzrok zdołałby wytrzymać. Jednocześnie zaś malowała się w nich dobroć i łagodność”
. Jan Kazimierz w większości scen, w których bierze udział, ubrany jest na czarno, co nadaje mu dystyngowanego wyglądu.

Ponadto król znany był ze swojego męstwa, chociaż nie z zamiłowania do bitew. Wśród poddanych miał opinię człowieka dążącego do porozumienia, zwłaszcza w okresie, kiedy pozostawał pod wpływem kanclerza Ossolińskiego. W powieści widzimy Jana Kazimierza, który ma już dość tego, że otacza go grupa doradców, którzy zalecają mu porozumienie z Chmielnickim. Dlatego też z wielką radością ogłosił, że wyrusza na Zbaraż. Wydarzenie to miało miejsce po spotkaniu ze Skrzetuskim. Moment, w którym król ogłosił swoją decyzję jest przełomowy dla losów powieści:
„Wtem król wyprostował się, wstrząsnął peruką jak lew grzywą, na żółtawą twarz wystąpiły mu rumieńce, a oczy płomieniały. – Na Boga! – krzyknął – dosyć mi tych rad, tego stania, tej zwłoki! Jest chan czy go nie ma... przyszło pospolite ruszenie czy nie przyszło, na Boga! Dosyć mi tego! Dziś jeszcze ruszamy pod Zbaraż!”.


Od tamtej chwili czytelnik obserwował odmianę Jana Kazimierza, który okazał się być wspaniałym przywódcą. Król udowodnił to nie tylko pod Zbarażem, ale i pod Beresteczkiem, gdzie poprowadził do historycznego zwycięstwa polską armię.

Adam Kisiel – był wojewodą bracławskim, a następnie kijowskim. Do historii przeszedł jako mediator w sporze pomiędzy Rzeczypospolitą a Kozaczyzną. Kisiel był bardzo wpływowym politykiem i doświadczonym dyplomatą, który miał za sobą całą partię zwolenników z kanclerzem koronnym i prymasem na czele. Jego działalność miała tyle samo zwolenników, co przeciwników. Podczas gdy jedni wiązali nadzieję z prowadzonymi przez niego rozmowami pokojowymi z Chmielnickim, drudzy nazywali go zdrajcą.

W powieści widzimy go jako starca o bardzo słabym zdrowiu, który niezwykle mocno przejmuje się sprawami Rzeczypospolitej. Jego poselska podróż na dwór Chmielnickiego nie bez przyczyny przyrównywana była przez Sienkiewicza do Golgoty:
„Nie śmierci on się lękał, bo od czasów wyruszenia z Huszczy tak już był wyczerpany, zmęczony, bezsenny, że raczej by z radością do śmierci wyciągnął ręce – ale duszę jego nurtowała bezdenna rozpacz. On to przecie, jako Rusin z krwi i kości pierwszy wziął na się rolę pacyfikatora w tej bezprzykładnej wojnie – on”
. Z powodu pochodzenia, Kisiel nie mógł liczyć na sympatię Kozaków, którzy uważali, że zdradził on swoją krew. Przez całą podróż, nieustannie groziła mu śmierć i zniewagi, jednak niestrudzenie reprezentował majestat Rzeczypospolitej.

Kisiel zdał sobie z czasem sprawę, że w pertraktacjach z Chmielnickim będzie stał na bardzo niekorzystnej pozycji:
„w tej chwili ujrzał jasno, że spoza podartego łachmana układów, spod pozorów ofiarowania łaski królewskiej i przebaczenia, inna, naga, ohydna prawda wygląda, którą ślepi nawet ujrzą, głusi usłyszą, bo krzyczy: »Nie idziesz ty, Kisielu, łaski ofiarować, ty idziesz o nią prosić; ty idziesz ją kupić za tę buławę i chorągiew, a idziesz pieszo do nóg tego chłopskiego wodza w imieniu całej Rzeczypospolitej, ty, senator i wojewoda... «”. W tym momencie uleciała z niego cała nadzieja na pokój. Zdał sobie wówczas Kisiel sprawę, że daleko mu do Jeremiego Wisniowieckiego, który wśród Kozaków budził popłoch i strach. On natomiast mógł co najwyżej budzić uśmiech i politowanie. Pozostał jednak przy swoim, co świadczyło o jego niezłomności i konsekwencji: „czuł, że wolałby stokroć umrzeć niż krok jeszcze jeden postąpić; ale szedł, bo pchała go naprzód cała jego przeszłość, wszystkie prace, usiłowania, cała nieubłagana logika jego poprzednich czynów...”.


Poseł Kisiel zdrowiem przypłacił nie tylko podróż do Chmielnickiego z Warszawy, ale także konieczność pogodzenia się z porażką pertraktacji. Zmęczony, blady i zrozpaczony wyjawił Skrzetuskiemu, że do bólu można się przyzwyczaić, ale bardzo trudno znieść hańbę.

Jedną z najpiękniejszych scen powieści jest fragment, w którym wahający się Kisiel zwraca się do Boga z modlitwą:
„Jam Rusin, krew z krwi i kość z kości. Mogiły książąt Światołdyczów w tej ziemi leżą, więcem ją kochał, ją i ten lud boży, który u jej piersi żywie. Widziałem krzywdy z obu stron, widziałem swawolę dziką Zaporoża, ale i pychę nieznośną tych, którzy ten lud wojenny schłopić chcieli - cóżem więc miał uczynić ja, Rusin a zarazem wierny syn i senator tej Rzeczypospolitej? Otom przyłączył się do tych, którzy mówili: Pax vobiscum!, bo tak kazała mi krew, serce, bo między nimi był król nieboszczyk, nasz ojciec, i kanclerz, i prymas, i wielu innych; bom widział, że dla obu stron rozbrat – to zguba. Chciałem po wiek żywota, do ostatniego tchnienia dla zgody pracować – i gdy się krew już polała, myślałem sobie: będę aniołem pojednania. I poszedłem, i pracowałem, i jeszcze pracuję, chociaż w bólu, w męce i w hańbie, i w zwątpieniu, prawie od wszystkiego straszniejszym”.


Maksym Krzywonos – to także postać historyczna. Był on jednym z wybitniejszych wodzów kozackich pierwszej fazy powstania Chmielnickiego. W powieści widzimy go jako straszliwego i dzikiego przywódcę. Krzywonos został ukazany jako
„niski, gruby człowiek, z twarzą siną, ponurą, rudym jak ogień wąsem nad skrzywionymi ustami i zielonymi oczyma (…)”.


Sienkiewicz nie poświęcił wiele miejsca postaci kozackiego dowódcy, ale sporo możemy dowiedzieć się o tym, jak wyglądał krajobraz po przejściu jego wojsk:
„Strzyżawka była spalona, a ludność jej wymordowana w straszny sposób. Widocznie nieszczęśnicy stawili opór Krzywonosowi, za który dziki wódz oddał ich mieczom i płomieniom. U wejścia do wsi wisiał na dębie sam pan Strzyżowski, (…). Wisiał nagi zupełnie, a na piersiach miał okropny naszyjnik złożony z głów ponawłóczonych na powróz. Były to głowy jego sześciorga dziatek i żony. W samej wsi, spalonej zresztą do szczętu, ujrzały chorągwie po obu stronach drogi długi szereg »świec« kozackich, to jest ludzi z wzniesionymi nad głową rękoma, poprzywiązywanych do żerdzi wbitych w ziemię, obwiniętych słomą, oblanych smołą i zapalonych od dłoni. Większa ich część miała poupalane tylko ręce; gdyż deszcz przeszkodził widocznie dalszemu gorzeniu. Ale straszne były to trupy z powykrzywianymi twarzami, wyciągające ku niebu czarne kikuty. Zapach zgnilizny rozchodził się dokoła”.



strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie szczegółowe „Ogniem i mieczem”
2  Motywy literackie w „Ogniem i mieczem”



Streszczenia książek
Tagi: