Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
„Opium w rosole” to powieść Małgorzaty Musierowicz należąca do jednego z najbardziej ulubionych przez młodzież serii – „Jeżycjady”. Opowiada ona o historii kilku poznańskich rodzin, a przede wszystkim skupia się na relacjach, jakie łączą młodzież – przyjaźniach, miłościach, koleżeństwie. Napisana jest w sposób barwny, z dużą dawką dystansu do bohaterów oraz wielką dawką humoru.

W tej części serii głównymi bohaterami są – Kreska – Janina Krechowicz oraz Maciej Ogorzałka, a także sześcioletnia Genowefa (która okazuje się nie być osobą, za którą się podaje). Obserwujemy perypetie miłosne między parą nastolatków – pierwsze zakochania, rozczarowania, łzy, ale i chwile szczęścia. Oczywiście nie zabraknie bohaterów, których czytelnicy poznali w poprzednich częściach serii. Są starsi, dojrzalsi, także przeżywają życiowe rozterki. Wszelkim perypetiom towarzyszy małą Genowefa. Jest łącznikiem między rodzinami i ich problemami. Chociaż nikt dokładnie nie wie kim jest, każdy przyjmuje ją pod swój dach okazując jej miłość.


Jak zawsze w prozie Musierowicz nie zabrakło dydaktyzmu, kreowania właściwych i pożądanych postaw. Jednak moralizatorstwo w wydaniu pisarki nie jest zauważalne, nie przytłacza. Wśród świetnego humoru słownego przemycone zostają ważne życiowe prawdy i wskazówki, które zebrane określają katalog wskazań – jak żyć i być szczęśliwym.

Opium w rosole - czas akcji


Istotny dla zrozumienia fabuły utworu jest czas akcji. Powieściowa akcja rozgrywa się od 30 stycznia 1983 roku do 17 marca tegoż roku, czyli niecałe dwa miesiące. Panuje mroźna i śnieżna zima, o czym świadczą zimowe stroje bohaterów, ich rumieńce i opisywane zabawy na śniegu, m. in. zjeżdżanie na sankach.

Jednak najważniejsze jest to, że pierwsza połowa lat osiemdziesiątych były to czasy Polski Rzeczpospolitej Ludowej, w której warunki bytowe i ekonomiczne znacznie różniły się od obecnych. Prywatny rynek nie istniał, a w konsekwencji wprowadzonego w 1981 roku stanu wojennego wiele osób internowano, to znaczy pozbawiono wolności i przewieziono do specjalnych miejsc odosobnienia. Tak stało się z panem Borejko, rodzicami Kreski, czy ojcem Lelujka. Wspomnienie o elektryku z wąsami to niewątpliwie nawiązanie do Lecha Wałęsy, który w 1983 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

O czasach socjalistycznych świadczy kilka innych faktów. Przez miasto przejeżdżają często opancerzone kolumny samochodów i wozów policyjnych. W kolejkach trzeba było stać niemal po wszystko, zaś na mięso obowiązywały kartki. Czekoladę bez kartek można było dostać w przerwie podczas koncertu w operze.

List z Australii do Polski szedł trzy i pół miesiąca. W humorystyczny sposób autorka ocenia modę ówczesnych pań: „Kobieta elegancka – sprzeczność sama w sobie.” Bawiące się na śniegu dzieci ubrane były w bardzo podobne ortalionowe kurtki o przygaszonych kolorach. Niezrozumiały jest w dzisiejszych czasach zachwyt Maćka tak, wydawałoby się, banalnym zapachem, jak zapach cytryn. Cytryny były wówczas luksusem.

Opium w rosole - znaczenie tytułu


Wiele z tytułów powieści Musierowicz opartych zostało o grę słowną lub zagadkę. Podobnie zagadkowo brzmi tytuł „Opium w rosole”. Opium to narkotyk - substancja otrzymywana z maku lekarskiego, w przeszłości używana głównie jako środek przeciwbólowy, uspokajający, środek nasenny i odurzający. Na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z rosołem – popularną na polskich stołach zupą.

Tytuł wiąże się z jednym z głównych wątków. Poszukiwaniem domowego ciepła przez Genowefę. Symbolem tego ciepła stał się właśnie rosół. Dziewczynka wcześniej nigdy go nie lubiła, a wręcz nienawidziła, jednak będąc w gościach – u państwa Borejków jadła chętnie. Powiązanie zupy z narkotykiem znajdujemy w rozmowie mamy Aurelii i pani Borejko:
– Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?…
– Zwykły chudy rosołek.
– Może… jakaś specjalna przyprawa?…
Pani Borejko roześmiała się.
– Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.
– Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?
– Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko.


Jak możemy bez trudu się domyśleć tym narkotykiem, czyli opium, była miłość. I to właśnie nią, jak egzotyczną i nieziemską „przyprawą” przyciągali Genowefę zarówno Borejkowie, jak i Lewandowscy czy Ogorzałkowie. Nie jest bowiem tak ważne co jemy, ale w jakim nastroju i z kim. Aurelia nie potrafiła przełknąć nawet kromki chleba z szynką u opiekunki Lisickiej, natomiast u Piotra Ogorzałki smakowała jej nawet kartoflana zupa z proszku. Musierowicz używając metafory w przenośny sposób oddała sens utworu – najważniejsza jest miłość, która działa jak narkotyk. Przy niej wszystko blaknie, a pospolity rosół może stać się największą ucztą.

Opium w rosole - problematyka


W powieściach Małgorzaty Musierowicz uwaga skupiona jest na sprawach codziennych, obyczajowych, a przez to bliskich każdemu czytelnikowi. Możemy mieć wrażenie, że opisane historie mogłyby się wydarzyć wokół nas, dlatego może są nam tak bliskie. Podstawowa problematyka „Opium w rosole” to relacje międzyludzkie, a przede wszystkim miłość.

To miłość okazuje się największą wartością. Zarówno dla małej Genowefy (Aurelii), która w domu nie zaznała ciepła rodzinnego (mama nie potrafiła okazać jej miłości, ojciec uciekał od nieczułej i pedantycznej żony w pracę), jak i innych bohaterów. Na szczęście sześcioletnia dziewczynka jest bezpośrednia i odważna. Wchodzi do obcych domów, by pogrzać się w rodzinnym cieple. Jej mama przeżywa szok, gdy mała w końcu ucieka do ludzi, którzy sprawiają , że czuje się bezpieczna. Miłość przyciąga jak narkotyk zdaje się sugerować w tytule autorka. Inny rodzaj miłości łączy Kreskę i Maćka. Przeżywają wiele rozterek, pomyłek i rozpaczy, by w końcu zrozumieć, że są dla siebie stworzeni. Maciek jednak wcześniej przechodzi ślepe zauroczenie – wydaje się mu, że kocha piękną i próżną Matyldę.

Powieść Musierowicz pokazuje także czym jest przyjaźń. Jacek, choć podoba mu się Kreska, szanuje jej wybór i obiecuje, że nigdy nie da jej skrzywdzić. Janka bliskość znajduje w rodzinie Borejków. Wie, że zawsze może liczyć na ich pomoc. I rzeczywiście, gdy chce się wypłakać znajduje w Gabrysi pocieszycielkę. To ona także wspomaga ją finansowo w trudnych chwilach. Rodzina to także ważna wartość w powieści. Nie musi być pełna. Równie wartościowe, jak domy Borejków czy Lewandowskich są mieszkania braci Ogorzałków i dziadka Dmuchawca.

Powieść porusza wiele ważkich kwestii i uczy, jak sobie z nimi radzić w życiu. Pokazuje tęsknotę (Janka za rodzicami, Gabrysia za mężem, pani Borejko za mężem) oraz to, co z życiem człowieka mogą zrobić niespełnione ambicje (dom Jedwabińskiej). Uczy, że ludzi nie można oceniać z pozoru, trzeba spojrzeć na nich z wielu stron i spróbować zrozumieć. To z kolei co z wierzchu piękne i powabne, okazać się może w środku puste (Matylda).

Tło utworu stanowi ostatnia dekada PRL-u. Panuje zniewolenie, większość produktów nie jest ogólnie dostępna. Mimo tej szarości ludzie starają się sobie radzić i pomagać. Nie liczy się, czy ktoś jest bogaty czy nie – najważniejsze to mieć serce dla innych i potrafić dostrzec w nich serce.

Plan wydarzeń Opium w rosole


1. Obecność nieznajomej sześciolatki Genowefy na obiedzie u państwa Lewandowskich.
2. Wyznanie miłości Idzie Borejko przez Sławka.
3. Tajemnicza nieznajoma napotkana przez Maćka.
4. Zaproszenie Kreski do Opery przez Maćka.
5. Niespodziewana wizyta Genowefy u Matyldy.
6. Zawód miłosny i rozpacz Janiny w teatrze.
7. Wizyta Gabrysi w domu państwa Borejków.
8. Czułe spotkanie Genowefy i Kreski.
9. Niefortunne spotkanie Kreski z Maćkiem i Matyldą w Horteksie.
10. Wspólny obiad Genowefy i Piotra Ogorzałki.

11. Randka Maćka i Matyldy w Horteksie.
12. Angina profesora Dmuchawca.
13. Nielubiana szkoła Kreski.
14. Kłopoty wychowawcze Ewy Jedwabińskiej.
15. Zapewnienia Gabrysi o szczęściu podczas odwiedzin Dmuchawca.
16. Odwiedziny Jedwabińskiej u Dmuchawca.
17. Przekonanie Janki o nieszczęściu nauczycielki.
18. Przerwany pocałunek Maćka i Matyldy.
19. Zaproszenie Kreski przez Maćka na korepetycje.
20. Problemy i kłótnie u Lewandowskich.

21. Przygarnięcie Genowefy przez Maćka.
22. Wiadomość o zabraniu dziadka Kreski przez pogotowie.
23. Złe stosunki małej Aurelii Jedwabińskiej z matką.
24. Zaostrzenie konfliktu klasy Kreski z wychowawczynią.
25. Podsłuchana przez Maćka rozmowa Matyldy z koleżanką.
26. Odwiedziny Janki i Jacka w szpitalu.
27. Nieporozumienie między Maćkiem a Kreską po odprowadzeniu Genowefy do domu.
28. Wizyta Gabrysi u braci Ogorzałków.
29. Sprzeciw klasy Jedwabińskiej wobec dyrektora.
30. Nieudane imieniny Matyldy.

31. Wizyta Jedwabińskiej u Dmuchawca w szpitalu.
32. Oświadczyny Sławka w domu Borejków.
33. Spacer Jedwabińskiej z córką.
34. Zniknięcie Aurelii.
35. Wyznanie Maćka.
36. Zapowiedź powrotu męża Gabrysi.
37. Pozostanie Genowefy na noc u Kreski.
38. Bezskuteczne poszukiwania córki przez Jedwabińskich.
39. Poranna wizyta Genowefy u Maćka.
40. Mijanie się Aurelii z matką.

41. Rywalizacja Lelujka i Maćka o Jankę.
42. Przedstawienie w Operze.
43. Powrót Aurelii do domu.
44. Pojednanie z matką.

Opium w rosole - miejsce akcji


Miejscem akcji powieści „Opium w rosole” jest Poznań z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Wydarzenia rozgrywają się przede wszystkim w kamienicy przy ulicy Roosvelta. Autorka wymienia jednak wiele nazw ulic, z których niektóre pozostały do dziś ulica Roosvelta, Kochanowskiego, Norwida, Głogowska, Krasińskiego, Libelta, Zwierzyniecka, Kościelna, Kraszewskiego, inne, jak ulica Stalingradzka zmieniły nazwę. Oprócz tego spotkamy inne nazwy topograficzne: rondo Kopernika, plac Mickiewicza, park Moniuszki, most Dworcowy, most Teatralny.

Topografię wzbogacają pomniki: Mickiewicza i Poznańskiego Czerwca, parki: Park Przyjaźni i Bohaterstwa Broni na Cytadeli i charakterystyczne budynki i miejsca: kościół Dominikanów, szpital Raszei, Kino „Bałtyk”, restauracja „Łowiecka”, Dom Studencki, hotel „Merkury”. Wspomniana zostaje Teatralka – malowniczy skwer położony na zboczu wzgórza, którego szczytem przebiegała ulica Fredry. Bardziej szczegółowo został opisany gmach Opery z kamiennymi postaciami przy wejściu. Opera Poznańska był to budynek o szlachetnych proporcjach i takich też tradycjach. Wystrój był pełen czerwieni i złoceń. Nad głowami melomanów wisiał olbrzymi żyrandol mieniący się kryształami. Bufet mieścił się w lustrzanej pseudorokokowej salce, pełnej kryształowych połysków i zwierciadlanych lśnień. Wewnątrz znajdował się pomnik Moniuszki. Innym opisanym obiektem jest liceum, do którego uczęszczała Kreska. Był to poniemiecki gmach o grubych murach, tłumiących wszelkie odgłosy i o wysokich oknach, osadzonych tak głęboko, że zawsze sączyło się z nich takie same światło – dalekie i martwe – niezależnie od pogody. Potężne drzwi wejściowe przywodziły na myśl więzienie.

Miejsce akcji stanowią nieraz szczegółowo opisane mieszkania bohaterów. Wśród nich poznajemy:
Mieszkanie Lewandowskich – suterena w kamienicy przy ul. Roosvelta. Jadalnia – niski, ciemnawy i biedny pokój z dwojgiem okien. Był zaciszny, przytulny i zagracony starymi meblami. Pośrodku stał stół i krzesła o twardych, wysokich oparciach. Korytarz wiodący do ich drzwi był ciemnawy i nieprzytulny. Obok znajdowały się drzwi do Piotra Ogorzałki i prywatnego zakładu szycia kołder.

Mieszkanie Piotra i Maćka Ogorzałków – niewielka uboga suterena położona w kamienicy przy ul. Roosvelta. Panował tam nieład. Na podłodze poniewierały się części samochodowe i sprzęt od roweru, jednak książki były poukładane równo i wszystko co potrzebne było pod ręką. Koledzy maćka bardzo lubili to mieszkanie, w którym panowała „zasiedziała przytulność”: „Przy tapczanie Maćka znajdowały się części i opony od roweru [...] panoszył się na podłodze adapter stereofoniczny, jedyny przedmiot w tym pokoju odkurzany przez właściciela przynajmniej raz dziennie. Pozostałe przedmioty nie miały tyle szczęścia. [...] Dzięki temu w mieszkaniu panował szczególny rodzaj zasiedziałej przytulności – bowiem zgodnie z tendencjami męskiej psychiki zaprowadzono tu jednak swoisty ład, oparty na jakichś nieokreślonych, lecz logicznych zasadach, gazety poskładane były rocznikami, książki stały w idealnym porządku i zawsze wiadomo było, gdzie sięgnąć, żeby wyjąć potrzebny tom, a wszystkie luźne papiery, listy i zeszyty wtłoczone były po prostu do szuflad, podobnie jak skarpetki, chustki i krawat. Z kolei w kuchni swoje miejsce miały przybory wędkarskie.

Mieszkanie Matyldy Stągiewki – było obrazem luksusu w dobrym stylu. Była to willa z oszklonym gankiem. Linie, kolory i faktury były skomponowane w przemyślaną całość, a najdrobniejszy nawet przedmiot posiadał swoje miejsce. W kuchni położone były błękitne kafelki, a meble wykonane były z jasnej sosny.

Mieszkanie Borejków - było przestronne i jasne, z okien rozciągał się widok na park wokół Opery. Pośrodku obszernej i miłej kuchni stał potężny stary stół na grubych toczonych nogach. Zielony pokój zajmowała Gabrysia z dzieckiem, dlatego wszędzie porozrzucane były zabawki, zaś stół, jak to u Borejków, zarzucony był książkami i gazetami. Wszyscy w okolicy znali dom Borejków z gościnności. Strapieni szukali tam pocieszenia.

Mieszkanie Ewy Jedwabińskiej – było oczkiem w głowie gospodyni i urządzone zostało z przesadną pedanterią. Dominowały dwa kolory – czerń i biel. W tym graficznym wnętrzu jedyną płaszczyznę koloru stanowiły książki w obramowaniu z pnącej zieleni. Inne drobiazgi utrzymane były w czarno-białej kolorystyce. Kuchnia była biała i przypominała wnętrze laboratorium. Łazienka wyłożona była czarnymi kafelkami. Pokój Aurelii wytapetowany był w tapetą w czarno-białą kratę. Stały tam białe mebelki, a biała pościel miała wzór w czarne groszki.

Opium w rosole - główne wątki


W powieści Małgorzaty Musierowicz możemy wyróżnić dwa główne wątki i kilka pobocznych, dlatego mówimy o „Opium w rosole” jako o powieści wielowątkowej. Podstawowym wątkiem spajającym pozostałe jest wątek sześcioletniej Aurelii, która czując się niekochana w domu odwiedza obcych ludzi. W ich domach znajduje to, czego potrzebuje – ciepło rodzinnego domu, autentyczne zainteresowanie, przyjaźń i bezinteresowność. Ucieka od despotycznej i pedantycznej matki, która potrafi nawet specjalnie przed nią chować jej ulubioną zabawkę – Pieska. Za to u Lewandowskich, Borejków, Ogorzałków czy u Kreski czuje się bezpiecznie i radośnie. Wszyscy akceptują małą taką, jaka jest, nie krzyczą, nie traktują przedmiotowo. Na szczęście Ewa Jedwabińska w porę zdaje sobie sprawę ze swego błędu i odnajduje w sobie zagubioną miłość do córki.

Drugim wątkiem są relacje Kreski i Maćka Ogorzałka. Początkowo Maciek traktuje Kreskę jak kumpelę i nie do końca nią przepada – zarzuca jej brak romantyzmu. Udziela jej korepetycji z matematyki. Gdy zakochuje się w przypadkowo spotkanej Matyldzie, która perfidnie wykorzystuje jego uczucia, Kreska uświadamia sobie, jak bardzo zależy jej na koledze. Zawsze się w nim podkochiwała, a teraz rozpacza, widząc jak bardzo podoba mu się próżna Matylda. Z czasem jednak Maciek przekonuje się, że Matylda bawi się nim, jest pusta i sztuczna. Za to coraz bardziej tęskni za Kreską. Gdy oświadcza jej, że chce z nią chodzić, ta odrzuca sztuczne deklaracje, za to zaczyna przyjaźnić się z Jackiem, co z kolei doprowadza Maćka do szału. Ostatecznie wszystko kończy się dobrze i młodzi nikogo poza sobą nie widzą.

Pozostałe wątki dotyczą Ewy Jedwabińskiej i jej niespełnionego życia. Pragnęła robić karierę naukową, a tymczasem musi wykładać w szkole. Jest sfrustrowana, nie lubi swych uczniów. W dodatku jest ambitna i pedantyczna i nie umie okazywać uczuć. Ostatecznie przekonuje się, że miłość do córki jest najważniejsza. Pobocznymi watkami jest tęsknota Gabrysi za mężem, który wyjechał do Australii, aby „zarabiać dolary”. Ostatecznie skruszony Janusz Pyziak postanawia wrócić do żony i ich córeczki. Inne problemy ma Piotr Ogorzałek. Został wyrzucony z dobrej pracy i musi wykonywać niechciany obowiązek. Jest pesymistą i na życie patrzy w czarnych barwach. Do zarysowanych wątków należą również kariera i choroba profesora Dmuchawca oraz oświadczyny Sławka Lewandowskiego i Idy Borejkówny.

Opium w rosole - kompozycja i narracja


„Opium w rosole” należy do powieści młodzieżowych, jest zarazem powieścią obyczajową, która oddaje realia z czasów PRL-u, z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Kompozycja utworu jest zamknięta. Na początku poznajemy głównych bohaterów: Maćka, Lewandowskich, a także Genowefę. Zaczynają się także główne wątki: odwiedziny tajemniczej dziewczynki, która przedstawia się jako Genowefa, a także miłosne perypetie Maćka Ogorzałki. W ostatnim rozdziale wszystkie wątki kończą się szczęśliwie: Maciek cieszysz się z Kreską wzajemną miłością, zaś Aurelia (Genowefa) dostaje od matki to, czego dopominała się nieświadomie przez wiele tygodni – miłość.

Powieść utrzymana jest w napięciu. Osobą, która łączy wszystkich bohaterów i wątki jest sześcioletnia dziewczynka Aurelia, która przedstawia się jako Genowefa. Szukając miłości trafia do kolejnych domów: Lewandowskich, Borejków, Ogorzałków i Kreski. Wtrąca się do ich życia, próbuje swatać młodych, na pewno wprowadza zamieszanie w ich ustabilizowanym rytmie. Niesie też z sobą wiele uśmiechu, dzięki swej beztroskości. Utwór jest wielowątkowy. Główne wątki to związek uczuciowy Maćka i Janiny Krechowiak oraz poszukiwanie uczucia i przyjaźni przez Genowefę. Pozostałe to nieszczęśliwe życie nauczycielki Jedwabińskiej, choroba Dmuchawca, oświadczyny Sławka, tęsknota Gabrysi za mężem.

Narracja powieści Musierowicz przeprowadzona została w trzeciej osobie. Narrator jest wszechwiedzący – wie o przeszłości, uczuciach, myślach i planach bohaterów. W powieści mamy do czynienia z komizmem słownym – autorka często używa żartów, podchodzi do swoich bohaterów z dużym dystansem. Czasem narrator oddaje głos bohaterom.

Małgorzata Musierowicz - biogram


Małgorzata Musierowicz przyszła na świat 9 stycznia 1945 w Poznaniu, w dzielnicy Jeżyce. Ukończyła VII Liceum Ogólnokształcące im. Dąbrówki w Poznaniu, a następnie Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Poznaniu na Wydziale Malarstwa i Grafiki dyplomem z grafiki użytkowej w roku 1968. Jest siostrą Stanisława Barańczaka.

Musierowicz zajmuje się pisaniem i ilustrowaniem książek dla dzieci i młodzieży. Jej debiut literacki to powieść dla młodzieży „Małomówny i rodzina” z 1975 roku, która choć nie wygrała w konkursie Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, to jednak wzbudziła spore zainteresowanie. Jak wspomina autorka zaczęła pisać, by samej sobie dostarczyć materiałów do ilustrowania w czasach, gdy nikt nie kwapił się do zasypywania jej zleceniami. Następnie powstała (i do dziś powstaje) seria „Jeżycjady”, której miejsce akcji ulokowane zostało w poznańskiej dzielnicy Jeżyce. Oprócz twórczości dla dzieci i młodzieży Musierowicz jest autorką gawęd kulinarnych oraz autobiografii. Pisywała także felietony do „Tygodnika Powszechnego, które ukazały się w formie trzech książek pod tytułem: „Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę!!!”.

W 1982 roku na Listę Honorową im. Hansa Christiana Andersena wpisano „Kwiat kalafiora”. Za swoje książki Małgorzata Musierowicz otrzymała wiele nagród, m.in. „Kłamczuchę”, przyznano jej Złote Koziołki. Jej książka pt. „Noelka” została wpisana na polską listę Międzynarodowej Izby ds. Książek dla Młodych (IBBY). Jej powieści zostały przetłumaczone na wiele języków. Na wniosek dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu w 1994 roku. W 2008 roku została odznaczona Medalem Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.

O swoim pisarstwie Musierowicz opowiada tak: Uważam za wielki dar niebios to, że wolno mi się zajmować zawodowo zjawiskiem, które kocham: książką. Od dziecka wiedziałam, że do pełni szczęścia potrzebuję tylko niedużej domowej drukarni – i oto ją mam, w postaci komputera. Spędzam rozkoszne i zajmujące chwile projektując, bawiąc się i pracując, pisząc i rysując z pomocą tego mądrali. Umie on mnóstwo! – ale nie wszystko, niestety: wymyślić, napisać i zilustrować powieść muszę osobiście. Znikąd pomocy.

Opium w rosole - cytaty


Charakterystyka Maćka Ogorzałki
W osiemnastym roku życia Maciek wyrósł bujnie a nagle. Kiedy patrzał na swoje ręce, zdumiewało go, że są takie długie, a to samo dotyczyło nóg, które (…) były jeszcze dłuższe. Maciej Ogorzałka – romantyk o charakterze eksplozywnym i dość znacznie rozbudowanej ambicji – uważał, że niestety cholerny los skarał go tym wzrostem, że wygląda jak Alicja w krainie czarów po zjedzeniu wiadomego ciasteczka i że jest teraz, krótko mówiąc, dziwacznie nieproporcjonalny. Nie był. Sylwetkę miał, że daj Boże każdemu, a do tego twarz Kmicica, nos orli, uśmiech ujmujący, a wejrzenie uczciwe i śmiałe. Co zaś do jego sposobu bycia cechował się on nieco przesadną powagą i godnością, którymi Maciek starannie rekompensował swe wyimaginowane defekty.

Charakterystyka Marty Lewandowskiej:
Pani Marta była jedną z tych osób, które nie potrafiłyby z pewnością napisać pracy naukowej, ani też poematu, ale które za to bez wahania przygarną bezdomnego kota, bez narzekań wychowają gromadę dzieci, bez zastanowienia zajrzą do chorego sąsiada i bez niczyjej namowy przynosić będą zakupy bezradnej staruszce. Należała do tego cichego i niemal niedostrzegalnego gatunku ludzi, bez którego życie każdego społeczeństwa zmieniłoby się w istną dżunglę.

Wierszyk wygłoszony przez Genowefę u Lewandowskich:
– Powiem wierszyk! – oznajmiła nagle, zdejmując botki i włażąc na krzesło.
Odkaszlnęła leciutko, by skierować na siebie uwagę zebranych, złożyła wiotkie rączki wyuczonym ruchem, przybrała sztuczną minkę i sztucznym blaszanym głosikiem wyrecytowała, patrząc głęboko w oczy pana Lewandowskiego:
– Stary jesteś, śmierć cię czeka.
Garbarz po twą skórę pośle.
Już niedługo twego życia.
Mój ty stary, biedny ośle. […]

– Do diabła, zapomniałam, jak to dalej leci.
– Całe szczęście – burknął Sławek. – Nie wiadomo, do czego by doszło.


Próba dowiedzenia się przez Lewandowskich, kim jest ojciec małej Genowefy:
– […] tatuś nie jest pijusem. Jest tym…
no, zapomniałam.
– Narkomanem! – podsunął Sławek.
– Nie. Na „i”.
– Inwalidą? […]
– Inspektorem! […]
– Inkasentem!
– Nieee… podobnie, ale nie tak…
– Kasjerem!
– Nie… takie długie słowo…[…] O, już wiem! – powiedziała z ulgą Genowefa. – Inte… lektualistą.





Spotkanie Maćka z…
Maciek zatrzymał się, postać ludzka też się zatrzymała i podniósłszy zaśnieżone rzęsy, ukazała w ich białej oprawie chłodne jak źródło, jasne oczy o przejrzystych tęczówkach i tajemniczym wejrzeniu. Oczy te lśniły w twarzy zaróżowionej od mrozu, dość nijakiej […], ale harmonijnej. Natomiast położone poniżej usta były całkowicie niezwykłe. Mianowicie miały taki wyraz, jakby ich właścicielka bezustannie gotowała się do całowania.
W Maćka jakby grom strzelił.
(…) stał w miejscu i patrzał w przejrzyste oczy, a one sygnalizowały mu takie mnóstwo różności, że biedaczysko doznawał niemal zawrotu głowy. Po raz pierwszy bowiem oczy dziewczęce mówiły mu z tak bliska i tak bez ogródek, że jest przystojny, wspaniały i męski, i bardzo-bardzo interesujący, i że kto wie… kto wie…


Maciek o zauroczeniu:
Rzuciła na niego urok osobisty. Bez wątpienia.

Artystyczny nieład w mieszkaniu Piotra i Maćka Ogorzałków:
Maciek mieszkał tylko z bratem. [...] w mieszkaniu [...] panował duch swobody. Przy tapczanie Maćka znajdowały się części i opony od roweru [...] panoszył się na podłodze adapter stereofoniczny, jedyny przedmiot w tym pokoju odkurzany przez właściciela przynajmniej raz dziennie. Pozostałe przedmioty nie miały tyle szczęścia. [...] Dzięki temu w mieszkaniu panował szczególny rodzaj zasiedziałej przytulności – bowiem zgodnie z tendencjami męskiej psychiki zaprowadzono tu jednak swoisty ład, oparty na jakichś nieokreślonych, lecz logicznych zasadach, gazety poskładane były rocznikami, książki stały w idealnym porządku i zawsze wiadomo było, gdzie sięgnąć, żeby wyjąć potrzebny tom, a wszystkie luźne papiery, listy i zeszyty wtłoczone były po prostu do szuflad, podobnie jak skarpetki, chustki i krawat.

Charakterystyka Kreski:
Kreska była delikatnym, miłym i zbzikowanym stworzeniem o promiennych burych oczach z wielkimi rzęsami i burych włosach obsmyczonych na Izabelę Trojanowską. Była ładna – której to cechy nie zdołała jeszcze całkowicie zniweczyć przez swój sposób ubierania się. Nosiła jakieś dziwaczne płaszcze, jakby ze starej ciotki, długie kamizele własnej roboty, pozszywane z łatek, kolorowe getry z włóczki oraz takież czapki-uszanki, swetry-olbrzymy i parometrowe szale z frędzlami. Posuwała się nawet niekiedy do własnoręcznego wykonywania butów i torebek. Wszystko to wyglądało raczej biednie, ale zabawnie i modnie, a Maćkowi podobało się przede wszystkim dlatego, że wiedział, co się kryje za tym nieustającym festiwalem pomysłowości: Kreska chronicznie nie miała forsy.
• […]była to rzeczywiście świetna dziewczyna, tylko że Maciek nie przepadał za jej towarzystwem. Raził go w Kresce całkowity brak poetycznej zadumy i tego tchnienia romantyzmu, który cechować winien dziewczynę – zwłaszcza ładną. Kreska była, niestety, przeraźliwie rzeczowa, odpychająco koleżeńska, i w ogóle zachowywała się jak kapral.


Opis wyrzutów sumienia:
Każdy chyba uczynił choć raz w życiu coś, czego się wstydzi i z powodu czego miewa wyrzuty sumienia. (…) wyrzuty te mogą stanowić męczarnię dla duszy lub też być słabym zaledwie świerzbieniem na powierzchni pamięci; zależy to od kalibru owego uczynku, od tego – czy miało miejsce grube świństwo, czy też zaledwie potknięcie towarzyskie. Zależy także od kalibru, stylu i klasy człowieka. Jeden skręca się ze wstydu przez długie lata, bo zdarzyło mu się plotkować o osobie, której obecności nie był świadomy. Kto inny (…) skrzywdzi lub poniży bliźniego, oszuka go, pobije lub zabije – i nie będzie miał z tego powodu żadnych niepokojów, prócz może jednego, czy się jednak na nim ktoś kiedyś nie zemści. Różnie bywa. (…) przykłady można by mnożyć. Wniosek z nich jednak zawsze ten sam: mało kto może sobie powiedzieć „jestem w porządku”.
O uspokajaniu sumienia:
[…] uspokajanie sumienia przy pomocy porównań, choćby skuteczne, bywa zwodnicze (gdyż prawdą może być tylko prawda, nic innego). Praktyka ta przypomina okrywanie słonia kołderką: prędzej czy później, mniej lub bardziej drastycznie, coś jednak spod niej wychynie.

O pierwszym skojarzeniu:
Pierwsze skojarzenie nie bez powodu tak interesuje psychiatrów. Pierwsze skojarzenie bowiem wypływa z podświadomości, a ta wiadomo co zawiera przede wszystkim: szczerą prawdę o poczuciu winy.

Dzieciństwo Matyldy:
W dzieciństwie Matylda była zgoła nieinteresującym, przejedzonym słodyczami grubasem o apatycznej twarzyczce i tkniętych próchnicą zębach. Koledzy w szkole z upodobaniem nękali ją przezwiskami, wśród których „Szczerbol” było zdecydowanie najelegantszym. Lata spędzone w uczelni stopnia podstawowego upłynęły Matyldzie na bezsilnym łkaniu w poduszkę (…). Teraz brała za to swój odwet. Wypracowana jej aparycja i nienaganne odzienie, skąpy uśmieszek i modulowany głos oraz usta ułożone w kuszący dziobek czyniły (…) piorunujące wrażenie nawet na niegdysiejszych prześladowcach. Matylda wykorzystywała to z rozmachem i bez większych skrupułów.


O modzie w czasach deficytu:
– Kryzys jak licho, wcale nie trzeba się stroić. O, patrz, tamta dziewczyna przyszła do opery w dżinsach i w golfie.
– Tamta dziewczyna nie ma krzty wyczucia – oznajmiła Kreska z mocą. – Równie dobrze mogła przyjść w szlafroku, bo jest kryzys, albo przywlec kozę na sznurku.


O milczeniu i pomarańczach:
[…] jednoznaczne odpowiedzi są zazwyczaj o wiele mniej frapujące niż wieloznaczne milczenie, poparte nieznacznym uśmiechem i dwuznacznym spojrzeniem z ukosa. To tak jak z pomarańczami: pół pomarańczy smakuje o wiele lepiej niż cała pomarańcza, nie mówiąc już o dwóch.

O tajemniczym uśmiechu Matyldy:
Matylda dbała o to, by wciąż mieć na twarzy uśmiech Giocondy, co było bez wątpienia zajęciem absorbującym […].

O uśmiechu Genowefy:
[…] [Genowefa] uśmiechała się do Kreski, na przemian znacząco i abstrakcyjnie.

Wydarzenie w Operze – zrealizowanie niecnego planu przez Genowefę:
Miecznikowi nie dane było odśpiewać swą arię do końca. Ciągnąc wysoki ton, urwał niespodziewanie i nie wyjaśnił publiczności, co mianowicie trzeba oddać na skinienie – za to osłupiałym wzrokiem zapatrzył się w pierwszy rząd, jakby widział tam – on jeden – czające się, straszliwe niebezpieczeństwo.
W rzeczy samej, coś się nagle zaszamotało, kwiknęło, z kanału dla orkiestry dobył się przerażający głos męski, ryczący: – Yy, y; – muzycy zgubili ton, a Miecznik na scenie dostał napadu śmiechu.
Stało się bowiem to, co stać się musiało: Genowefa wywiesiła się za balustradę i kwicząc pomacała znienacka lodowatą rączką łysinę pana dyrygenta.


Zachowanie Genowefy w operze:
– Ja zawsze robię to, na co mam ochotę.
– Ho, ho. Naprawdę?
– Yhy. A co, ty nie robisz?
Nie. Przecież nie podłożyłam Matyldzie nogi, prawda? – mruknęła Kreska. – ładnie by doprawdy ten świat wyglądał, gdyby wszyscy robili to, na co mają ochotę.
– Tak – zgodziła się Genowefa. – Też myślę, że ładnie.


O poznawaniu świata przez Genowefę:
Lubiła [Genowefa] zadawać pytania. Już dawno […] odkryła, że ilekroć o coś spyta, otrzymuje jakąś odpowiedź. Uznała, że jest to bardzo sposób poznawania […] świata.

Aluzja do internowania Ignacego Borejki:
– To miejsce musi być wolne, wiesz? – wyjaśniła [Gabriela] (…). – Czekamy na kogoś.
– Aha, on zaraz przyjdzie, tak? – domyślnie spytała Genowefa (…).
– To jest Pyzunią? – chciała wiedzieć Genowefa, zaglądając do wózka.
– Tak (…).
– A kto jest jej tatusiem? – spytała Genowefa siorbiąc (…).
Znów nie utrafiła z pytaniem. (…)
– Tatą jest pewien człowiek niegodny tego miana – oświadczyła wreszcie pani Gabriela (…) – Obecnie znajduje się on w Australii (…), bo tam można zarobić dolary na samochód. A tu nie można.
– Nic nie rozumiem – oświadczyła Genowefa (…). – To na niego czeka ten talerz? – pytała wytrwale. Znów cisza.
– O, nie – powiedziała zajadle pani Gabrysia. – Nie na niego. Janusz Pyziak zresztą i tak tu nie wróci.
Siwa pani usadziła dziecko na swoich kolanach i spojrzała na Genowefę błękitnymi oczami, które teraz były całkiem smutne.
– Talerz czeka na mojego męża – wyjaśniła równym głosem. – Na ojca tych tu czterech panien.
– On też jest na końcu świata? – spytała Genowefa z właściwym sobie taktem.
– A, nie. Nie. On jest w Polsce. Jak zawsze – odparła siwa pani tak cicho, że ledwie ją było słychać.


O stanie zakochania:
Lekarze twierdzą podobno, że stan ducha zwany zakochaniem przypomina pewne formy obłędu. Jeżeli tak im się kojarzy stan zakochania z wzajemnością, to cóż powiedzieliby o miłości nieszczęśliwej, zawiedzionej i odepchniętej, pozbawionej nawet ociupinki nadziei?
Nic człowieka nie cieszy. Nic. Każda myśl, od czego by nie wyszła, maniacko nawrócić musi do tego samego wciąż obiektu i tematu. Tragiczna, doprawdy, mania. Człowiek nią owładnięty godzien jest naprawdę głębokiego współczucia, tym głębszego, im mniej ma szans na uzyskanie jedynego potrzebnego mu lekarstwa, to jest – wzajemności.
Idzie się, na przykład, ulicą i nagle gest przypadkowego przechodnia albo brzmienie czyjegoś głosu nawodzą na pamięć – jakżeby inaczej – tę jedną, jedyną osobę – i naprawdę można by umrzeć z tęsknoty wprost na zakurzonym chodniku.


Aluzja do internowania Ignacego Borejki i ojca Kreski:
Po nieszczęściu, jakie spotkało Kreskę ubiegłej zimy, właśnie dom Borejków, dotknięty takim samym nieszczęściem, był tym miejscem na ziemi, gdzie rozumiano ją najlepiej.

Sposób Gabrysi Pyziak na smutek i przeciwności losu:
– Jak ty to robisz, że nie jesteś smutna?
– Opowiadam sobie dowcipy – odrzekła Gabrysia […].
– Ty sobie dałaś radę ze wszystkim. Żadne nieszczęście cię nie złamie. […] Jak można być radosnym na tym strasznym świecie?
– Nie „można”, a „trzeba” – mruknęła Gabrysia […]. – Nikomu nic nie przyjdzie z tego, że ja się rozkleję.


Mądrość życiowa profesora Dmuchawca:
Pamiętasz co twój dziadek mawia? Że uśmiech bywa aktem męstwa, że smutek to słabość i postawa zbyt wygodna. Być radosnym i dobrym, kiedy świat jest smutny i zły, to mi dopiero odwaga

Uniwersalna prawda o świecie:
• – […] świat zawsze był taki sam – pełen miłości i nienawiści zarazem, dobra i zła, kłamstwa i prawdy. To że nas przypadkiem zło dotyka, nie znaczy wcale, że jesteśmy szczególnie pokrzywdzeni. Trzeba to przyjąć jak jeszcze jedną próbę, którą nam los zadał – i spokojnie robić swoje.
– Co niby? – spytała z rezygnacją Kreska. – Co w ogóle można robić w takich beznadziejnych czasach, z tak niepewną przyszłością w perspektywie?
– Boże, no to samo, co w każdych innych: myśleć. Wybierać. Walczyć, Doskonalić się. Kochać…

Kaszel małej Genowefy:
– Co się martwisz, ja ciągle kaszlę – beztrosko rzuciła Genowefa. – To samo przejdzie.
– To przejdzie w zapalenie płuc (…).


O Polsce i deszczu:
Zaraz potem z ciężkiego nieba lunął cichy i ciepły deszcz, jakby natura właśnie odczuła potrzebę dokładnego umycia tego szarego i smutnego zakątka Polski.

Wizyta Gabrieli u Piotra Ogorzałka:
– Nie ma ich w domu…[…]
– E, to jeszcze nie tragedia – pan Ogorzałka potarmosił małą za ucho. – Nie płacz. Nie ma ich, ale przecież przyjdą – tu uśmiechnął się do małej krzepiąco […].
– Też tak myślę […]. Dobrze, więc pójdę na obiadek do ciebie.
– Proszę? – wyrwało się zaskoczonemu Piotrowi.
– Dziękuję – z godnością odrzekła dziewczynka i podniosła na niego wilgotne, lśniące oczy w kolorze jeżyn.


Piotr Ogorzałka:
- No co powiedziała Matylda? […]
- Powiedziała, ze mam anglosaską czaszkę.
Brat osłupiał.
-Co masz anglosaskie? – spytał nie wierząc własnym uszom.
- No, czaszkę! – wykrzyknął Maciek takim tonem, jakby tłumaczył idiocie. – I że powinienem się ubierać w stylu brytyjskim.
[…]- Czaszka rzecz nieważna. Jak wiadomo, wszystko i tak zależy od zawartości…


Rozmyślania Maćka o tym, jak okiełznać Matyldę:
Jak dotąd, nie udało mu się znaleźć klucza do jej upodobań. Podobał się Matyldzie zazwyczaj wtedy, kiedy robił to tylko, co mu kazała. Ale na to Maciek – młody, romantyczny idealista – jeszcze nie wpadł.

O wartościach, jakie zawsze trzeba mieć:
– […] czy tobie też czasem wszystko się wydaje małe, brudne i brzydkie? (…)
– Bywa, że tak […]. Ale nie, jednak nie wszystko, nie. Zawsze jednak pozostaje parę spraw wielkich, czystych i pięknych. I te nie podlegają żadnym zmianom. Są wieczne.


Przemyślenia Kreski o godności:
Właśnie, ze musi być trudno. Tak to jest z godnością właśnie. Zawsze jest trudno i zawsze boli. I nie dostaje się za to żadnej nagrody. I tak ma być.

Refleksja Kreski o swym stosunku do nowej szkoły:
Tak widzisz, jaki jesteś […].

Charakterystyka Ewy Jedwabińskiej:
Nazywała się magister Ewa Jedwabińska i była zupełnie bezbarwna. […] Cała ona, ta pani Jedwabińska, była taka odprasowana i sztywna. Zdawało się, że porusza się, mówi i oddycha z trudem, skrępowana ciasnym szklanym pudełkiem, które ogranicza każdy jej bardziej swobodny gest.
Dystans między nią a resztą świata był wprost nie do przebycia.
Brak zaufania do niej – absolutnie nie do przełamania.


Zachowanie klasy na lekcji pani Jedwabińskiej:
„W czasie przerwy pchnąłem koleżankę na gablotkę z gazetką. Zanalizuję motywy mego postępowania” – brzmiał temat ćwiczenia z autoanalizy, zadanego ostatnio uczniowi Lelujce. Niestety, klasa Ib nadal nie dorastała do stawianych jej wymagań. DALEKO POSUNIĘTY INFANTYLIZM – notowała pani Jedwabińska […], zapisując też z niechęcią bliską zgrozy odpowiedź […] ucznia […]: „Nic nie mam do gablotki, a już zwłaszcza do gazetki. Ale czemu ta Baśka tak kuprem rzuca?” Pamiętała do dziś ten ryk śmiechu, jaki wywołała w klasie, odczytując odpowiedź Lelujki. Pamiętała też swoje uczucie bezradnego zdumienia, bliskie szoku: spodziewała się po klasie całkowicie różnej reakcji – oburzenia, potępienia lub choćby zdystansowania się od Lelujki – a tu coś takiego!

Opinia pani Jedwabińskiej o stosunku rodziców do uczniów:
• Stosunek do rodziców jest niezwykle ważnym elementem struktury psychicznej człowieka […].

Odwiedziny Ewy Jedwabińskiej u profesora Dmuchawca:
– A! Jedwabińska. No, a gdzież twoje warkocze?
– Obcięłam je. Dawno. Nie wypada… w pracy.


Przemyślenia profesora Dmuchawca o śmierci:
Pomyślał też [profesor Dmuchawiec], że przydział dni z wolna mu się kończy i że niedługo trzeba będzie odejść w nieznane zaświaty, niosąc ze sobą – zapewne – świadomość, że niczego już się nie zdąży naprawić i zmienić.

Długi język Genowefy:
A sama skoczyła jeszcze po…[…] Ojejusiu, o mało się nie wygadałam, że skoczyła po kwiaty!!!

Rozmowa profesora Dmuchawca z Gabrysią:
– Jakim cudem? – spytał profesor. – Jakim cudem umiesz czuć się szczęśliwa? Po tym wszystkim, po tej klęsce.
Nic nie wiem o żadnej klęsce – oświadczyła Gabrysia […]. – Niczego w tym rodzaju nie przyjęłam do wiadomości. Ja tylko zapłaciłam swój rachunek za doświadczenie – i już je nabyłam. Już je mam. Jestem mądrzejsza. I silniejsza. Przecież sam pan nas uczył, że życie bez cierpienia jest jak jedzenie bez soli…


Córka Ewy Jedwabińskiej:
– Masz dzieci?
– Jedno. Aurelię […].
– Aha – rzekł profesor. – Aurelia. Jak się zdrabnia to imię?
Ewa spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Wcale się nie zdrabnia.
– To pewnie ją nazywasz Pyzą albo Ciapusiem?
– Proszę?! Nie, skąd.
– To… zaraz… to jak się do niej zwracasz?
– No, po prostu: Aurelio […].

Dziadek Kreski o stosunku, jaki powinno się żywić do ludzi:
Do ludzi trzeba wyciągać rękę. Trzeba. Możemy się nie doczekać odzewu. Ale jeśli nie wyciągniemy ręki, to odzewu nie doczekamy się z całą pewnością.

Pierwszy pocałunek Maćka Ogorzałki:
Mijały sekundy i zapał Maćka Ogorzałki wyraźnie słabł. Trzymał oto w ramionach tę niezwykłą dziewczynę – lecz ku własnemu zaskoczeniu nie odczuwał niczego niezwykłego. Złapał się nawet na błyskawicznej refleksji, że Matylda ma wyjątkowo głupią minę i że jej zachowanie jest wyraźnie sztuczne, jakby zważała tylko na to, jak się prezentuje w tej czułej okazji. Miał również przykre, lecz nasilające się wrażenie, że całuje własną ciotkę Leokadię Ogorzałkową z Pobiedzisk; chorowita ta osoba o silnych skłonnościach histerycznych też tak nadstawiała do pocałunków swą zimną twarz, przymykając przy tym męczeńsko oczy i pachnąc walerianą.
Matylda pachniała, co prawda, frezjami, lecz skojarzenie z ciotką Leokadią ostatecznie zmroziło mu krew.


Praktykant na lekcji Ib:
Na zastępstwo przyszedł młody i wesoły praktykant – student matematyki. Miał wąsa jak elektryk i bujną czuprynę […].
[…] dziewczyny z Ib gapiły się na niego pozorując zainteresowanie nauką, lecz on przez bitą godzinę opowiadał kawały o aktualnym wydźwięku. Co do matematyki nie napomykał o niej przesadnie często. Zadał tylko do domu parę potężnych ćwiczeń i uspokoiwszy w ten sposób sumienie, dołożył jeszcze kawał o ślepym i kulawym.


Przemyślenia Kreski:
• […] może zbyt często lubimy wszytko zwalać na jakąś, no, siłę wyższą, która nam uniemożliwia to czy owo… podczas gdy wiele rzeczy, a już na pewno to, jacy jesteśmy, zależy głównie od nas samych.

Przyjaźń Kreski i Jacka Lelujki:
Znów im [Kresce i Jackowi] się udało zbudować kawałeczek dobrego świata – jakieś pół metra sześciennego, tyle co odległość między nimi.

Rozmowa Ewy Jedwabińskiej z matką Jacka Lelujka o jego niestosownym zachowaniu:
Bunt i ucieczka są zawsze rezultatami wzmożonej presji. Nie można narzucać dziecku niczego siłą, przez przymus. Bo choćby pani robiła to dla dobra dziecka – takie łamanie osobowości, taka przemoc musi wywołać bunt i odrzucenie posłuszeństwa.
– Być może ma za mało dyscypliny…
– O, nie – żywo zaprzeczyła pani Lelujkowa. – Dyscypliną to dostawał dość często, aż mi go było żal. Mąż mu dawał lanie za każdą dwóję…


Pani Jedwabińska o wychowaniu:
Człowiek nigdy nie powinien być traktowany instrumentalnie. W wychowaniu także. Dziecko ma też godność […] i to trzeba umieć uszanować, tak jak jego swoisty charakter, upodobania i osobliwości.

Pani Jedwabińska o autorytecie:
[…] człowiek […], który jest autorytetem, jest nim sposób naturalny i wcale nie musi starać się o to. Każdy go szanuje.

Rozstanie Maćka z Matyldą:
Rozległ się ostry dzwonek, tramwaj odjechał, uwożąc Matyldę. Maćkowi się wydało, że razem z nią odjeżdżają wszystkie jego naiwne złudzenia, wiara w człowieka, ufność i dziecinne zarozumialstwo – cały kawałek jego życia, zwany potocznie młodością.
Słowa Kreski o miłości:
Nikt nie ma prawa do miłości.

Takie mam zamiary, że nigdy jej nie opuszczę […], że zawsze będę przy niej, a jak mnie odpędzi – to będę w okolicy, w zasięgu głosu, żeby zawsze mogła zawołać mnie na pomoc.

Rozmowa Jacka i Kreski:
– Zauważyłaś, że do niej [nienawiści] zmuszać się wcale nie trzeba? […] Czy to by znaczyło, że nienawidzić jest łatwiej niż kochać i wybaczać?
– No, jasne. Zło jest łatwiejsze.


Rozmowa Kreski i Maćka:
– Chciałbym, żebyś była moją dziewczyną – wypowiedział Maciek w formie luźnej propozycji.
Kreska odzyskała oddech mniej więcej po pięciu sekundach.
– Wydaje mi się, że już masz swoją dziewczynę […].
– Z Matyldą koniec! – zakrzyknął Maciej. – Okazało się, że jest nikczemna! […]
– I od razu ujrzałeś mnie w innym świetle.
– Janka, ty chyba źle to rozumiesz. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
– Ma.
– Nie ma!… Zwyczajnie, podobasz mi się. Lubię cię.
Kreska zatrzymała się przed swoją bramą.
– Ja też cię lubię […]. I szanuję cię […]. I dlatego postaram się zaraz zapomnieć o twoim nietakcie.
– Nietakcie!… Słuchaj, no co ty… co ty mówisz?! Ja ci przecież tylko proponuję…
– … Falsyfikat – wpadła mu Kreska w słowo.


Rozmowa Kreski i Maćka:
– Ale… Janka! Co ty… przestań się wygłupiać!
– Ja się wcale nie wygłupiam […]. Ja tylko nie chcę takiego […] tombaku.
Odwróciła się nagle i wpadła do swojej bramy, jakby ją kto gonił.
Ale Maciek ani myślał ją gonić. Stał w miejscu, serce mu mocno biło, a w głowie kołatało się jedno zasadnicze pytanie: co to znowu jest tombak, do cholery?!


Wymiana zdań Piotra i Maćka o dziewczynach:
– Dziewczyny się będę słuchał, też!…
– Czasami można, a wręcz należy – lakonicznie odparł Piotr […].


Opinia Piotra o dziewczynach:
Strzeż się kobiet, które cię chwalą […]. Kobiety […] myślą, że nie ma na mężczyznę lepszego sposobu niż pochlebstwa. Co gorsza, wydaje mi się, że mają rację. Dlatego na twoim miejscu ceniłbym sobie słowa zdrowej krytyki, bo te przynajmniej dowodzą szczerości.

Zajęcie Piotra Ogorzałka:
– Piotr pisze kronikę.
– Historię – sprostował starszy Ogorzałka. – Zrozumiałem któregoś dnia, że to, co przeżywamy dziś, już jutro stanie się części historii. Pamięć jest zawodna. Po latach ten mój zeszyt będzie bezcenny. Wszystko tu mam. Każdy dzień. Każdą zbrodnię. Każde kłamstwo.
– Myślisz, że tylko z tego tworzy się historia? – obruszyła się Gabrysia […].
– Na ogół […].
– Ejże, a bohaterstwo? A idee? A…
– Tak, tak, idee, te wszystkie piękne idee, które nieodmiennie nikczemnieją…

Podejście Piotra i Gabrieli do życia:
– Światem rządzi kłamstwo, nienawiść i chciwość – skondensował się Piotr.
– Coś takiego odkrywa się na ogół w wieku pokwitania! – wrzasnęła Gabriela […].


Opinia Piotra o kobietach:
Płeć żeńską […] można podzielić z grubsza na: baby, babsztyle, babusy, babki, kobietki, kobieciątka oraz chłopczyce. Najmniej w tym gronie jest kobiet […] Kobiet – bo Kobieta – to brzmi dumnie.

Jacek Lelujka o chandrze:
Chandry stąd się właśnie biorą, że człowiekowi brak tlenu i witamin.

Profesor Dmuchawiec o pracy nauczyciela:
Nie można podobać się wszystkim, trudno. A przecież chciałoby się…

Kłótnia Ewy i Eugeniusza Jedwabińskich:
– Zostań, Eugeniuszu, bardzo cię proszę – z naciskiem powie działa Ewa. – Zostań w domu i czekaj na moje dziecko.
– O, nie, chwileczkę – zaoponował pan Jedwabiński. – Idę z tobą. Ostatecznie, to także i moje dziecko.
– Jakoś rzadko o tym pamiętasz! – wybuchnęła Ewa. – Zazwyczaj całkiem cię ona nie obchodzi! Biedna mała! Traktujesz ja jak zabawkę, jak… jak tresowaną małpkę! Potrzebna ci jest tylko po to, żeby deklamowała wierszyki, kiedy przyjdzie twój dyrektor!
– A tobie nie jest potrzebna wcale! Nawet do wierszyków! – wrzasnął rozżalony małżonek. – Obcym ją oddajesz, bo ci przeszkadza! Całymi dniami nie ma jej w domu! Co to za dom zresztą! To nie dom, tylko wystawa mebli! Nic dziwnego, że dziecko wolało uciec! Ja też co dzień uciekam!


Gabriela o pesymizmie:
– […] jestem tylko człowiekiem doświadczonym przez życie i dlatego – pesymistą.
– Każdy jest doświadczony przez życie. Ja również – oświadczyła Gabriela. – Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu […]. Pesymizm jest […] słabością ludzi małodusznych.

Fragment o samotności:
Jeżeli by kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie – to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni.
Nikt z nas nie jest sam.
Ludzie oddziałują na siebie nawzajem, jakby byli połączeni kręgami tajemniczej energii – a przez każdego z nas przechodzi przynajmniej kilka takich kręgów.
Dzięki temu wszystko, co czynimy, każde nasze uzewnętrznione uczucie, a może i myśli – nawet te, którym nie dajemy wyrazu – zyskują nieskończony rezonans.
Każdy z nas, nawet nieświadomie, wpływa na innych i staje się ogniwem łańcucha myśli, uczuć, reakcji i wydarzeń mogących zogromnieć wręcz do procesów historycznych.

Tak więc nigdy nie wiesz, czy fakt, żeś dziś rano zachował się podle wobec kolegi […], nie sprawi, iż w południe następnego dnia kto inny dostanie zawału, za tydzień dojdzie do poważnej scysji rodzinnej w miejscowości położonej na drugim krańcu Polski, a po roku jakiś mąż stanu wyda złą decyzję, mogącą zaważyć nawet na losach świata.
Bodźce negatywne bowiem wykazują zdumiewającą żywotność, przypominając w tym wirusy gronkowca złocistego. Jednym złym czynem prowokujemy zło w innych ludziach, a ono – raz wyzwolone – mnoży się już bez końca.
Całe szczęście, że z dobrem jest tak samo.
Dobry czyn, dobre słowo czy myśl powodują pozytywną reakcję w coraz to nowych osobach i mogą przenosić swój ładunek dalej i dalej – rosnąć w postępie geometrycznym i pomnażać zasób Dobra we Wszechświecie.
Wystarczy to sobie uprzytomnić, by poczuć ciężar tej odpowiedzialności.
Bo przecież naprawdę nikt z nas nie jest sam.


Wyjaśnienie tytułu powieści:
– Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?…
– Zwykły chudy rosołek.
– Może… jakaś specjalna przyprawa?…
Pani Borejko roześmiała się.
– Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.
– Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?
– Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko.


Marta Borejko:
Z bliska widać najgorzej. Czasem trzeba oddalenia, żeby kogoś zobaczyć naprawdę. A czasem własne nieszczęście zasłania widok na bliskiego człowieka.

Mapa serwisu: