Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Generał podolski, który myślał tylko o własnym dobru i korzyściach materialnych, nieudolnie ubezpieczył Kamieniec. Ketling doniósł Michałowi, że pojawiły się tylko regimenty księdza biskupa Trzebickiego.

W rozmowie z Michałem Zagłoba stwierdził, że lepiej byłoby, gdyby Wołodyjowski poszedł walczyć w pole - wtedy Baśka musiałaby jechać do Skrzetuskich. Radził, by napisał do hetmana, że chce razem z nim ruszyć do walki i zostać przy jego boku. Miał podkreślić, że jest doskonałym żołnierzem i przedłożyć argumenty, że jeżeli pójdzie bronić Kamieniec - sława spadnie na podolskiego. Zagłoba był pewny, że hetman się zgodzi, bo przecież nie odda najlepszego żołnierza podolskiemu. Michał wysłuchał rady przyjaciela i napisał list. Na koniec dodał, że idąc w pole nie oszuka ojczyzny, ani Boga ani hetmana.

Przed wyjazdem Michał postanowił jeszcze wyszkolić jeńców, których oszczędził, ponieważ Baśka prosiła. Do tej pory trzymał ich w piwnicy. Przewidywał, że dołączą do niego inni gdy rozgłosi, że daruje im zbójnickie uczynki. Uważał, że każdy sposób na wzmocnienie załogi kamienieckiej jest dobry. Zbójnicy ucieszyli się, że wstąpią do piechoty. Żołnierze ich musztrowali, sprowadzono nawet krawców do szycia barwy.

Po paru tygodniach Wołodyjowski otrzymał list od hetmana. Sobieski donosił, że sułtan ma trzysta tysięcy potęgi, że chodzi mu najbardziej o zdobycie Kamieńca. Michał nie może przy nim być w polu, ponieważ - choć podolski nie okazał mu życzliwości na elekcji – lepiej będzie, gdy najlepszy żołnierz Rzeczypospolitej wzmocni generała. Dalej hetman przekonywał, że Kamieniec jest jego oczkiem w głowie. Choć będą tam niedoświadczeni ludzie, to posłuchają Michała, bo jest znany. Na miejscu będzie miał do pomocy Ketlinga.

Wołodyjowski odczytał list oficerom. Mieli bronić twierdzy kamienieckiej i nie oddać jej chyba, że polegną

XLV
Rzeczpospolita była jak otwarty step: biedna, wyczerpana przez szwedzkie, pruskie, moskiewskie, kozackie wojny, przez wędrówki konfederacji wojskowej, bunty. Teraz, z powodu „niedołęstwa królewskiego” i „zaślepienia bezmyślnego szlachty” zaniechano obrony, skarb państwa był pusty, hetman nie miał wojsk, nie licząc marnych kilku tysięcy.

Chan ruszył na Rzeczpospolita z pięćdziesięcioma tysiącami ordy. Nazwał to Świętą Wojną przeciw chrześcijaństwu i zebrał ogrom ludów różnego koloru skóry, silnego wojska, bogatej i różnorodnej broni (dwieście dział, w tym dziesięć burzących). Na drodze do kompletnego zwycięstwa stał mały Kamieniec.

XLVI
Po postoju na błoniu kuczunkauryjskim Azja ruszył z Lipkami i Czeremisami na czele wojsk tureckich na Rzeczpospolitą. Choć wyzdrowiał, jego uroda została zniszczona: potworna i straszna twarz była teraz postrachem ludzi.

Gdy w zimie przybył do sułtana, ten słyszał już o jego czynach i cenił wojenny dorobek. Jego imię wiało grozą na wschodzie, wezwał go sam wezyr (podarował mu kaftan ze srebrnej lamy, którego posiadanie wywyższało w go oczach wszystkich), a młody Kara Mustafa „wschodzące słońce wojny” pokochał go. Azja został murzą, pod jego komendę poddali się rotmistrzowie zbiegli z Rzeczypospolitej, miał dwa tysiące wojowników! Mimo dobrobytu i szacunku, Mellechowicz nie mógł przyzwyczaić się do wschodnich obyczajów - był wychowany w kraju chrześcijańskim, gdzie jako oficer hetmański nie musiał się kłaniać. Z kolei tu - chociaż był murzą i wodzem – wymagano, by padał na twarz przed wezyrem i płaszczył się przed baszami.

Mimo upływu czasu nadal w jego sercu gościła Basia, pragnął jej i nienawidził zarazem. Gdyby mu dano wybór: Wołodyjowska albo bycie padyszachem i rządzenie połową świata wybrałby ją! Tymczasem dzielił łoże z Zosią, którą bił za to, że nie była Baśką, lecz narzeczoną Nowowiejskiego.

Pewnego dnia sułtan wydał rozkaz i w czerwcu Lipkowie ruszyli na Rzeczpospolitą w przedniej straży. Rozpoczęły się upały, szli w nocy ze zbrojnym ludem w taborach, haremach, stadach. Gdy w mokradłach ugrzązł złocistopurpurowy wóz Kasseki, pierwszej żony sułtana, dwadzieścia bawołów nie mogło go wyciągnąć. Wówczas najwyższy mufa rzekł sułtanowi: „Zła to wróżba, panie i dla ciebie i dla całego wojska”, więc wódz kazał odprawić z obozu wszystkie kobiety, także żonę. Żołnierze, którzy nie chcieli sprzedać swoich niewolnic „wycięli je”, inni sprzedali je „hurtowo” handlarzom z Karowenstereju (odsprzedawali je potem na rynkach w Stambule). Jarmark trwał trzy dni. Azja wystawił tam na sprzedaż brzemienną Ewkę, Zosię i jej matkę. Obydwie Boskie zostały kupione do Stambułu, gdzie przebywały do śmierci, pomimo że ktoś ich szukał.

XLVII
W nadniestrzańskich stronach zapanował duży ruch jeszcze zanim Turcy ruszyli spod Adrianopola. Motowidło poszedł pod Humań przeciw kozakom Doroszeńki i ordzie krymskiej, a Muszalski, Snitko, Nienaszyniec i Hromyka razem z chorągwiami udali się w okolice poczynań Doroszeńki. Bogusz do pierwszych czambułów miał stać w Mohilowie, Ruszczyc ruszył w stepy z ludźmi i przepadł, gdzie z czasem podobno zdziczał - krążył przy Doroszeńce, pojedynczo wycinał i porywał mniejsze watahy.

Michał na polecenie hetmana miał udać się do Kamieńca, mimo iż zdawał sobie sprawę z tego, że to miasto zostanie zdobyte przez sułtana (nie było wojsk nawet na podjazdy, nie myśląc o wojnie, sułtańskie nocne straże były liczniejsze od chorągwi hetmańskich) i że jako najlepszy żołnierz zostaje wysłany na śmierć. Sobieski także był gotów polec w walce, uważał to za obowiązek żołnierza, taka śmierć była dla niego łaską i nagrodą. Podobnie uważał Michał.

Sułtańska nawała szła od Dniepru i od Dunaju. Wszyscy poszli ku Doroszeńce, ponieważ stał bliżej, więc hetman rozkazał Michałowi, by dał Nowowiejskiemu ludzi i wysłał go na mułtany, jak najdalej „pod Turka”, niech „szum robi i sieje zamęt o wielkich wojskach Rzeczypospolitej”.

Tak też się stało. Nowowiejski przybył z Mohilowa. Przyjaciele nie poznali go, był wrakiem człowieka. Padł Basi do nóg i zaczął płakać, a wieczorem wyruszył w drogę. Michał dał mu stu ludzi - stu zostawił sobie. Luśnia w swoim i kompani imieniu prosił o zgodę wyruszenia razem z nim, ponieważ ślubowali zemstę na Azji. Dzięki wstawiennictwu Nowowiejskiego Michał zgodził się. Luśnia wymógł na zrozpaczonym osobistą tragedią nowym dowódcy obietnicę: jeżeli złapią Azję, będzie sam mógł wyrównać rachunki.

Bohaterowie ruszyli z Chreptiowa do Raszkowa. W Jampolu dołączyło do nich jeszcze dwustu żołnierzy z rozkazu hetmana - byli z raszkowskiej załogi (jej reszta pod wodzą Białogłogowskiego miała dołączyć do Bogusza w Mohilowie). Gdy doszli do Raszkowa, zastali pustynną okolicę. Był akurat początek maja, a orda dobrudzka mogła uderzyć w każdej chwili (nikt nie wiedział, że w tym czasie oddziały z Turkami stały na kuczunkauryjskim błoniu). Po odpoczynku wszyscy przewidywali, że pójdą ku pieczarom czekać na Turków, a tymczasem Nowowiejski poprowadził ich do rzeki. Przeszli Dniestr zdziwieni, że oto idą „na Turka” z trzystoma ludźmi, lecz musieli słuchać swojego komendanta. Po przejściu rzeki stanęli na drugim brzegu. Luśnia myślał, że Nowowiejski oszalał.

XLVIII
Za Dniestrem rozciągał się pustynny kraj. Żołnierze za dnia kryli się w lasach, żeby nie natknąć się na podążających z Azją na przedzie ordy Lipków czy Czeremisów. Nowowiejski odzyskał wiarę na odszukanie ukochanej. Działał bardzo odważnie. Napotykanych po drodze starych Tatarów pasących bydło na stepach kazał ścinać, przez co poruszali się w przebraniach, ciągnąc przed sobą stada owiec zebrane po drodze i zakładając tatarskie kożuchy.

Pewnego dnia bohaterowie zatrzymali się w gaju i rozbili tam obóz. Dzień za dniem upływały im na czekaniu, aż w końcu ujrzeli stado pędzących na popas na błonie koni, a którymi było dwudziestu pięciu koniuchów z obozu Azji. Nowowiejski nakazał okrążenie wroga i po chwili wszyscy nieprzyjaciele byli martwi. Przed zadaniem śmiertelnego ciosu żołnierzom udało się dowiedzieć o losie niewiast. Słowa o sprzedani Zosi i Ewki podziałały na Nowowiejskiego jak płachta na byka - dostał obłędu, jego nadzieja umarła.

Wieczorem niespodziewanie przyszła burza i ulewa. Zapanowała ciemność. Bohaterowie wsiedli na koń i z ogromną prędkością pędzili tabun do obozu Azji. Nikt nie spodziewał się ataku, udało się im wymordować dwa tysiące Tatarów i porwać Azję (przy okazji Luśnia połamał mu żebra). Wszyscy ruszyli z powrotem do granic ojczyzny, tylko paru Lipkom udało się uciec.

XLIX
Lipkowie, którym udało się uciec z rzezi, dali o niej znać ordzie białogrodzkiej. Potem posłańcy donieśli wieść do cesarskiego obozu, skąd wysłano czambuły na zwiady. Stamtąd wiadomość o napadzie rozniosła się błyskawicznie, wszystkich ogarnął strach. Sułtan, wezyr i „przyszłe słońce wojny” Kajmakan – Czarny Mustafa wpadli w popłoch. Idąc na Rzeczpospolitą byli zapewniani, że nie ma ona wojska, a teraz nieprzyjaciel wtargnął do państwa padyszacha i urządził rzeź. Od tej pory pochód stał się mniej pewny.

Tymczasem Nowowiejski powoli zmierzał do celu. W drodze Luśnia dbał, aby Azja za szybko nie umarł, karmił go na siłę, polewał wodą i pilnował, by nie udało mu się sprowokować komendanta (cały czas słuchał opowieści Mellechowicza o tym, co robił z Zosią). Nowowiejski uparcie milczał, pamiętał, że obiecał Luśni Azję.

Po przebyciu Dniestru bohaterowie wjechali do Raszkowa, gdzie Luśnia za pomocą dwóch koni przywiązanych do nóg Azji rozdarł jego ciało, wbite chwilę później na ostry pal. Po podniesieniu słupa żołnierze wkopali go w ziemię, a Luśnia wydłubał Azji drugie oko - tak ślubował po ocaleniu pani. Na koniec Mellechowiczowi podpalono związane u góry, okryte słomą umazaną w smole ręce i zostawiono go jak żywą pochodnię.

L
Podróż do Chreptiowa zajęła Nowowiejskiemu dużo czasu. Kilka razy jeszcze przeprawiał się ze swoimi ludźmi na drugą stronę Dniestru do czambułów tureckich.

W tym czasie Michał wyruszył za Motowidłą przeciw Doroszeńce, a potem miał jechać do Kamieńca. Baśka miała dołączyć do niego z taborem, pakowała więc pospiesznie rzeczy. Pomagał jej Zagłoba i Muszalski. Gdy Nowowiejski wrócił, zachowywał się bardzo dziwnie. Opowiedziawszy o losie Zosi i swojej siostry, które zostały sprzedane nie wiadomo komu, pogrążył się w rozmyślaniach.

W końcu nadszedł dzień wyruszenia do Michała. Stada zwierząt, wozy, niewiasty (kilku żołnierzy pożeniło się w Chreptiowie) prowadziło trzystu dragonów Nowowiejskiego i dwustu z piechoty, których Wołodyjowski wyszkolił z jeńców (niektórzy sami zgłosili się do służby). Podróż trwała dwa ciężkie dni, w czasie których Nowowiejski zaczął mówić od rzeczy do tego stopnia, że Muszalski rozkazał żołnierzom mieć go na oku.

W Kamieńcu trwały przygotowania do obrony miasta. Po przyjeździe Baśka od razu przykuła uwagę mieszkańców, słyszeli o jej dzielności, odwadze, wiwatowali na cześć Michała, gdyż słynne było jego nazwisko. Choć miał tu własny dworek, to po wjechaniu do miasta zatrzymał się z żoną najpierw pod nowo zbudowanym klasztorem dominikanek. Tam poprosił Basię, by zgodziła się zamieszkać u sióstr choć na czas bitwy, będzie u nich bezpieczna i otoczona przyjaciółkami – mieszkało tam wiele pań na czas wojny, między innymi Krzysia oraz siostra Michała Makowiecka.

W tym czasie, pod klasztorem Nowowiejski spadł z konia i stracił przytomność. Wezwany medyk stwierdził chorobę mózgu spowodowaną nadmiarem tragedii, jaka wydarzyła się ostatnio w jego życiu. Opieką otoczyła go Baśka.

Michał dowiedział się o rozbiciu żołnierzy Motowidły przez Kryczyńskiego i ordę białogrodzką. Wszystko wskazywało na rychłe oblężenie Kamieńca, cały czas trwały obrady wojenne. Generał podolski nie chciał sam decydować w tak ważnej sprawie, więc Wołodyjowski z żołnierzami rozplanował obronę. Zobowiązał się, iż sam będzie doglądał Żwańca i Kamieńca. Uważał, że wróg najpierw musi zdobyć Żwaniec, bo stoi na drodze do Kamieńca.

Bohater złożył z Ketlingiem ślubowanie w kościele, że będą bronić zamku w Kamieńcu do końca, prędzej zginą niż oddadzą go nieprzyjacielowi. O swoim postanowieniu - „jak straszną związali się przysięgą” - poinformowali żony.

Nadszedł czas pożegnania Michała z Baśką. Doszło do niego w klasztorze. Wołodyjowska płakała, nie wiedziała, co z nią będzie i przekonywała, że w razie nieszczęścia ona też umrze. Mąż przekonywał ją, że ma dług wdzięczności: obiecał Bogu, ze gdy ona wyzdrowieje, on wybuduje kościółek w podziękowaniu, ale teraz – w obliczu wojny - musi dokonać czegoś większego. Dlatego obroni twierdzę i prędzej zginie, niż złamie kawalerskie słowo dane Bogu.

LI
Michał wyjechał z Kamieńca ku Hryńczykowi na pomoc młodemu Wasiłkowskiemu. Zamierzał rozgromić Tatarów i powstrzymać sułtana przed zajęciem Chocimia. Z taką wiadomością podkomorzy podolski wysłał do Warszawy na dwór królewski gońca – do tej pory król nie wierzył, że dojdzie do wojny.

Drugiego sierpnia sułtan stanął pod Chocimiem. Wysłał trochę wojska na zajęcie Żwańca i, mimo że Lanckoroński dzielnie bronił miasta, to jednak miał za mało ludzi i w końcu wróg sforsował obronę. Wymordowano już wszystkich mieszkańców, gdy nadeszły posiłki Michała i Wasiłkowskiego. W bitwie poległa część wroga, wielu ludziom udało się uciec.

Tatarzy zaczynali kopać nasypy pod armaty. Wołodyjowski wiedział, że zamek nie obroni się, ponieważ miał za słabe mury. Zarządził, by wszyscy żołnierze opuścili Żwaniec i poszli bronić Kamieniec. Cały czas uspokajał wystraszonych mieszkańców, którzy - wiedząc, że Żwaniec upadł - bali się.

Pewnej nocy udało się Michałowi z zaufanym czeladnikiem Piętką przemknąć do klasztoru. Choć napotkane po drodze tłumy ludzi rozpoznały go, to jednak nie wierzyły, że tak niski człowiek z sympatycznym wyrazem twarzy był najgroźniejszym żołnierzem Rzeczypospolitej. Nie sposób opisać szczęścia Baśki na widok męża. Bohaterka wiedziała o dzisiejszej bitwie w Żwańcu. Nakarmiła Michała i przenocowała.

LII
Kolejny dzień upłynął na planowaniu i naradach. Wieczorem nieprzyjaciel był już pod mostem zamkowym i robił podjazd, więc Michał wysłał Piętkę do Baśki. Przekazał żonie, że jeśli chce popatrzeć na walkę - niech przyjdzie z Zagłobą.

Zebrawszy ochotniczą szlachtę i dragonów Wołodyjowski stanął na polu naprzeciw czarnych spahisów (jazda turecka) i mameluków. Najpierw słychać było wyzwiska, a potem rozpoczęła się bitwa harcowników, którą Baśka z Zagłobą obserwowali z blanków starego zamku. Cały czas dopingowali Wołodyjowskiego, który sprawił, że wróg się wycofał spod zamkowego pola. Wojsko zebrało z pola łupy i konie araby.

LIII
Pod zamek przybyło wojsko chana. Nieprzyjaciele założyli obozy i rozbili namioty. Trwała wymiana ognia. Zapowiadało się długie, regularne oblężenie, niekorzystne dla Rzeczypospolitej, ponieważ tak silny wróg potrafił zmęczyć. Wszyscy zgodnie twierdzili, że woleliby szturm, „raz, a szybko”.

W międzyczasie cesarz przez posła wzywał do poddania Kamieńca, a biskup i generał podolski za plecami rady wojennej podpisali układ i poprosili o danie czterech tygodni zwłoki. Gdy to się wydało, żołnierze się zdenerwowali - przecież posiłki nie przyjdą, a hetman nie ma wojska! – i nadal prowadzili wymianę ognia.

LIV
Tureccy wysłannicy powiadomili żołnierzy o złamaniu zawieszenia broni i zaczęli się odgrażać za to, że nie otrzymali kluczy do miasta. w końcu jednak nieprzyjaciel przedostał się do miasta i podłożył miny pod nowy zamek.

Michał, który wiedział, że mury nowego zamku tego nie wytrzymają zdecydował, że sami muszą wysadzić nowy zamek i uprzedzić wroga. Było ciężko, wszyscy byli zmęczeni, była to „garstka żołnierzy przeciwko potędze”.

W nocy przyszli do Michała Baśka z Zagłobą i Piętką. Wołodyjowscy usiedli w niszy zamkowej bramy i przytulali się. Michał starał się przygotować Basię na najgorsze. Wiedział, że nie odda zamku i prędzej zginie. Powiedział do żony, „że nic to” gdyby odszedł i poprosił, żeby się nie martwiła, ponieważ będzie na nią czekał u bram Świętego Piotra. Tam będą szczęśliwi. Na koniec pomodlili się i rankiem bohater odprowadził żonę do mostu łączącego stary zamek z miastem. Rzekł: „- Pamiętaj, Baśka: nic to!”

LV
Wojsko przeniosło armaty i proch do starego zamku, po czym wysadziło nowy zamek. Cały czas trwała wymiana ognia, miasto płonęło, panował popłoch. Michał starał się wszystkich uspokajać.

W nocy padał deszcz i panowała złowroga cisza. Wołodyjowski pojechał do klasztoru zobaczyć się z żoną, Krzysią, Zagłobą i Nowowiejskim, który powoli zdrowiał. Gdy wrócił z powrotem na zamek, puścił do żony Ketlinga.

W tym czasie Muszalski – powróciwszy do formy po bitwie harcowniczej - zakradł się do wroga i zagwoździł dwie kolubryny. Jakby tego było mało, podsłuchał janczarzy planujących bunt i dowiedział się o nastrojach panujących w obozie.

LVI
Zamek nadal się bronił. Żołnierze byli zmęczeni, wielu z nich poległo. Michał dodawał wszystkim otuchy powtarzając, że zwyciężą, gdy generał podolski w tajemnicy oddał sułtanowi Kamieniec i Podole. Na rozkaz wyprowadzenia wojska z zamku żołnierze nie mogli w to uwierzyć. W mieście już powiewały białe chorągwie.

Łamiącym się głosem Michał poprosił Muszalskiego, aby poszedł do Baśki: „I powiedz jej ode mnie: Nic to! – dodał prędko!!!”. Potem pożegnali się obaj z Ketlingiem, a gdy wojsko wyszło z zamku, mąż Krzysi odpalił miny i wysadził budowlę tak, jak się umówili, jak ślubowali - będą bronić zamku do końca albo zginą. W chwili poprzedzającej wybuch Michał myślał o żonie: „Ostatnie jego słowa były: - Daj jej, Panie, moc, by zaś cierpliwie to zniosła, daj jej spokój!”.

Pogrzeb Wołodyjowskiego odbył się w stanisławowskim kościele. Baśka bardzo przeżyła śmierć męża, w głowie miała jego ostatnie słowa: „Nic to”. Trzymając się ich kurczowo zemdlała, gdy ksiądz Kamiński zaczął kazanie i przywołał pułkownika Wołodyjowskiego. Wszyscy żołnierze płakali, na pogrzeb przybył hetman Sobieski, który gorliwie się modlił za duszę obrońcy Kamieńca.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  „Pan Wołodyjowski” - streszczenie w pigułce
2  Motywy literackie w „Panu Wołodyjowskim”
3  Pan Wołodyjowski - charakterystyka bohaterów