Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Jednak w świadomości czytelników Zagłoba nie funkcjonuje jako poważny mąż stanu, lecz bardziej jako zabawny i tchórzliwy sarmata, który zamiast wywijać szablą woli dobrze zjeść, a przede wszystkim wypić. Wciąż rozbijał gąsiory po winie, kiedy ukazywało się dno, bo „nie mógł znosić widoku próżnych naczyń”.

W „Panu Wołodyjowskim” zdarzają się staremu Zagłobie momenty, w których poopisuje się wspaniałym poczuciem humoru. Na wieść, że Michał wstąpił do zakonu kamedułów, szlachcic zawodził: „Nie chcę ja chwale bożej ujmować, ale co z niego za kameduła, kiedy jemu i włosy na brodzie nie rosną. Tyle, co u mnie na pięści Jak mi Bóg miły! On i mszy nie potrafi nigdy zaśpiewać, a jeśli i zaśpiewa, to szczury z klasztoru pouciekają, bo będą myślały, że koczur miauczy wesele odprawując”. Niemniej zabawnie wyglądała cała akcja przeprowadzona przez Zagłobę, której celem było wydobycie Wołodyjowskiego z zakonu. Wówczas szlachcic w karykaturalny wręcz sposób szlochał nad losem konającego Ketlinga. O jego wyśmienitych umiejętnościach aktorskich mógł także świadczyć fakt, iż po wypiciu gąsiora wina umiejętnie udawał pijanego, chociaż Michał wiedział przecież, że „nieraz trzykroć tyle wypijał bez widomego skutku”.

Niejednokrotnie Zagłoba popisuje się ciętym i pieprznym dowcipem, czego przykładem może być fragment:
„Takie to jak nowo narodzone dziecko, jeno że tym językiem lepiej obraca. Moja kochana, żebyśmy się chcieli, ja i Michał, ze wszystkimi żenić, które całować się przygodziło, tedy trzeba by nam zaraz Mahometową wiarę przyjąć i mnie być padyszachem, a jemu chanem krymskim, co, Michale, co?”.
Uczestniczył też Zagłoba w wielu przezabawnych sytuacjach. W pamięci czytelnika zapada zwłaszcza scena, w której sędziwy szlachcic okładał różańcem pana Nowowiejskiego, którego przyłapał na podglądaniu Zosi. Goniąc młodzieńca Zagłoba krzyczał wówczas: „A Turku jakiś, a Tatarzynie, a naści! a naści! exorciso te! A gdzie mores? To niewiasty będziesz podglądał? A naści, a naści!”.

Bohater dał się poznać nie tylko jako wyśmienity biesiadnik, ale także artysta. Podczas jednej z uczt ułożył zwrotkę piosenki: „Każda dziewka hubka, / Każdy chłop krzesiwo, / Będzie iskier kupka, / Jeno krzeszcie żywo! / U-ha!”.

„Pan Zagłoba miał naprawdę dobre serce (…)”
– te słowa najlepiej opisują omawianego bohatera. Bogobojny szlachcic, które ponad swoje życie ceni bliskość przyjaciół, wolność Ojczyzny i dobrą zabawę, na zawsze pozostanie w świadomości polskich czytelników. Powierzając Zagłobie taką rolę we wszystkich częściach Trylogii, Sienkiewicz całkowicie przemilczał dalsze jego losy. Stanisław Tarnowski nie zostawia nam jednak złudzeń w tej materii:
„Czuły słuchacz może sam sobie dośpiewać w swej duszy (…), że Zagłoba niedługo już pociągnie. Stary bardzo, w ostatniej powieści był on już i tak cokolwiek przygasły, miewał błyski humoru i fantazji, ale był na schyłku. Teraz zabije go smutek, smutek szczery, głęboki, trwały, pierwiastek tak przeciwny jego naturze, że go znieść nie zdoła, a wyrwać się z niego i przemóc go nie może. Zostanie przy Basi zapewne, będzie jej niejaką ulgą i osłodą, ale sam ciągły widok jej łez będzie dla niego śmiertelnym; może i do Skrzetuskich dojechać, jeszcze raz ich zobaczyć; ale długo żyć już nie zdoła”
(S. Tarnowski, „Pan Wołodyjowski”, [w:] „Trylogia Henryka Sienkiewicza…”, s. 232).

Charakterystyka Hessliga–Ketlinga


Hesslig–Ketling – w czasie akcji powieści przyjaciel Michała, mąż Krzysi.

Najczęściej chodził ubrany w rysi kołpak z piórkiem, makowy żupan i ciemnoczerwony kontusz z pozłacanym pasem. Był bardzo przystojny. Miał piękną opaloną twarz, smutne błękitne oczy otoczone ciemnymi brwiami, długie, jasne i kręcone włosy ucięte nad czołem, płowy wąs i spiczastą, przyciętą po cudzoziemsku brodę.

Z pochodzenia był Szkotem. Po wojnie otrzymał indygenat polski, więc już nie nosił rajtarskiego koletu. Gdy w Kurlandii spotkał człowieka o takim samym nazwisku, został przez niego adoptowany do herbu. Od niego też Ketling otrzymał majątek Szkudy, który potem oddał w dzierżawę, dzięki czemu wybudował sobie dworek na Mokotowcu z oficyną i stajniami. Z czasem zyskał uznanie otoczenia i został był posłem na konwokację.

Ramię ramię z Michałem walczył dzielnie w wojnach w Prusach, w bitwach przy oblężeniu zamków, podczas wojny szwedzkiej, na Ukrainie, w czasie służby u Lubomirskiego i pod marszałkiem koronnym Sobieskim. Można powiedzieć, że jedli z jednej miski, sypiali w jednej kulbace. Wszyscy nazywali ich Kastorem i Solluksem, a oni kochali się jak bracia.

Charakterystyka Krystyny Drohojowskiej


Krzysia miała czarne włosy i brwi, błękitne oczy, długie rzęsy, wiotką kibić, delikatne blade usta, łabędzią, smukłą szyję. W jej żyłach płynęła senatorska krew. Od śmierci ojca byłą pod opieką siostry Michała Wołodyjowskiego Makowieckiej. Potrafiła pięknie grać na lutni i wręcz czarować swoim niezwykłym śpiewem.

Charakter Krzysi był bez zarzutu. Swoją czujnością i przenikliwością zyskiwała sobie szacunek otoczenia. Gdy zakochała się w Michale i przyjęła jego oświadczyny myślała, że rozpocznie tym nowy etap w swoim życiu. Dziewczęca naiwność sugerująca jej, że na konwokację i elekcję zjadą dygnitarze i rycerstwo, że będą zabawy i królewicz z bajki prysła, gdy pałac okazał się dworkiem za miastem, bale wieczorami przy haftowania, a przystojny młodzieniec niskim żołnierzem.

Poznawszy Ketlinga i zakochawszy się w nim od pierwszego wejrzenia zrozumiała, że pośpieszyła się z przyjęciem oświadczyn Michała. Mimo ogromnej miłości do Ketlinga była jednak gotowa zrezygnować z ich wspólnego szczęścia w imię szacunku dla Michała.

Na szczęście Wołodyjowski okazał się wspaniałomyślny, zwolnił Krzysię z obietnicy i pobłogosławił jej małżeństwo ze swoim najlepszym przyjacielem.

Ketlingowie mieli synka, a w chwili śmierci męża Krzysia nosiła drugie dziecko.

Charakterystyka Basi Jeziorkowskiej


Basia Jeziorkowska – „Różowa jak pączek róży, jasnowłosa, o bystrych niespokojnych oczach i zawadiackiej minie” ukochana Michała przeszła do historii polskiej literatury jako czupurny i zadziorny „hajduczek”. Piękna kobieta charakteryzowała się nietypowymi jak na jej płeć zainteresowaniami. Odwagą i umiejętnościami szermierczymi dorównywała niejednemu żołnierzowi, a wielu nawet przewyższała.

Nie wszystkim krytykom taka postać przypadła do gustu, chociaż sam Sienkiewicz często podkreślał, że jest to jego ulubiona bohaterka z całej Trylogii. Stanisław Tarkowski prezentował jednak inne zdanie:
„Krzysia podobałaby się nam bardzo, Basia wcale. Nie lubimy panien-kozaków, hajdamaków, źle wychowanych, a przez jakąś dla nich zapewne zrozumiałą kokieterię przesadzających umyślnie złe wychowanie i udających jeszcze gorsze, choć to, które mają, jest już doprawdy dosyć złe. Basia, która wyprawia krzyki i hałasy do darowania chyba małemu dziecku, która się dąsa i grymasi, zadąsana i rozgrymaszona drapie się na dach po drabinie, a kiedy wołają, żeby zeszła odpowiada: »Nie zlazę!« (jak fornal!) – przez autora traktowana con amore, jest widocznie jego ulubioną kreacją (…)”
(S. Tarnowski, Pan Wołodyjowski, [w:] Trylogia…, s. 224).

Mimo wszystko Basia dała się poznać jako postać bardzo wyrazista i dynamiczna. Charakteryzowała ją szczerość, mówiła to, co myślała. Nie bała się niczego, poza tym, że może stracić ukochanego Michała. Poza nim nie widziała nikogo dla siebie. Nawet kiedy Azja oznajmił jej swoją szaleńczą miłość obezwładniła go i uciekła do męża. Czytelnik musi pozostawać pod ogromnym wrażeniem jej siły, stanowczości, ale i dziecinności, gorliwości i niedojrzałości, czyli cech, których nie posiadał Michał.

Bez wątpienia Basia stanowiła z Wołodyjowskim oryginalną, aczkolwiek bardzo szczęśliwą parę. Wiele osób nie potrafiło zrozumieć, dlaczego ta dwójka związała się ze sobą, ponieważ różniło ich niemal wszystko. Jednak ich związek był dowodem na to, że miłość to wielka siła, z którą nikt nie może polemizować ani starać się jej zrozumieć.

Antoni Chropowicki – podkomorzy smoleński, późniejszy wojewoda witebski, zacny, zgodny i dobry realista.

Snitko – herbu Miesiąc Zatajony, wierny żołnierz Michała Wołodyjowskiego oraz miłośnik humoru Zagłoby, dobroduszny, wesoły służbista, który całe życie przeżył w wojsku.

Motowidło
– dowódca semenów, chudy, flegmatyczny, wysoki Rusin, który dwadzieścia lat spędził na wojnach.

Zydor Luśnia – żołnierz Michała, wachmistrz dragoński o płowym wąsie, z pochodzenia Mazur; znany z okrutnych metod zabijania wroga, swoją zawziętość oraz pamiętliwość udowodnił, wbijając Azję na pal.

Marcin Bogusz - szlachcic z rubieży, wychowany w grozie kozackim i tatarskim, pertraktował z Azją, aby tatarscy rotmistrzowie wrócili do hetmana Kryczyńskiego lub przeszli do sułtana.

Piętka – czeladnik ze Żmudzi, wierny sługa i przyjaciel Michała.

Halim - dawny sługa Tuhaj–beja, w czasie akcji właściwej powieści murza u Dobrudżan i zaufany człowiek Azji.

Kryczyński – z pochodzenia Tatar, pułkownik jednej z lipkowskich chorągwi, który zdradził ojczyznę i przeszedł do ordy dobrudzkiej, gdzie zajmował się przeciąganiem Lipków na pogańską stronę.

Muszalski - żołnierz Michała i jego przyjaciel, sławny w oddziale dzięki talentowi łuczniczemu. W młodości żył na ojcowiźnie, na Ukrainie koło Taraszczy. Po matce odziedziczył dwie wioski koło Jasła. W jego żyłach płynęła „zacna” krew, wywodził się z rodu wodza Samnitów zwanego Musca (po polsku „mucha”), który po wyprawach na Rzymian służył na dworze syna Piastowego Ziemowita i otrzymał od niego szlachectwo.

Był niespokojnym duchem, odkąd pamiętał ciągnęło go na Dzikie Pola. Nasłuchawszy się opowieści swojego swarliwego sąsiada, prostego chłopa kozackiego spod Białocerkwi Dydiuka, wojującego w młodości na Siczy, sam chciał spróbować wojennego życia.

Między bohaterami ciągle dochodziło do kłótni i bójek. Pewnego wieczoru napadła na nich orda i Muszalski został wzięty w jasyr do niewoli u Sałma–beja, bardzo złego dla niewolników bogatego łotra. Choć chciał się wykupić, pisał pod Jasło do Ormianina mieszkającego nieopodal jego majątku, to jednak pieniądze nie dotarły. Po przewiezieniu go do Carogrodu, został sprzedany na galery. Przykuty do wioseł miał tak spędził resztę życia aż do śmierci z wycieńczenia w łańcuchach. Jakby tego było mało, został przykuty do…Dydiuka. Poznał go po głosie, ponieważ sąsiad był bardzo chudy, miał brodę do pasa.

Przykuci do galer, płynęli na statku wroga po Archipelagu. W dzień lał się z nieba żar a z czoła i pot, w nocy było przeraźliwe zimno. Tak biegł tydzień za tygodniem, a Muszalski i Dydiuk nie zamienili ani jednego słowa. W końcu pomału ich serca zaczęły kruszeć. Nocą modlili się o śmierć, a za dnia zaczęli sobie pomagać. Pewnego dnia Muszalski rzekł: „Dydiuk toć my z jednych stron, odpuśćmy sobie winy” i padli sobie w ramiona tak plącząc łańcuchy, że zostali skatowani do krwi przez dozorców.

Po bitwie z Wenecjanami i roztrzaskaniu łodzi kolubrynami dopłynęli do pustej wysepki, gdzie powybijali będących jeszcze przy życiu Tatarów i uciekli do Rzeczypospolitej. Tam ponownie zaciągnęli się do wojska: Dydiuk poszedł na Sicz do Sirki, potem do Krymu, gdzie poległ od strzały. Z kolei Muszalski ocalał i został naczelnym łucznikiem w oddziale Wołodyjowskiego.

Nienaszyniec – oddany żołnierz Michała. Kiedyś, po śmierci matki opiekował się młodszą o dwadzieścia lat siostrą Halszczką. Kochał ją nad życie i uważał za własne dziecko. Niestety pewnego razu, w czasie gdy był na wyprawie, jego siostrę porwała orda Jehu–aga, a majątek przepadł w inkursji.

Po powrocie do domu sprzedał, co pozostało i razem z Ormianami pojechał wykupić dwunastolatkę. Znalazł w Bachczysaraju przy haremie płaczącą i przerażoną. Choć miał sporo pieniędzy, powiedziano mu, że nie wystarczą na wykupienie małej: żądali trzy razy tyle i nie chcieli przyjąć jego w zamian jej. W finale została sprzedana sławnemu Tuhaj–bejowi na oczach brata. Jej losem było trwanie przy haremie i poślubienie wodza za trzy lata.

W drodze powrotnej Nienaszyniec szalał z bólu. Dowiedziawszy się, że w przymorskim szałasie przebywa jedna z trzech żon Tuhaj–beja z jego ukochanym trzyletnim synkiem i oczkiem w głowie Azją zaplanował porwanie malca. Chciał go wymienić na siostrę. Uważał, że to jedyne rozwiązanie.

Nienaszyniec zebrał na Ukrainie i Dzikich Polach watahę złożoną ze zbójów włóczących się po stepach i gotowych iść wszędzie dla łupu. Oni nie lękali się imienia Tuhaj-beja. Po długich przygotowaniach w końcu udało się porwać Azję i uciec z nim w Dzikie Pola, a potem do Kamieńca.

Plan odbicia siostry powiódłby się, gdyby nie współpraca z ludźmi, dla których wiara, cnota, sumienie były pustymi słowami. Napadli na niego w pobliżu Kamieńca, dusili sznurem i podźgali nożem, a na końcu zostawili półżywego na pustyni, zabierając małego Azję ze sobą w nadziei na duży okup.

Nienaszyniec przeżył ten dramat, ale nie zobaczył już nigdy Halszki. Na „jego” zbójów napadli inni zbóje, wycięli ich, zabrali dziecko, po którym potem na wiele lat słuch zaginął.

Ksiądz Kamiński – w młodości był żołnierzem, a w czasie akcji powieści księdzem na parafii w Uszycy. Zajmował się odbudową zrujnowanego kościoła, a wieczorami przesiadywał w Chreptiowie u Michała i Basi, z którymi dzielił się swoimi żołnierskimi opowieściami.

Kiedyś miał pod komendą stu ludzi z chorągwi Niewadowskiego. Razem z nimi palił i ścinał Tatarów oraz Kozaków. Pewnego razu otrzymał wiadomość, że „hultajstwo” oblega w fortalicji jego kolegę Rusieckiego. Niewiele myśląc udał się na ratunek ze swymi ludźmi – był jednak za późno. Zastali fortalicję zrównaną z ziemią…
Wzburzony Kamiński napadł na pijane chłopstwo. Część wyciął, a drugą połowę pochowaną w zbożu chciał powiesić. Nie mogąc znaleźć odpowiedniego budynku czy drzewa - wszędzie był tylko step - natrafili w innej wiosce na stojący na wzgórzu duży, dębowy, niedawno postawiony krzyż. Widząc powieszonego na nim Chrystusa postanowił, że nie będzie już nic na nim wieszał - pojedynczo prowadził winowajców pod krzyż i mechanicznie ścinał im głowy. Było ich czternastu - starców i młodych pacholąt proszących o litość. słyszeli jedynie jego twarde słowa: „Przez tego Chrystusa miłosiernego pomiłuj”.
W nocy ułożyli ciała wkoło krzyża, a sami pokładli się spać. To wtedy Kamiński doznał widzenia Męki Pańskiej. Chrystus spoglądał na niego i powtarzał, że zachował się tak samo jak hultajstwo, że wybijają się nawzajem zamiast głosić miłosierdzie i odkupić swoje grzechy. Rankiem Kamiński pogrzebał ciała pomordowanych, poszedł do spowiedzi i przez kolejne dwadzieścia lat głosi Słowo Boże.

Makowiecka - żona stolnika latyczowskiego, siostra Michała Wołodyjowskiego, opiekunka Baśki i Krzysi. Była niska i tłusta, mówiła z akcentem rusińskim.

Nowowiejski (senior) – ojciec Adama i Ewki. Za młodu był żołnierzem, służył na Ukrainie. To on dwadzieścia lat „chował” Azję, którego odnalazł na stepie, a potem wygnał za związek z jego córką. Był chciwy, despotyczny, co przejawiło się w postawie jego syna – Adam dawno temu uciekł z domu i nie utrzymywał z ojcem kontaktu.

Ewa Nowowiejska – córka Nowowiejskiego, siostra Adama (bronił ją przed despotycznym ojcem biorąc kary chłosty na siebie), młodzieńca miłość Azjo.

Gdy po kilkunastu latach ujrzała ponownie Azję (gdy jako dziecko i młodzieniec przebywał w domu jej ojca jako sługa, traktowała go jak wyrostka), spojrzała na niego inaczej – jak na pięknego mężczyznę, oficera, syna książęcego rodu. Wtedy zrozumiała, że kocha go odkąd byli dziećmi. Nie mogła sobie podarować, że kiedyś, gdy nakrył ich jej ojciec, ich drogi się rozeszły.

Jej historia kończy się tragicznie: zostaje niewolnicą Mellechowicza, sprzedaną w brzemiennym stanie okrutnemu Adurowiczowi.

Adam Nowowiejski – syn Nowowiejskiego, brak Ewki, narzeczony Zosi Boskiej, przyjaciel i podkomendny Michała. Jako piętnastolatek uciekł z domu przez despotycznym ojcem, karzących jego oraz Ewkę chłostą za wyimaginowane przewinienia.

W czasie akcji właściwej miał dwadzieścia dwa lata. Od siedmiu przebywał w wojsku, gdzie poznał wszystkie tatarskie fortele. Był wysoki, dobrze zbudowany, silny (łamał podkowy, zawiązywał na szyi żelazne pręty, pod jego ciężarem trzeszczały deski w podłodze) i przystojny. Miał czarne włosy, bystre oczy, zrośnięte, męskie brwi, opaloną twarz przeciętą długą blizną, białe zęby, długi kręcony wąs i wygoloną głowę na czarnym czubem pośrodku.

Po powrocie do Warszawy pierwszą osobą, którą szczerze polubił była Basia. To ona wspierała go, gdy po jedenastu latach spotkał się z ojcem i siostrą.

Potem zakochał się w Zosi Boskiej, po uprowadzeniu której przez Azję zmienił się nie do poznania. Młody był już tylko wiekiem, kiedyś wesoły teraz przypominał wrak człowieka. Stracił wszystko, co kochał. Schudł, twarz mu się zapadła, koledzy nieraz dwa razy musieli powtarzać, zanim zrozumiał o co im chodziło. Czasami nie poznawał znajomych.

Dowiedziawszy się o sprzedaniu Zosi i Ewki na targu niewolnic haremu wiedział, że to koniec. Od tej pory zależało mu już tylko na zabiciu Azji (dokonał tego przy pomocy Luśni) oraz na śmierci w walce (tak też się stało).

Zosia Boska – córka pani Boskiej, narzeczona Nowowiejskiego.

Była modrooką, szczupłą, młodziutką dziewczyną o gołębim sercu, rumianych policzkach. Pokochała Adama szczerą, bezgraniczną miłością. Niestety jej całe życie runęło, gdy została porwana przez Azję.

Od tej pory żyła w jego namiocie jako kochanka, którą poniżał, bił, traktował jak niewolnicę i służącą. Całymi dniami pracowała: poiła konie i wielbłądy, nosiła wodę i drwa, gotowała.

Jej ufność i dziewczęca naiwność ustąpiły miejsca codziennemu strachowi. Gdy pewnego dnia spotkała w obozie matkę darowaną Halimowi, padły sobie w objęcia i musieli je rozdzielać. Oczywiście została potem zbita przez Azję. Gdy innym razem ujrzała brzemienną Ewkę piorącą onuce Azji u brodu, ze strachu nie odezwała się do niej ani słowem. Strach wyparł wszystkie uczucia, nauczyła się rozpoznawać nastrój Mellechowicza z jego warg, kiedy zbliżał się ze szpetną twarzą do jej ust. Czasami ze strachu czołgała się do jego nóg, całowała jego buty, a on ją kopał i bił za to, że była narzeczoną młodego Nowowiejskiego (z którym przecież się wychował).

Po jakimś czasie została sprzedana przez Azję staremu bogatemu kupcowi stambułskiemu na jarmarku. Udało jej się tylko uprosić, by trafić do jednego mężczyzny razem z matką. Nowy właściciel pokochał ją, a po jakimś czasie podniósł do godności małżonki. Choć od tej pory jej los był choć trochę lżejszy, niż u Azji, to jednak resztę życia spędziła w haremie.

Antoniowa Boska – matka Zosi, podzieliła los męża pojmanego kiedyś w jasyr w bitwie pod Kamieńcem. Po odkupieniu jej od Halima, została sprzedana razem z córkę do haremu, w którym spędziła resztę życia.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  „Pan Wołodyjowski” - streszczenie w pigułce
2  Motywy literackie w „Panu Wołodyjowskim”