Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki

Charakterystyka szlachty w „Panu Wołodyjowskim”


Obraz polskiej szlachty, jaki wyłania się z „Pana Wołodyjowskiego” nie jest jednoznaczny. W ostatniej części Trylogii Sienkiewicz spojrzał na tę grupę społeczną krytycznym okiem. Pisarz poza licznymi zasługami szlachty, wskazał też na jej wady i ograniczenia. Nawet uwielbianemu przez czytelników, ale również i samego autora, Zagłobie „oberwało się” w trzeciej części cyklu.

Z jednej strony Sienkiewicz ukazał szlachtę jako tę siłę polityczną, która powstrzymała magnaterię od „sprzedania” polskiego tronu którejś z zachodnich dynastii. To reprezentanci tej grupy jawnie sprzeciwiali się, by władcą Rzeczypospolitej został Francuz, Holender lub Habsburg. Myśl tę reprezentował Zagłoba. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki podstarzały bohater argumentował swoje przekonanie:
„Uważ, Michale, że Francuzi tak samo w pończochach chodzą jak Szwedzi, więc pewnie i tak samo przysiąg nie dotrzymują. Carolus Gustavus gotów ci był co godzina przysięgać. U nich to jak orzech zgryźć. Co tam pakta, jeśli kto poczciwości nie ma!”
. Widzimy zatem, iż przekonania Zagłoby opierają się na stereotypach i uprzedzeniach, a nie faktycznej wiedzy. To jest właśnie druga strona polskiej szlachty, jaką możemy odnaleźć w „Panu Wołodyjowskim”.

Sienkiewicz ukazał reprezentantów tego stanu jako ludzi, którzy za wszelką cenę dążą do tego, by zachowane były ich liczne przywileje i prawa. Właśnie tym podyktowany był wybór Michała Wiśniowieckiego, który był gwarantem zachowania status quo. Jedynie nieliczni szlachcice, jak Wołodyjowski, którego powinniśmy jednak zaliczać do stanu rycerskiego, głośno wyrażali prawdziwe zdanie na temat Korybuta:
„Żal się Boże na niego patrzeć, bo on do pachołka niż do księcia z tak zacnej krwie podobniejszy. Żeby to jeszcze inne czasy były! Ale dziś pierwsza rzecz wzgląd na dobro ojczyzny”
. Skoro Wiśniowiecki faktycznie nie nadawał się na króla, dlaczego szlachta, w tym głównie Zagłoba, tak usilnie dążyła do tego, by zasiadł na tronie? Sienkiewicz nie odpowiada na to pytanie, dlatego czytelnik może wnioskować, iż za wszelką cenę nie chciała ona dopuścić do przejęcia władzy w państwie przez obcokrajowca. Jednak historia uczy nas, że przed wszystkim chodziło szlachcie o to, by posadzić na tronie kogoś, kto w ramach wdzięczności hojnie się odpłaci.

W rozmowie z księdzem podkanclerzym Olszowskim Zagłoba zachwalał Michała Wiśniowieckiego:
„(…) z góry powiadam waszej dostojności, że kandydatura księcia Michała bardzo do serca mi przypada, bom jego ojca znał i miłował, i biłem się pod nim wraz z mymi przyjaciółmi, którzy także dusznie się uradują na myśl, że synowi będą mogli okazać tę miłość, jaką dla wielkiego ojca mieli. Przeto chwytam się tej kandydatury oburącz i dziś jeszcze pomówię z panem podkomorzym Krzyckim, familiantem wielkim i moim znajomkiem, który ma niepośledni mir u szlachty, bo trudno go nie kochać. Obaj tedy będziem czynić, co w mocy naszej, i Bóg da, że coś wskóramy”
. Czytelnik może jedynie zastanawiać się, czy przez Zagłobę przemawiała wówczas obłuda, czy naiwność.

Sienkiewicz wskazywał także na fakt, iż szlachta była grupą bardzo liczną i wpływową. Gdyby tylko wykazała ona chęć współpracy i dobrą wolę z pewnością Rzeczypospolita byłaby niepokonaną potęgą: „Poczęła wreszcie ściągać i szlachta tak rojnie, tak tłumno, że gdyby podobnie u zagrożonych granic Rzeczypospolitej stawała, nigdy by ich noga nieprzyjacielska nie mogła przekroczyć”. Zamiast tego jednak szlachta była na tyle ze sobą skłócona, że Polsce groziła wojna domowa. Sienkiewicz pisał wprost o szlachcie, jako warstwie „ciemnej”:
„Tłumy szlachty rosły z każdym dniem i znać już było, że gdy po sejmie sama elekcja się pocznie, przerosną choćby największą moc magnacką. Ale i te tłumy niezdolne były szczęśliwie nawą Rzeczypospolitej na ciche wody pokierować, bo głowy ich pogrążone były w mroku i ciemności, a serca przeważnie popsute”.
Przeważali wśród nich pieniacze i awanturnicy, którym zależało jedynie na zapewnieniu sobie jak największej ilości praw i przywilejów. O tym, co wolno było ówczesnej szlachcie mogą świadczyć słowa Nowowiejskiego, który dowiedziawszy się o zdradzie Azji wpadł w furię:
„Pan Mellechowicz! Jaki on pan! mój pachoł, który się pod cudze nazwisko podszył. Jutro tego p a n a psiarkiem moim uczynię, pojutrze baty temu p a n u każę dać, i w tym sam hetman mi nie przeszkodzi, bom szlachcic i swoje prawa znam!”
. Widzimy zatem, że szlachcic miał prawo do znęcania się nad swoim pachołem, a nawet bezkarnego zabicia go.

Część szlachty polskiej była skorumpowana do tego stopnia, że poszła na ugodę z sułtanem. Zdrajcy wybrali pieniądze ponad wolność i bezpieczeństwo Ojczyzny. Natomiast ci, którzy pozostali w kraju wciąż nie potrafili zrobić niczego w kierunku zapewnienia Rzeczypospolitej bezpieczeństwa, mimo oczywistego zagrożenia z zewnątrz:
„Zagłada unosiła się jak ptak drapieżny nad całą Rusią, a tymczasem w Rzeczypospolitej był nieład, szlachta burzyła się w obronie swego niedołężnego elekta i zebrana w zbrojne obozy, jeśli na jaką, to na domową chyba wojnę była gotowa. Wyczerpany niedawnymi wojnami i konfederacjami wojskowymi kraj zubożał; wichrzyła w nim zawiść, wzajemna nieufność jątrzyła serca. W wojnę z potęgą mahometańską nikt nie chciał wierzyć i posądzano wielkiego wodza, że umyślnie wieści o niej puszcza, by umysły od spraw domowych odwrócić; posądzano go okrutniej jeszcze, że sam Turków wezwać gotów, byle zwycięstwo swemu stronnictwu zapewnić; czyniono go zdrajcą po prostu i gdyby nie wojsko, nie wahano by się go przed sąd pociągnąć”.
Sienkiewicz bardzo jasno oskarża szlachtę o pogarszającą się kondycję państwa, o zamęt i dezorganizację w obliczu niechybnego ataku nieprzyjaciela.

W ostatnich scenach widzimy jednak promyk nadziei. W obronie Kamieńca udział brali także szlachcie. Co ważne, nie piastowali oni kierowniczych stanowisk, lecz pracowali fizycznie ramię w ramię ze zwykłymi obywatelami:
„Tymczasem pracowano łopatami i taczkami, a Lachowie, Rusini, Ormianie, Żydzi i Cygany szli ze sobą w zawody. Oficerowie rozmaitych regimentów mieli dozór nad robotą, wachmistrze i żołnierze pomagali mieszczaństwu, pracowała nawet szlachta przepomniawszy, że Bóg jej ręce tylko do szabli stworzył, wszelką zaś inną pracę zdał na ludzi "nikczemnego" stanu. Przykład dawał sam pan Wojciech Humiecki, chorąży podolski, którego widok aż łzy wyciskał, bo własnymi rękoma kamienie taczką woził”
. Widzimy więc, że Sienkiewicz uciekał tylko od krytyki szlachty, starając się podkreślić także jej zasługi podczas obrony Polski przed Tatarami. Można jednak odnieść wrażenie, że ogólna ocena tego stanu jest negatywna, ponieważ to jego reprezentanci doprowadzili do sytuacji, w której to państwo znalazło się na krawędzi. Autor przerzucił odpowiedzialność za bezpieczeństwo Rzeczypospolitej w ręce rycerstwa. Co prawda, wszyscy z reprezentujących ten stan charakteryzowali się także pochodzeniem szlacheckim, lecz pierwiastek żołnierski był w nich znacznie silniejszy.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  „Pan Wołodyjowski” - streszczenie w pigułce
2  Motywy literackie w „Panu Wołodyjowskim”