Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Podróż

W Przypadkach Robinsona Crusoe chęć podróżowania, poznawania nowych ludzi i lądów odgrywa rolę głównej motywacji młodego bohatera, sprawia, że porzuca rodzinny dom. Do momentu wylądowania na bezludnej wyspie widzimy go niemal nieustannie przemierzającego kulę ziemską. Jego podróże sięgają odległych od Anglii kontynentów, takich jak Azja, Afryka czy Ameryka Południowa. Również na wsypie zdarzało mu się dokonywać wojaży. Nie tylko przeprawił się na drugi koniec wyspy, ale dało mu się także opłynąć ją dookoła.

Relacja pan-sługa

Podporządkowanie sobie Piętaszka przyszło Robinsonowi z niezwykłą łatwością. Podobnie uczynił też wcześniej wobec Ksurego. O ile w osiemnastym wieku czytelnicy odbierali zachowanie Robinsona jako naturalne, to dziś wydaje się być ono co najmniej niepoprawne.

Uważanie siebie za istotę wyższą, uprzywilejowaną wynikało ze światopoglądu wywodzącego się z kultury europejskiej. Przez lata spędzone w samotności Robinsonowi nie udało się go wyzbyć i przy pierwszej nadarzającej się okazji doszło one do głosu. W momencie spotkania Piętaszka, Robinson, zanim nauczył go podstawowych zwrotów takich jak „tak” i „nie”, dał mu do zrozumienia, że ma zwracać się do niego „panie”. Był to jedyny znany mu sposób na dopieszczenie swojego ego.

Liczenie i mierzenie

Crusoe jest skrupulatnym skrybą faktów, w swoich dziennikach zapisywał wszystko, co mógł policzyć lub zmierzyć. Zamiast powiedzieć nam, że palisada jego obozu była zwyczajnie wysoka, informuje nas z dokładnością do jednego jarda o jej wysokości i szerokości. Ponadto nie mówi nam, że spędził dużo czasu na wykonaniu czółna, ale że dwadzieścia dni zajęło mu ścięcie drzewa, a kolejne czternaście usunięcie gałęzi. Samo drzewo też nie jest zwyczajnie wielkie, ale o przekroju pięciu stóp i dziesięciu cali w niższej części i czterech stóp i jedenastu cali na wysokości dwudziestu dwóch stóp.



W podobny sposób Robinson relacjonuje upływ czasu, co pokazuje jego dziennik. Czytelnik może zastanawiać się dlaczego bohater odnotowywał niektóre wydarzenia, jak na przykład to, że dwudziestego szóstego grudnia nie padał deszcz, jednak Crusoe czuł, że każdy dzień musi zostać opisany. Wymienione przykłady odmierzania i odliczania podkreślają praktyczność Robinsona i jego wrodzone zdolności kupieckie. Jednak Defoe ukazuje, że podejście Crusoe, by zapisywać wszystko liczbami nie zawsze ma sens, jak na przykład w momencie, gdy okazało się, że czółno jest zbyt ciężkie, by rozbitek mógł samotnie przetransportować je na plażę. Warto też zwrócić uwagę, że Robinson zaprzestał prowadzenia dziennika tylko dlatego, że przespał jeden dzień, przez co nie poczynił wpisu. W ten sposób Defoe dał sygnał, że pomimo usilnych starań, by wszystko opisać, życie wymyka się spod naszej kontroli.

Zmagania z morzem

Symboliczna walka Robinsona z morzem przejawia się w powieści często. Wielka woda wielokrotnie rzuca Crusoe wyzwania i testuje jego charakter. Najpierw przeżywa sztorm u wybrzeży Yarmouth, a wydarzenie to niemalże całkowicie zniechęca go do żeglarstwa. W kolejnej wyprawie do Afryki udało mu się dowieść, że jest sprawnym marynarzem.

Po dostaniu się do niewoli w Sale i ucieczce odbywa podróż niewielką łódką w towarzystwie Ksurego, która również kończy się dla niego powodzeniem. Po raz kolejny rzucił wyzwanie morzu, wybierając się w podróż z Brazylii do Afryki w poszukiwaniu niewolników. Tym razem morze go pokonuje, a on spędza prawie trzy dekady na samotnej wyspie. Również wówczas wielka woda jest dla niego źródłem strachu i niebezpieczeństwa. O niszczycielskiej sile morza przypomina Robinsonowi wrak hiszpańskiego okrętu roztrzaskanego u wybrzeży jego wyspy. Niektórzy badacze uważają, że wszechobecność wody w powieści Defoe ma znaczenie symboliczne i odwołuje się do chrztu.


„Przypadki Robinsona Crusoe” jako obraz cywilizacyjnego rozwoju ludzkości


Powieść Daniela Defoe opowiada o potędze ludzkiego rozumu, umożliwiającej nawet odciętej od cywilizacji jednostce przeżycie wśród dzikiej przyrody. To historia o wartości wiedzy i doświadczenia w życiu człowieka oraz o tym, jak ciężko jest jednostce pozbawionej dostępu do dóbr cywilizacyjnych samotnie osiągnąć poziom rozwoju całej ludzkości (choć jej starania nie są bezowocne).

Losy Robinsona Crusoe doskonale odwzorowują, na przykładzie jednostki, cywilizacyjny rozwój ludzkości, afirmują rolę odkryć i wynalazków, opowiadają o potrzebie tworzenia kultury nawet w warunkach odcięcia od jej dóbr.

Nie można powiedzieć, że bohater przybywając na bezludną wyspę był całkowicie dziewiczy w takich aspektach życia, jak polowanie czy wzniecanie ognia. Dzięki doświadczeniom, jakie zdobył w młodości, udało mu się w konfrontacji z naturą odnaleźć i stopniowo poznać nieznany świat, jakim była wyspa:
Nikt tego na pewno nie wie, ale przecież musiało tak być, że pierwszy człowiek, stanąwszy u stóp wielkiej góry, zapragnął dowiedzieć się, co się poza nią znajduje. Tak samo, kiedy znalazł się na brzegu rzeki. I kiedy zobaczył las, stało się podobnie. Jest bowiem w człowieku dziwna jakaś ciekawość i chęć badania rzeczy nieznanych. („Po drugiej stronie lasu”, s. 135).


Czas spędzony na pokładzie „Eleonory” pod dowództwem kapitana Smitha dał mu możliwość zmierzenia się z licznymi obowiązkami majtka i ucznia. Nauczył się sterować, opanował sztukę czytania map, potrafił dokonać pomiarów z wykorzystaniem przyborów żeglarskich). Rozwój w tych dziedzinach okazał się niezawodny, gdy nadszedł dzień opuszczania wyspy, ale przydał się także podczas odkrywania wszystkich tajemnic nieznanego miejsca (zatoka, druga strona lasu, drugi brzeg, do którego przybijają ludożercy, miejsca, w którym na skale osadziła się sól).

Okres spędzony pod dowództwem kapitana Smitha pozwolił Robinsonowi odnaleźć w sobie szacunek dla wysiłku fizycznego i zaufanie do siebie samego. Bohater nie bał się samotności, a przynajmniej nie w taki sposób, jaki cechowałby całkowitego naturszczyka, nigdy nieskalanego pracą fizyczną. Robinson wiedział, że tylko regularna praca na wyspie zabezpieczy mu byt i da szansę na przeżycie (ciągłe modernizowanie domostwa, pierwsze, nieudane próby polowania na ptaki i inne zwierzęta, zbieranie zapasów itd.).

Ważnym doświadczeniem, wpływającym na umiejętność zdobywania pożywienia na wyspie, był okres pracy Robinsona jako ogrodnika w Maroku. Pracując wśród Maurów jako niewolnik czy jako hodowca tytoniu i trzciny cukrowej w Brazylii nauczył się podstawowych zasad rolnictwa. Pamiętając informacje na temat brazylijskiego drzewa żelaznego, dzielnie poszukiwał go na „swojej” wyspie. Gdy w końcu je znalazł, wystrugał z niego szpadel. Próbował także zrobić taczkę, prace nad narzędziami zajęły mu cztery dni.

Podczas pobytu na wyspie przydała się również wiedza o dzikiej przyrodzie, na przykład o trujących roślinach. Zawdzięczał ją miesiącom spędzonym na afrykańskich podróżach, w czasie których uczył się samodzielnie rozpoznawać niebezpieczną florę. Rozróżnił, które rośliny nadają się do jedzenia, a których można użyć jako leków (np. miąższ kokosowego orzecha koił rany po ukąszeniach moskitów).

Mimo tylu umiejętności i ogromu wiedzy, zdobytej dzięki doświadczeniu i otwartemu umysłowi, bohater zdawał sobie sprawę ze słabości swego „życiowego” wykształcenia. Żałował na przykład, że nie opanował sztuki wyplatania koszy, gdy miał dużo czasu jako młodzieniec:
Mój Boże, gdybym więcej przykładał się do rozmaitych nauk, które mi za młodu usiłowano wbić do mózgownicy, miałbym życie lżejsze nawet na tej bezludnej wyspie!. Ileż to razy, wędrując po niej, biadałem nad tym, ż obce są mi nazwy drzew, które widzę, i ziół. Gdybym wiedział coś o nich i znał je bliżej, mniemam, i że miałbym z tego znacznie więcej pożytku. Mijałem, być może, bogactwa jak człowiek ślepy. („Nowe odkrycia”, s. 165).


Pierwsze starcie z bezludną, dziką wyspą były dla Robinsona traumatyczne. Wychowany wśród zdobyczy cywilizacji, odcięty od świata poczuł się bezradny, był całkowicie uzależniony od kapryśnej natury. Pierwsze miesiące upłynęły mu na poznawaniu topografii wyspy i jej klimatu, dopiero w kolejnych latach pamiętał na przykład, aby dokładnie przygotować się do długiej pory deszczowej.

Stopniowo Robinson „oswaja” bezludną rzeczywistość dzikiej wyspy, żałują czasami, że nie jest drapieżnikiem:
Natura, dając człowiekowi rozum – rozmyślał gorzko – pozbawiła go jednocześnie wszystkiego, czym obdarza najlichsze ze zwierząt. Uczyniła go istotą słabą i nagą, pozbawioną węchu, kłów i pazurów. (s. 111).


Podpatruje zwyczaje zwierząt i dzięki temu wie już, jakie owoce nie są trujące, skrupulatnie obserwuje naturę i czerpie z jej plonów. Z szerokich sztywnych liści bananowca wykonuje okap, chroniący jego grotę przed zalewaniem w czasie pory deszczowej, metodą prób i błędów zgłębia sztukę zdobywania i przechowywania żywności (np. suszenia mięsa). Choć to nieprawdopodobne, bohater opracowuje autorską technologię murowania, oczywiście z materiałów dostępnych na dzikiej wyspie. Zbudowane przez niego obozowisko z całą fortyfikacją mogłoby być przykładem maksymalnego wykorzystania dostępnych na bezludnej wyspie środków i możliwości.

Rozbitek stara się wykorzystać każdą minutę pobytu na wyspie na coś, co przyda mu się w codziennym życiu. Bezczynność czy lenistwo nie określają jego charakteru, szybko ustala schemat dnia: po przebudzeniu obchód terenu z bronią, praca do godziny jedenastej, obiad, drzemka od godziny dwunastej do drugiej, praca do zmroku. Osiemnaście dni spędza na poszerzaniu i pogłębianiu jaskini, uczy się uprawy zboża, wyplatania sieci i koszy, wyprawiania skór i szycia z nich ubrań, hodowli kóz, które najpierw musi udomowić. Gdy dostrzega, że musi zmodernizować gospodarowanie pieczywem, wprowadza limit jednej kromki dziennie.

Stopniowo odkrywa użyteczność naturalnych przedmiotów w tworzeniu prymitywnych narzędzi i środków technicznych. Muszle okazują się być doskonałym materiałem na łopaty, liście schronieniem przed deszczem, włókna pokrzywy nićmi, wyprawione skóry zwierzęce ochroną przez zimnem, a zbudowany stół i krzesła są ciągle udoskonalane, stanowiąc elementy umeblowania, obok szafek i półek.

Aby uczynić miejsce mniej przerażającym i nadać mu mały aspekt „domu”, Crusoe chrzci odkrywane miejsca swojsko brzmiącymi nazwami, jak Kozia Dolinka, Wzgórze Nadziei, Przylądek Ocalenia. Dzięki temu poszerza terytorium swego „panowania”, nie czuje się już tak obco na wyspie, którą regularnie bada:
Ciekawość nieprzezwyciężona pchała mnie coraz dalej w głąb wyspy.” („Wyprawa w głąb wyspy”, s. 160).


Cała wiedza i umiejętności zdobywane na wyspie mają przede wszystkim aspekt praktyczny – zapewniają Robinsonowi przetrwanie. Dzięki postawieniu go przez los w sytuacji, gdzie może liczyć tylko na siebie, bohater może poznać swoje możliwości, nabiera zaufania do własnego rozumu i doświadczenia:
Człowiek zdolny jest wszystkiego się nauczyć, jeśli zajdzie po temu potrzeba. Nigdy nie byłem krawcem ani szewcem, ani cieślą, ani murarzem, nikt mnie tego nie uczył, a na tej wyspie stałem się wszystkim... Rozum ludzki początkiem jest wszelkiej substancji. („Nowa umiejętność”, s. 176).


Postać rozbitka Robinsona Crusoe, uosabiającego takie cechy, jak kierowanie się zdrowym rozsądkiem, pielęgnowanie w sobie woli przetrwania i nadziei, odwaga w uczeniu się metodą prób w błędów, ciekawość i dociekliwość, nieustawanie w wysiłkach, wytrwałość i pomysłowość, jest symbolem całej ludzkości i każdego jej przedstawiciela dokładającego swoją małą cegiełkę do rozwoju całej cywilizacji. Losy tego bohatera można traktować jako skróconą historię kulturowego rozwoju ludzkości, a jego ciągłe szukanie ukojenia w Biblii jako potrzebę zawierzenia Absolutowi:
Od tego dnia Biblia towarzyszyła mi często. Otwierałem ja, kiedy ogarniał mnie smutek i ilekroć nie umiałem poradzić sobie z tęsknotą. Sponad kart tej księgi patrzyłem na świat jak na rzecz odległą, od której niczego nie mogłem sie spodziewać. Patrzę nań tak, jak być może patrzeć będziemy wszyscy w życiu przyszłym, to jest jako na miejsce, gdziem kiedyś żył, ale które opuściłem na zawsze.


Przemiana Robinsona Crusoe (wymiar etyczny powieści)


Zasadnicza myśl przewodnia powieści została zawarta już w pierwszym rozdziale, gdy ojciec Robinsona przywoływał go do porządku (fragment z tłumaczenia Stanisława Stampfla):
Jesteśmy rodziną żeglarzy, ale nie jesteśmy stworzeni po to, aby szorować cudze pokłady. Odkąd zdobyłem pewny kęs chleba, noga moja nie stanęła więcej na trapie. Pozostawiłem to ludziom nżeszego stanu. Ty, będąc moim synem, należysz już do stanu średniego i stoi przed tobą otworem gładka droga życia. Na niej też winieneś szukać swojego szczęścia. Bedzie to już chyba wina losu lub najpewniej twoja własna, jeśli go nie osiągniesz.


Robinson miał już utorowaną drogę do osiągnięcia życiowego sukcesu. Ciężką pracą jego ojciec zapewnił mu godny start w życiu, dlatego nie mógł zrozumieć syna, który lekką ręką gotów był odrzucić to wszystko i zacząć wszystko od zera. Duma Robinsona pchnęła go do wykonania kroku w nieznane, czym przypominał bohaterów greckich tragedii. Podobnie jak oni, za swoją pychę i lekkomyślność został ukarany przez los.

Słowa ojca wielokrotnie rozbrzmiewały w myślach bohatera w ciągu blisko trzydziestu lat spędzonych na bezludnej wyspie. Przypominał sobie tyrady typu:
Nie sądź, ze znajdziesz szczęście na morzu […] Zapewniam cie, że jest ono żywiołem przeklętym. A może myślisz, że zostaniesz admirałem? Na to trzeba mieć przynajmniej dyplom szlachecki, jeśli sie nie zna geometrii, astronomii i nawigacji. Ty zaś nic nie umiesz i nie jesteś, mój drogi, szlachcicem. Ale nawet gdybyś chciał zostać tylko okrętowym cieśla, musiałbyś nabyć umiejętności cieśli. Czy ty zdajesz sobie z tego sprawę? Kim wiec chcesz zostać w końcu? Awanturnikiem? Jednym z gromady obdartych obieżyświatów, stworzonych do szorowania pokładów na kupieckich statkach? Bo cóż? W najlepszym razie mógłbyś po latach zostać zaledwie szyprem jakiejś nędznej łupiny, nie będącej w dodatku twoja własnością. Czy w tym widzisz swoja przyszłość?


Żałował, że nie usłuchał ojca, który pragnął dla niego szczęścia i dostatniego, spokojnego życia. Zamiast tego Robinson dostarczył rodzicom udręki, ponieważ był już trzecim synem, którego odebrało im morze. Bohater wielokrotnie zdawał sobie sprawę, że jego los był karą zesłaną od Boga za to, że nie okazał ojcu należytego szacunku i nie wziął sobie do serca jego mądrych słów.
Jednak młody Crusoe zbyt długo kierował się w swoim życiu dumą. Nie chcąc przyznać się do porażki, a nawet do tego, ze nie nadawał się na żeglarza, bo przecież cierpiał na chorobę morską. Podczas swojego pierwszego prawdziwego sztoku widzieliśmy go przecież krzyczącego w niebogłosy:
Boże, wybacz mi! (…) Pozwól mi wrócić do domu, a przysięgami ci, nigdy go już nie opuszczę! Pozwól mi stanąć znów na twardym lądzie, a nigdy, nigdy już nie złamię zakazu ojca mego, którego wola jest Twoją wolą widocznie!.

Szybko o tym jednak zapomniał. Zdawał sobie sprawę, że ojciec miał rację, jednak duma nie pozawalała mu przyznać się od błędu i pchała go do kolejnych niebezpiecznych przygód, które najpierw wpędziły go do pirackiej niewoli, a następnie uwięziły na odciętej od świata wyspie na blisko trzydzieści długich lat.

Materializm Robinsona i umiejętność do robienia interesów uwidacznia się w drugim rozdziale, w którym wzbogaca się o trzysta funtów. Pieniądze stanowiły jego udział w wyprawie do Gwinei, dzięki nim mógł poczuć, jak żyją wyższe sfery. Dążenie Crusoe do kumulowania bogactw było bardzo wyraźne na wyspie, gdzie bohater gromadził wszystkie przedmioty, jakie udało mu się znaleźć, nie patrząc na to czy mu się przydadzą czy nie. Kapitalistyczne podejście do życia Robinsona było wielokrotnie krytykowane przez ówczesnych myślicieli socjalistycznych, włączając do tego grona najważniejszego myśliciela nurtu – Karola Marksa.

W rozdziale trzecim, w którym Robinsonowi udaje się uciec z niewoli pirackiej uwidoczniły się takie cechy bohatera jak przebiegłość, pomysłowość i wola przetrwania. To dzięki tym właśnie atutom Crusoe nie tylko przeżyje na wyspie prawie trzydzieści lat, ale urządzi sobie na nim wygodne i dostatnie życie. Również na tym etapie losów Robinsona możemy zauważyć pewne cechy jego charakteru, które później uwypuklą się jeszcze bardziej, gdy na swojej drodze życiowej napotka Piętaszka. Uwidoczniła się wówczas umiejętność Crusoe nie tylko do zjednywania sobie ludzi, ale do ich podporządkowywania i manipulowania nimi. Widzimy to na przykładzie Ksurego, który przysiągł Robinsonowi lojalność i ją dochował.

Dalsze losy bohatera to pasmo sukcesów finansowych. Niczym wytrawny kapitalista Robinson szybko bogaci się i gromadząc coraz to więcej dóbr, ziemi i pieniędzy. Wówczas dochodzi do niego myśl, że zblżea się do poziomu, jakiego wymagał od niego ojciec. Zaczął wieść życie człowieka klasy średniej, choć nie robił tego w rodzinnej Anglii, lecz w dalekiej Brazylii. Wtedy też możemy dostrzec w nim przewartościowanie ideologiczne, gdyż pieniądze zawładnęły jego duszą. Widzimy go na przykład ubolewającego nad tym, że sprzedał Ksurego. Nie czyni tego jednak dla tego, że tęskni za nim jak za przyjacielem, ale dlatego, że przydałby mu się niewolnik do pracy. Wreszcie bogaci się na tyle, że stać go na zakup niewolników. Uwidacznia się tu pewien paradoks charakteru Crusoe (a w rzeczywistości także Daniela Defoe), dla którego idea niewolnictwa nie kłóciła się z religijnością.

Robinson ponownie postanowił sprzeciwić się słowom ojca. Uczynił to już jednak z innych powodów. Chcąc pomnożyć jeszcze bardziej swoje bogactwo, zgadza się na przewodzenie ekspedycji do Afryki, by zakupić tam niewolników dla plantatorów w Brazylii.

Pierwsze rozdziały, w których czytelnik obserwuje losy Robinsona na bezludnej wyspie, zmieniają całkowicie percepcję tytułowego bohatera. Widzimy bowiem Crusoe rzuconego w walkę z siłami natury, z której dzięki swojej zaradności wychodzi z życiem. Instynkt przetrwania, jak powszechnie wiadomo, jest jednym z najsilniejszych instynktów, a w przypadku Robinsona uwidacznia się on w najbardziej ekstremalny sposób.

Po jakimś czasie, gdy Robinson powraca do wraku w poszukiwaniu przydatnych przedmiotów, widzimy jak powraca jego materialistyczna natura. Bohater ma świadomość, że pieniądze nie mają najmniejszego znaczenia na wyspie, jednak nie potrafi pozostawić ich na miejscu. Nawet gdy zestawia ze sobą wady i zalety swojej sytuacji robi to jak rasowy przedsiębiorca rozważający wzięcie pożyczki z banku.

Kolejne rozdziały to kolejne miesiące, a nawet lata pobytu Robinsona na wyspie. Bohater okazuje się być bardzo pomysłowy, a niektóre jego wynalazki można nawet określić jako genialne. Udaje mu się opanować wiele rzemiosł, a także sztukę rolnictwa. Jednocześnie poznajemy jego przemyślenia, głównie na temat losu i Boga. Dochodzi między innymi do przewrotnego, ale bardzo trafnego spostrzeżenia:
Niewielu chyba ludzi znajdowało się kiedykolwiek w równie nieszczęśliwym położeniu. Ale jeśli prawdzie mam być wierny do końca, musze powiedzieć, że były takie chwile, kiedy wyspa moja przypominała ów raj, z którego wygnani zostali pierwsi nasi rodzice.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe
2  Charakterystyka bohaterów „Przypadków Robinsona Crusoe”



Streszczenia książek
Tagi: