Opracowanie

Sposób przedstawienia zdarzeń

Miron Białoszewski w swoim utworze rezygnuje z patosu na rzecz wiernego odtworzenia perspektywy cywilnej podczas zrywu z 1944 roku. Narracja opiera się na specyficznym, rwanym języku, który sam autor określał mianem gadania. Taki zabieg pozwala odbiorcy bezpośrednio doświadczyć chaosu, strachu i codziennej walki o przetrwanie w niszczonym mieście.

Autor: Magdalena Frankiewicz-Piórek Czas czytania: 3 min
Spis treści
  1. Antybohaterska wizja wojny
  2. Język jako narzędzie przetrwania
  3. Potoczność życia w ekstremalnych warunkach
  4. Obraz zniszczenia i dążenie do prawdy

Antybohaterska wizja wojny

Białoszewski całkowicie odrzuca tradycyjny, romantyczny model opowiadania o walce. Ataki Niemców, akcje zbrojne i działania ludności nie są opisywane jako strategiczne ruchy wojsk. W tekście brakuje specjalistycznego słownictwa militarnego czy analizy sytuacji na froncie. Zamiast tego autor skupia się na mikroskali. Wymienia konkretne adresy, pory dnia i prawdziwe imiona swoich towarzyszy.

Dobrze wiedzieć
Wydany w 1970 roku utwór przełamał obowiązujący w PRL-u, zmitologizowany i pomnikowy sposób pisania o powstaniu warszawskim. Białoszewski pokazał wojnę odartą z heroizmu, skupiając się na fizjologii, strachu i instynkcie przetrwania zwykłych ludzi.

Język jako narzędzie przetrwania

Pisarz nazywał swoją metodę twórczą po prostu gadaniem. Tekst jest napisany językiem żywym, dynamicznym i pełnym pourywanych zdań. Taka składniaDział gramatyki zajmujący się budową zdań i sposobem łączenia w nich wyrazów. doskonale oddaje atmosferę nieustannego zagrożenia śmiercią. Zdarzenia ukazywane są w czasie teraźniejszym. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że akcja toczy się tu i teraz, tuż przed jego oczami.

Miron-narrator zachowuje wyraźny dystans do Mirona-uczestnika zdarzeń. Autor spisuje swoje wspomnienia dwadzieścia trzy lata po upadku powstania. Nie wnika jednak w głąb własnej psychiki i nie analizuje swoich zachowań. Stawia siebie na równi z innymi bohaterami – rodziną, przyjaciółmi i przypadkowymi sąsiadami. Nie dominuje nad opowieścią, stając się jedynie jednym z wielu głosów zrujnowanej Warszawy.

Potoczność życia w ekstremalnych warunkach

Za pomocą potocznego języka Białoszewski przedstawia zwyczajność życia cywili. Zwykłe momenty poszczególnych dni udowadniają, że nawet w czasie wojny ludzie nie pozbywają się naturalnych odruchów. Zachowują swoje cechy charakteru, skłonności, potrzeby i marzenia. Za wszelką cenę starają się utrzymać pozory normalności.

Dobrze obrazują to rozmowy bohaterów. Pierwszego sierpnia, na widok uzbrojonego powstańca, Irena reaguje w sposób całkowicie spontaniczny:

A wiesz, Mironku, że ja bym mu się oddała – powiedziała do mnie Irena w zachwycie przez firankę.

Nawet najbardziej dramatyczne momenty, takie jak bombardowania, przeplatają się z prozą życia. Strach miesza się z absurdem sytuacji, co widać w relacji Staszka:

Raz zlecieliśmy z Ireną chyba bez butów, bo już nalot i bomby. Staszek akurat siedział w ubikacji. Już bomby. Jakoś w nas nic. Staszek schodzi po iluś minutach: „Wiecie, że jak siedziałem na sedesie, to ten cały sedes chodził razem ze mną i z całym piętrem... Ale jak...”

Obraz zniszczenia i dążenie do prawdy

Opisy zniszczonego miasta są pozbawione wzniosłości, ale uderzają brutalnym realizmem. Białoszewski rejestruje to, co widzi, używając krótkich, niemal fotograficznych ujęć. Zwraca uwagę na kolory, pył i zachowanie tłumu uciekającego na WolęDzielnica Warszawy, w której w pierwszych dniach powstania doszło do masowych egzekucji ludności cywilnej przez wojska niemieckie.:

Wylecieliśmy na Chłodną. Ulica była w chmurach. Rudych i burych. Od cegieł, dymu. Jak to się ustało zobaczyliśmy straszną zmianę. Rudoszary pył siedział na wszystkim. Na drzewach. Na liściach. Gruby na centymetr chyba. I to zniszczenie. Jedna wacha ubyła. Ale jakim kosztem. Zresztą zaczęło się już zmieniać. Na niespokojnie. I na coraz gorzej. I widokowo. Od placu Żelaznej Bramy, od placu Bankowego, od Elektoralnej Chłodną po naszej stronie pod murem lecieli i lecieli ludzie, kobiety, dzieci, wszyscy schyleni, szarzy, posypani czymś. Pamiętam, ze zachodziło słońce. Paliło się. Ludzie lecieli i lecieli. Potokiem. Ze zbombardowanych domów. Uciekali na Wolę.

W tych skrajnych warunkach puszczają nerwy. Ludzie kłócą się i przeklinają, co autor wiernie notuje. Wybuch Michała na Nankę podczas kłótni na LesznieUlica w Warszawie, przed wojną i w czasie okupacji tętniąca życiem, włączona w granice getta, a podczas powstania miejsce zaciętych walk. jest tego najlepszym dowodem:

Żeby cię, cholero, pierwsza bomba zabiła!

Białoszewski dąży do absolutnej prawdy o tamtych dniach. Nie szuka bohaterstwa ani wielkich słów. Zamiast tego daje świadectwo o zwyczajnych ludziach, którzy zostali postawieni w sytuacji najtrudniejszej próby.

Pamiętnik z powstania warszawskiego · 11 kroków do poznania lektury