Cytaty
Zestawienie najważniejszych cytatów ze „Skąpca” Moliera ukazuje mistrzostwo autora w budowaniu komizmu postaci i sytuacji. Wybrane fragmenty obnażają chorobliwą chciwość Harpagona oraz jej destrukcyjny wpływ na relacje rodzinne i społeczne. Analiza poszczególnych scen ułatwia zrozumienie motywacji bohaterów oraz rozpoznanie głównych wątków komedii.
Spis treści
Akt I: Tyrania skąpca i bunt młodych
Początek sztuki zarysowuje dramatyczną sytuację w domu Harpagona. Kleant w rozmowie z siostrą narzeka na ojcowskie skąpstwo, które zmusza go do życia na kredyt i szukania pomocy u faktorówPośrednik handlowy lub finansowy, często załatwiający trudne interesy..
Ach, siostro, bardziej niż sobie można wyobrazić. Bo powiedz, czy może być coś bardziej nieludzkiego niż te drobiazgowe braki, które cierpimy w tym domu i ta straszna surowość, w jakiej jęczymy bez przerwy? I na cóż się nam przyda, że będziemy mieli majątek, skoro posiądziemy go wówczas, gdy miną najpiękniejsze lata! Toż dziś, aby się utrzymać, muszę wręcz zadłużać się na wszystkie strony; jestem, jak i ty zresztą, zniewolony uciekać się do łaski kupców, aby po prostu ubrać się przyzwoicie. Słowem, chciałem z tobą mówić, abyś mi pomogła wybadać ojca, jak się zapatruje na moje uczucie; gdybym napotkał przeszkody, gotowy jestem wraz z ukochaną szukać szczęścia gdzie indziej... Na wszystkie strony staram się w tym celu zebrać potrzebną sumę.
Harpagon to furiatCzłowiek porywczy, łatwo wpadający w gniew i tracący nad sobą kontrolę. i paranoik. Jego obsesja na punkcie ukrytego majątku prowadzi do absurdalnych podejrzeń wobec służby, co doskonale widać w scenie przeszukiwania Strzałki.
STRZAŁKA: Zabroni mi pan wymyślać na skąpców?
HARPAGON: Nie; ale zabronię odpowiadać i być zuchwałym. Milczeć!
STRZAŁKA: Nie wymieniłem nikogo.
HARPAGON: Piśnij jeszcze, a kości ci połamię.
STRZAŁKA: Uderz w stół...
HARPAGON: Nie zmilczysz?
STRZAŁKA: Niech stracę.
HARPAGON: Ej! ej!
STRZAŁKA pokazując Harpagonowi jeszcze jedną kieszeń: O, jeszcze jedna: czyś pan zadowolony?
HARPAGON: Dalej, oddaj bez obszukiwania.
STRZAŁKA: Co?
HARPAGON: To, co wziąłeś.
STRZAŁKA: Nic nie wziąłem.
HARPAGON: Z pewnością?
STRZAŁKA: Z pewnością.
HARPAGON: No to z Panem Bogiem. Ruszaj do wszystkich diabłów.
STRZAŁKA na stronie: Ładna odprawa, daję słowo!
HARPAGON: Odpowiesz za to przed swoim sumieniem.
Samotne rozmyślania tytułowego bohatera ujawniają jego największy lęk – strach przed utratą zakopanych w ogrodzie pieniędzy. To klasyczny monologDłuższa wypowiedź jednej postaci, często ujawniająca jej wewnętrzne myśli i motywacje. obnażający psychikę skąpca.
HARPAGON sam: Oto mi kawał obwiesia! wygląda mocno podejrzanie; wolałbym, aby ten pies kulawy raz zniknął mi już z oczu. Ach, cóż to za straszny kłopot mieć w domu tak znaczną sumę; szczęśliwy, kto ma cały majątek w bezpiecznej lokacie, a zachowa tylko to, co potrzebne na codzienne wydatki! To niemała rzecz znaleźć w domu dobrą kryjówkę; co do mnie, wszystkie zamknięcia i skrzynie uważam za mocno niepewne i nierad na nich polegam. To istna przynęta dla złodziei: każdy przede wszystkim tam się dobiera.
Rozmowa o planowanym małżeństwie Elizy to mistrzowski przykład komizmu sytuacjiZabawne sploty wydarzeń i nieporozumienia między bohaterami utworu.. Harpagon przedrzeźnia córkę, ignorując jej uczucia. Kluczową rolę odgrywają tu didaskaliaTekst poboczny w dramacie, wskazówki autora dotyczące zachowania postaci lub wyglądu sceny., które dyktują aktorom specyficzną grę ciałem i intonacją.
HARPAGON: (...) ciebie wydam za pana Anzelma.
ELIZA: Za pana Anzelma?
HARPAGON: Tak; jest to człowiek dojrzały, rozsądny i doświadczony; nie ma więcej nad pięćdziesiąt lat i słynie ze swoich dostatków.
ELIZA kłaniając się: Ja nie pragnę wyjść za mąż, mój ojcze, jeżeli pozwolisz.
HARPAGON przedrzeźniając Elizę: A ja, moja córeczko, moja duszyczko, pragnę, abyś wyszła za mąż, jeżeli pozwolisz.
ELIZA kłaniając się powtórnie: Wybacz mi, ojcze.
HARPAGON przedrzeźniając Elizę: Wybacz mi, córko.
ELIZA: Jestem najuniżeńszą sługą pana Anzelma, ale z przeproszeniem ojca kłaniając się znowu żoną jego nie zostanę.
HARPAGON: Jestem twoim najniższym podnóżkiem, ale przedrzeźniając Elizę z przeproszeniem panny, żoną jego zostaniesz jeszcze dziś wieczór.
ELIZA: Dziś wieczór?
HARPAGON: Dziś wieczór.
ELIZA kłaniając się znowu: To być nie może, ojcze.
HARPAGON przedrzeźniając Elizę: Będzie, moja córko.
ELIZA: Nie.
HARPAGON: Tak.
ELIZA: Nie, powiadam.
HARPAGON: Tak, powiadam.
ELIZA: Nie zmusisz mnie do tego, ojcze.
HARPAGON: Zmuszę, moja córko.
ELIZA: Raczej się zabiję, niż przyjmę takiego męża.
HARPAGON: Nie zabijesz się i przyjmiesz. Widział kto takie zuchwalstwo? Słyszał kto, aby córka w ten sposób przemawiała do ojca?
ELIZA: A słyszał kto, aby ojciec w ten sposób chciał wydawać córkę za mąż?
Słynne zdanie „bez posagu” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów komicznych w twórczości Moliera. Walery używa go jako uniwersalnego argumentu, który w oczach Harpagona usprawiedliwia każdą, nawet najbardziej absurdalną decyzję życiową.
Walery, chcąc wkraść się w łaski przyszłego teścia, stosuje ironięŚrodek stylistyczny polegający na sprzeczności między dosłownym znaczeniem słów a ich właściwym, ukrytym sensem. i bezwstydne pochlebstwa. Wykorzystuje obsesję Harpagona na punkcie pieniędzy, by uśpić jego czujność w kwestii braku posaguMajątek wnoszony przez żonę mężowi przy zawieraniu małżeństwa..
WALERY idąc w stronę, którą wyszła Eliza i zwracając się jak gdyby do niej: Tak, pieniądz jest darem najcenniejszym w świecie; powinnaś pani dziękować niebiosom, iż dały pani tak dzielnego i zacnego ojca. Skoro ktoś gotów jest wziąć pannę bez posagu, nie ma się co dłużej zastanawiać. Wszystko mieści się w tym słowie: b e z p o s a g u; ono powinno starczyć za młodość, piękność, urodzenie, honor, rozum i uczciwość.
HARPAGON: Dzielny chłopak! To się nazywa mówić jak wyrocznia. Szczęśliwy, kto ma przy boku takiego człowieka.
Akt II: Lichwa i pochlebstwa
Kleant próbuje zdobyć pieniądze na ucieczkę z ukochaną. Strzałka przedstawia mu absurdalne i złodziejskie warunki pożyczki narzucone przez anonimowego lichwiarzaOsoba pożyczająca pieniądze na bardzo wysoki, często nielegalny procent.. Wymagania obejmują podpisanie aktu przez rejentaDawne określenie notariusza, urzędnika sporządzającego akty prawne. oraz przyjęcie części kwoty we frankachDawna francuska moneta i jednostka monetarna. pod postacią bezużytecznych gratów.
STRZAŁKA: Mój Boże, panie, pożyczyć, to wielka bieda. Dziwne rzeczy musi przejść, kto, jak pan, zniewolony jest oddać się w łapy lichwiarzy.
KLEANT: Zatem nic z interesu?
STRZAŁKA: Za pozwoleniem. Imć Simon, faktor, którego nam polecono, człowiek ruchliwy i bardzo oddany mówi, że na głowie by stanął dla pana, i zapewnia, że sama fizjonomia pańska usposabia go jak najżyczliwiej.
KLEANT: Dostanę zatem te piętnaście tysięcy?
STRZAŁKA: Owszem; ale pod paroma waruneczkami, które trzeba będzie przyjąć, jeżeli rzecz ma przyjść do skutku. (...) „Przypuściwszy, że wierzyciel znajdzie dostateczne zabezpieczenie i że osoba zaciągająca pożyczkę jest pełnoletnia, z rodziny posiadającej majątek znaczny, pewny, niezachwiany, czysty i wolny od wszelkiego obciążenia, spisze się wyraźną i szczegółową umowę przed rejentem. Rejent ten ma być człowiekiem ze wszech miar nieposzlakowanym, wybranym w tym celu przez wierzyciela, w jego bowiem interesie leży przede wszystkim, aby akt sporządzono bez zarzutu”.
KLEANT: Bardzo słusznie.
STRZAŁKA: „Aby nie obciążyć sumienia żadnym skrupułem, wierzyciel żąda od swoich pieniędzy jedynie jednego denara od ośmnastu”.
KLEANT: Jeden od ośmnastu? Tam do kata! To jakiś porządny człowiek. Na to nie ma powodu się żalić.
STRZAŁKA: To prawda. „Ale ponieważ nie rozporządza pomienioną sumą i, aby nią wygodzić, zmuszony jest pożyczyć ją od kogo innego z procentem jednego denara od pięciu, dłużnik zmuszony będzie pokryć koszta tego procentu, niezależnie od procentu właściwego, zważywszy, że jedynie dla jego dogodności bezpośredni wierzyciel okazuje gotowość zaciągnięcia tej pożyczki”.
KLEANT: Co u diabła! to Żyd, czy Turek jaki! Ależ to więcej niż dwadzieścia pięć od stu! (...)
STRZAŁKA: Już tylko jeden punkcik. „Z żądanych piętnastu tysięcy franków pożyczający dostarczy w gotowiźnie jedynie dwanaście, w miejsce zaś pozostałej kwoty osoba zaciągająca pożyczkę przyjmie sprzęty, ubrania i kosztowności, których spis się dołącza, a które wierzyciel obliczył wedle najlepszej wiary, po możliwie najniższej cenie”.
Konfrontacja ojca z synem demaskuje hipokryzjęDwulicowość, fałsz, udawanie szlachetnych intencji przy jednoczesnym łamaniu zasad moralnych. Harpagona. Skąpiec okazuje się bezwzględnym wyzyskiwaczem, a Kleant – zdesperowanym dłużnikiem. Zamiast refleksji, starzec odczuwa jedynie złość na rozrzutność syna trwoniącego talaryDawna gruba moneta srebrna, używana w wielu krajach Europy..
HARPAGON: Więc to ty chcesz się zrujnować takimi niegodziwymi pożyczkami?
KLEANT: Więc to ty starasz się wzbogacić tak zbrodniczą lichwą?
HARPAGON: Ty śmiesz jeszcze po tym stawać tu przede mną?
KLEANT: A ty, ojcze, śmiesz jeszcze pokazać się oczom ludzkim?
HARPAGON: Nie wstydzisz się, powiedz, grzęznąć w takich łajdactwach, brnąć w straszliwą rozrzutność i trwonić haniebnie majątek, z trudem uzbierany przez rodziców?
KLEANT: Czy ojciec się nie rumieni poniżać swą godność tego rodzaju rzemiosłem? Poświęcać honor i dobre imię nienasyconej żądzy zbijania talarów? Zdzierstwem swoim przewyższać niegodziwe sztuczki, wymyślone kiedykolwiek przez najsłynniejszych lichwiarzy? (...)
HARPAGON: Ruszaj stąd, mówię, nie doprowadzaj mnie do ostateczności. sam Swoją drogą, rad jestem z tego spotkania; to dla mnie przestroga, abym bardziej niż kiedy miał oko na jego czynności.
Strzałka doskonale diagnozuje charakter swojego pracodawcy w rozmowie z Frozyną. Opisuje jego patologiczne przywiązanie do majątku, które wyklucza jakiekolwiek ludzkie odruchy. Perspektywa wydania pieniędzy wywołuje u niego fizyczne konwulsjeGwałtowne, mimowolne skurcze mięśni, często objaw silnego wstrząsu lub choroby..
STRZAŁKA: Fraszki. Założę się, że gdy chodzi o pieniądze, nic tutaj nie wskórasz. To istny kamień, granit; gdyby człowiek konał w jego oczach, nie drgnąłby nawet. Słowem, pieniądze kocha więcej niż honor, cześć i cnotę. Żądać od niego pieniędzy, znaczy przyprawić go o konwulsje; ugodzić w śmiertelne miejsce, przeszyć mu serce, wydzierać wnętrzności. (...)
Frozyna, doświadczona swatka, próbuje ubić interes, grając na próżności starca. Jej absurdalne komplementy dotyczące zdrowia i długowieczności Harpagona to czysta farsaOdmiana komedii o błahej fabule, oparta na przerysowanym komizmie sytuacyjnym i błazenadzie..
FROZYNA: Ach, Boże, doprawdy, jak pan doskonale wygląda! To się nazywa zdrowie! (...) Nigdym pana nie widziała tak świeżym i dziarskim. (...) w życiu pan chyba nie wyglądał tak młodo; znam ludzi, którzy w dwudziestym piątym roku starsi są od pana. (...) No i cóż to jest sześćdziesiąt lat? Wielkie rzeczy! Teraz dopiero zaczyna się dla pana najpiękniejszy wiek mężczyzny. (...) Niech pan przystanie na chwilę. O, nie mówiłam! Między oczami jaki wspaniały znak długiego życia. (...) Będą musieli pana dobijać, mówię panu; pochowasz pan dzieci, wnuki i prawnuki.
Akt III: Pozory gościnności i gorzka prawda
Przygotowania do kolacji zaręczynowej obnażają skrajne skąpstwo gospodarza. Harpagon wydaje służbie instrukcje, które mają zminimalizować zużycie jedzenia, alkoholu i sprzętów. To mistrzowskie studium sknerstwaPrzesadna, chorobliwa oszczędność, odmawianie sobie i innym podstawowych dóbr..
HARPAGON: Dalej, chodźcie tu wszyscy; dam wam rozkazy na dzisiaj i wyznaczę każdemu jego zajęcie. Chodź no tu, pani Claude, zacznijmy od pani. Pani Claude zbliża się z miotłą Dobrze, już pod bronią. Tobie więc powierzam obowiązek posprzątania w całym mieszkaniu; proszę tylko nie ścierać mocno: to bardzo niszczy. Prócz tego oddaję pani podczas wieczerzy nadzór nad butelkami; jeśli się któraś gdzieś zawieruszy albo też jeśli się coś stłucze, pani będzie za to odpowiadać; wytrąci się z zasług. (...) Ciebie, Ździebełko, i ciebie, Szczygiełek, przeznaczam do płukania szklanek i nalewania wina, ale tylko wówczas, gdy ktoś będzie miał pragnienie, a nie wzorem tych błaznów lokai, co to naprzykrzają się ludziom i namawiają do picia, kiedy się nikomu o tym nie śniło! Czekajcie, aż ktoś poprosi, i to niejeden raz, a pamiętajcie przy tym nie żałować wody. (...) Ty, moja córko, będziesz miała oko, gdy przyjdzie sprzątać ze stołu, i będziesz uważała, aby nic nie przepadło.
Jakub, pełniący podwójną funkcję kucharza i woźnicy, decyduje się na szczerość. Przekazuje panu plotki krążące po mieście. Opowieści o drukowaniu kalendarzy z dubeltowąPodwójny, występujący w dwóch egzemplarzach lub ze dwojoną siłą. liczbą dni krzyżowychDni modlitw o urodzaje, tradycyjnie wiążące się z postem i wstrzemięźliwością. czy kradzieży owsa własnym koniom budują komiczny, ale i żałosny wizerunek bohatera.
JAKUB: Skoro więc pan każe, powiem otwarcie, że drwią wszędzie z pana. Ze wszystkich stron przycinki za pana musimy znosić, świat nie ma większej uciechy niż dworować sobie z pana i obnosić coraz to nowe powiastki o pańskim sknerstwie. Jeden mówi, że pan każe drukować osobne kalendarze z podwójną liczbą dni krzyżowych i wigilii, aby domownikom nałożyć dubeltową liczbę postów; drugi, że pan zawsze się umie pogniewać o coś na służbę z okazji Nowego Roku lub odprawy, aby móc nic nie dać. Ten powiada, że pewnego razu pozwałeś pan kota z sąsiedniego domu za to, że panu zjadł resztkę potrawki baraniej; ów, że schwytano pana w nocy, jak pan sam podkradał owies koniom, i że własny stangret, ten, co tu był przede mną, wrzepił panu po ciemku porcyjkę batogów, do których się pan nikomu nie przyznał. Słowem, mam rzec prawdę? Ruszyć się nie można, aby się nie słyszało, jak pana obrabiają na wszystkie strony. Jesteś pan pośmiewiskiem całego świata; nikt o panu inaczej nie mówi, tylko jak o skąpcu, dusigroszu, brudasie i lichwiarzu.
Pierwsze spotkanie Marianny z przyszłym mężem to zderzenie młodzieńczej wrażliwości ze starczą brzydotą. Dziewczyna nie potrafi ukryć wstrętu, co Frozyna musi na bieżąco tuszować kłamstwami.
MARIANNA po cichu do Frozyny: O, cóż za wstrętny człowiek.
HARPAGON po cichu do Frozyny: Co mówi moja ślicznotka?
FROZYNA: Że pan jest zachwycający.
HARPAGON: Zbyt jesteś łaskawa, czarująca istoto.
MARIANNA na stronie: Cóż za figura!
HARPAGON: Jestem ci nader zobowiązany za takie uczucia.
MARIANNA na stronie: Nie wytrzymam dłużej.
Kleant wykorzystuje sytuację, by upokorzyć ojca i wyznać miłość Mariannie. Wręcza jej drogocenny pierścień Harpagona, udając, że to prezent od narzeczonego. Ta zuchwała intrygaNiejawne, podstępne działanie mające na celu pokrzyżowanie czyichś planów lub osiągnięcie własnych korzyści. doprowadza skąpca na skraj załamania nerwowego.
HARPAGON do Marianny: Zechciej wybaczyć; ślicznotko, że nie pomyślałem o jakiej przekąsce przed spacerem.
KLEANT: Postarałem się o to, ojcze: kazałem w twoim imieniu przynieść parę koszów chińskich pomarańcz, daktyli i konfitur.
HARPAGON po cichu do Walerego: Walery!
WALERY po cichu do Harpagona: Zwariował?
KLEANT: Uważasz, ojcze, że to nie dosyć? Mam nadzieję, że pani zechce darować...
MARIANNA: Ależ i to było zupełnie zbyteczne.
KLEANT: Czy zdarzyło się pani widzieć kiedy piękniejszy diament niż ten, który ojciec ma na palcu?
MARIANNA: W istocie, błyszczy wspaniale.
KLEANT zdejmując ojcu diament i wręczając Mariannie: Musi pani z bliska zobaczyć.
MARIANNA: Bardzo piękny, rzeczywiście, ogień ma niezrównany.
KLEANT zagradzając drogę Mariannie, która chce oddać diament: Nie, pani, w zbyt pięknych znajduje się rączkach. Chciej pani przyjąć ten mały upominek, jaki składa ci ojciec.
HARPAGON: Ja?
KLEANT: Nieprawdaż, ojcze, pragnąłbyś, aby pani przyjęła ten pierścień dla twojej miłości?
HARPAGON po cichu do syna: Jak to?
KLEANT do Marianny: Ależ tak! ojciec daje mi znaki, abym panią nakłonił do przyjęcia.
MARIANNA: Nie chciałabym...
KLEANT do Marianny: Żartuje pani? Za nic w świecie nie wziąłby go z powrotem.
HARPAGON na stronie: Oszaleję.
MARIANNA: To byłoby...
KLEANT ciągle nie pozwalając Mariannie oddać pierścionka: Ależ nie, pani, to byłaby obraza. (...)
Akt IV: Kradzież szkatułki i obłęd
Utrata zakopanej w ogrodzie szkatułki to punkt kulminacyjny dramatu. Monolog Harpagona ukazuje całkowity rozpad jego osobowości. Pieniądze urosły do rangi jedynego przyjaciela i sensu życia. W przypływie szaleństwa bohater chwyta samego siebie za ramię, podejrzewając o kradzież wszystkich wokół, łącznie z publicznością.
HARPAGON sam, krzycząc jeszcze w ogrodzie, wpada bez kapelusza: Złodziej! złodziej! rozbójnik! morderca! Ratunku! Kto w Boga wierzy! Jestem zgubiony, zamordowany! Gardło mi poderżnęli: wykradli mi pieniądze! Kto to być może? Co się z nim stało? Gdzie uciekł? Gdzie się ukrywa? Jak go znaleźć? Gdzie pędzić? Gdzie go szukać? Może tu: Może tam? Kto to taki? Trzymaj! chwytając siebie za ramię Oddaj pieniądze, łotrze!... Ha, to ja sam! Zmysły tracę, nie wiem, gdzie jestem, kto jestem, co robię. Och, moje kochane złoto! moje biedne złoto! mój drogi przyjacielu! Wydarto mi ciebie; odkąd mi ciebie wydarto, straciłem mą podporę, pociechę, radość: wszystko skończone dla mnie, nie mam co robić na świecie. Bez ciebie żyć mi nie podobna. Stało się; już nie mogę; umieram; już umarłem; pogrzebano mnie! Czyż nikt się nie znajdzie, kto by mnie wskrzesił oddając mi moje drogie pieniądze lub wskazując, kto je ukradł? Co? Co mówisz? Nie, nie ma nikogo? Ha! ten, co popełnił tę zbrodnię, od dawna musiał mnie śledzić: wybrał chwilę, gdy rozmawiałem z wyrodnym synem. Spieszmy. Pójdę sprowadzić sąd, cały dom każę wziąć na tortury: sługi, służące, syna, córkę, siebie samego! Co tu ludzi naokoło! Na kogo spojrzę, już go podejrzewam: w każdym domyślam się, widzę złodzieja. Hej, tam! o kim tam mówią? O tym, co mnie ograbił? Co to za hałas na górze? Czy to złodziej? Przez litość, jeśli ktoś zna jakiś ślad, błagam, niechaj mi wskaże. Czy się nie ukrył tam, między wami? Patrzą na mnie wszyscy i śmieją się! Przysiągłbym, że oni wszyscy pomagali mu w kradzieży! Dalej, prędko, komisarzy, policji, straże, sędziów, kleszczy, szubienice, katów! Wszystkich każę powywieszać; a jeśli nie odnajdę mego skarbu, sam się potem powieszę...
Monolog Harpagona po kradzieży szkatułki to jeden z najsłynniejszych momentów w historii teatru, w którym aktor łamie tak zwaną „czwartą ścianę”. Zwracając się bezpośrednio do widzów i oskarżając ich o współudział w kradzieży, Molier zaciera granicę między fikcją sceniczną a rzeczywistością.