Teatrzyk Zielona Gęś - omówienie cyklu
Cykl miniatur dramatycznych Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego zadebiutował w 1946 roku na łamach tygodnika „Przekrój”, wywołując początkowo oburzenie czytelników. Utwory te łączą absurdalny humor i groteskę z głębokim przesłaniem moralnym oraz krytyką ówczesnej inteligencji. Na scenie tego miniaturowego teatru występują stałe, przerysowane postacie, które w krzywym zwierciadle odbijają polskie wady i narodowe mity.
Spis treści
Szokujące początki w „Przekroju”
Pierwszy utwór z cyklu ukazał się w 1946 roku w 57. numerze „Przekroju”Popularny polski tygodnik społeczno-kulturalny, wydawany od 1945 roku, kształtujący gust powojennej inteligencji. i nosił tytuł „Potworny wujaszek”. Zanim publiczność przyzwyczaiła się do specyfiki tego humoru, do redakcji napływały liczne protesty. Tytułowy bohater z nudów dokonywał codziennie „niewinnego morderstwa”. Takie makabryczne żarty mocno poruszały ówczesnych stróżów moralności. Szybko jednak cykl stał się największym sukcesem w groteskowej twórczości Gałczyńskiego.
Groteska, absurd i ukryty morał
W tym miniaturowym teatrze autor skondensował najważniejsze cechy swojej poetyki. Znajdziemy tu groteskęKategoria estetyczna łącząca w jednym dziele elementy sprzeczne, np. komizm z tragizmem, absurd z realizmem., makabryczny dowcip, ataki na inteligencję oraz wyśmiewanie skostniałych konwencji literackich. Gałczyński celowo publikował w masowym czasopiśmie, a nie w elitarnym piśmie literackim, ponieważ zależało mu na dotarciu do szerokiej zbiorowości.
Badaczka literatury Marta Wyka widzi w cyklu współczesną, udramatyzowaną kontynuację oświeceniowej bajki z morałem. W wydaniu Gałczyńskiego ten dydaktyzm brzmi na przykład tak:
„Nie rób ze siebie pawia,
szanuj mrówkę i kwita,
w tym właśnie sęk, jak mawiał
ojciec Piotr, karmelita”
Choć forma przypomina teatr absurduNurt w dramacie XX wieku (m.in. S. Beckett, E. Ionesco) ukazujący bezsens ludzkiej egzystencji i niemożność komunikacji. (znany choćby z dzieł Samuela Becketta), podobieństwo jest wyłącznie powierzchowne. Absurd u Gałczyńskiego nie prowadzi do filozoficznego nihilizmu. Poeta przyjmuje postawę moralizatorską - wierzy w istnienie idealnego świata, który można osiągnąć poprzez eliminację codziennego zła. To przejaw humanistycznego optymizmu „mistrza Konstantego”.
Galeria osobliwości, czyli aktorzy Najmniejszego Teatru Świata
Komizm cyklu opiera się na parodii konwencji teatralnych i wyśmiewaniu scenicznego patosu. Sam tytuł nawiązuje do „Zielonego Balonika”Pierwszy polski kabaret literacki założony w 1905 roku w Krakowie, kpiący z młodopolskiego patosu i mieszczaństwa. - legendarnego młodopolskiego kabaretu stworzonego przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Operowanie absurdem nie wyklucza tu zdrowego rozsądku, lecz celowo go drażni, by obnażyć wady rzeczywistości.
Nawiązanie do „Zielonego Balonika” nie jest przypadkowe. Podobnie jak krakowski kabaret na początku XX wieku walczył z napuszoną sztuką Młodej Polski, tak Gałczyński po II wojnie światowej używał śmiechu, by rozbijać narodowe mity, romantyczny patos i mieszczańskie przyzwyczajenia.
Postacie występujące w Teatrzyku przypominają marionetki. Świat przedstawiony jest umowny i szkicowy. Często pojawiają się w nim figury z wielkiej literatury i historii: Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz, Hamlet, Ignacy Jan Paderewski czy Dante.
Stałą trupę aktorską tworzy galeria osobliwości. Powraca Alojzy Gżegżółka (choć zmieniają się jego role), profesor Bączyński, Hermenegilda Kociubińska, Osiołek Porfirion oraz Piekielny Piotruś. Tytułowa Zielona Gęś potrafi pożarta przez siedem kotów „na własną rękę zmartwychwstać w następnym »Przekroju«”. Życiorysy tych artystów autor opisał w osobnym tekście zatytułowanym „Osiem dni stworzenia”.
Język i demaskatorska siła humoru
Na poziomie języka Gałczyński mistrzowsko operuje dosłownością. Rozbija utarte związki frazeologiczneUtrwalone w języku połączenie wyrazów, którego znaczenie jest inne niż suma znaczeń pojedynczych słów (np. „wziąć nogi za pas”)., przywracając słowom ich pierwotne znaczenia, co daje doskonały efekt satyryczny. Mechanizmy budowania komizmu są proste, ale dzięki talentowi poety zyskują potężną siłę demaskatorską.
Sens całego cyklu trafnie podsumował krytyk literacki Jan Błoński:
„»Zielona Gęś« była oswojeniem absurdu, czyśćcem nihilizmu. [...] Zaczęła się od pokazania języka mieszczuchowi, skończyła się na walce z biurokratyzmem. I na atakach przeciw imperialistom. Więc - paradoksalnie - stała się szkołą politycznego doświadczenia poety”.