Wiersz w pigułce
„Miasto” to jeden z najważniejszych tekstów polskiej awangardy, który brutalnie rozprawia się z mitem bezpiecznej, oswojonej przestrzeni. Jasieński odrzuca sielankowe obrazowanie na rzecz ostrego, niemal filmowego montażu scen z nocnego życia ulicy. Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek rynsztoka, gdzie miesza się zbrodnia, prostytucja i nędza. Utwór szokuje naturalizmem, celowo łamiąc ówczesne tabu obyczajowe. To poetycki reportaż z miejsca, w którym technologia i biologia zlewają się w jeden destrukcyjny mechanizm.
- Autor: Bruno Jasieński
- Tytuł: Miasto
- Data powstania/pierwodruku: 1921
- Tom: But w butonierce
- Epoka: Dwudziestolecie międzywojenne
- Rodzaj literacki: Liryka
- Gatunek: Poemat
- Budowa: Utwór podzielony na 10 ponumerowanych części; wiersz wolny, bez stałego metrum, ze zmiennym układem rymów i długością wersów.
Tekst utworu
Rozwiń tekst utworu
Bruno Jasieński
But w butonierce
Miasto
Syntezja
1.
Noc zimna.
Zła.
Przejmująca. Czarniawa. Chłodnista.
Nie widać ani źdźbła.
Deszcz leje, jak z cebra.
Na rogu policjant-statysta
Pod połę karabin podebrał,
Otulił się ceratowym płaszczem
Chodzi wolno, błyszczący, jak widmo,
Deszcz mu spływa z kaptura na oczy.
Po twarzy go chlaszcze.
Moczy.
Bębni po ceracie woda.
Raz… raz… pach-pach-pach… raz…
Woda…
Eh, czas!!
Psa wygonić szkoda!
Bieda nadałaż!
Bębni, bębni po ceracie woda.
Brzęczy cicho podwiązany pałasz.
Deszcz… deszcz… deszcz… po butach chlupie…
Chodzi wolny, zziębnięty, miarowy,
Zatrzymując się przy każdym słupie
Posterunkowy.
Z dalekiego czarnego zaułka
Zawarczało - zadudniło - zajękło.
Zabłysnęły dwa czerwone kółka.
Wynurzyło się spóźnione auto.
Pędzi, pędzi środkiem, jak burza.
Przeleciało z hukiem po kałużach,
Obryzgało od butów do głowy,
Zostawiło w nosie swąd niezdrowy
I na wargach smak kwaśny, jak ocet.
Jeszcze z dala się trąbką rozlega…
- Też diabeł dał to!
- Będzie się włóczył po nocy!
- Elegant!
A tam znów dwóch.
Wzięli się pod ręce.
Zachlapani po brzuch.
Dobrze cięci.
Idą prosto środkiem -
Nie skręcą.
Brzuchy naprzód wypięli, jak tanki.
Tylko patrzeć zrobią burdę.
Na rogu dom.
Jasno oświetlony.
Różowe firanki.
Ciepło. Przytulnie. -
Burdel.
2.
Na dole w dużej, oświetlonej sali
Z pluszowych bordo mebli pokrowce zdjęte.
Dwaj młodzieńcy, jeden starszy
Czekali.
Wszystkie panienki zajęte.
Siedzą mroczni. Milczą.
Noc ciemna. Dżdżysta.
Pali się elektryczny żyrandol.
Na pianinie student jurysta
Gra powolnie, rozmarzająco
Farandolle…
I pada deszcz…
Eh, życie!..
3.
Jak grywałem ja ci, Stasiu,
Griega, Mussorgskiego,
Powiedziałaś ty mi, Stasiu,
- Nie klej naiwnego. -
Oj, Stasiu, Stasiu,
Nie klej naiwnego.
Jak czytałem ja ci, Stasiu,
Błoka z Tetmajerem,
Powiedziałaś: - Kup mi lepiej
Kapelusz z rajerem. -
Oj, Stasiu, Stasiu,
Kapelusz z rajerem.
Jak uczyłem ja cię, Stasiu,
Składni, Geografii,
Powiedziałaś: - Chciałbyś darmo.
Każdy tak potrafi. -
Oj, Stasiu, Stasiu,
Każdy tak potrafi…
4.
Za portierą,
Po schodkach,
Na górze
Zabiegały przyśpieszone kroki…
Głosy… Głosy… Gwar… Rumot… Stąpania…
Co?.. Policja?.. Obława?.. Rewident?..
Niee. Nic, nic.
Maleńki incydent…
Z pokojów wychylają się goście przygodni.
Przysłuchują się…
Skandal poczuli.
Na korytarzu stoi łysy staruszek
Bez spodni
I krzyczy.
Dziewczyna rozczochrana, w koszuli,
Wtuliła się w kąt za schody -
Jęczy:
- Nie mogę już…
- On mnie zamęczył… -
Staruszek zaspany
Mruga w świetle oczkami szklistymi od sadła
I krzyczy wkółko:
- Trzymajcie ją! Trzymacie!..
- Ona mnie okradła!… -
- Co-o?.. Kto pana okradł? Gdzie pana okradli?!
- Pijany! Wariat!…
- U nas jeszcze nie było wypadku… -
Ucichło. Ucichło.
W czarnej nocy gdzieś dzwonił telefon:
- Halloo! Dziewiąty komisariat… -
5.
Deszcz mży. Zacina.
Chłodny. Miarowy.
Moknie na rogu
Posterunkowy.
Naciągnął kaptur.
Okrył się płaszczem.
Deszcz go natrętny
Po twarzy chlaszcze…
I gwiżdże wiatr…
Z czarnego gardła ulicy,
Z samego spektrum
Z sykiem rozdarł ciemności
Żółty reflektor.
Szeleści woda.
Wicher powiał.
Pędzi karetka pogotowia.
Wymościła światłem drogę.
Widno…
Pędzi cicho, bez szelestu.
Węszy po ulicach,
Jak widmo.
Gdzie?.. Gdzie?.. Może tu?..
Tuu - tuu - tuu…
6.
Znowu ucichło.
Deszcz lunął gęstszy.
Zegar na wieży wybił trzy.
W imię Ojca i Syna!!
A to co!?..
Na skręcie ulic
Lampy migocą.
Lampy. Lampy. Lampy.
Wysypały zza węgła łańcuchem.
Białe. Oszalałe.
Biegną gdzieś, uciekają gdzieś, lecą parami
Ulicami. Bulwarami.
Nie zakręcą ani razu.
Raz - dwa - trzy! Raz - dwa - trzy!
Idzie mazur.
Para za parą! Para za parą!
En avant!
Eh, zimno!
Przeleciały armią szybką, stulicą
Nad zziębniętą ogłupiałą ulicą.
Zarzuciły łyse głowy
Na bakier.
Żegna się w trwodze posterunkowy
I spóźniony fiakier.
Popędziły dalej w tańcu
Wywijany, długi łańcuch,
Ulicami.
Zaułkami.
Bulwarami.
Zapędziły się na most nad rzekę.
W wodzie szarej i sinej
Przeglądają łysiny.
Lampy. Lampy. Lampy…
Na moście stał jeden,
Trzymał się rampy,
Wymiotował w czarną wodę żółte bluzgi.
Blask mu oświetla żółty profil starczy…
Pod mostem woda bulgoce.
Przewala się. Jęczy.
Wzdycha i warczy.
Woda.
7.
Na piaszczystym nadbrzeżu stłoczyły się lampy.
Każda 300 świec.
Zaroiły się lampy.
Wiec.
Na brzegu mokną sieci zatknięte na wiosła.
Tam, dalej nieco,
Kilku ludzi. Z latarniami.
Policjant.
Pochyleni nad czymś czarnym, bezkształtnym.
Świecą.
Co?…
Woda przyniosła.
Męty…
Kobieta. Twarzy nie rozpoznać.
Zzieleniała. Cuchnąca. Tragiczna.
Brzuch wydęty.
Ciężarna. W dziewiątym miesiącu.
Z ubrania fabryczna.
Odwrócili głowy chłopi,
Rybacy.
- Nowina!…
- Mało to się kurw topi…
8.
Zimny deszcz.
Sina rzeka.
Woda.
Jęczy. Bulgoce. Narzeka.
Zerwała śluzy.
Wzdyma się. Przybrała groźna.
Toczy z pluskiem czarne bańki.
Po brzegach, bokiem,
Migają domy. Czarne. Pokrzywione.
Gruzy.
Szczerzą zęby ślepych okien.
U Czarnej Mańki
Widno.
Zalatuje harmonia. Wesoło.
Deszcz ścieka…
Eh, dola!…
Płacze, beczy harmonia z daleka.
Przyśpiewuje.
- Poszła dzjeucha do miasta.
- Um-ta-ta. Um-ta-tà-ta-ta.
- Powróciła brzuchata.
- Um-ta. Um-ta. Um-ta-ta-tà.
- Oj ty wodo, wodo czarna,
- Śmiertelne kochanie.
- Oj przytulisz ty mnie, wodo,
- Na ostatnie spanie!
- Um-ta. Um-ta. Um-ta-ta-tà.
- Na ostatnie spanie…
9.
Deszcz tnie miarowy.
W szyby wodą pluje.
Chodzi, chodzi na rogu posterunkowy,
Co się zatrzyma - nasłuchuje…
Nic.
Okna zapuściły sztory.
Tam, w hotelu,
Światło całą noc się pali.
Ktoś chory.
Po doktora posyłali.
Przez okno widać czasem wysmukłą szatynkę.
Ciemny, głuchy cały parter…
Na trzecim piętrze światełko. -
Starszy pan zwabił do siebie 7-ioletnią
dziewczynkę
I gwałci ją na fotelu.
Dziecko ma oczy szeroko rozwarte…
Na rogu posterunkowy chodzi
Tam i na powrót. Tam i na powrót.
I patrzy w czarne okna.
Zza węgła podpatruje go złodziej.
Deszcz pada.
Mokną…
Ciemno. Cicho. Czarno.
Nikt się nie ozwie, nie zbudzi.
Pracuje, pracuje w nocy
MIASTO - FABRYKA LUDZI.
Przewracają się w łóżkach podlotki.
Straszno. Zaparło dech.
Śni im się pierwszy, taki słodki,
Taki bolesny grzech.
Czernieją okna. Wszystko śpi.
Szaaa!… Czyjeś kroki za bramą…
Po burdelach, hotelach, po chambre garnie Tysiącem tłoków w rytmie krwi
Pracuje gigantyczne Dynamo.
Na kilometry sienników rozparło się Miasto -
Wielki, parzący się kurnik.
Będzie miał jutro robotę
Ze swoją armią krościastą
Dyżurny lekarz skórnik.
Po poczekalniach, po lecznicach
Przepastnych, jak lejki,
Po ambulatoriach szpitali -
Długie, pstre, nieskończone kolejki,
Jak wielka taśma słucka.
Czarny robociarz i biały bankier
Z bijącym sercem
Czekali.
- N-tak… Twardy szankier…
- Sprawa ludzka…
10.
A deszcz pada.
Deszcz pada
Drobniutki.
Aksamitny.
Błękitny.
Powietrzny.
Nad rynsztokiem siadły w szereg smutki.
Płaczą płacz swój odwieczny…
Ulicami chodzi cisza, chodzi.
W czarne okna przez szyby zagląda.
W czarne okna, zamknięte, jak groby.
Wspina się na palców koniuszkach.
Twarz do szyb zapotniałych przyciska
I patrzy… -
Białe rozczochrane łóżko.
Rozrzucone części garderoby.
Pod łóżkiem nieodzownie zwykły sprzęt złowonny…
Na spoconym czole prostytutki
Spoczęły w ciszy tingl-tanglu
Palące usta Madonny.
Sytuacja liryczna
Podmiot liryczny to chłodny, zdystansowany obserwator, przypominający operatora kamery. Rejestruje nocne życie metropolii bez moralizowania i bez bezpośredniego zaangażowania. Zwraca uwagę na margines społeczny: prostytutki, pijaków, samobójców, zziębniętego policjanta. Akcja toczy się w nocy, w strugach deszczu, na ulicach, w zaułkach, domach publicznych i na moście nienazwanego, wielkiego miasta. Sytuacja liryczna ma charakter dynamiczny – obrazy zmieniają się gwałtownie, symulując spacer lub jazdę przez mroczne dzielnice.
Analiza i interpretacja
Wiersz Jasieńskiego to antyutopijna wizja metropolii, która zamiast obiecywanego przez awangardę postępu, przynosi moralną i fizyczną degradację człowieka. Utwór dekonstruuje mit miasta jako szczytowego osiągnięcia cywilizacji. Zamiast tego otrzymujemy obraz przestrzeni opresyjnej, w której jednostka traci znaczenie.
Kluczowym obrazem organizującym wyobraźnię w wierszu jest motyw miasta-maszyny. Kiedy podmiot liryczny stwierdza: „Pracuje, pracuje w nocy / MIASTO - FABRYKA LUDZI”, wykorzystuje metaforęZastąpienie dosłownego znaczenia słowa innym, opartym na ukrytym podobieństwie., która zmienia perspektywę z ludzkiej na przemysłową. Zrównuje to procesy biologiczne i społeczne z produkcją taśmową. Osoba mówiąca ukazuje miasto jako bezduszny mechanizm, w którym ludzie są jedynie surowcem, masowo produkującym grzech, choroby weneryczne i cierpienie. Nie ma tu miejsca na indywidualizm – tłum to tylko trybiki w gigantycznym „Dynamo”.
Dobrze wiedzieć
Choć Bruno Jasieński był współtwórcą polskiego futuryzmuAwangardowy kierunek w sztuce początku XX wieku, fascynujący się miastem, maszyną, szybkością i odrzucający tradycję., poemat „Miasto” mocno odbiega od typowej dla tego nurtu radosnej fascynacji techniką. Zbliża się raczej do ekspresjonizmu – ukazuje miasto jako potwora pożerającego ludzi, co przypomina katastroficzne wizje niemieckich poetów z początku XX wieku, takich jak Georg Heym.
Utwór szokuje brutalnym obrazowaniem zmysłowym, opartym na estetyce brzydoty. Opisując wyłowione z rzeki zwłoki: „Kobieta. Twarzy nie rozpoznać. / Zzieleniała. Cuchnąca. Tragiczna. / Brzuch wydęty”, autor stosuje nagromadzenie naturalistycznych epitetówWyraz określający rzeczownik, uwydatniający jego cechy, często budujący nastrój wypowiedzi.. Zwalnia to gwałtownie tempo lektury i wywołuje u czytelnika fizyczne obrzydzenie. Poeta obnaża w ten sposób mroczną stronę urbanizacji. Jednostka jest tu nic nieznaczącym śmieciem, wyplutym przez miejski rynsztok, a jej śmierć kwitowana jest przez gapiów wulgarną obojętnością.
Warstwa dźwiękowa wiersza potęguje poczucie osaczenia. Wersy takie jak: „Raz… raz… pach-pach-pach… raz… / Woda…” opierają się na onomatopejachWyraz dźwiękonaśladowczy, imitujący naturalne odgłosy, np. szum, stukanie, huk.. Nadają one tekstowi mechaniczny, monotonny puls, imitujący kroki policjanta i kapiący deszcz. Podmiot liryczny podkreśla w ten sposób opresyjność miejskiej egzystencji. Nawet natura – reprezentowana tu wyłącznie przez zimny, zacinający deszcz – staje się irytującym, mechanicznym dźwiękiem, potęgującym poczucie beznadziei.
Jasieński mistrzowsko operuje kontrastem i filmowym montażem. Zestawiając pozornie spokojny obraz fasad budynków z ukrytym dramatem: „Na trzecim piętrze światełko. - / Starszy pan zwabił do siebie 7-ioletnią / dziewczynkę”, buduje ostre napięcie emocjonalne. Podmiot liryczny demaskuje hipokryzję nowoczesnego świata. Za zamkniętymi drzwiami dochodzi do najgorszych zbrodni, które są całkowicie ignorowane przez obojętny system i spacerującego w dole policjanta.
Zakończenie poematu przynosi nieoczekiwaną zmianę tonacji. Słowa: „Na spoconym czole prostytutki / Spoczęły w ciszy tingl-tanglu / Palące usta Madonny” to oksymoroniczne zderzenie sacrum i profanumSfera świętości (sacrum) zestawiona ze sferą świecką, codzienną, a często wulgarną lub grzeszną (profanum).. Ten zabieg wycisza agresywny ton utworu, wprowadzając religijny patos do brudnego pokoju hotelowego. Mimo całego zepsucia, podmiot liryczny dostrzega w upadłym człowieku iskrę świętości, sugerując ostateczne współczucie dla ofiar miejskiej machiny.
Środki stylistyczne
- Personifikacja: „Węszy po ulicach, / Jak widmo.” (o karetce) - Nadaje maszynom cechy żywych, drapieżnych istot, podkreślając ich dominację nad człowiekiem.
- Wyliczenie: „Ulicami. / Zaułkami. / Bulwarami.” - Przyspiesza tempo wiersza, oddając chaos i pęd miejskiego życia.
- Wulgaryzm: „- Mało to się kurw topi…” - Przełamuje tabu językowe, wprowadzając brutalny autentyzm i obojętność tłumu wobec śmierci.
- Porównanie: „Brzuchy naprzód wypięli, jak tanki.” - Uwydatnia agresywną, prymitywną siłę pijanych przechodniów, dehumanizując ich.
- Metafora: „Wielki, parzący się kurnik.” - Sprowadza wielką metropolię do poziomu zwierzęcego instynktu i ciasnoty.
Konteksty
Kontekst literacki: Obraz miasta u Jasieńskiego warto zestawić z „Lalką” Bolesława Prusa. O ile Paryż w oczach Wokulskiego był miastem-maszyną logiczną, użyteczną i służącą postępowi, o tyle metropolia Jasieńskiego to mechanizm zepsuty, produkujący wyłącznie patologię i śmierć. Z kolei naturalistyczne opisy nędzy i prostytucji zbliżają poemat do petersburskich realiów ze „Zbrodni i kary” Fiodora Dostojewskiego, gdzie miasto również jest przestrzenią chorobliwą, popychającą do zbrodni.
Matura
Wiersz „Miasto” to doskonały materiał do realizacji tematów maturalnych związanych z:
- Motywem miasta: jako przestrzeni destrukcyjnej, labiryntu, miejsca upadku moralnego (do zestawienia ze „Sklepami cynamonowymi” Schulza lub „Zbrodnią i karą”).
- Motywem cierpienia i marginesu społecznego: obojętność tłumu wobec tragedii jednostki.
- Turpizmem i estetyką brzydoty: wprowadzanie do poezji elementów odrażających, chorób (kiła) i rozkładu ciała.
- Relacją człowiek – maszyna: dehumanizacja w dobie gwałtownej industrializacji.