Główny bohater Kelvin przybywa z Ziemi na Stację kosmiczną położoną na obcej planecie Solaris. Dostaje się na nią ze statku kosmicznego Prometeusz w specjalnym skafandrze otoczonym pneumatycznym łożem - metalową łupiną, przedzierając się, a właściwie spadając w dół przez kolejne warstwy atmosfery z wysokości stu osiemdziesięciu kilometrów. Do Stacji doprowadziła go specjalnie zaprogramowana maszyna. Po opuszczeniu transportera bohater poczuł się wolny. Zastanowiło go, że nikt nie wyszedł mu na powitanie oraz to, że w korytarzu prowadzącym w głąb stacji panował bałagan.
Po minięciu kolejnych drzwi trafił do kabiny, gdzie na jednym z foteli rozpoznał cybernetyka Snauta, zastępcę dowódcy Stacji Gibariana. Napotkany człowiek zareagował na jego widok przerażeniem. Okazało się, że jest pijany. Nie odpowiadał na kolejne pytania o dowódcę. Enigmatycznie poinformował o wypadku, który miał miejsce rano i przestrzegł przed nieokreślonymi istotami, które można spotkać na stacji. Oprócz Snauta obecny na Stacji był jeszcze przebywający w laboratorium Sartorius. Mieszkaniec stacji sugeruje, że dowódca – Gibarian nie żyje od kilkunastu godzin. Kelvin usiłuje dowiedzieć się, kogo „obcego” może spotkać, jednak nie uzyskuje wiążących wyjaśnień.
Solaryści
Kelvin idzie przebrać się i odświeżyć po podróży. Wchodząc do jednego z pomieszczeń, czuje czyjąś obecność. Przygląda się widniejącemu za oknem szkarłatnemu oceanowi. Porządkuje porozrzucane sprzęty, przygotowując dla siebie miejsce. Zabarykadowawszy się zdejmuje skafander. W łazience odnajduje dziwne szczątki metalowych narzędzi. Po kąpieli zastanawia się nad swoją sytuacją w nowym miejscu. Aby zająć czymś czas sięga po starą, dobrze mu znaną monografię – „Historię Solaris”, gdzie czyta:
Odkrycie Solaris nastąpiło niemal na sto lat przed moim urodzeniem. Planeta krąży wokół dwu słońc - czerwonego i niebieskiego. Przez czterdzieści lat z górą nie zbliżył się do niej żaden statek. W owych czasach teoria Gamowa-Shapleya o niemożliwości powstania życia na planetach gwiazd podwójnych uchodziła za pewnik. Orbity takich planet bezustannie zmieniają się w skutek grawitacyjnej gry, zachodzącej podczas wzajemnego okrążania się pary słońc. Powstające perturbacje na przemian kurczą i rozciągają orbitę planety i pierwociny życia, jeśli powstaną, ulegają zniszczeniu przez promienisty żar bądź lodowate zimno. Zmiany te zachodzą w okresie milionów lat, więc - wedle skali astronomicznej czy biologicznej (bo ewolucja wymaga setek milionów, jeśli nie miliarda lat) - w czasie bardzo krótkim.
Jednak po kilkunastu latach przekonano się, że tor planety jest stały (przypomina tor planet w układzie słonecznym). Pierwszą wyprawę badawczą (bez lądowania) zorganizowano kilka lat później. Solaris składała się głównie z oceanu i niewielkich płaskowyżów (o powierzchni Europy), jej średnica była dwadzieścia razy większa niż średnica Ziemi. Nie wykryto tlenu, ani żadnych śladów życia.
Po kilku latach zorganizowano właściwa ekspedycję – dwa statki wylądowały w pobliżu południowego bieguna planety. W ekipie powstał rozłam – problemem było określenie oceanu jako tworu organicznego. Biologowie uważali ocean za twór prymitywny (olbrzymią komórkę), zaś astronomowie i fizycy za wysoko zorganizowaną strukturę (potrafi wpływać na zachowanie orbity planetarnej) – „maszynę plazmatyczną”. Pojawiały się kolejne teorie dotyczące rozwoju „oceanu homeostatycznego”, który, omijając ziemskie etapy ewolucji, zapanował nad otoczeniem od razu. Solaris wciąż stanowiła dla badaczy tajemnicę. Stwierdzenie, że ocean potrafił modelować metrykę czasoprzestrzeni, wywołało w świecie naukowym wielkie poruszenie. Wszystkich tych odkryć dokonano jeszcze przed urodzeniem bohatera, zanim jednoznacznie uznano Solaris za planetę obdarzoną życiem (z jednym mieszkańcem).
W drugim tomie dotyczącym Solaris, jej „mieszkaniec” został szczegółowo zaklasyfikowany, przedstawiono też szczegółowe badania nad jego istotą. Kolejny tom streszczał eksperymenty przeprowadzone na planecie oraz zawierał bibliografię przedmiotową dotyczącą badań. Próbowano na wiele sposobów porozumieć się z „istotą” zamieszkującą Solaris (m.in. poprzez aparaty elektronowe). Badania dowodziły, że może być potężnym „morzem-mózgiem”, którego działanie znacznie przewyższało ludzkie możliwości poznania. Eksperci podchodzili do tej teorii bardzo różnie, badacze-solaryści wciąż różnicowali się w stosowanych przez siebie metodach.
Kelvin stwierdził, że zgromadzona wiedza jest nic nie warta, ponieważ wciąż nie zgłębiono tajemnicy planety. Ocean nie posługiwał się maszynami, nie posiadał systemu nerwowego ani komórek, nie zawsze reagował na bodźce. Naukowcy mieli świadomość swej „przegranej” odnośnie zgłębienia istoty obcej planety, postulowano nawet zaprzestanie działań i likwidację Stacji, młodych badaczy zagadka wciąż fascynowała. W prasie pojawiały się opinie, że organizm jest gigantycznym mózgiem przewyższającym ludzką cywilizację o miliony lat rozwoju. Zastanawiano się nad przypisaniem oceanowi świadomości, mnożyły się teorie deprecjonujące oceaniczny byt.
Bohater pochylił się nad mapą Solaris, doznając zdumienia podobnego do tego, które odczuł, gdy po raz pierwszy dowiedział się w szkole o Solaris. Nagle, poczuł w pomieszczeniu czyjąś obecność, jednak drzwi nadal były zastawione. Nie dziwił go fakt, że na Stacji zdarzały się wcześniej manie prześladowcze. Po drodze do Snauta zaszedł do pokoju Gibariana. Poszczególne sprzęty, a także książki i zapisane kartki były porozrzucane po pomieszczeniu. Za oknem wschodziło właśnie drugie błękitne słońce Solaris, rozświetlające całe pomieszczenie silnym kwarcowym światłem, zupełnie innym od poprzedniego. Pokój płonął bielą i błękitem. Bohater przeglądał notatki z przeprowadzonych eksperymentów. Ktoś pojawił się po drugiej stronie drzwi, jednak odszedł.
Goście
Kelvin schował notatki dowódcy do kieszeni. Znalazł także kopertę zaadresowaną do siebie, która wskazywała na aneks do pierwszego polarystycznego rocznika oraz nieznany mu „Mały apokryf” Ravintzera, a także mały magnetofon z nagraniem. Udał się do radiostacji. Po drodze minęła go niezwykła czarnoskóra postać olbrzymiej kobiety, która zniknęła w drzwiach komory Gibariana. W radiostacji zastał jedzącego koncentrat mięsny z puszki Snauta. Przyłączył się do posiłku. Dowiedział się, że umierający Gibarian został znaleziony rano w szafie. Targnął się na własne życie robiąc zastrzyk z pernostalu. Mężczyźni rozmawiają o zjawach, halucynacjach, który świadkami byli na Stacji. Snaut nie umiał wyjaśnić co było ich powodem. Kelvin odszukał w szafie gazowe pistolety i opuścił radiostację.
Sartorius
Kelvin udał się do biblioteki, by odszukać pisma wskazane przez Gibariana. Obie pozycje były jednak wypożyczone. Wrócił więc do pokoju nieżyjącego dowódcy by odszukać książki. Natrafił tam na zaznaczone nazwisko Andre Bertona, rezerwowego pilota statku Shannahanna, badającego w przeszłości Solaris. Czytał, że po pewnym czasie kapitan wyprawy zdecydował się zmniejszyć obostrzenia (planeta nie zachowywała się agresywnie). Po kilku dniach zaginęło dwu badaczy – radiobiolog Carruci i fizyk Fechner (udali się na badania poduszkowcem). Tego dnia urwała się także łączność radiowa, poszukiwania utrudniała także mgła. W końcu udało się odszukać aeromobil, a w nim nieprzytomnego Carucciego. Drugi z badaczy zaginął. Uznano, że wpadł do oceanu, po tym jak popsuł się jego aparat tlenowy. Ciała nie odnaleziono. Tego dnia jako ostatni do Bazy powrócił towarowym helikopterem Berton. Był w szoku, mimo wieloletniej praktyki kosmicznej. Jego raport uznano za chorobliwy wytwór umysłu zatrutego gazami planety. Kelvin poszukiwania „Małego apokryfu” postanowił przełożyć na kolejny dzień.
Udał się do laboratorium, by spotkać się z Sartoriusem, jednak drzwi do pomieszczenia były zamknięte. Mimo jego nawoływań drzwi pozostawały zamknięte. Dopiero, gdy zagroził, że wysadzi drzwi naukowiec postanowił, że do niego wyjdzie. Sartorius był wysokim i szczupłym człowiekiem ubranym w roboczy kombinezon. Pouczył Kelvina, że zamiast zajmować się wdrożeniem w prace Stacji, skupia się na dochodzeniu prawdy o śmierci Gibariana. Bohater nie wytrzymał i podniesionym głosem nazwał naukowca tchórzem. Ten obiecał wszystko wyjaśnić, jednak w tym momencie miał jedną prośbę – pragnął by Kelvin jak najszybciej odszedł z laboratorium. Sartorius wszedł do środka, zamykając drzwi. Kelwin słyszał silny rumor, a następnie odgłos śmiechu dziecka. Nogi trzęsły się pod nim. Przestrzeń rozświetliły silne promienie słońca. Postanowił za wszelką cenę zajrzeć do laboratorium – jedną z możliwości było wyjście poza stację i próba zajrzenia do środka z zewnątrz.
W drodze po skafander i aparat tlenowy zajrzał do radiostacji. Zrezygnował z pierwotnego zamiaru i udał się do położonych niżej magazynów. W chłodni odszukał ciało Gibariana. Obok dostrzegł inne ciało – należało do wielkiej Murzynki. Mimo panującego chłodu – kobieta była żywa. Mężczyzna opuścił chłodnię, nie mógł zrozumieć co dzieje się na stacji i co z nim się dzieje. Stwierdził, że podczas lądowania musiał oszaleć, że wszystko czego doznał na Stacji było halucynacją. Próbował wymyśleć jakieś doświadczenie, które potwierdziłoby jego chorobowy stan (był psychologiem). Postanowił określić, które południki gwiazdowej czaszy Galaktyki przecina w dwudziestosekundowych odstępach krążąc wokół Solaris. Eksperyment ten potwierdził realność Stacji i wszystkiego co się do tej pory rozegrało. Kelvin udał się na spoczynek.
Harey
Z powodu zmęczenia nie wiedział nawet kiedy zasnął. Kiedy się ocknął zobaczył obok siebie Harey – kobietę w białej plażówce. Był pewny, że śni. Dziewczyna wyglądała tak, jak widział ją za życia po raz ostatni, gdy miała dziewiętnaście lat. Wszystko utwierdzało go w przekonaniu, że wciąż śni. Zaczął całować dziewczynę, wyrzucając sobie, że wykorzystuje sen. Zapytał skąd się wzięła. Dziewczyna nie wiedziała. Kelvin wspomniał o samobójstwie Harey, do którego doszło wiele lat wcześniej. Skaleczył się, by sprawdzić co się stanie. Krew wyglądała prawdziwie.
Zdał sobie sprawę, że Harey nie jest prawdziwa, nie jest osobą, którą pamiętał, wydawało mu się, że to Harey uproszczona, zawężona do kilku charakterystycznych odezwań, gestów, ruchów. Postanowił wyjść, jednak Harey nie chciała zostać sama, zdawało jej się, że musi go wciąż widzieć. Próbował ją spętać, jednak dziewczyna w prosty sposób się oswobodziła. Stała obojętna, skupiona i odrobinę zdziwiona. Kelvin czuł się jak w pułapce bez wyjścia. Próbował uśpić kobietę proszkami nasennymi, jednak mimo dużej dawki nie przejawiała senności. Gdy próbował ją ułożyć do snu wybuchła śmiechem. Przyrównała Kelvina do Pelvisa (przewodniczył zebraniom Instytutu), którego nie mogła znać, ponieważ zmarła trzy lata przed tym, zanim poznał go Kelvin.
Kelvin zaproponował, że wyjdą razem z kabiny. Jej sukienka nie miała zamka, więc rozciął ją i dał dziewczynie kombinezon. Udali się do hali odlotów. Kelvin przygotował do startu stateczek służący do utrzymywania łączności między stacją a Sateloidem. Namówił dziewczynę by weszła do środka, a następnie uwięził ją. Gdy odszedł zobaczył, że dziewczyna z niespotykaną siłą próbuje się uwolnić. Mężczyzna uruchomił rakietę, która wyleciała przez otwartą wyrzutnię. Statek dotarł do orbity Solaris. Kelvin obawiał się uruchomić łączność. Bał się, że usłyszy głos dawnej ukochanej wypowiadającej jego imię.
„Mały apokryf”
Po powrocie do swojej kabiny Kelvin spotkał Snauta. Gdy bohater opatrywał powstałe przy starcie pojazdu oparzenia jego gość mu się przyglądał. Wiedział o obecności Harey i o tym co Kelvin z nią zrobił. Zaczął opowiadać, co przydarzyło się Gibarianowi. Do niego „zjawa” przyszła pierwsza. Zamknął się na tydzień w swojej kabinie i przeprowadzał na niej eksperymenty. Jego towarzysze myśleli, że zwariował. Po pewnym czasie ich także nawiedzili goście. Nie mógł powiedzieć o tym Kelvinowi wprost, bo uznałby to za brednie. Wspomniał, że goście wciąż powracają, nieistotne co się z nimi zrobi i nie pamiętają wcześniejszych odwiedzin. Kelvin wspomniał, że przed samobójstwem Harey pokłócił się z nią i wyprowadził się z domu.
Snaut wytłumaczył mu swoje podejrzenia co do pochodzenia „zjaw”. Były to projekcje nigdy nie spełnionych przez danego człowieka złych czynów, których nawet człowiek nie musiał być świadomy, jednak tkwiły w jego podświadomości. Snaut tłumaczył:
To, co się stało, może być straszne, ale najstraszniejsze jest to, co się… nie stało. Nigdy. […] Co to jest człowiek normalny? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadziłby tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi, spotyka TO ucieleśnione, przykute do siebie, niezniszczalne, co wtedy? […] Masz wtedy Stację Solaris.
Bohater wyraża także negatywną opinię o kosmonautach i ziemskiej cywilizacji. Są przygotowani na samotność, walkę, nawet na śmierć, ale w rzeczywistości nie pragną zdobywać kosmosu, a rozszerzyć Ziemię do jego granic. Nie szukają innych cywilizacji, ale ludzi – luster. Nie potrzebują innych planet – posiadają już jedną i dławią się nią. Wciąż szukają istot podobnych do nich – na wyższym lub niższym stopniu cywilizacji. Na nowe planety przywożą z sobą nie tylko swoje zalety, ale i wady, i gdy planeta pokazuje ich złe cechy – nie mogą się na to zgodzić! Kontakt z Solaris według Snauta ukazuje gorszą stronę człowieczeństwa.
Kelvin zarzuca towarzyszowi prymitywizm, wypomina że uważa on ocean za diabła, znów próbuje doszukać się chorób psychicznych. Snaut tłumaczy, że naukowcy badają jak coś się dzieje, nie dają odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Podejrzewa, że planeta „wydobyła z nich” otorbione zapalne ogniska pamięci i na podstawie tego stworzyła projekcje. Trudno powiedzieć dlaczego, mogła ich z łatwością zniszczyć. Wszystko zaczęło się dziać kilka dni po eksperymencie z promieniami rentgenowskimi. Istot wytworzonych przez planetę nie sposób zabić, regenerują się w błyskawiczny sposób. Zachowują się jak wyobrażenia ludzi o nich.
Snaut wręczył Kelvinowi „Mały apokryf”. Zapytał czy ma jakiś plan. Bohater domyślił się, że sugeruje zniszczenie Stacji i ucieczkę na Sateloid. Inni ludzie potraktowaliby ich jak psychicznie chorych, ale nie było to przecież najgorsze. Na razie postanowili pozostać na Solaris. Po wyjściu Snauta Kelvin zaczął lekturę „Małego apokryfu”. Nie była to praca naukowa, a raczej pseudonaukowa, jednak zawierała raport Bertona. Pierwsza część to zapis książki pokładowej kosmonauty, dalszy jej ciąg to wyciąg z jego historii choroby, a właściwie z przesłuchania go. Berton informował o zejściu statkiem prawie do powierzchni oceanu, mgle i zmianach jakie zachodziły w przestrzeni.
W pewnym momencie dostrzegł pod sobą model ogrodu zbudowany ze śluzu zbierającego się w grube węzły, kalafiorowate kształty. Po chwili wszystko rozpadło się. Nie był pewien, czy wśród repliki roślin dostrzegł inne kształty (m.in. maszyn ogrodniczych). Następnie po zbliżeniu się do lejowatych miejsc dostrzegał dziwne kształty – w jednym obiekt przypominający budynek z oknami, w kolejnym poruszające się dziecko. Wyczuł, że jest w nim coś niedobrego. Mimo że było to prawie niemowlę, miało olbrzymie rozmiary, wyglądało jak żywa lalka. Odniósł wrażenie, jakby ktoś „wypróbowywał” jej ruchy. Widok ten wyprowadził go z równowagi. Po wzniesieniu się postanowił sprawdzać otwory we mgle nad oceanem w poszukiwaniu zaginionego Fechnera. Jednak za trzecim razem nie wytrzymał – miał nudności, postanowił wracać do bazy. Nie chciał przyznać przed komisją co takiego zobaczył, odmówił zeznań ze względów osobistych.
W „Małym apokryfie” znajdował się fragment kolejnego protokołu z przesłuchania. Komisja oceniająca przypadek Bertona stwierdziła, że doznał halucynacji spowodowanych zatruciem atmosferą planety. Jedynie jeden członek komisji – fizyk Messenger – stwierdził, że może to być prawda i należy zbadać szczegółowo tę sprawę. W związku jednak z przewagą głosów przeciw dalszemu badaniu sprawy Berton nie ujawnił co jeszcze widział wśród mgły. Messenge po poufnej rozmowie z Bertonem zwrócił się do Rady Ekspedycji o podjęcie badań nad zeznaniami pilota, jednak ta wypowiedziała się negatywnie.
W książce znajdował się list dr. Messengera do jednego z członków Instytutu z prośbą o dostarczenie danych dotyczących Fechnera (dzieciństwo, fakty z życia). Uważał on, że ocean w dniu zaginięcia Fechnera przeprowadził ”operację człowiek”, badając składniki pamięci zaginionego.
Po lekturze Kelvin uspokoił się. Nie czuł strachu przed planetą i przyszłością. Stwierdził, że trzeba przyjąć jej zasady i nauczyć się według nich żyć. Przed zaśnięciem przypomniał sobie, że ma jeszcze nagranie Gibariana. Potem usłyszał skrzypniecie drzwi – do pokoju weszła Harey. Przywołał ją do siebie.
Narada
Po przebudzeniu Harey wciąż leżała obok Kelvina w łóżku. Za oknem świeciło silne błękitne światło, więc bohater zamknął pokrywy okien. Zastanawiał się nad realnością Harey. Kilka razy budził się i zasypiał. Obudził się, gdy Harey zmieniała jego okłady. Przeraził go widok dwóch identycznych sukienek dziewczyny. Tej w której pojawiła się pierwszy raz, i w tej, w której przybyła ponownie. Bohater wymknął się z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Harey z całych sił próbowała je otworzyć dotkliwie się kalecząc. Rany jednak błyskawicznie się zasklepiły, a dziewczyna o własnoręcznie wyłamanych drzwiach zapomniała. Kelvin postanowił zbadać Harey w małym pomieszczeniu operacyjnym obok radiostacji. Zajęcie to przerwał mu telefon Snauta, który wezwał go na spotkanie poprzez wizofon z Sartoriusem (przy zakrytych kamerach). Umówili się za godzinę.
Kelvin, badając coraz dokładniej składniki krwi dawnej ukochanej, erytrocyty, potem struktury białek, molekuł na końcu odkrył, że nie widzi nic. Niezniszczalna zjawa złożona była z nicości. Następnie poddał próbkę krwi działaniu kwasu. Po chwili zobaczył, że krew odtwarzała się.
Po połączeniu ze Snautem i Sartoriusem naukowcy postanowili skonfrontować swoje badania nad „zjawami” – „tworami F”. Kelvin rozpoczął od stwierdzenia, że ich „goście” to „superkopie” złożone z cząstek niemożliwych do zaobserwowania dostępnymi przyrządami (neutrina – cząstki około dziesięć tysięcy razy mniejsze od atomów). Uważał, że dostrzegalne białka i komórki są tylko maską. Sartorius zastanawiał się nad motywacją pojawienia się projekcji tego, co na temat danej osoby zawierał mózg. Naturalną myślą było to, że ocean przeprowadzał nad nimi eksperyment. Jednak charakter eksperymentu nie potwierdzał tego. Stwierdził, że „twory F” składają się z dwuwarstwowej konstrukcji – pierwsza zbliżona była do oryginału, druga nadludzka pojawiała się w reakcji na określone działania. Uważał, że pojawienie się tych istot nie jest powodowane złośliwością oceanu. Problemową dyskusję przerwało nagłe odsłonięcie kamery Sartoriusa i jego krzyk do „gościa” – „Precz! Precz!!!”.
Potwory
Kelvina obudziło w środku nocy światło. Na łóżku zobaczył skuloną i płaczącą Harey. Dziewczyna stwierdziła, że bohater nie chcę z nią być. Zaczęła opowiadać, że się zmieniła, że czuje się nieswojo. Coś było nie tak nie tylko z nią, ale także na zewnątrz. Mężczyzna przekonywał ją, że to tylko zły sen.
Rano po obudzeniu Kelvin znalazł list od Snauta, który informował go by udał się poza Stację w celu zdobycia pewnej ilości plazmy potrzebnej do eksperymentów Sartoriusa. Naukowiec wierzył, że uda mu się zdestabilizować neutronowe układy tworzące „gości”. Zanim główny bohater udał się na misję starał się bezskutecznie wyszukać informacji w bibliotece o naturze układów neutronowych. Zaczął przeglądać dawne wydanie Dziesięć lat badań Solaris Giesego, zaś Harey zainteresowała się pozycją Kucharz międzyplanetarny. Giese – klasyfikator-pedant usiłował opisać naturę Solaris z pozycji geocentrycznej dostępnymi mu kategoriami. M.in. charakteryzował długonie czyli gigantyczne przypływy oceanu o złożonej budowie. Naukowcy spierali się przez lata o ich funkcje. Zajmował się także budzącą u patrzącego sprzeciw formą, którą nazwał mimoidami:
Bardziej zawiłą, kapryśną i najgwałtowniejszy bodaj że sprzeciw u patrzącego budzącą formą - sprzeciw, rzecz jasna, odruchowy - są „mimoidy”. […]
Jakiegoś dnia głęboko pod powierzchnią oceanu zaczyna ciemnieć płaski, szeroki krąg o poszarpanych brzegach i jakby smołą zlanej powierzchni. Po kilkunastu godzinach staje się płatowaty, przejawia coraz wyraźniejsze rozczłonkowania, a jednocześnie przebija się w górę, ku powierzchni. Obserwator przysiągłby, że toczy się pod nim gwałtowna walka, bo z całej okolicy zbiegają się tu jak kurczące się wargi, jak żywe, umięśnione, zamykające się kratery, nieskończone szeregi współbieżnych, kolistych fal, spiętrzają się nad rozlanym w głębi, czarniawym, chwiejącym się majakiem i stając dęba walą w dół. […]I ta gra toczy się czasem dzień, czasem miesiąc. Niekiedy na tym wszystko się już kończy. […]
Widziany z wysoka mimoid wydaje się być podobny do miasta, jest to jednak ułuda, wywołana poszukiwaniem jakiejkolwiek analogii pośród tego, co znane. Kiedy niebo jest czyste, wszystkie wielopiętrowe wyrosła i ich szczytowe palisady otacza warstwa nagrzanego powietrza, powodując pozorne kołysanie się i uginanie kształtów i tak już trudnych do ustalenia. Odtwarzanie form [przez mimoid] obejmuje istotnie wszystko, co znajdzie się w odległości nie przekraczającej ośmiu - dziewięciu mil. Najczęściej mimoid produkuje odtworzenie powiększone, czasem zniekształca je, tworząc karykatury bądź groteskowe uproszczenia, zwłaszcza maszyn. […] Form tych niepodobna zresztą ogarnąć z bliska, ze względu na ich ogrom zakrojony na skalę gór. Nadto podłoże „pracującego” mimoidu staje się grząskie od mięsistego deszczu, który w twardą, wielokrotnie lżejszą od pumeksu skorupę ścina się dopiero po kilkunastu godzinach. […] w pierwszych latach badań rzucono się wprost na mimoidy jako na wymarzone rzekomo ośrodki oceanu solaryjskiego, jako na miejsca, w których nastąpi upragniony kontakt dwu cywilizacji. Aż nadto szybko okazało się jednak, że o żadnym kontakcie nie ma mowy, wszystko bowiem zaczyna się i kończy na imitowaniu kształtów, które prowadzi donikąd.
Naukowcy badali także naturę najbardziej obcych człowiekowi form - symetriad. Ich ogrom oraz załamywanie znanych ludzkości praw fizycznych inspirowało naukowców. Formacja ta stanowi – jako całość – trójwymiarowe rozwinięcie równania wyższego rzędu. Ktoś nazwał ją symfonią geometryczną wobec której człowiek jest jedynie głuchym słuchaczem. Ich istota i sens powstawania nigdy nie zostały odkryte, a nawet jeśliby się to udało pozostaje do rozszyfrowania zagadka wyolbrzymionych zjawisk kwantowych - asymetriad.
Podczas licznych badań ekspedycji nad solaryjskimi potworami śmierć poniosło kilkaset osób. Po największej katastrofie, w której zginęło sto sześć osób pojawiły się na Ziemi głosy o możliwości użycia wobec oceanu udarów termojądrowych - chodziło o zniszczenie tego, czego nie możemy pojąć. Dawniej ekspedycje na Solaris były bardziej ludne, obecnie Stacja sprawiała wrażenie opuszczonej przez ludzi. Zastanawiając się nad decyzją Sartoriusa o próbie zniszczenia „gości” Kelvin postanowił za wszelką cenę ocalić Harey.
Do biblioteki przyszedł Snaut. Mężczyźni zaczęli dyskutować nad pomysłami Sartoriusa. Jeden projekt polegać miał na przesłaniu oceanowi jawy, czyli myśli z czuwania pękiem promieni. Drugi miał doprowadzić do wytworzenia na Stacji antypola neutrinowego, które unicestwiłoby układy neutrinowe, czyli unicestwiłoby „gości”. Kalvin sugerował, że rozpad neutrinów jednego „tworu F” doprowadziłby do wyzwolenia energii równej małemu wybuchowi uranowemu. Sartorius nie brał tego pod uwagę ponieważ swoje oparł na innej teorii. Snaut postanowił udać się do Sartoriusa i porozmawiać zaproponowanych przez niego rozwiązaniach.
Płynny tlen
Kelvin leżąc w ciemnym pokoju stwierdził, że nie ma przy nim Harey. Za drzwiami odezwał się głos zmarłego Gibariana. Powiedział, że pojawił się zamiast Harey. Ostrzegł mężczyznę, że Sartorius przekonał Snauta i w tajemnicy budują anihilator pola. Powiedział, że przydałaby mu się broń. Kelvin zbudził się do kolejnego snu. Obok niego leżała Harey. Nie był pewien czy głos Gibarana słyszał naprawdę czy był to tylko sen, przywidzenie.
Postanowił odsłuchać nagrania Gibariana na taśmie, jednak nigdzie nie mógł znaleźć magnetofonu. Zauważył, że Harey jest inna niż zwykle. Postanowił znaleźć na stacji jakąś podręczną broń. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Harey poprosiła go o szczerą rozmowę. Pytała skąd się wzięła na Stacji i kim tak naprawdę jest.
Kelvin obudził się w środku nocy. Słyszał dziwne odgłosy. Początkowo myślał, że stację przebił meteor. Udał się do małej pracowni, gdzie zobaczył Harey. W pomieszczeniu panował chłód. Harey połknęła płynny tlen, który wypalił jej płuca. Dziewczyna umierała w torsjach. Po pewnym czasie jednak zaczęła wracać do zdrowia. Nie rozumiała co się z nią dzieje. Miała świadomość, że nie jest prawdziwą Harey, zarzucała partnerowi, że jej nie kocha. Przyznała, że odsłuchała nagranie Gibariana i zrozumiała, że nie jest człowiekiem, a instrumentem. Pragnęła śmierci, jednak Kelvin przekonał ją, że ją kocha, że nie jest tamtą Harey, ale zupełnie kimś innym. Nie zna intencji oceanu, który ją stworzył, jednak każdą chwilę pragnie spędzać z dziewczyną.
Rozmowa
Kelvin po otrzymaniu listu od Snauta postanowił z nim porozmawiać. Harey wybrała się wraz z nim jednak została za drzwiami. Walczyła z nieodpartą chęcią bycia przy Kelvinie. Mężczyzna poinformował Sauta, że Harey ma świadomość swej natury. Przygotowania do eksperymentu z encefalogramem były na ukończeniu. Kelvin wyjawił, że pragnie opuścić Solaris wraz z Harey. Snaut uznał to za kolejne doświadczenie. Zarzucił, że uprawia strusią politykę w szczególnie niebezpiecznej formie. Zasugerował, że w oddaleniu od planety Harey się rozpadnie. By to sprawdzić można byłoby połączyć się z rakietą, w której Kelvin wysłał „pierwszą Harey”. Stwierdził, że mają do czynienia z sytuacją pozamoralną.
Główny bohater przekonywał, że kocha Harey, a nie wyłącznie swoje wspomnienie. Snaut był odmiennego zdania. Stwierdził, że Kelvin daje się oszukiwać oceanowi, a Harey to lustro, w którym odbija się część mózgu bohatera. Uznał, że Kelvin przyszedł do niego z prośbą o pomoc, by mu przeszkodził w realizacji planu opuszczenia Solaris. Mężczyźni umówili się na kolej dzień rano u Sartoriusa. Kelvin pod koniec rozmowy zauważył, że Snaut przez cały czas chował rękę w szafie, jakby trzymał kogoś za rękę.
Kelvin zastanawiał się nad mającym się jutro odbyć eksperymentem. Wątpił, by ocean był w stanie odczytać jego świadome i podświadome myśli zamienione na wahania pęku promieni. Bał się, że podświadomie może unicestwić Harey, jeśli pomyśli o tym podczas transmisji danych. Stwierdził, że:
Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.
Myśliciele
Kelvin nie mógł spać w nocy, wciąż rozmyślając o eksperymencie. Zasnął dopiero po połknięciu nasennych tabletek. Rano, wypoczęty uważał eksperyment za błahostkę. Wiedział, że musi zabrać ze sobą Harey, więc polecił jej wziąć książkę. Snaut podłączył go do elektrod, zaś Sartorius wygłosił płomienną mowę o wadze eksperymentu mającego zbliżyć Ziemię i Solaris. Po rozpoczęciu przekazu Kelvin początkowo z tkliwością myślał o Harey, następnie przypomniał sobie o postaci ojca polarystyki Giesego. Następnie odbiegł myślami poza sprawy związane z Solaris. Po odłączeniu maszyny dalsza część eksperymentu przebiegała już bez udziału Kelvina.
Wracając do siebie, Kelvin i Harey wstąpili do biblioteki. Bohater sięgnął po katalog hipotez solariańskich Gravinsky`ego. Autor dzielił badania nad Solaris na trzy okresy począwszy od pierwszych intuicyjnych hipotez, poprzez dojrzały wiek polarystyki aż do powstania wielu szkół odmiennie określających charakter planety. Bohater wspominał o wielkich umysłach naukowych, które swego czasu zajmowały się badaniami nad Solaris. Po ich odejściu opracowaniem danych z planety zajęło się wielu przeciętnych naukowców, którzy mnożyli kolejne hipotezy. Z czasem fundusze na badania zmniejszano. Pojawiały się głosy, by spróbować oddziaływania na ocean zwiększoną siłą za pomocą maszyn-gigantów. Specjalna fundacja przyznawała wysokie nagrody za wykorzystanie plazmy z Solaris na ludzkie potrzeby. Wszelkie jednak próbki materii w warunkach ziemskich zamieniały się w pył.
Obok kompendium Gravinsky`ego na półce stała niewielka broszura Grattenstroma będącą paszkwilem na ludzką cywilizację. Autor podważał możliwość kontaktu z pozaziemskimi cywilizacjami. Bohater zdał sobie sprawę, że pojawienie się „gości” ostatecznie przemawiało za tym, że ocean był żywą i myślącą istotą. Świadomość ta nigdy już nie da ludziom spokoju. Solaris było wiecznym wyzwaniem rzuconym człowiekowi. Kolejną książką był „Wstęp do polarystyki Muntiusa, w której autor nazywał polarystykę namiastką religii wieku kosmicznego. W środku znajdowała się jedna z pierwszych prac Gibariana, który dowodził, dlaczego warto zajmować się solarystyką. Kelvin wspomniał, że dzięki swojej pracy naukowej o Solaris Gibarian zwrócił na niego uwagę.
Sny
Po sześciu dniach, podczas których nic się nie wydarzyło, naukowcy postanowili powtórzyć eksperyment. Po kolejnych dwóch dobach postanowiono powtórzyć eksperyment po raz ostatni. Przez kolejne dziesięć dni od pierwszego eksperymentu na Stacji nie działo się nic maszyny wciąż wysyłały wiązkę z informacjami. Sartorius nie wykazywał zainteresowania w konstrukcji anihilatora. Naukowcy unikali wzajemnych kontaktów. Kelvin czas spędzał w bibliotece bądź swojej kabinie. Zapanował stan apatii. Zawieszenie i niepewność potęgowała odczuwalna „obecność” kogoś.
Kelvin wspomina o snach które miał w tamtym okresie. Znajdował się podczas nich w bliżej nieokreślonej przestrzeni, uwięziony w substancji obcej mu zewnętrznie. Budząc się miał wrażenie, że jego sen był jawą. Miał wrażenie, że we śnie wyłaniał się z nicości. Czuł się spotęgowany. Był stwarzany i zarazem sam stwarzał. Wraz z drugą osobą był:
błyszczącą, splatającą się i rozplatającą, febryczną masą glistowatego ruchu, nie kończącą się, nieskończoną, i w owym bezbrzeżu - nie! - ja, bezbrzeże, wyłem, milcząc, o zagaśnięcie, o kres, ale właśnie wówczas rozbiegałem się we wszystkie naraz strony i wzbierałem jaskrawszym od każdej jawy, ustokrotnionym, zogniskowanym w czarnych i czerwonych dalach, to krzepnącym w skałę, to kulminującym gdzieś, w blaskach innego słońca czy świata, cierpieniem.
Inne sny były jeszcze bardziej nierealne i trudne do przekazania. Czuł, że coś przez niego przenika. Były to wstrząsające koszmary, których bał się za dnia.
W piętnastym dniu po zakończeniu eksperymentu Kelvin wstał wcześniej niż zazwyczaj. Za oknem martwa dotąd płaszczyzna oceanu była zamącona. Ze wszystkich stron wzbijały się rude pianoobłoki. Krajobraz wyglądał jakby ocean łuszczył się krwistymi warstwicami. Zjawisko to, dotąd nienotowane, przeraziło Harey. Następnej nocy pojawił się nowy fenomen – ocean fosforyzował. W ciągu kolejnych dwóch tygodni nie wydarzyło się nic szczególnego. Raz jedynie rozległ się nieludzki daleki krzyk. Po dwóch dniach nieoczekiwanie podczas śniadania Kelvina i Harey odwiedził ubrany w ziemski strój Snaut. Zwrócił uwagę na zarost kolegi. Był pijany. Wspomniał, że Sartorius szuka środka przeciw nieśmiertelności. Twierdził, że jednak stchórzy. Mówił też nieskładnie o sytuacji w jakiej się znaleźli, a na koniec opuścił pomieszczenie.
Sukces
Kolejne trzy tygodnie wydawały się być jednym dniem. Nocą Kelvina dręczyły koszmary, za dnia udawał, że wszystko jest w porządku. Wraz z Harey snuł plany przyszłego życia na Ziemi, chociaż wiedział, że było ono nierealne. Pewnej nocy zauważył, że jego dziewczyna wstała z łóżka, jednak ogarniający go strach spowodował, że nie podążył za nią. W ciągu dnia znów zapewniali się o uczuciach, chociaż Harey zdawała sobie sprawę, że ich Zycie na Ziemi to mrzonka.
Pewnego ranka Kelvin obudził się czując się tak, jakby się czymś zatruł. Harey nie było w pokoju. Szukał jej jak szalony po całej Stacji. W końcu spotkał Snauta, który poinformował go, że Harey już nie ma. Mężczyzna wręczył mu kartkę od Harey. Dowiedział się, że kobieta poprosiła Snauta o pomoc w anihilacji i zniknęła na zawsze. Dziękowała za wszystko Kelvinowi. Ten wpadł w rozpacz. Pragnął złożyć raport Radzie i zniszczyć planetę za pomocą antymaterii.
Snaut uważał, że muszą zastanowić się nad raportem. Podejrzewał, że Sartorius będzie chciał zataić pewne szczegóły, a przecież odkryli, że planeta wykazuje rozumne działanie. Uważał, że zaistniała wyjątkowa szansa na Kontakt z planetą, szczególnie, że Kelvin traktował ją jako żywa istotę – nienawidził jej. Skoro Solaris potrafiła wniknąć w głąb ludzkiej świadomości była też zdolna do nawiązania Kontaktu. Możliwe też, że używała ludzkiej świadomości jako recepty produkcyjnej, nie była świadoma natury człowieka. Snaut postanowił zająć się sporządzeniem raportu. Nie chciał opuszczać Solaris.
Stary mimoid
W ciągu pięciu dni naukowcy opracowali i wysłali raport. Przez kolejne przekaźniki miał on dotrzeć w ciągu miesięcy do Ziemi. Odpowiedź miała nadejść w podobny sposób. Wiedział, że musi czekać wiele tygodni, patrząc na ocean, zanim przybędzie po niego metalowy kolos transportowy – Ulysses albo Prometeusz i będzie mógł wrócić do domu. Kelvin nie wiedział jednak gdzie tak naprawdę jest jego dom. Myślał o tym, co będzie robił na Ziemi, jakich ludzi pozna, jak będzie się zachowywał.
Rozmyślania przerwało wejście Snauta. Kelvin zapytał go czy zastanawiał się nad istnieniem Boga. Boga w którego istotę byłaby wpisana ułomność. Boga, omylnego w swojej wszechmocy, dla którego stworzenie nieskończoności stało się bezgraniczną klęską. Istota ta nie przypominałaby człowieka, ponieważ człowiek nie stwarza sobie celów, jest zdeterminowany. Nie utożsamiał go z planetą Solaris, ją uważał za anachoretę, pustelnika kosmosu, a nie boga. Mogła być także zalążkiem nowego boga, bogiem w stanie niemowlęcości, co wyjaśniałoby niemożność nawiązania z nim Kontaktu.
Kelvin powiedział, że mógłby uwierzyć tylko w ułomnego Boga. Za oknem mężczyźni dostrzegli zarys starego mimoidu. Kelvin postanowił polecieć by obejrzeć go z bliska, uświadomił sobie, że od przybycia nie opuścił Stacji. Snautowi pomysł ten nie spodobał się, podejrzewał, że kolega może już nigdy nie wrócić, jednak ten zapewnił go, że na pewno powróci.
Kelvin po raz pierwszy sam wznosił się nad oceanem. Obserwował grzbiety fal płonących czerwienią fal i oddaloną Stację. Po pewnym czasie z trudem wylądował na niewielkim mimo idzie, odprysku jakiejś większej formacji. Zszedł na ląd. Skały były daleko lżejsze od pumeksu, przez to sprawiające wrażenie powietrznych. Stwierdził, że mimoid go tak naprawdę nie ciekawi, ciekawy był ocean. Próbował dotknąć galaretowatych fal. Masa otoczyła jego dłoń, nie dotykając jej jednak. Po chwili odpłynęła. Było to zjawisko dobrze znane od prawie stulecia, jednak jego przeżycie było niepowtarzalne. Kelvin zatapiał się w oceanie, jednoczył się z nim był gotów bez jednej myśli wybaczyć mu wszystko.
Kolejny tydzień Kelvin zachowywał się nadzwyczaj spokojnie. Podświadomie wciąż czekał na powrót Harey. Wiedział, że olbrzymi ocean nie wzruszy się tragiczną historią dwojga ludzi. Nie miał nadziei na jej powrót, ale żyło w nim oczekiwanie.
Nie wiedział nic trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów.
Zakopane, czerwiec 1959 – czerwiec 1960
Cytaty pochodzą z: S. Lem, Solaris. Niezwyciężony, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1986.
klp.pl
Autor: