Czy „W małym dworku” to tylko absurdalna zabawa konwencją, czy głęboka krytyka obyczajowa? Rozprawka
Chcesz częściej widzieć treści klp.pl w Google? Dodaj nas do ulubionych źródeł, otwiera się w nowym oknieSpis treści
Temat i teza
Temat: Czy W małym dworku to tylko absurdalna zabawa konwencją, czy głęboka krytyka obyczajowa? Teza: Dramat Witkiewicza jest równocześnie jedno i drugie - absurd nie wyklucza krytyki, lecz stanowi jej narzędzie. Poprzez grotesk i deformację rzeczywistości Witkacy demaskuje zakłamanie, hipokryzję i duchową pustkę ziemiańskiego środowiska lat dwudziestych.
Rozprawka
W małym dworku (1921) Stanisława Ignacego Witkiewicza na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie szalonej zabawy teatralnej: trup ożywa, mąż romansuje niemal nad ciałem żony, a cały dom tonie w alkoholu i bełkotliwych tyradach. Łatwo więc ulec wrażeniu, że to wyłącznie estetyczny eksperyment - prowokacja formalana bez głębszego dna. Takie odczytanie byłoby jednak powierzchowne. Witkacy konstruuje absurd precyzyjnie, jak chirurg dobierający narzędzie do operacji: każdy element groteski wskazuje na konkretną patologię społeczną. Dramat jest krytyką obyczajową tym dotkliwszą, że ukrytą za maską śmiechu.
Pierwszym argumentem przemawiającym za tą tezą jest sposób, w jaki Witkacy traktuje instytucję rodziny. Dyapanazy Nibek nie zdążył nawet odczekać przyzwoitego okresu żałoby po śmierci żony Anastazji - już w pierwszym akcie jego uwagę zaprzątają Zosia i Amelka. Dom przy zwłokach zamienia się w scenę zalotów, pijaństwa i kłótni o majątek. Widmo Matki, które powraca i obserwuje ten spektakl, pełni funkcję moralnego lustra - nie straszy, lecz demaskuje. Witkacy odwołuje się do konwencji dramatu romantycznego (zjawa, nawiedzona przestrzeń dworku), by natychmiast ją skompromitować: sacrum rodzinnej śmierci zostaje pochłonięte przez trywialność żywych. Wniosek jest bezlitosny - więzi rodzinne okazują się fasadą, za którą kryją się wyłącznie interesy, pożądanie i nuda.
Drugi argument dotyczy środowiska ziemiańskiego jako takiego. Dworek - symbol polskości, arkadia narodowej tradycji - u Witkacego to przestrzeń zgnilizny. Ignacy Kozdroń i Jęzory Pasiukowski nie są przypadkowymi postaciami: reprezentują typ inteligenta prowincjonalnego, który mówi wiele, a robi niewiele dobrego. Ich rozmowy to popis pustosłowia, a pretensje do wyższości kulturalnej zderzają się komicznie z zachowaniem godnym farsowego bufona. Witkacy znał to środowisko z autopsji i nie miał wobec niego złudzeń. Groteska pozwala mu pokazać to, co realistyczna konwencja by cenzurowała: że za pozorem obycia i tradycji kryje się intelektualna miałkość i moralna bezradność.
Można jednak bronić tezy przeciwnej - że absurd w dramacie jest tak skrajny, iż uniemożliwia jakąkolwiek serio traktowaną krytykę. Skoro wszystko jest parodią, skoro konwencje teatralne są ostentacyjnie łamane, a postacie zachowują się jak marionetki, to czy widz lub czytelnik może traktować ich przywary jako prawdziwe? To zarzut zasadny, ale chybiony. Brecht pokazał, że wyobcowanie i dystans mogą wzmacniać krytyczny odbiór, a nie go niszczyć. U Witkacego deformacja postaci nie sprawia, że przestają być rozpoznawalne - wręcz przeciwnie, ich absurdalne zachowania są przeskalowaną, karykaturalną wersją tego, co naprawdę istniało w ziemiańskich salonach epoki. Śmiech nie neutralizuje krytyki; bywa jej ostrzejszą formą.
Wreszcie: sam powrót Widma Anastazji jest gestem głęboko znaczącym, a nie tylko efektem scenicznym. Matka, która wróciła zza grobu, nie jest mściwa ani dramatyczna - jest bezsilna. Patrzy na rozpad tego, co nazywała swoim życiem, i nie może nic zmienić. To obraz społeczeństwa, które nawet konfrontacja ze śmiercią nie jest w stanie przebudzić. Witkacy nie daje postacią odkupienia ani nawet prawdziwego konfliktu - i to jest właśnie jego diagnoza: świat małego dworku jest tak hermetycznie zamknięty w swoich rytuałach, że żadna siła - ani śmierć, ani sztuka, ani miłość - nie zdoła go wstrząsnąć.
Dramat Witkacego działa na dwóch poziomach jednocześnie i właśnie dlatego jest tak skuteczny. Jako eksperyment formalny bawi i prowokuje; jako krytyka obyczajowa - rani celnie i precyzyjnie. Absurd nie jest tu ucieczką od rzeczywistości, lecz metodą jej obnażania. Witkacy wiedział, że pewnych prawd nie da się powiedzieć wprost - trzeba je pokazać przez deformację, przesadę, groteskę. W małym dworku to nie zabawa zamiast krytyki. To zabawa jako krytyka.