Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Tomasz odrzucił propozycję, lecz po chwili pomyślał, że w Warszawie nie ma gdzie się zatrzymać. Znajomy obiecał, że nie będzie mu się narzucał i ruszył do kasy, by kupić bilet do Sosnowca. Judym popatrzył na niego i odetchnął z ulgą. W pociągu przez jakiś czas jechał sam w przedziale, ciesząc się, że nie jedzie do Warszawy. Potem wszedł Korzecki i zaczął czytać książkę. Lekarz obserwował go i nieoczekiwanie poczuł ogromną tęsknotę za Podborską. Około godziny piątej po południu mężczyzna podniósł się i powiedział, że dojechali na miejsce.

Przed stacją czekał na nich wynajęty powóz i ruszyli do kopalni „Sykstus”. Judym patrząc na ziemię, zniszczoną hałdami miału węglowego, czuł głęboki smutek. Zatrzymali się przed kantorem i Korzecki, zostawiwszy Tomasza w pierwszej izbie, udał się dalej. Lekarz zauważył na stoliku pióro i skrawek papieru. Zaczął pisać list do Joanny, pełen tęsknoty i bólu po rozstaniu. Nagle zorientował się, że Korzecki stoi za nim.

Mężczyzna przeprosił go, że mimo woli przeczytał pierwsze słowa. Lekarz podarł papier i schował skrawki do kieszeni. Towarzysz oznajmił mu, że muszą jechać dalej, do jego mieszkania. Judym oznajmił mu, że nie będzie nic jadł, a wtedy Korzecki z przekorą powiedział, że każe mu zjeść befsztyk w imieniu panny Joanny. Potem uścisnął serdecznie młodzieńca, który czuł się upokorzony i zmieszany.

Po drodze minęli budynek lecznicy, przed którym stał tłum ludzi. Korzecki poinformował go, że mógłby objąć stanowisko lekarza przy kopalni, lecz Tomasz chciał przez kilka dni odpocząć. Dojechali przed piętrowy odrapany dom. Mieszkanie Korzeckiego było skromne. Po kolacji mężczyzna wyznał, że chciałby, aby lekarz przyjął stanowisko przy kopalni. Liczył na to, że Judym ukoi jego nerwy i umożliwi poznanie życia i śmierci, by mógł zachować wobec nich obojętność. Ostatnimi czasy bał się nawet sypiać.

Tomasz doradził, aby zmienił tryb życia, poświęcał więcej czasu na rozrywkę. Korzecki odparł, że musi pracować, by zarabiać na swoje przyjemności. Nie potrafił również unikać wzruszeń. Opowiedział o śmierci małego chłopca, któremu podarował czerwony kapelusik, przywieziony z Mediolanu. Kiedy dowiedział się, że malec nie żyje, starał się zająć pracą, aby o tym nie myśleć, aż pewnego wieczoru ujrzał dziwną czerwoną plamę sunącą po ścianie i usłyszał śmiech dziecka. Po tym wydarzeniu wyjechał na kilka dni, by zapomnieć. Judym uznał, że znajomy ma chore nerwy, lecz mężczyzna odparł, że ma zanadto wyedukowaną świadomość.


Streszczenie rozdziału - Glikauf!


Następnego dnia Judym obudził się w pustym mieszkaniu. Wydawało mu się, że znów jest w Paryżu, na Boulevard Voltaire. Szybko opuścił nieprzyjemne pomieszczenie i wyszedł na spacer po mieście. Czuł się nieszczęśliwy, ogarnięty rozpaczą i zagubiony. Otaczający go krajobraz, widok nieotynkowanych ruder, dźwięk dzwonka kopalni – wszystko to sprawiało, że nie potrafił określić swych uczuć. W milczeniu mijał ludzi. Jakiś mężczyzna zatrzymał go, oznajmiając, że pan inżynier chce z nim rozmawiać. Judym wszedł do drewnianego domu i spotkał się z Korzeckim.

Lekarz chciał zobaczyć kopalnię i wkrótce udali się do szybu. Zjechali w dół i Judym obserwował ludzi, którzy pracowali w korytarzach, konie, ciągnące szeregi wózków. Po jakimś czasie znaleźli się w miejscu, gdzie nie było oświetlenia i jedyne światło padało z kaganków, które nieśli w rękach. Czasami mijali drzwi, które doprowadzały powietrze i Korzecki pozdrawiał pracujących tam ludzi słowem „Glikauf!” (na szczęście!). Judym pomyślał, że jest w tym słowie coś, co ściska za serce. W myślach również on pozdrawiał górników tym słowem. Nagle ogarnęła go ogromna tęsknota za Joasią, bardziej bolesna niż w chwili pożegnania.

W pewnym momencie Korzecki odszedł, zostawiając Tomasza w towarzystwie starego górnika. Mężczyzna zaczął wyjaśniać, w jaki sposób wyrabiają caliznę między chodnikami. Doktor oświetlił lampą ścianę i odniósł wrażenie, że znajduje się w odwiecznej puszczy. Wyobraził sobie, że ogromne drzewa zalewa morze i na przestrzeni setek lat zmieniają się one w węgiel. Z zamyślenia wyrwał go głos inżyniera. Ruszyli dalej chodnikiem do szybu i wyjechali windą na górną platformę. W pewnej chwili Judym usłyszał w ciemnościach czyjś głos. Korzecki wyjaśnił mu, że to poganiacz mówi do konia, by ciągnął dalej wózki, do których prawdopodobnie przyczepiono o jeden więcej. Kiedy zwierzę nie chce ruszyć, bije go batem. Lekarz odparł, że to powinno być zabronione, lecz inżynier dodał, że nie ma już siły zabraniać.

Streszczenie rozdziału - Pielgrzym


W kilka dni później Judym wraz z Korzeckim udali się do inżyniera Kalinowicza. Powietrze było parne, zanosiło się na burzę. Lokaj wprowadził ich do salonu i po chwili do pokoju wszedł gospodarz domu. Po krótkiej rozmowie przeszli do sąsiedniego gabinetu, gdzie za stołem siedziała córka Kalinowicza, Helena.

Nieoczekiwana wizyta mężczyzn zawstydziła pannę. Korzecki w towarzystwie Heleny, która rozmawiała z nim swobodnie i życzliwie, spochmurniał. Lekarz zauważył, że znajomy patrzy na pannę w zamyśleniu, z pewnym rodzajem niechęci. Nagle do salonu wszedł młodzieniec dwudziestokilkuletni, syn inżyniera. Młody Kalinowicz nawiązał ożywioną rozmowę z Korzeckim, której Tomasz przysłuchiwał się ze smutkiem.

W pewnej chwili dialog między mężczyznami zszedł na temat higieny. Młody Kalinowicz uważał, że epidemię w małych miasteczkach należy zwalczać za pomocą przymusu. Korzecki nie chciał się wypowiadać, uznając, że nie wie, w jaki sposób należałoby to zrobić. Za oknem zrobiło się ciemno i rozszalała się burza. Panna Helena z trwogą spoglądała na żywioł, a Korzecki stwierdził, że biednym musi był człowiek, który podążą teraz drogą.

Porównał wędrowca do pielgrzyma, który w drodze się trudzi przy blasku gromu. Judym zbliżył się do okna. Myślał o narzeczonej, w nadziei czekał na jakieś wiadomości od niej. Wysłał już do Joasi list i podał adres, pod którym obecnie mieszkał. Panna Kalinowicz zaprosiła gości na herbatę i przeszli do salonu.

Młody Kalinowicz usiadł obok lekarza i zapytał go o pracę. Tomasz odparł, że z chęcią chciałby pracować przy kopalni, lecz na razie planuje rozeznać się w panujących tu stosunkach. Młodzieniec nie ukrywał swej niechęci do Zagłębia. Stary inżynier wyjaśnił, że przyczyną wielu wypadków w kopalni jest lekceważenie przepisów przez górników. Po kolacji do Korzeckiego podszedł lokaj z wiadomością, że ktoś na niego czeka.

Judym był przekonany, że to posłaniec z listem od Podborskiej i wyszedł za znajomym. Dostrzegł inżyniera w towarzystwie mężczyzny z paczką i zrozumiał, że przesyłka nie jest dla niego. Korzecki zdenerwował się, widząc Tomasza na schodach. Wyjaśnił, że to przemytnik z zamówionym wcześniej materiałem na ubranie. Lekarz doradził, aby podano posłańcowi kieliszek wódki, by nie zachorował i sam zaniósł mu alkohol. W dwie godziny później Judym i Korzecki wracali do domu. Inżynier zacytował fragment wiersza o pielgrzymie, który nie znał domu rodzinnego.

Streszczenie rozdziału - „Asperges me…”


W sąsiedztwie mieszkania Korzeckiego stał dom, w którym czasami inżynier bywał z wizytą. Mieszkała w nim uboga rodzina szlachecka. Pewnego dnia Judym, po powrocie ze spaceru, zastał ucznia gimnazjum, który rozmawiał z Korzeckim. Był to Olek Daszkowski, który zjawił się z prośbą o wizytę lekarza u chorej na płuca matki. Inżynier tego dnia był małomówny. Odprowadził Daszkowskiego do powozu, obiecując, że wkrótce ich odwiedzi. W pewnej chwili po jego twarzy spłynęły dwie łzy. Około czwartej dojechali do Zabrzezia. Na powitanie lekarza wyszedł mąż chorej i zaprowadził go do żony.

Judym stwierdził suchoty w ostatnim stadium. Poczuł dziwny smutek, nie wiedząc, czy powinien powiedzieć prawdę. Kobieta wyjawiła, że bardzo pragnie żyć, ponieważ opiekuje się dziećmi i gospodarstwem. Tomasz zalecił, by dużo wypoczywała. Spojrzał na chorą, która siedziała na łóżku i modliła się cicho. Z jej oczu płynęły łzy. Ciszę rozdarł krzyk pawia. Kobieta poruszyła się i powiedziała, że się boi. Lekarz starał się ją uspokoić. Poprosiła, by choć o kilka miesięcy przedłużył jej życie, by wiedzieć, co stanie się z Olesiem. Judym zerknął na chłopca, który płakał. Chora żałowała, że Korzecki ich nie odwiedza. Po kolacji lekarz wrócił do Sosnowca. Wydawało mu się, że ta chora kobieta, której już nie mógł pomóc, stała się najbliższą mu istotą. W oddali usłyszał krzyk pawia.

Streszczenie rozdziału - Dajmonion


Tomasz Judym otrzymał posadę lekarza fabrycznego i zamieszkał w pobliżu kopalni węgla. Wieczorami spotykał się z Korzeckim, który był tu jego jedynym znajomym. Towarzystwo mężczyzny męczyło jednak doktora, ponieważ wprowadzało jakąś trwogę i bolesny niepokój. Pewnego popołudnia, w sierpniu, posłaniec przyniósł list od inżyniera, napisany na skrawki papieru. Judym, przyzwyczajony do dziwactw znajomego, bez szczególnego niepokoju przeczytał cytat z „Apologii Sokratesa”. Pomimo tego wezwał powóz i ruszył do kancelarii Korzeckiego. W bramie zatrzymał go furman, który krzyczał coś o inżynierze. Lekarz przesiadł się i konie ruszyły galopem.

Przed mieszkaniem Korzeckiego stał tłum ludzi. Lekarz wszedł do środka i ujrzał inżyniera, leżącego na sofie, w ubraniu, ubrudzonym krwią, z roztrzaskaną głową. Oszołomiony, przymknął drzwi i usiadł. W otwartej szufladzie dostrzegł atlas anatomiczny, otwarty na karcie z rysunkiem głowy, na którym narysowana była linia, prowadząca od tyłu czaszki do lewego oka. Nagle otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wszedł wysoki blondyn. Nie zauważywszy lekarza, zbliżył się do zwłok i patrzył na nie ze zdumieniem. Potem pochylił się, próbując obudzić Korzeckiego, wreszcie znieruchomiał. Judym przyglądał mu się w milczeniu. Mężczyzna usiadł obok nóg inżyniera i oddychał z trudem, szepcząc jakieś słowa.

Streszczenie rozdziału - Rozdarta sosna


Rankiem przed ósmą, Judym skierował się w stronę dworca. Był początek września. Poprzedniego dnia otrzymał kartkę od narzeczonej z wiadomością o przyjeździe. Razem z Niewadzką i panną Wandą jechały do Drezna, gdzie miały spotkać się z Karbowskimi. Babcia chciała spędzić dwa dni w Częstochowie, więc Joasia mogła na jeden dzień jechać do Zagłębia, by spotkać się z kuzynką. Podkreśliła słowa, że nie chce nikogo odwiedzać. Judym czytał list z bólem. Na dworzec szedł, zastanawiając się, co mogła oznaczać ta informacja. Z daleka dostrzegł narzeczoną, wysiadającą z wagonu.

Przez chwilę nie mogli wypowiedzieć ani słowa. Rozkoszował się możliwością uściśnięcia jej delikatnej dłoni. Potem ruszyli uliczką, rozmawiając o rzeczach błahych. Podborska spytała, czy pokaże jej miejscowe fabryki, używając w stosunku do niego formy „pan”. Nie zaprotestował, słysząc tak oficjalny ton. Technik oprowadzał ich po halach, objaśniając „kuzynce” doktora, w jaki sposób funkcjonują maszyny. Po południu Tomasz zaprowadził Joasię na obrzeża miasta, do domów swoich pacjentów. Nagle zapytał dziewczynę, gdzie zamieszkają. Długo nie odpowiadała, a jej oczy rozświetlił blask. W końcu odparła, że tam gdzie on zechce, nawet tu, by mogła pomagać mu w pracy.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Ludzie bezdomni - streszczenie (z video)
2  Ludzie bezdomni – interpretacja tytułu powieści
3  Ludzie bezdomni - cytaty



Streszczenia książek
Tagi: