Opracowanie

Fortepian Chopina - analiza i interpretacja, treść

Autor: Redakcja klp.pl Czas czytania: 8 min
Spis treści
  1. Interpretacja
  2. Analiza
  3. Fortepian Szopena Cyprian Kamil Norwid
Wiadomości wstępne Wiersz powstał na przełomie 1863 i 1864 roku. Bezpośrednią przyczyną jego napisania było zniszczenie fortepianu kompozytora, który należał do jego siostry. Wydarzenie to związane było z carskimi represjami po zamachu na gen. T. Berga, który miał miejsce w 1863 roku. Gdy w akcie zemsty carscy żołdacy wyrzucili z okna pałacu Zamoyskich na bruk fortepian Szopena, kompozytor już wtedy nie żył - zmarł w 1849 roku w Paryżu. W tymże właśnie roku Norwid poznał Szopena i tuż przed śmiercią artysty odwiedził go w jego paryskim mieszkaniu. Napływające później do poety doniesienia z kraju o zniszczeniu instrumentu obudziły w nim wspomnienie owego spotkania z Szopenem i były dla niego inspiracją do napisania utworu „Fortepian Szopena”.

Interpretacja

Już w pierwszym wersie poeta zwraca się bezpośrednio do Szopena: „Byłem u Ciebie...”, jest to zatem przykład liryki inwokacyjnej.
INWOKACJA - rozpoczynająca utwór lit. lub jego część uroczysta prośba skierowana do muzy lub do istot nadprzyrodzonych, o natchnienie do stworzenia dzieła, np. Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie! A. Mickiewicz „Pan Tadeusz”.
Konwencja ta będzie kontynuowana w całym dziele i choć Szopen nie odezwie się ani słowem, to jego milczenie jest dostatecznym powodem do wygłaszania przez poetę monologu. Utwór ten jest wieloczęściowy. W trzech pierwszych zwrotkach opisuje poeta zapamiętaną przez niego sylwetkę gasnącego artysty. Norwid wspomina postać Szopena, podobnego do liry Orfeusza, do postaci marmurowej dłuta Pigmaliona. Nawiązanie do mitów jest celowe. Orfeusz wzruszał przyrodę swoją muzyką, Pigmalion zaś ożywił rzeźbę; życie i twórczość muzyka stają się mitem dzięki wielkości jego osoby. Dostrzegamy bladą twarz i alabastrowe dłonie Szopena, które zlewają się w jedno z bielą klawiatury fortepianu. Ostatnie dni życia artysty są niezwykłe: „Pełne, jak Mit, Blade, jak świt”. Zatem zbliżająca się śmierć nie oznacza dla niego końca, jedynie przejście w inny, wyższy wymiar istnienia, gdyż mit jest czymś ponadczasowym, wiecznie żywym. Kolejne trzy części wprowadzają już innego bohatera. Jest nim nie tylko sam muzyk, ale i jego muzyka. To właśnie dzięki niej śmierć autora nie oznacza kresu jego dzieła. Jest ona wartością ponadczasową, która tworzy pomost między sztuką starożytnej Grecji a współczesnością. Posiada ona również doskonałość klasyczną połączoną z peryklejską prostotą (mowa o sztuce greckiej z czasów Peryklesa w V w. przed Chrystusem). Podmiot liryczny rozważa samą istotę sztuki. Tu odwołuje się do takich twórców jak Fidiasz – grecki rzeźbiarz, Ajschylos – tragik czy też Dawid – psalmista biblijny, a także Szopen, którzy realizowali swą sztukę w sposób doskonały poprzez łączenie istoty i formy: „Zwiesz się razem: Duchem i Literą.” W części tej widzimy odpowiedź na pytanie, dlaczego prawdziwa sztuka jest niezrozumiała w realnym świecie. Otóż cechą takiego świata jest niedoskonałość, zaś sztuka jest czymś doskonałym, tworzącym idealną całość. Dlatego nie można na ziemi zrealizować jej ideału:
„Zawsze – zemści się na tobie: BRAK!... - Piętnem globu tego – niedostatek.”
W części ósmej przenosimy się do Warszawy na plac Starego Miasta, który oglądamy z lotu ptaka. Krajobraz stolicy widzimy jakby oczami Szopena, gdyż jego duch jest tam wciąż obecny. Zniszczenie fortepianu mistrza, który jest symbolem sztuki, jest wyrazem odrzucenia przez ludzi muzyki Szopena. Moment wyrzucenia przez okno fortepianu opisany został z dużą dożą emocji. Momentem kulminacyjnym jest odgłos upadającego na bruk fortepianu:
„I znów widzę, acz dymem oślepian, jak przez ganku kolumny Sprzęt podobny do trumny Wydźwigają... runął... runął... Twój fortepian!”
Ostatnia, dziesiąta część, to refleksja podmiotu lirycznego na temat muzyki Szopena oraz poezji samego Norwida. Łączy je fakt, iż obydwie nie były zrozumiane przez współczesnych. W swej twórczości wykraczali oni poza swój czas, dlatego też ludzkość musiała dojrzeć, aby w pełni zrozumieć i zaakceptować ich twórczość. Jednak aby to się wydarzyło, sztuka musi być kompletnie odrzucona, „Ideał musiał sięgnąć bruku”. Dopiero wtedy nastąpić może jej zmartwychwstanie i zrozumienie.

Analiza

Utwór ten ma charakter traktatu o sztuce. Właśnie ona jest jednym z dominujących w wierszu tematów. Na wieloznaczność wiersza wskazują liczne metafory („Z marmurów łona”), nawiązania do tradycji (Orfeusz, Pigmalion), słowa – klucze („Brak”), zapis graficzny („BRAK”, „D o p e ł n i e n i e”), wielokropki, myślniki, niedopowiedzenia, epitety („Pod rozpłomienioną gwiazdą”), wykrzyknienia („Ten!”, „Nie ja!”). Jego budowa jest nieregularna. Występują w nim również rymy, apostrofy, anafory
ANAFORA czyli powtórzenie tego samego wyrazu lub grupy wyrazów na początku wersów, strof, zdań lub akapitów.
Podzielony został na dziesięć części zróżnicowanych tematycznie, z których każda ma inną ilość wersów.

Fortepian Szopena Cyprian Kamil Norwid

Do Antoniego C ............. La musique est une chose étrange! Byron L`arte? ... c`est l`art - et puis,Voilà tout. Béranger I Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie Nie docieczonego wątku -- -- -- Pełne, jak Mit, Blade, jak świt... -- Gdy życia koniec szepce do początku: "Nie stargam Cię ja -- nie! -- Ja, u-wydatnię!..." II Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie, Gdy podobniałeś -- co chwila, co chwila -- Do upuszczonej przez Orfeja liry, W której się rzutu-moc z pieśnią przesila, I rozmawiają ze sobą struny cztéry, Trącając się, Po dwie -- po dwie -- I szemrząc z cicha: "Zacząłże on Uderzać w ton?... Czy taki Mistrz!... że gra... choć -- odpycha?..." III Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku! Którego ręka... dla swojej białości Alabastrowej -- i wzięcia -- i szyku -- I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro -- Mięszała mi się w oczach z klawiaturą Z słoniowej kości... I byłeś jako owa postać, którą Z marmurów łona, Niźli je kuto, Odejma dłuto Geniuszu -- wiecznego Pigmaliona! IV A w tym, coś grał -- I co? zmówił ton -- I co? powié, Choć inaczej się echa ustroją, Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją Wszelkiemu akordowi -- A w tym, coś grał: taka była prostota Doskonałości Peryklejskiej, Jakby starożytna która Cnota, W dom modrzewiowy wiejski Wchodząc, rzekła do siebie: "Odrodziłam się w niebie I stały mi się arfą -- wrota, Wstęgą -- ścieżka... Hostię -- przez blade widzę zboże... Emanuel już mieszka Na Taborze!" V I była w tym Polska, od zenitu Wszechdoskonałości dziejów Wzięta, tęczą zachwytu -- -- Polska -- przemienionych kołodziejów! Taż sama, zgoła, Złoto-pszczoła!... (Poznał-ci-że bym ją -- na krańcach bytu!...) VI I -- oto -- pieśń skończyłeś -- -- I już więcéj Nie oglądam Cię -- -- jedno -- słyszę: Coś?... jakby spór dziecięcy -- -- -- A to jeszcze kłócą się klawisze O niedośpiewaną chęć: I trącając się z cicha, Po ośm -- po pięć -- Szemrzą: "Począłże grać? Czy nas odpycha??..." VII O Ty! Co jesteś Miłości-profilem Któremu na imię Dopełnienie: Te -- co w Sztuce mianują stylem, Iż przenika pieśń, kształci kamienie... O! Ty -- co się w Dziejach zowiesz Erą, Gdzie zaś ani historii zenit jest, Zwiesz się razem: Duchem i Literą, I "Consummatum est"... O! Ty -- Doskonałe-wypełnienie, Jakikolwiek jest Twój, I gdzie?... znak... Czy w Fidiasu? Dawidzie? Czy w Szopenie? Czy w Eschylesowej scenie?... Zawsze -- zemści się na tobie: BRAK!... -- Piętnem globu tego -- niedostatek: Dopełnienie?... go boli!... On -- rozpoczynać woli I woli wyrzucać wciąż przed się -- zadatek! -- Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa, Ledwo że go wiew ruszy, Deszcz pszenicznych ziarn prószy, Sama go doskonałość rozmieta... VIII Oto -- patrz, Fryderyku!... to -- Warszawa: Pod rozpłomienioną gwiazdą Dziwnie jaskrawa -- -- -- Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo: Owdzie -- patrycjalne domy stare Jak Pospolita-rzecz, Bruki placów głuche I szare, I Zygmuntowy w chmurze miecz. IX Patrz!... z zaułków w zaułki Kaukaskie się konie rwą Jak przed burzą jaskółki, Wyśmigając przed pułki, Po sto -- po sto -- -- -- Gmach zajął się ogniem, przygasł znów, Zapłonął znów -- -- I oto -- pod ścianę Widzę czoła ożałobionych wdów Kolbami pchane -- -- I znów widzę, acz dymem oślepian, Jak przez ganku kolumny Sprzęt podobny do trumny Wydźwigają... runął... runął -- twój fortepian! X Ten!... co Polskę głosił, od zenitu Wszechdoskonałości Dziejów Wziętą, hymnem zachwytu -- -- Polskę -- przemienionych kołodziejów; Ten sam -- runął -- na bruki z granitu! -- I oto: jak zacna myśl człowieka, Poterany jest gniewami ludzi, Lub jak -- od wieka Wieków -- wszystko, co zbudzi! I -- oto -- jak ciało Orfeja, Tysiąc Pasyj rozdziera go w części; A każda wyje: "Nie ja!... Nie ja" -- zębami chrzęści -- -- Lecz Ty? -- lecz ja? -- uderzmy w sądne pienie, Nawołując: "Ciesz się, późny wnuku!... Jękły-- głuche kamienie: Ideał -- sięgnął bruku" -- --