Dżuma - streszczenie krótkie i szczegółowe
Akcja powieści rozgrywa się w algierskim mieście Oran, które zostaje niespodziewanie odcięte od świata z powodu wybuchu epidemii śmiertelnej choroby. Po miesiącach wyczerpującej walki i śmierci wielu mieszkańców, zaraza w końcu ustępuje, a bramy miasta zostają ponownie otwarte. Utwór jest uniwersalną przypowieścią o ludzkich postawach w obliczu skrajnego zagrożenia, buntu przeciwko absurdowi cierpienia oraz potrzebie solidarności.
Spis treści
Streszczenie w pigułce
W latach 40. XX wieku algierskie miasto Oran nawiedza plaga dżumy. Początkowo na ulicach masowo zdychają szczury, co władze próbują bagatelizować. Gdy zaczynają umierać ludzie, doktor Bernard Rieux domaga się ogłoszenia stanu wyjątkowego. Wkrótce miasto zostaje całkowicie zamknięte i odcięte od reszty świata. Mieszkańcy reagują na izolację w różny sposób: jedni wpadają w panikę, inni szukają ucieczki lub zysku. Rieux, wspierany przez tajemniczego Jeana Tarrou, organizuje ochotnicze oddziały sanitarne do walki z zarazą. Dołącza do nich paryski dziennikarz Raymond Rambert, który początkowo za wszelką cenę próbuje uciec do ukochanej, oraz skromny urzędnik Joseph Grand. Z kolei przestępca Cottard traktuje epidemię jako wybawienie przed aresztowaniem, a jezuita ojciec Paneloux głosi, że choroba to kara za grzechy.
Latem dżuma zbiera największe żniwo, a władze zmuszone są do masowych pochówków i palenia zwłok. Przełomem staje się wstrząsająca śmierć małego synka sędziego Othona, po której nawet Paneloux zmienia swoje podejście do cierpienia. Zimą epidemia zaczyna słabnąć, a nowe serum doktora Castela wreszcie przynosi efekty, ratując życie m.in. Grandowi. Niestety, tuż przed końcem kwarantanny na dżumę umiera Tarrou, a Rieux dowiaduje się o śmierci swojej żony. W lutym bramy Oranu zostają otwarte, a mieszkańcy świętują ocalenie. Rieux ujawnia się jako narrator kroniki, ostrzegając, że bakcyl dżumy nigdy nie ginie ostatecznie.
Streszczenie szczegółowe
„Ciekawe wypadki, które są tematem tej kronikiGatunek epicki, chronologiczny zapis wydarzeń z życia społeczności lub państwa., zaszły w 194. r. w Oranie”
Tak rozpoczyna się opowieść o francuskiej prefekturzeJednostka administracyjna we Francji i jej dawnych koloniach, zarządzana przez prefekta. położonej na północnym wybrzeżu Algierii. Chociaż pięknie zlokalizowane, samo miasto było raczej odpychające. Brudne mury, kurz, brak jakiejkolwiek zieleni miejskiej, a nawet gołębi. Błoto jesienią, a upały latem – tak można najkrócej scharakteryzować Oran.
Mieszkańcy mieli do dyspozycji kino czy kilka kawiarni, ale rzadko z nich korzystali. Większość zbyt ciężko pracowała i najzwyczajniej nie miała czasu na rozrywkę. Życie w Oranie polegało głównie na robieniu interesów. Umieranie było tu równie bezduszne. Upały i powszechna obojętność sprawiały, że chorzy odchodzili w samotności, pozostawieni samym sobie w nieludzkich warunkach.
Początek zarazy
To żyjące z handlu miasto w połowie kwietnia nawiedziła plaga umierających szczurów. Doktor Bernard Rieux początkowo nie zwracał uwagi na martwe gryzonie. Jego myśli zaprzątała choroba żony, którą wysłał właśnie pociągiem do sanatoriumZakład leczniczy położony w miejscowości o sprzyjającym klimacie, często leczący gruźlicę lub inne przewlekłe choroby..
Niedługo po wyjeździe kobiety do doktora przyjechała matka, by zająć się jego mieszkaniem. Wkrótce liczba martwych szczurów drastycznie wzrosła. Na ulicach Oranu znajdowano codziennie setki, a potem tysiące martwych gryzoni. Władze miasta koncentrowały się wyłącznie na usuwaniu ich zwłok, ignorując przyczynę zjawiska.
Kiedy zamiast szczurów zaczęli umierać ludzie, stało się jasne, że miasto nawiedziła dżuma. Doktor Rieux podjął natychmiastowe działania, aby uzmysłowić lokalnym władzom zagrożenie. Jego prośby o wprowadzenie stanu wyjątkowegoSytuacja prawna wprowadzana w obliczu szczególnego zagrożenia, ograniczająca swobody obywatelskie. i zachowanie środków ostrożności początkowo odbijały się od ściany. Samorządowcy nie chcieli przyjąć do wiadomości, że zaatakowała ich śmiertelna plaga.
Sytuacja zmieniła się drastycznie po dwóch dniach, gdy liczba ofiar wzrosła do trzydziestu. Ratusz wreszcie zareagował. Oran został zamknięty i całkowicie odcięty od reszty świata.
Powieść Camusa jest powszechnie odczytywana jako parabola (przypowieść). Sama dżuma to nie tylko choroba zakaźna, ale przede wszystkim metafora zła, totalitaryzmu (szczególnie faszyzmu i II wojny światowej) oraz absurdu ludzkiego losu.
Miasto w pułapce
Izolacja wywróciła życie mieszkańców do góry nogami. Dżuma odcisnęła piętno na każdej dziedzinie funkcjonowania miasta. Nawet handel zamarł. Oran omijały samoloty, statki i samochody. Szybko zaczęło brakować żywności.
Zamknięcie bram brutalnie rozdzieliło rodziny i kochanków. Taki los spotkał Ramberta – dziennikarza z Paryża, który przyjechał do Oranu tylko po to, by sporządzić raport o warunkach życia tamtejszych Arabów. Od momentu zatrzaśnięcia wrót, młodzieniec robił wszystko, by wydostać się na zewnątrz i wrócić do ukochanej. Z czasem zrozumiał, że ucieczka jest niemożliwa. Postanowił przyłączyć się do doktora Rieux i pomagać chorym.
Rieux bez wahania podjął beznadziejną walkę z zarazą. Narażał własne zdrowie, pracując ponad siły. Nie był osamotniony. Oddział wolontariuszy współtworzyli z nim Jean Tarrou, Joseph Grand oraz wspomniany Rambert.
Grand był dawnym pacjentem Rieux i jego przyjacielem. Doktor leczył podstarzałego pracownika merostwaUrząd mera, czyli odpowiednika polskiego prezydenta miasta lub burmistrza we Francji. za darmo. Urzędnik cierpiał na osobliwą przypadłość – miał odwieczny problem z doborem słów. Nie potrafił napisać zwykłego podania o awans, który mu kiedyś obiecano. Życie Granda było pasmem rozczarowań. Opuściła go żona Jeanne, zarzucając mu brak uczuć. Stary urzędnik wielokrotnie próbował napisać do niej list, lecz nigdy nie znalazł właściwych słów.
Zamiast tego Grand od lat pracował nad książką. Marzył o stworzeniu arcydziełaWybitne dzieło sztuki lub literatury, uznawane za najwyższe osiągnięcie twórcy., po przeczytaniu którego wydawca wstałby i powiedział:
Rieux przeczuwał, że dżuma oszczędzi Granda, ponieważ początkowo choroba omijała ludzi starych i słabych. Z kolei Jeana Tarrou doktor poznał dopiero niedawno. Nikt nie wiedział, skąd ten tajemniczy mężczyzna wziął się w Oranie. Przebywał tam zaledwie od kilku tygodni. Z wielkim zainteresowaniem obserwował codzienne życie mieszkańców i opisywał je w swoich notatkach. Szybko zaskarbił sobie sympatię doktora dzięki życzliwości i chęci działania.
Zarobić na epidemii
Nie u każdego dżuma wzbudzała odruchy solidarności. Niektórzy postanowili wykorzystać sytuację. Należał do nich tajemniczy sprzedawca win, Cottard. Wcześniej mężczyzna usiłował popełnić samobójstwo, obawiając się aresztowania za nielegalne interesy. W czasie epidemii odżył. Kroczył dumnie ulicami, wiedząc, że wymiar sprawiedliwości ma ważniejsze sprawy na głowie.
Cottard zbił majątek na szmuglowaniuNielegalne, potajemne przewożenie towarów lub ludzi przez granicę. towarów i ludzi przez mury Oranu. Na propozycję doktora Rieux, by dołączył do oddziałów sanitarnych, odpowiedział wprost:
Zupełnie inną postawę przyjął ojciec Paneloux. Miesiąc po wybuchu epidemii ten uczony jezuitaCzłonek zakonu katolickiego, znanego z rygorystycznego wykształcenia i działalności misyjnej. zorganizował tydzień wspólnych modlitw. Kościół pękał w szwach. Punktem kulminacyjnym było niedzielne kazaniePrzemówienie duchownego wygłaszane podczas nabożeństwa, często o charakterze moralizatorskim., które wielebny rozpoczął mocnymi słowami:
Ksiądz wmawiał mieszkańcom, że dżuma to kara zesłana przez Boga na grzeszników. Wierzył, że plaga oddzieli prawdziwych chrześcijan od niewiernych.
„W ogromnej stodole świata nieubłagany bicz wybije zboże ludzkie, aż słoma zostanie oddzielona od ziarna. Będzie więcej słomy jak ziarna, więcej powołanych niż wybranych i tego nieszczęścia nie chciał Bóg”
Apogeum i masowe groby
Pod koniec sierpnia epidemia osiągnęła apogeum. Mieszkańcy Oranu nauczyli się żyć w ciągłym strachu. Administracja miasta musiała usprawnić proces wywozu zwłok. Powstały stacje kwarantannyPrzymusowe odosobnienie osób, które mogły mieć kontakt z chorobą zakaźną. i surowe przepisy segregujące chorych. Jedną z takich stacji zarządzał Rambert.
Sytuację pogarszał fakt, że strażnicy na bramach otrzymali rozkaz strzelania do uciekinierów. Bunt wisiał w powietrzu. Rozwiązała go sama natura – mordercze upały. Wysoka temperatura sprzyjała gwałtownemu wzrostowi zgonów, co skutecznie odebrało ludziom siły do zamieszek.
Zmienił się ceremoniał pogrzebowy. Zniknęły formalności, liczył się tylko pośpiech. Wkrótce zabrakło trumien i miejsc na cmentarzu. Władze zakazały rodzinom uczestnictwa w pochówkach. Na skraju miejskiej nekropoliiZ greckiego „miasto umarłych” – duży cmentarz, często o znaczeniu historycznym. wykopano dwa wielkie doły – osobny dla mężczyzn, osobny dla kobiet. Szybko jednak przestano zważać na płeć i wrzucano ciała tam, gdzie było miejsce.
Gdy grabarze zaczęli masowo umierać, miasto uruchomiło krematoriumMiejsce, w którym dokonuje się spopielenia zwłok zmarłych.. Pod osłoną nocy tramwaje wyładowane ciałami zmierzały do fabryki poza miastem, by spalić ofiary w wielkich piecach.
Przełom i wycofanie się choroby
Doktor Castel, przyjaciel Rieux, dniami i nocami pracował nad nowym serumSurowica odpornościowa zawierająca przeciwciała, podawana w celu zwalczenia infekcji.. Pierwsze testy dały złudną nadzieję – stan zakażonego chłopca na chwilę się poprawił. Niestety, lek przedłużył agonię dziecka zaledwie o jeden dzień. Wstrząsająca śmierć małego synka sędziego Othona zmieniła wszystko. Nawet ojciec Paneloux, patrząc na cierpienie niewinnego dziecka, dołączył do oddziałów sanitarnych i zmienił ton swoich kazań.
Wbrew nadziejom Rieux, choroba dosięgła poczciwego Granda. Przekonany o rychłej śmierci, urzędnik kazał doktorowi i Tarrou przeczytać swoje dzieło życia. Okazało się, że cały notatnik zapisany jest jednym zdaniem w dziesiątkach wariacji. Ostateczna wersja brzmiała:
Na prośbę Granda, Rieux spalił rękopis. Następnie podał choremu nowe serum Castela, nie licząc na cud. A jednak lek zadziałał. Grand wyzdrowiał. Wkrótce na ulicach miasta znów pojawiły się żywe, ruchliwe szczury – znak, że dżuma ustępuje.
Śmierć synka sędziego Othona to kluczowy moment filozoficzny powieści. Camus ukazuje w nim bunt przeciwko teodycei (próbie pogodzenia istnienia dobrego Boga z istnieniem zła). Cierpienie niewinnego dziecka jest dla Rieux dowodem na to, że nie można biernie akceptować wyroków losu.
Słodko-gorzki koniec
W okolicach świąt Bożego Narodzenia epidemia wyraźnie osłabła. Właśnie wtedy, gdy koszmar dobiegał końca, na dżumę zachorował Jean Tarrou. Śmierć przyjaciela, który walczył ramię w ramię z Rieux od pierwszego dnia, całkowicie zdruzgotała doktora. Chwilę później nadszedł kolejny cios – telegram z informacją o śmierci żony w sanatorium.
Powrót do normalności oznaczał koniec spokoju dla Cottarda. Przerażony wizją aresztowania, mężczyzna postradał zmysły. Zabarykadował się w mieszkaniu i zaczął strzelać z okna do przechodniów. Policjanci musieli wziąć lokal szturmem, obezwładnić go siłą i aresztować.
Z grupy głównych bohaterów jedynie Grandowi i Rambertowi udało się wrócić do dawnego życia. Po otwarciu bram do miasta przyjechała żona dziennikarza, z którą wkrótce wyjechał do Paryża. Grand natomiast kupił nowy zeszyt i powrócił do pracy nad swoim jednym zdaniem.
Kiedy miasto świętowało ocalenie, doktor Rieux przechadzał się po zatłoczonych ulicach. To on okazał się narratorem całej historii. Spisał te wydarzenia, by uchronić przyszłe pokolenia przed zapomnieniem i oddać hołd ofiarom. Patrząc na radosny tłum, doskonale wiedział, że walka nigdy nie jest ostatecznie wygrana:
„bakcylPotoczne określenie bakterii chorobotwórczej, w powieści symbolizujące zło. dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i w bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście”.