Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
W 1940 roku Jercewo było dużym centrum kargopolskiego ośrodka przemysłowego, a wszystko zostało wybudowane rękoma więźniów. Z tych czasów wywodziła się tradycja „proizwołu”. Po zmierzchu rządy w obozie przejmowali „urkowie”, którzy przybyli tu w 1938 roku. Stworzyli oni swoistą „republikę więźniów”, z własnymi sądami kapturowymi. Więźniowie polityczni, osądzani i mordowani przez „urków”, stworzyli oddziały samoobrony. Taki stan rzeczy trwał do roku 1939, a później NKWD zdołała przejąć inicjatywę w obozie. Założono wówczas pierwszy barak kobiecy, a „urkowie” rozpoczęli nocne łowy na kobiety.

Po przyjeździe do obozu Gustaw przespał cały dzień w opuszczonym baraku. Wieczorem, ze względu na gorączkę, udał się do „łazarieta”, który mieścił się niedaleko baraku kobiecego. Wśród czekających na przyjęcie do lekarza przeważali „nacmeni”, których powszechnie uważano za symulantów. Umierali oni z tęsknoty za rodzinnym krajem. Gustaw dostał skierowanie do szpitala. Kolejną noc spędził na korytarzu szpitalnym, a następne dwa tygodnie przeleżał w czystym łóżku, uważając te dni za jeden z najpiękniejszych okresów w swoim życiu. Obok niego leżał chory na „pyłagrę”, leczony margaryną i białym chlebem. „Pyłagrycy” nigdy nie wracali do zdrowia – po wypisaniu ze szpitala, byli przenoszeni do baraku dla niepracujących, który nazywano Trupiarnią. Gustaw zaprzyjaźnił się z siostrą Tamarą, która na pożegnanie podarowała mu trzy książki.



Po powrocie do baraku dostał jeszcze trzy dni wolnego, które spędził rozmyślając nad swoją przyszłością. Przypuszczał, że mogą przydzielić go do pracy w lesie lub odeślą do innego „łagpunktu”. Z opowiadań więźniów dowiedział się, że Jercewo było najlepszą częścią obozu kargopolskiego. Do innych Polacy byli wysyłani na powolne konanie. Korzystając z rady Dimki, dyżurnego baraku, sprzedał swoje buty oficerskie „urce” z brygady tragarzy i wieczorem dowiedział się, że został przydzielony do brygady 42.

Leżąc na pryczy, przyglądał się swojej brygadzie. Przywództwo należało do ośmiu „urków”, na których czele stał Kowal. Przed północą Kowal zerwał się z pryczy i obudził swych towarzyszy. Po chwili ruszyli ku wyjściu, a Gustaw zaczął ich obserwować przez szybę. Dostrzegł, że od strony szpitala zbliża się dziewczyna. W obozie rozpoczęły się nocne łowy. „Urkowie” pochwycili ją, rzucili na ławkę i zaczęli kolejno gwałcić. Wystraszeni przez strażnika, zawlekli ją do pobliskiej latryny. Po godzinie siedmiu z nich wróciło do baraku, a Kowal odprowadził dziewczynę do baraku.

Następnego dnia Marusia przyszła do ich baraku. Usiadła na pryczy Kowala, przytuliła się do niego i zaczęła całować. Później została na noc. Od tamtej pory przychodziła codziennie. Polubili ją wszyscy, a ona zaczęła pełnić funkcję „wodowozy”. Tymczasem w brygadzie nastąpił rozłam. Kowal chodził do pracy zmęczony, a pozostali „urkowie” patrzyli na niego z pogardą. Pewnego wieczoru jeden z „urków” odezwał się do dziewczyny. Spojrzała na niego z nienawiścią i splunęła mu w twarz. Mężczyzna zamierzył się, aby ją uderzyć, lecz w tym momencie rzucił się na niego Kowal. Kiedy rozdzielono ich, „urkowie” popatrzyli na przywódcę z niechęcią. Kowal rozkazał, aby Marusia rozebrała się i kazał jej być uległą wobec jego towarzyszy. Dziewczyna przyjęła to bez protestu. Potem w milczeniu opuściła barak. Po trzech dniach opuściła obóz, wyjeżdżając na własne życzenie z etapem więźniów do Ostrownoje, a wśród „urków” z brygady 42 zapanowała przyjaźń.

Praca
Dzień po dniu

Więźniów budzono każdego dnia o wpół do szóstej rano. Po pobudce wzdłuż prycz przechodził „dniewalny”, łagodnym głosem zmuszając skazańców do wstania z łóżek. Mieszkańcy baraków przez parę minut wypowiadali słowa skargi, które Gustaw uważał za swoistą modlitwę. Żaden z więźniów sowieckich nie miał prawa wiedzieć, kiedy kończy mu się wyrok. Milczenie na temat wyroków oznaczało nadzieję na odzyskanie wolności.

W lipcu 1941 roku Gustaw był świadkiem jak Ponomarenko, który przesiedział w sowieckich więzieniach dziesięć lat, w dniu ukończenia wyroku usłyszał, że przedłużono mu karę. Mężczyzna zmarł na swojej pryczy na zawał serca. Kwadrans przed szóstą na pryczach leżeli wyłącznie ci, którzy poprzedniego dnia otrzymali zwolnienia od lekarza. Pozostali ubierali się w zniszczone ubrania. W zonie było jeszcze ciemno, kiedy rozpoczynał się poranny apel. Więźniowie szli następnie do kuchni, przed którą ustawiały się trzy kolejki.

Przed oknem z napisem „trzeci kocioł” stawali stachanowcy, których dzienna norma przekraczała 125%. Przed drugim kotłem gromadzili się ci, których dzienna norma wynosiła 100%. Przy ostatnim kotle stawali więźniowie w podartych łachmanach, wychudzeni i słaniający się na nogach. Przed szóstą śniadanie otrzymywali wyłącznie więźniowie rozkonwojowani, którzy mieli prawo wychodzić z obozu bez przepustek. Zatrudnieni byli w domach urzędników obozowych w Jercewie. Jedli z kotła „iteerowskiego”. O w pół do siódmej brygady wyruszały do pracy. Jako pierwsze wychodziły brygady „lesorubów” (brygada więźniów pracujących w lesie), którzy musieli przemaszerować od 5 do 7 kilometrów. Kończyli oni pracę o piątej. Za bramą obozu czekał na nich oddział uzbrojonej ochrony.

Za „lesorubami” wyruszały kolejne grupy. Droga była wyczerpująca, lecz więźniowie znajdywali przyjemność w obserwowaniu przyrody. Pierwsze godziny były najcięższe. Ludzie, obolali i zmęczeni, musieli wdrażać się w rytm pracy. Podczas przerwy obiadowej jedynie stachanowcy otrzymywali posiłek. Pozostali siedzieli przy ognisku, paląc wspólnego papierosa. Dopiero na dwie godziny przed końcem pracy, więźniowie ożywiali się, myśląc o wydawanych porcjach chleba i odpoczynku. Nadzieja sprawiała, że na krótko przed powrotem do zony więźniowie śmiali się i rozmawiali jak ludzie wolni, lecz później kładli się na pryczach ogarnięci rozpaczą.

Brygady leśne podzielone były na kilka mniejszych zespołów. Najważniejszą funkcję pełnił „dziesiętnik”, który mierzył drzewo i stemplował je znakiem obozowym. Przekroczenie normy wydajności w lesie było trudne do osiągnięcia i więźniowie posługiwali się „tuftą” – oszustwem. Praca w lesie należała do najcięższych ze względu na warunki. Więźniowie po długim marszu pracowali przez całe dnie, zanurzeni w śniegu, przemoknięci, głodni i zmęczeni. Już po roku musieli przechodzić do innych brygad, a następnie do Trupiarni. Do brygady „lesorubów” brano młodych i najsilniejszych więźniów z nowych etapów. Czas pracy wynosił dwanaście godzin.

W brygadzie tragarzy, w której znalazł się Gustaw, nie przestrzegano jednak tej zasady. Dzięki nadgodzinom norma tragarzy wynosiła od 150 do 200%. Pomimo tego również i tu zdarzały się przypadki „tufty”. Przydział do tej brygady uważany był w obozie za swoisty awans społeczny. Pracując przy rozładunku więźniowie mieli okazję do zdobycia dodatkowego pożywienia, a także rozmów z ludźmi wolnymi. Po powrocie do obozu, brygadzista wypełniał formularz wydajności pracy i zanosił go do biura rachmistrzów obozowych. Następnie dane szły do biura zaopatrzenia, gdzie przeliczane były na kotły oraz do sekcji finansowej obozu, która wypełniała osobiste karty więźniów. Podczas pobytu Gustawa w Jercewie pojawił się tylko raz płatnik obozowy.

Więzień dowiedział się, że jego zarobki w ciągu pół roku wystarczyły na pokrycie kosztów utrzymania w obozie. Przed ukończeniem pracy więźniowie odnosili narzędzia i siadali przy ognisku, ogrzewając zniszczone dłonie. Około szóstej ruszali w drogę powrotną. Przy bramie następowała rewizja, a jeśli przy kimś znaleziono jakiś skradziony przedmiot, cała brygada była odsuwana i więźniowie musieli rozbierać się do naga, stojąc na śniegu. Dopiero za bramą następował koniec dnia pracy. Skazańcy powoli ruszali w stronę kuchni.

Ochłap
W miesiąc po przyjeździe Gustawa do Jercewa przybył nowy etap więźniów. Więźniowie polityczni, oprócz jednego, Gorcewa, zostali rozesłani do innych „łagpunktów”. Gorcewa natychmiast skierowano na „lesopował”. Nowy więzień nic nie mówił o swojej przeszłości, a pozostali podejrzewali, że przed aresztowaniem był enkawudzistą. Gustaw starał się zaprzyjaźnić z mężczyzną, lecz ten unikał jakichkolwiek bliższych kontaktów. Pewnego dnia Gorcew pokłócił się z grupą „nacmenów” o jakiś drobiazg i w ataku złości chwycił jednego Uzbeka, mówiąc, że takich jak on zabijał tuzinami. Przeciwnik splunął mu w twarz. Wszyscy domyślili się, że więzień tłumił powstanie „basmaczów” w Środkowej Azji, gdzie posyłano elitę partyjną.

Przed Bożym Narodzeniem w Jercewie pojawił się kolejny etap z Kruglicy, który był przewożony do obozów peczorskich. Jeden z przybyszów rozpoznał Gorcewa i zaatakował go, wykrzykując, że był torturowany przez więźnia. Gorcew zdołał się wyswobodzić, starał się wybiec z baraku, lecz drogę zastąpili mu „nacmenowie”. Więźniowie zaczęli bić go. W końcu upadł na ziemię i leżał bez ruchu. Ten, który go zdemaskował, wyjaśnił, że Gorcew pracował w charkowskim więzieniu, gdzie katował ludzi. Następnego dnia Gorcew poszedł do ambulatorium i dostał jeden dzień wolnego. Później udał się na skargę, lecz nikt z dowódców obozu nie zareagował. Dla więźniów było jasne, że zaczęła się gra, w której prześladowcy zawarli milczące porozumienie z prześladowanymi i ofiarowali im jednego ze swych dawnych ludzi.

Gorcew został skierowany do najcięższej pracy w lesie. Nikt go nie zmieniał i z każdym dniem tracił siły. Pozostali więźniowie przyglądali się jego udręce z przyjemnością. Gorcew próbował walczyć, starał się otrzymać zwolnienie, lecz nie został nawet zapisany na listę. Odmówił pójścia do pracy i został zamknięty na dwa dni w izolatorze. Do lasu szedł zawsze na końcu, tracił siły, płakał jak dziecko. Aby przedłużyć jego męczarnie, pozwolono mu jadać z trzeciego kotła. Pod koniec stycznia stracił przytomność w lesie i został zawieziony do obozu na saniach. Przy bramie okazało się, że podczas drogi musiał spać z sań. Po kolacji wyruszyła ekipa ratunkowa na poszukiwanie Gorcewa. Po północy ciało więźnia zawieziono do kostnicy. Po jego śmierci długo jeszcze wspominano odwet, który pozwolił odczuć, że rewolucja zmieniła stary porządek rzeczy i „rzuciła lwa na pożarcie niewolnikom”.

Zabójca Stalina
Chorobą, na którą zapadali najczęściej więźniowie w obozach na Północy, była „kurza ślepota”. Chory przestawał widzieć dopiero po zmierzchu. Każdego dnia więźniowie pracujący w lesie pod koniec dnia, ogarnięci przerażeniem, chcieli wracać jak najszybciej do obozu. Widok kurzych ślepców, chodzących rano i wieczorem po zonie z wyciągniętymi rękoma, był czymś zupełnie naturalnym. W brygadzie tragarzy nigdy nie pracowali chorzy na kurzą ślepotę. Pewnego dnia do brygady Gustawa trafił nowy więzień, skazany na dziesięć lat za strzelanie do portretu Stalina. Po kilku miesiącach od tego zdarzenia został zdradzony przez przyjaciela, z którym się pokłócił. Początkowo pracował wspólnie z innymi, lecz kiedy zapadł zmierzch, zaczął unikać swojej kolejki i coraz częściej odchodził na stronę.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Inny świat - streszczenie (z video)
2  Grudziński wobec “obozowej moralności”
3  “Obozowe zmory” - głód, choroby, śmierć



Streszczenia książek
Tagi: