Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Po długim czasie wrócił z latryny i Gustaw ostrzegł go, aby pracował. Więzień starał się zejść z workiem na plecach z kładki, lecz w pewnej chwili runął na zaśnieżone szyny. Wyjaśnił, że to kurza ślepota. Gustaw, nosząc worki, obserwował go, jak siedzi i zbiera mąkę. Następnego dnia „zabójca Stalina” został skierowany do pracy w lesie. Umarł z wycieńczenia po kilku miesiącach. Gustaw spotkał go na kilka dni przed śmiercią. Był już wówczas schorowany i na skraju załamania nerwowego. Nie rozpoznał Gustawa, prosząc go o trochę zupy. Gustaw wlał mu swoją porcję, patrząc jak łapczywie pije gorącą ciecz. Później stanął przy oknie kuchni, wpatrując się w kocioł z zupą. Gustaw chciał zaprowadzić go do baraku, lecz mężczyzna nazwał wszystkich bandytami i uciekł. Nagle odwrócił się i zaczął krzyczeć, że zabił Stalina. Tuż przed śmiercią wziął na siebie winę, za którą został skazany i cierpiał przez wiele lat.

Drei Kameraden
Wieczorami, kiedy Gustaw był pewien, że jego brygada nie zostanie wezwana na bazę, chodził do małego baraku, zwanego „pieriesylnym”. Można tam było spotkać więźniów, czekających na kolejny etap. Jercewo było punktem przerzutowym do innych obozów, w których warunki były znacznie gorsze. W baraku tranzytowym można było poznać nowych ludzi, wymienić informacje o życiu w innych obozach, kupić szczyptę machorki i wyżalić się na swój los. W Jercewie „pieresylny” spełniał również rolę Instytutu Badania Koniunktur Politycznych.

W roku 1940 do więzień napływali Polacy, Ukraińcy, Białorusini i Żydzi oraz mieszkańcy Rusi Zakarpackiej. W roku 1941 pojawiły się pierwsze transporty Finów i krasnoarmiejców. W pierwszych miesiącach po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej w „pieriesylnym” czekali na transport zruszczeni Niemcy i grupki Ukraińców oraz Białorusinów, zbiegłych w głąb Rosji przed frontem. Polaków nazywano „antigitlerowskimi faszystami”. W lutym 1941 roku Gustaw spotkał w baraku trzech Niemców, którzy wyróżniali się z grupy zachowaniem i przyzwoitym ubraniem. Przy bliższej znajomości dowiedział się, że najmłodszy, Stefan, studiował na uniwersytecie, a pozostali dwaj – Hans i Otto, pracowali w warsztatach mechanicznych. Wszyscy należeli do niemieckiej partii komunistycznej.

Po pożarze Reichstagu partia wysłała ich za granicę. Otto i Hans poznali się w 1936 roku w charkowskiej fabryce maszyn, natomiast Stefan w tym czasie starał się o przyjęcie na studia w Kijowie. Hans w połowie tego roku poślubił młodą Ukrainkę. W następnym roku rozpoczęła się Wielka Czystka i jako pierwsi zostali zabrani cudzoziemcy. Ottona zabrano z fabryki, Hansa – z domu, a Stefana – z uniwersytetu. Śledztwo pod zarzutem szpiegostwa trwało kilka miesięcy. W 1939 roku komunistów niemieckich umieszczono w osobnym skrzydle moskiewskiego więzienia i tam Hans i Otto zaopiekowali się Stefanem. W pierwszej połowie września, na wieść o pakcie sowiecko-niemieckim, więźniowie zaczęli głodówkę, żądając wizyty ambasadora. Przed zakończeniem protestu delegacja komunistów niemieckich spotkała się z wysłannikiem Schulenburga. Mieli tylko jeden warunek: że nie będą ukarani za komunizm i nielegalną ucieczkę z kraju.



Przez miesiące rokowań rosyjsko-niemieckich więźniowie cieszyli się różnorakimi przywilejami. Rosjanie w końcu wyrazili zgodę na repatriację byłych komunistów niemieckich, zastrzegając sobie prawo do zatrzymania kilkudziesięciu z nich w Rosji. W grupie zatrzymanych znaleźli się Stefan, Otto i Hans. W styczniu 1940 roku zostali skazani na dziesięć lat, a w lutym wysłano ich z etapem do Jercewa. Gustaw zapytał ich, czy uważają, że niemieckie obozy koncentracyjne są lepsze od sowieckich obozów pracy. Jedynie Stefan próbował podjąć dyskusję, lecz Otto przerwał mu, mówiąc, że nie powinni filozofować. Następnego dnia trzej Niemcy poszli do Niandomy.

Gustaw do roku 1947 był przekonany, że historia o strajku komunistów niemieckich jest prawdą. Dopiero w Londynie od jednego z uczestników głodówki, pana C., usłyszał zakończenie opowieści Hansa. W 1940 roku przez most w Brześciu przeszła gromada komunistów niemieckich, którzy odbywali drogę powrotną do ojczyzny. Opierających się Żydów NKWD oddawało siłą w ręce Gestapo. Pan C. zdołał zbiec i przez całą wojnę ukrywał się w Polsce.

Ręka w ogniu
System pracy przymusowej w Rosji nastawiony był przede wszystkim na gospodarcze wyeksploatowanie i całkowite przeobrażenie więźnia. Tortury na śledztwie stosowane były głównie jako środek pomocniczy, zmierzający do całkowitej dezintegracji osobowości przesłuchiwanego. Człowiek udręczony nocnymi pobudkami, oślepiony żarówką, drażniony widokiem papierosów i kawy, był zdecydowany podpisać dosłownie wszystko. Do podpisania aktu oskarżenia był gotów wtedy, gdy jego osobowość rozpadała się na drobne części składowe. Zaczynał wierzyć w to, co dawniej wydawało mu się absurdem.

Sędzia śledczy, wyczuwając odpowiedni moment do decydującego ataku, wyciągał ostateczny dowód, a oskarżony mówił, że do tej pory błądził przez całe życie. Okres pomiędzy zakończeniem śledztwa a wyrokiem zaocznym, po którym następował wyjazd do obozu, mijał oskarżonemu na przystosowaniu się do nowej sytuacji. Miał zakaz rozmawiania z przesłuchiwanymi współwięźniami, czasami jego rozmyślania kończyły się waleniem w drzwi i krzyczeniem, że skłamał i jest niewinny. Jeśli uniknął tej chwili, leżał obojętnie całymi dniami na pryczy i zaczynał marzyć o obozie, który łudził go wizją swobodnego życia i spotykania z ludźmi, którzy jeszcze nie zapomnieli o przeszłości.

Od tej pory liczył wyłącznie na dwie rzeczy: na pracę i na litość – nie na litość dla siebie, lecz dla współtowarzyszy, która świadczyła, że nie przestał być człowiekiem. Obóz uczył go jednak, że można żyć bez litości. Na początku dzielił się kromką chleba z wygłodzonymi więźniami, pomagał chorym na „kurzą ślepotę”, zanosił resztki zupy do „trupiarni”. Po kilku tygodniach próbował ratować najpierw siebie, a dopiero później innych. Obóz uczył go obojętności i wstrętu do współwięźniów. Wówczas pękała ostatnia nić, łącząca go z człowieczeństwem i wychowanie było ukończone. Pozostawała już tylko eksploatacja taniej siły roboczej i jeśli więzień zdołał przeżyć osiem lub dziesięć lat takiej katorgi, to można było posadzić go za stołem sędziowskim naprzeciwko przyszłego oskarżonego, który zajmie kiedyś jego miejsce. Byli również tacy, którzy w ostatniej chwili budzili się z odrętwienia i zaczynali rozumieć, że ich oszukano. Zniszczono przede wszystkim ich jako ludzi, zabijając wszelkie ludzkie uczucia.

Pewnego dnia do brygady Gustawa przydzielono Michaiła Aleksiejewicza Kostylewa, nowego więźnia, który przybył z „łagpunktu” w Mostowicy. Kostylew obudził się ze swego dwuletniego odrętwienia i uświadomił sobie dwie rzeczy: że go oszukano i w jaki sposób to zrobiono. Prześledził wszystkie szczegóły swojego uwięzienia, śledztwa oraz życia w obozie i nauczył się o nich mówić ze spokojem i znawstwem. Gustaw zapytał go, do czego zmierza, opalając co kilka dni prawą rękę w ogniu. Kostylew miał dwadzieścia cztery lata, kiedy z polecenia partii wstąpił do Akademii Morskiej we Władywostoku. Po śmierci ojca musiał utrzymywać matkę, która kochała go bezgranicznie. Wychowany w ślepej wierze w komunizm przez ojca, a później przez matkę, nie przypuszczał, że może istnieć coś innego.

Na studiach zapoznał się z klasykami marksizmu, przestudiował dokładnie Lenina i Stalina, brał udział w zebraniach partyjnych. Dowiedział się, że prawdziwe cierpienie istnieje na Zachodzie i zaczął myśleć o rewolucji światowej. Siebie postrzegał jako misjonarza nowej cywilizacji technicznej i chciał walczyć o wolność uciemiężonych Europejczyków w imię miłości do Zachodu. Zaczął uczęszczać na wieczorowe kursy języka francuskiego, który opanował w ciągu czterech lat. Na drugim roku studiów znalazł przypadkowo prywatną wypożyczalnię i zaczął czytać książki Balzaca, Stendhala, Flauberta, Musseta i Constanta.

Dzięki nim poznał świat, który wydawał mu się podobnym do bajki. Młodzieniec zaniedbał się w nauce, opuszczał spotkania partyjne i odsunął się od przyjaciół. Odczuwał głęboką tęsknotę za czymś nieokreślonym, a dzięki powieściom z literatury francuskiej poznał, co oznacza słowo wolność. Uroił sobie, że ukrywano przed nim „całą prawdę”. Odsunął się całkowicie od partii, winą zaczął obarczać również matkę. Pewnego dnia zapomniał się tak bardzo, że w dyskusji z kolegami wykrzyknął, że należy wyzwolić Zachód od życia, jakiego oni nigdy nie widzieli. W roku 1937 został aresztowany właściciel prywatnej wypożyczalni i w kilka tygodni później pociągnął za sobą Kostylewa.

Katowany student nie przyznawał się do winy, nie chciał potwierdzić, że był szpiegiem. Przez parę dni przebywał w szpitalu, a kolejne przesłuchanie polegało na rozmowie na temat jego poglądów politycznych. Zrezygnowano z oskarżenia go o szpiegostwo i oddano w ręce innego śledczego. Przesłuchania trwały prawie rok, lecz nie uderzono go ani razu. Kiedy okazało się, że Kostylew jest nieugięty, zaczęto torturować go psychicznie. Postanowił więc przyznać się do abstrakcyjnej winy i zaczął wymyślać nazwiska i fakty. Po trzech miesiącach otrzymał do podpisania dokument, że jego agitacja w Szkole Morskiej nigdy nie przybrała form organizacyjnych. W trzecim etapie śledztwa wzywano go raz na tydzień na wieczorne przesłuchania, podczas których odbywały się rozmowy o rzeczywistym obrazie życia w Europie Zachodniej. Kostylew dał się przekonać swemu prześladowcy i wierzył w każde jego słowo. Pewnego dnia podsunięto mu do podpisania akt oskarżenia, w którym wszystkie jego winy zostały sprowadzone do jednego – że chciał z pomocą obcych mocarstw obalić ustrój Związku Sowieckiego. Pokazano mu zeznania trzech uczniów Szkoły Morskiej.

W jednym podkreślono czerwonym ołówkiem zdanie, które nieopacznie wypowiedział w dyskusji z kolegami. Oszołomiony, podpisał oskarżenie. Po zakończonym śledztwie został przeniesiony do celi zbiorowej, gdzie cieszył się z bliskiego wyjazdu do obozu. W styczniu 1939 roku został skazany na dziesięć lat i przewieziono go do obozu kargopolskiego, a po kilku dniach pobytu w Jercewie, odesłano go do Mostowicy. Tam został uznany za „świętego” , a jego nazwisko wymawiano z czcią. Jako inżynier otrzymał lżejszą pracę, rozdawał głodnym swój chleb, pomagał chorym i obliczał więźniom wyższe normy. Jeden z brygadzistów złożył na niego donos i Kostylewa skierowano do brygady leśnej.

Fizyczna praca złamała go, szybko zapomniał o litości dla innych. Znienawidził współwięźniów i uważał ich za swoich wrogów. Przed ostatecznym upadkiem uchroniła go książka, którą niegdyś czytał na wolności i czytając ją ponownie, zrozumiał, że został oszukany. W marcu 1941 roku został przeniesiony do Jercewa. Miał prawą rękę na temblaku i dostał się do brygady tragarzy. Był to czas, kiedy Gustaw nie mógł jeszcze podołać ciężkiej pracy fizycznej. Nie potrafił przespać całej nocy, budził się najczęściej po dwóch godzinach i rozmyślał o kolejnym dniu pracy. Właśnie dzięki bezsenności poznał tajemnicę zabandażowanej ręki Kostylewa. Zauważył go siedzącego obok pieca.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Inny świat - streszczenie (z video)
2  Ocalić życie to jeszcze nie wszystko – omów przykłady postaw heroicznych w Innym świecie - plan wypracowania
3  Człowiek wobec świata w „Innym świecie” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego



Streszczenia książek
Tagi: