Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Każdy spędzał „wychodnoj dień” w indywidualny sposób. Gustaw po obiedzie szedł do małego baraku, w którym mieścił się sklepik obozowy. Tam spotykał się z innymi więźniami i rozmawiali o wiadomościach z innych łagpunktów, o pogodzie i pracy. Późnym popołudniem opuszczał sklepik. Przed barakami stały grupki skazańców, młodsi więźniowie spacerowali z dziewczętami z baraku kobiecego. Gustaw odwiedzał kolejno baraki, w których miał znajomych. O tej porze prawie wszyscy pisali listy do krewnych lub czytali starą korespondencję. W baraku „lesorubów” mieszkał jego kolega, Pamfiłow, który czytał Gustawowi listy od syna. Syn Kozaka służył w Armii Czerwonej. Pamfiłow został przesiedlony na Syberię, gdzie stracił żonę, a jedynego syna wcielono do wojska. Aresztowany w 1937 roku, pracował wytrwale, mając nadzieję, że dzięki temu zasłuży na widzenie z Saszą.

Ostatni list, napisany w listopadzie 1939, więzień otrzymał w roku 1940. Dopiero po wielu miesiącach nadszedł kolejny list, w którym Sasza donosił ojcu, że nie będzie pisał przez jakiś czas ze względu na pilne zajęcia. Stary więzień rzucił się na pryczę i wyszeptał, że stracił syna. Następnego dnia nie poszedł do pracy i został odesłany do izolatora. Dwa dni o kromce chleba i wodzie ugięły go, lecz nie pracował już jak dawniej. Stał się milczący, a pewnej nocy spalił wszystkie listy od Saszy. W kwietniu przeszedł przez Jercewo etap oficerów i żołnierzy sowieckich, którzy dostali wyroki za poddanie się Finom. Wśród nich był także Sasza Pamfiłow. Po przyjeździe dowiedział się, w którym baraku mieszka ojciec i położył się na jego pryczy. Kiedy stary Kozak wrócił z lasu, pojednał się z ukochanym dzieckiem. Sasza następnego dnia poszedł z etapem do Niandomy, a jego ojciec zaczął znów pracować cierpliwie.



Pod wieczór w „wychodnoj dień” więźniowie wracali do baraków, gdzie spędzali ostatnie godziny wypoczynku na rozmowach ze współtowarzyszami i słuchaniu ich opowieści. Przez kilka dni świątecznych z rzędu więźniowie z baraku Gustawa słuchali historii Fina, Rusto Karinena, o jego nieudanej próbie ucieczki z obozu w 1940 roku . Rusto przyjechał nielegalnie do Rosji w 1933 roku i otrzymał pracę w Leningradzie. Po zabójstwie Kirowa został oskarżony o przywiezienie z Finlandii instrukcji dla zamachowców. W Jercewie pojawił się w połowie roku 1939. Decyzję o ucieczce podjął w chwili, kiedy rozgorzała wojna rosyjsko-fińska. Wyruszył w porze obiadowej, przedzierając się przez lasy. Przez pierwsze godziny szedł szybko, mając nadzieję, że jego nieobecność zostanie odkryta dopiero po powrocie na zonę.

Z nastaniem ciemności stracił poczucie kierunku, wykopał więc jamę i przesiedział w niej całą noc. O świcie ruszył dalej, a gdy okazało się, że do wieczora nie słyszał pościgu za sobą, nabrał nadziei. Czwartego dnia, po zmroku, ujrzał w oddali reflektory obozu. Tej nocy bał się rozpalić ognisko i nieomal zamarzł na śmierć. Kolejnego dnia zaczął dotkliwej odczuwać samotność. Nazajutrz, zdjęty gorączką, nie zastanawiał się nad kierunkiem i szedł przed siebie. Po siedmiu dniach dotarł do jakiejś wsi. Okazało się, że leży ona w odległości piętnastu kilometrów od Jercewa. Chłopi odwieźli go do obozu, gdzie został skatowany i trafił do izolatora. Przez kilka miesięcy walczył ze śmiercią. Po próbie ucieczki doszedł do wniosku, że od obozu nie można uciec, ponieważ więźniowie są do niego przykuci na całe życie. Na zakończenie dnia odpoczynku więźniowie, leżąc na pryczach, powtarzali zdanie, którego grozę potrafiłby zrozumieć wyłącznie ten, kto był w obozie sowieckim: „Zawtra opiat’ na rabotu”.

Część druga
Głód

Głód fizyczny i seksualny w obozie najgorzej znosiły kobiety. Proste prawo obozowe głosiło, że łamiąc kobietę głodem fizycznym, zaspokaja się jednocześnie obie potrzeby jednocześnie. Życie w zonie przekonało, że nie ma takiej rzeczy, której człowiek nie zrobiłby z głodu i bólu. Obóz wytworzył swoisty kodeks moralny. Nikt nie potępiał młodego chłopca, który dla polepszenia swego bytu został kochankiem starej lekarki, lecz dziewczyna, która z głodu oddawała się starcowi z „chleboriezki” była określana „bladzią”. Kobieta wychodząca za zonę do naczelnika była prostytutką najgorszego typu. Kiedy głód raz złamał kobietę, to staczała się ona na samo dno upodlenia seksualnego. Niektóre nie liczyły wyłącznie na polepszenie swego bytu, lecz także na macierzyństwo. Kobiety ciężarne zyskiwały bowiem zwolnienie na trzy miesiące przed porodem i pół roku po narodzinach dziecka.

W parę tygodni po przyjeździe Gustawa do Jercewa, w styczniu 1941 roku, w obozie pojawiła się młodziutka Polka, córka oficera z Mołodeczna. Z dumą chodziła do pracy i nie pozwalała żadnemu mężczyźnie zbliżyć się do siebie. Po zmroku nigdy nie opuszczała kobiecego baraku. Gustaw przyjął zakład z inżynierem Polenko, że dziewczyna nie ulegnie. Postanowił zagrać nieuczciwie wobec Polenki i przedstawił się dziewczynie jako student z Warszawy, proponując fikcyjne małżeństwo. Wkrótce panna dostała się do składu jarzyn, w którym pracował Polenko. Mężczyzna pilnował, aby dziewczyna nie kradła warzyw. W miesiąc później inżynier wszedł do baraku i rzucił na pryczę podarte damskie majtki. Gustaw bez słowa oddał mu pół kromki chleba, przegrywając zakład. Od tej pory Polka zmieniła się. Po zmroku mógł ją posiąść każdy, kto chciał. Gustaw spotkał ją w 1943 roku w Palestynie. Wyglądała jak stara kobieta. Najdłużej opór stawiała Tania, śpiewaczka opery moskiewskiej, która została skazana na dziesięć lat za parę nadprogramowych tańców na balu dyplomacji zagranicznej. Natychmiast została skierowana do „lesorubów”. Na swoje nieszczęście spodobała się „urce” Wani, który przydzielił jej ciężką pracę i powstrzymywał przed wysłaniem do szpitala. Po dwóch tygodniach Tania przyszła wieczorem do baraku „lesorubów” i położyła się na pryczy Wani.

Jedynie w łaźni można było ocenić, jakie piętno wyciskał na więźniach głód. Do pomieszczenia wchodzili nago, oddając ubrania do odwszenia. Więźniowie korzystali z łaźni raz na trzy tygodnie. Pewnego dnia ktoś ukradł Gustawowi kawałek szarego mydła, więc mężczyzna zaklął po polsku. Stojący obok niego staruszek, z trudem wymawiając słowa po polsku, zapytał go, czy zna Tuwima. W ten sposób Gustaw zawarł znajomość z profesorem Borysem Lazarowiczem N., który ukończył gimnazjum w Łodzi i osobiście znał polskiego poetę. Po rewolucji wyjechał do Rosji i w 1925 roku sprowadził z Łodzi młodą dziewczyną, Olgę, którą poślubił. W 1937 roku zostali aresztowani za prowadzenie salonu literackiego w Moskwie, w którym czytano wyłącznie literaturę polską. Po trzech latach rozłąki, spotkali się w jednym z „łagpunktów” i razem przyjechali do Jercewa. Wieczorem Gustaw poznał Olgę, bezgranicznie zakochaną w mężu. Profesor wkrótce został odesłany do „trupiarni”, a kobietę przydzielono do brygady na bazie żywnościowej. Łazanowicz z trudem znosił głód i żył wyłącznie myślą o jedzeniu. Gustaw czasami zanosił mu kilka ziemniaków. Przez trzy miesiące profesor pogłębiał jego wiedzę o literaturze francuskiej. Później został wysłany z etapem do Mostowicy.

W marcu 1941 roku w Jercewie zapanował straszliwy głód. Więźniowie mdleli z wycieńczenia, zaczęli chorować. Pewnego wieczoru Dimka, aby zaspokoić głód, zabił psa. Brygada tragarzy szybko nauczyła się gotować zaczyn ze zmiecionej z wagonów mąki. W maju Gustaw zaczął przemycać ciasto do obozu, oblepiając nim piersi Olgi. Z Mostowicy tymczasem nadeszły wiadomości, że stary profesor umiera z głodu, nie wychodzi z trupiarni i żebrze, dostając ataków obłędu.

Krzyki nocne
Światło paliło się w barakach przez całą noc. Po pracy i posiłku więźniowie mieli około trzech godzin wytchnienia, które spędzali w różny sposób, naśladując życie na wolności. Większość więźniów pozostawała na swych pryczach, popadając w odrętwienie, przyspieszające śmierć. Pierwszego wieczoru po przyjeździe Gustaw zauważył starca, który siedział przy piecu. Jego oczy były oczami człowieka martwego za życia, który nie potrafi zakończyć swojej beznadziejnej egzystencji. Mężczyzna pochodził z Czeczenii, a kolektywizacja pozbawiła go niewielkiego gospodarstwa. Aresztowano go w 1936 roku za to, że odmówił wydania worka pszenicy i zabił dwa barany. Po tygodniach przesłuchań i katowania, kiedy nie zdradził miejsca, gdzie ukrył zboże, został skazany na piętnaście lat. W obozie każdego dnia modlił się o szybką śmierć. Jako jedyny nigdy nie krzyczał w nocy.

Każdego dnia po pracy więźniowie wracali do zony ze świadomością, że pobyt w obozie przybliża ich do śmierci. Każdy zasypiał z myślą, że śmierć zaskoczy go we śnie właśnie tej nocy. Pojawiał się wówczas lęk przed śmiercią, biorący się z tego, że nie wiedzieli kiedy, jak i na co mogą umrzeć. Przerażenie pogłębiała świadomość, że śmierć była czymś wspólnym z pozostałymi skazańcami. Śmierć w obozie przerażała także anonimowością – skazańcy nie wiedzieli, gdzie grzebani są zmarli ani czy po zgonie są wypełniane jakiekolwiek dokumenty. Przypuszczano, że cmentarz więzienny mieści się w lesie, gdzie niemy woźnica wywoził zwłoki. Przekonanie, że nikt nie dowie się o ich śmierci, było dla więźniów największą torturą. Z czasem taka myśl stawała się obsesją i zobowiązywali się do tego, że ten, kto przeżyje obóz, powiadomi rodziny o dacie śmierci i przybliżonym miejscu pochowania pozostałych towarzyszy. Każdego wieczoru około dziesiątej rozmowy więźniów milkły i obóz powoli pogrążał się we śnie. Około północy z baraków dobiegały jęki śpiących, czasami ciszę rozdzierał krzyk, słychać było imiona krewnych, wypowiadane w sennych majakach.

Zapiski z martwego domu
Pewnego dnia więźniowie, po powrocie do zony, zauważyli duży afisz na tablicy starachowców, zapowiadający film. Był to drugi pokaz filmowy w Jercewie, pierwszy podczas pobytu Gustawa w obozie. Barak „chudożestwiennoj samodiejatielnosti”, w którym miał odbyć się seans, mieścił się w pobliżu kuchni. Pieczę nad nim sprawował „kawecze”, opiekujący się biblioteką. Organizowano w nim również przedstawienia obozowe. Funkcję „kawecze” piastował Kunin, mieszkający za zoną. Jego pomocnikiem był dawny towarzysz więzienny, Paweł Iljicz. Książki były wydawane zgodnie z przepisami. Polityczni mogli czytać wyłącznie dzieła Stalina i literaturę propagandową.

Kunin starał się zorganizować dla więźniów analfabetów kursy dokształcające, lecz jego pomysł został przyjęty bez większego zainteresowania. Jedynie podczas organizowania przedstawień mógł liczyć na poparcie skazańców. W dzień przedstawienia więźniowie zjawiali się w baraku z odświętnymi minami i byli dla siebie wyjątkowo grzeczni. Emisję filmu amerykańskiego „Wielki walc” poprzedził krótkometrażowy film sowiecki, utrzymany w tonie propagandowym. „Wielki walc” wzruszył skazańców. Z szeroko otwartymi oczami oglądali życie ludzi wolnych, do którego tęsknili i zastanawiali się, czy kiedykolwiek będzie dane im tak żyć. Obok Gustawa siedziała Natalia Lwowna, pracująca w biurze rachmistrzów.

Wieczorem więźniowie opuścili „chudożestwiennoj samodiejatielnosti” i stanęli na ścieżkach, wspominając sceny z filmu. Dziękowali Kuninowi za przedstawienie. Natalia płakała. Nagle zapytała Gustawa, czy sądzi, że ona płacze za tamtym życiem. Odparł, że tak, lecz wówczas zaprzeczyła, dodając, że siedzi już pięć lat w obozie i nadal nie może się opanować, kiedy widzi, że wszystko jest takie samo od lat i mieszkają w martwym domu. Weszła do baraku i po chwili wróciła, dając Gustawowi książkę Dostojewskiego „Zapiski z martwego domu”.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Inny świat - streszczenie (z video)
2  Nieludzki świat radzieckich obozów pracy na przykładzie „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego - plan wypracowania
3  „Inny świat” – literatura piękna czy literatura faktu?



Streszczenia książek
Tagi: