Geneza „Pamiętnika z powstania warszawskiego”
Miron Białoszewski czekał ponad dwadzieścia lat, aby opisać swoje doświadczenia z powstania warszawskiego. Przełomem w pracy nad tekstem okazało się użycie magnetofonu, co pozwoliło autorowi zachować naturalny, rwany rytm mowy potocznej. Książka ukazała się ostatecznie w 1970 roku, przełamując dotychczasowy, patetyczny sposób mówienia o zrywie z 1944 roku.
Dlaczego Miron milczał przez ponad dwie dekady?
Powstanie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku. Białoszewski miał wtedy dwadzieścia dwa lata i mieszkał w Warszawie przy ulicy Chłodnej. Przez kolejne sześćdziesiąt trzy dni przemieszczał się po mieście razem z matką i grupą znajomych. Chował się w piwnicach, uciekał przez wyburzane kamienice, szukał jedzenia i bezpiecznego kąta do spania. Widział śmierć z odległości kilku metrów. Przeżył.
Przez lata po wojnie nie potrafił pisać o tym doświadczeniu. Środowisko literackie szybko wypracowało określony język do opowiadania o powstaniu. Dominował ton pełen symboli, ofiary i narracji heroicznejSposób opowiadania o wojnie skupiony na bohaterstwie, walce zbrojnej i wzniosłym poświęceniu, pomijający codzienność cywilów.. Białoszewski nie znajdował w nim miejsca na własną wersję wydarzeń: przyziemną, chaotyczną, widzianą z poziomu piwnicy, a nie z barykady.
Dystans między oficjalną historią a osobistym przeżyciem był zbyt duży. Traumatyczne wspomnienia wymagały czasu, aby przybrać odpowiedni kształt literacki. Pisarz musiał znaleźć formę, która nie będzie sztucznie porządkować wojennego chaosu.
Magnetofon i Jadwiga Stańczakowa
Przełom nastąpił około 1967 roku. Białoszewski zdecydował się opowiedzieć swoje wspomnienia na głos. Impuls przyszedł od Jadwigi Stańczakowej, która poprosiła go o utrwalenie tamtych dni.
Jadwiga Stańczakowa była niewidomą pisarką i najbliższą przyjaciółką Białoszewskiego. To ona kupiła magnetofon, na który Miron nagrywał swoje wspomnienia, a następnie cierpliwie przepisywała je na maszynie. Ich niezwykłą relację ukazuje film „Parę osób, mały czas” z 2005 roku.
Nagranie na taśmę pozwoliło obejść sztywne konwencje literackie. Mowa potoczna rządzi się własnymi prawami. Jest urywana, pełna dygresji, gubi wątek i wraca do niego z innej strony. Emocje wdzierają się prosto do gramatyki. Właśnie tę naturalność składni mówionejBudowa zdań naśladująca naturalną mowę: pełna urwanych myśli, powtórzeń, równoważników zdań i dygresji. Białoszewski postanowił zachować.
Białoszewski nie pisał swojej książki w ciszy gabinetu. On ją wygadał, chodząc po pokoju, przypominając sobie dźwięki, zapachy i topografię zrujnowanego miasta.
Od taśmy do książki
Praca nad przekształceniem nagrań w tekst trwała kilka lat. Autor nie przepisywał słów mechanicznie. Redagował, skracał i precyzyjnie dobierał słowa, ale rygorystycznie pilnował oddechowej struktury języka. Efektem jest tekst przypominający strumień świadomościTechnika literacka polegająca na bezpośrednim, często chaotycznym zapisie myśli, skojarzeń i odczuć bohatera., a jednocześnie precyzyjnie skomponowane dzieło sztuki.
Fragmenty tekstu ukazały się w 1967 roku w miesięczniku „Twórczość” i od razu wzbudziły kontrowersje. Krytycy byli zdezorientowani. Nie wiedzieli, czy czytają literaturę piękną, dokument, czy nieskładne notatki. Białoszewski odpowiedział na ten dylemat samym tytułem. Słowo pamiętnikGatunek literatury niefikcjonalnej; relacja o wydarzeniach, których autor był uczestnikiem, pisana z perspektywy czasu. celowo sytuuje tekst na pograniczu gatunków.
Ostatecznie Pamiętnik z powstania warszawskiego ukazał się w 1970 roku nakładem Państwowego Instytutu WydawniczegoJedno z najstarszych i najbardziej zasłużonych polskich wydawnictw literackich, założone w 1946 roku..
Kontekst polityczny i literacki
Wcześniejsza twórczość Białoszewskiego – konkretystyczna, skupiona na codziennych przedmiotach i nieufna wobec wielkich idei – przygotowała grunt pod tę książkę. Pisarz wyćwiczył spojrzenie, które potem zastosował do opisu piwnicznego życia.
Wydanie książki wymagało odwagi. Oficjalna pamięć o powstaniu w Polsce LudowejOficjalna nazwa państwa polskiego w latach 1952–1989, charakteryzującego się ustrojem socjalistycznym i cenzurą państwową. była tematem politycznie drażliwym. Dzieło pokazujące przerażonych cywilów szukających jedzenia w ruinach nie pasowało do żadnej wygodnej narracji. Nie gloryfikowało dowódców, ale też nie potępiało samego zrywu. Białoszewski opowiedział o wojnie całkowicie na własnych warunkach.