Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Kiedy myśliwy nie mógł towarzyszyć małemu Borowiczowi w wędrówkach, chłopiec spędzał czas wolny w altanie, miejscu, które odnalazł wkrótce po przyjeździe do domu i w którym urządził sobie schronienie, zachwycony urokiem i ciszą zakątka. Altanka mieściła się w pobliżu zapomnianego źródełka. Przechowywał tam romanse pornograficzne, scyzoryk z długim ostrzem, śrut, kapiszony, szpagaty i gwoździe. Do swojej samotni szedł z należytą ostrożnością, tylko sobie znaną ścieżką. Tam oddawał się bezczynności i marzeniom.

Od pewnego czasu Szymon Noga ciągle wspominał mu o głuszcach, które według niego zagnieździły się w znanym mu miejscu. Obiecał Marcinkowi, że zaprowadzi go tam i nauczy wabić ptaki. Chłopiec z niecierpliwością oczekiwał na ten dzień i zgodnie z zaleceniami myśliwego tuż przed terminem wyprawy kupił wódkę, wysmarował nią siebie, torbę i dubeltówkę, ponieważ głuszce miały rzekomo ciągnąć do zapachu alkoholu. O świcie Noga czekał na małego Borowicza na skraju lasu. Malec w największej tajemnicy zakupił w karczmie pół garnca wódki, zabrał ze spiżarki całą kiełbasę, bochenek chleba, ser i masło i tak przygotowany, zjawił się w umówionym miejscu. Szymon kazał chłopcu jeszcze raz natrzeć się spirytusem, później sam uczynił to samo i w końcu ruszyli pod górę Józefową. Po jakimś czasie dotarli do zacienionego zagajnika.

Myśliwy usiadł na ziemi i wyjąwszy jakiś przedmiot, zaczął dmuchać w zakończenie z piórka, wydobywając różne dźwięki. Marcinek wpatrywał się w niego jak zauroczony. Z bijącym sercem siedział w gęstwinie, zapatrzony w las. Dopiero przed południem Noga przestał wabić głuszce, z żalem stwierdziwszy, że ptaki najwyraźniej przeniosły się w inne miejsce. Zjadł prawie cały zapas jedzenia i przeszli wyżej. Tam kazał usiąść chłopcu na ziemi, podał mu wabik i polecił dmuchać w niego. Marcinek spełnił rozkaz Szymona, a ten zniknął w zaroślach, zapewniając, że ptaki za chwilę się pojawią. Marcinek wabił głuszce przez kilka godzin i dopiero pod wieczór zaczął tracić nadzieję. Kiedy zapadł zmierzch postanowił odnaleźć myśliwego, by wrócić do domu. Nagle usłyszał jakieś pogwizdywanie i dziwny bełkot. Chwyciwszy strzelbę, zaczął skradać się, ciesząc, że wreszcie ujrzy wymarzonego ptaka. Zamiast tego zobaczył Nogę, który leżał pod drzewem i chrapał. Obok niego leżała pusta butelka po wódce.

Dopiero później Borowicz dowiedział się, że owa maszynka służyła do wabienia słomek i że głuszców od kilkudziesięciu lat nikt w tamtych lasach nie widział.

XI.

Po powrocie z wakacji Marcinek zastał duże zmiany w gimnazjum. Na emeryturę odszedł dyrektor, inspektor został przeniesiony do innej szkoły, odeszli również stary Leim, dwaj nauczyciele historii i jeden z pomocników gospodarzy klas. W zarządzie szkoły pojawili się: dyrektor Kriestoobriadnikow, inspektor Zabielskij, nowy nauczyciel łaciny Rosjanin Pietrow, pomocnik gospodarzy klasowych Mieszoczkin i nauczyciel historii Kostriulew.

Również ogólny nastrój i wygląd szkoły uległy radykalnej zmianie. Starsi uczniowie poczuli, że ujęto ich w karby dyscypliny, woźny Pazur zamilkł, a nauczyciele polscy nie rozmawiali z uczniami poza murami gimnazjum, a jeśli zaszła taka konieczność, konwersacja odbywała się w języku rosyjskim. Zostały wprowadzone nowe obrzędy szkolne. Już podczas inauguracji roku szkolnego inspektor wygłosił niezwykle patriotyczne przemówienie, którym sam wzruszył się do łez, lecz dla uczniów pozostał zupełnie niezrozumiałym.

Uczniowie klerykowscy z niepokojem obserwowali działania nowego inspektora. Przede wszystkim przeprowadzono szereg zmian na stancjach. W każdej wyznaczono „starszego”, który miał obowiązek pilnować młodszych kolegów. Wprowadzono również książki wydaleń się z mieszkania, w których należało zapisywać każdą nieobecność ucznia oraz skargi na złe prowadzenie się współlokatorów. Pomocnicy gospodarzy i nauczyciele zostali wciągnięci do pewnego rodzaju organizacji policyjno – śledczej. Musieli odwiedzać stancje w określonych odstępach czasu, dniem i nocą. Odbywały się wówczas rewizje, przeglądanie osobistych rzeczy, a nawet podsłuchiwano pod oknami lub zjawiano się nieoczekiwanie nad ranem w pokojach uczniów. Ze stancji zniknęły książki polskie, choć uczniowie nadal wymykali się o północy w celach im wiadomych.

Wprowadzony porządek, rewizje i wizyty wpływały źle na moralność uczniów mieszkających na stancjach, dla których pobyt w szkole stał się równoznaczny z więzieniem. Zdarzało się często, że po przebudzeniu w pokoju zastawali Mieszoczkina, podczas lekcji byli pilnowani przez nauczycieli, po południu czekali na zjawienie się ich na stancji, a w nocy obawiali się, że zostaną zbudzeni przez któregoś z opiekunów.

System pilnowania i kontrolowania uczniów przyczynił się ostatecznie do rozdziału między nauczycielami a uczniami. Co prawda wcześniej nie było jakiegoś pozytywnego porozumienia między tymi dwoma obozami, a areną rozgrywek do czasu przybycia nowego dyrektora była szkoła. Patriotyczna gorliwość śledzących skupiła się przede wszystkim na przestępstwach politycznych i cała walka uczniów z nauczycielami przybrała z czasem cechy politycznego sporu. Za czasów starego dyrektora nauczyciele Polacy starali się łagodzić zatargi z uczniami. Z nastaniem nowej władzy w szkole wszelkie znajomości zostały zerwane. Nauczyciele wycofali się, dbając głównie o swoje posady i pozostawili młodzież samej sobie.

Kriestoobriadnikow i Zabielskij byli politykami nietuzinkowymi. Nie wszczynali awantur z rodzicami i nie prześladowali uczniów. Kiedy złapano jakiegoś chłopca na łamaniu przepisów, winę zawsze darowano, a gdy trzeba było ukarać – czyniono to niezwykle wyrozumiale i pobłażliwie. W sytuacjach sporu między uczniem a nauczycielem Polakiem dyrektor i inspektor stawali zawsze po stronie ucznia, starając się wyprosić u nauczyciela zaniechanie kary. System ten wywarł wpływ na gimnazjalistów, którzy co prawda drżeli przed nowym zarządem, ale jednocześnie zyskali zwolenników w walce z nauczycielami Polakami. Kierownictwo szkolne rozszerzyło swoją działalność na miasto i okolice, a także na całą gubernię i kraj. Ich praca opierała się na dwóch celach. Skupiali się więc na wzmocnieniu życia ludzi ruskich w Klerykowie oraz na odpolszczeniu tak zwanych Polaków.


Jednym z czynników odpolszczania było nieudzielanie pozwolenia uczniom na udział w polskich przedstawieniach. Natomiast jesienią z inicjatywy dyrektora gimnazjum zaczęto organizować amatorskie teatry rosyjskie, z radością popierane przez napływającą do Klerykowa ludność rosyjską. Z konieczności wspomagali ten plan „Nadwiślanie”, zajmujący jakiekolwiek wyższe stanowiska w mieście. Ludność miejscowa wykazywała bierność, choć w dalszym ciągu mówiono w języku ojczystym.

W tym okresie Kleryków przeżywało epokę imigracji rosyjskiej. Zmieniano nazwy ulic, likwidowano wiekowe instytucje, a w ich miejsce wprowadzano rosyjskie. Kiedy pojawiły się afisze, informujące o przedstawieniu teatru amatorskiego, w gimnazjum rozpoczęły się gorączkowe rozmowy. Władza szkolna nie proponowała uczniom zakupu biletów, choć czyniono pewne sugestie, że tak należałoby właśnie zrobić. Wśród uczniów piątej klasy znaleźli się tacy, którzy przebąkiwali, że warto byłoby iść na sztukę, inni natomiast twierdzili, że tylko mandryle mogą uczestniczyć w podobnych szopkach.

Marcin Borowicz był przyjacielem chłopca, który wyraził chęć pójścia na sztukę i poczuł się osobiście dotkniętym sądem tych, którzy byli przeciwnikami rosyjskiego teatru amatorskiego. Postanowił pójść na przedstawienie na przekór wszystkim. Razem z przyjacielem uknuli zemstę na koledze, który skrytykował chęć uczestniczenia w spektaklu. Po powrocie na stancję Marcinek usłyszał w pokoju „starej Przepiórzycy” rozmowę o teatrze amatorskim. Radca Somonowicz nie chciał interesować się sztuką, lecz chłopiec oznajmił, że ma zamiar pójść na widowisko. Przekonania mężczyzny utwierdziły malca w uporze i w dniu przedstawienia udał się on do sali teatralnej, gdzie siedzieli już Rosjanie i zacni obywatele miasta.

Marcinek, który w towarzystwie zaledwie kilku kolegów z różnych klas, stał na parterze, doznał szczególnego niepokoju. Sztuka w ogóle go nie zainteresowała, lecz pogrążyła w smutku. Umiał dobrze mówić i pisać po rosyjsku, traktując ten język jako przedmiot szkolny. Dopiero teraz ta szkolna mowa narzucała mu się ze sceny, którą obserwował w poczuciu, że patrzy na jakiś kraj obcy z dalekimi obyczajami. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wyjść z teatru, kiedy dostrzegł, że w jego stronę skierowane są cztery lornetki. Z uwagą przypatrywali mu się dyrektor, jeden z nauczycieli i jakaś dama. W pierwszej chwili wystraszył się. Później zrozumiał, że to raczej gesty zadowolenia i adoracji. W gromadce uczniów stali przede wszystkim Rosjanie, z Polaków oprócz Borowicza było kilku synów urzędników. Marcin wysunął się przed grupę, aby dyrektor mógł go lepiej widzieć.

W czasie pierwszego antraktu na parterze pojawił się pan Majewski i przywitawszy się w uczniami, poprosił grzecznie, aby Polacy udali się za nim. Zaprowadził ich do loży dyrektorskiej. Kriestoobriadnikow przedstawił kilku chłopców gubernatorowi i towarzyszącym mu damom. Gubernator powitał młodzieńców uściśnięciem dłoni, a jedna z kobiet zapytała Borowicza, czy sztuka podobała mu się. Chłopiec odparł, że bardzo, czując, że tak właśnie powinien odpowiedzieć. Później zostali zaprowadzeni do loży, w której siedział prezes Izby Skarbowej. Pod koniec drugiej sztuki na parterze ponownie zjawił się pan Majewski, przynosząc uczniom olbrzymie pudła ze słodyczami, które były darem pań i panów z loży dla chłopców. Marcinek, jedząc cukierki, odczuł rozkosz, wypływającą z faktu poznania tak znamienitych osób.

Następnego dnia, do klasy wszedł inspektor, który powitał Marcina tak przyjaznym uśmiechem, że wszyscy pięcioklasiści poczuli zazdrość i pożałowali, że nie poszli na przedstawienie. Tego samego dnia Zabielskij poprosił chłopca, aby zaniósł do jego mieszkania zeszyty z ćwiczeniami. W domu inspektor przyjął ucznia niezwykle gościnnie, pokazując mu książki i albumy a także częstując go ciastkami. Żalił się, że uczniowie klasy piątej mu nie ufają i żaden go nie odwiedza. Pod koniec wizyty mały Borowicz był oczarowany mężczyzną, a dobroć nauczyciela rozbudziła w jego sercu wdzięczność. Postanowił wpłynąć na kolegów, żeby również polubili Zabielskija. Widok wytwornego gabinetu zniewalał go i wypełniał dumą i pychą, że oto on stał się przyjacielem osoby na tak wysokim stanowisku. Od tej pory Marcinek był stałym i częstym gościem w domu inspektora.

XII.

Był jeden z ostatnich dni sierpnia, po żniwach. Skrajem szosy maszerował Jędruś Radek, ubrany w uczniowski mundur. Na plecach miał tornister, a w ręku patyk. Mundur chłopca był przerobiony z kapoty ufarbowanej na granatowo. W słońcu błyszczały palmy i litery P.P. (Progimnazjum Pyrzogłowskie). W tornistrze niósł wszystkie podręczniki i kajety, starannie zawinięte w papier. Już drugi dzień Jędrek szedł pieszo spod Pyrzogłów w stronę Klerykowa.

Noc przespał w stercie pod lasem, a w południe ujrzał starą karczmę, do której zaszedł, by odpocząć i posilić się. Kupił kilka bułek i kwartę piwa i rozsiadł się w izbie, rozmawiając z gospodynią, niezadowolony z jej dociekliwych pytań. Niechętnie odparł, że wybiera się do Klerykowa, aby dostać się do klasy piątej i skłamał, że nie ma rodziców. Obawiał się, że gdyby kobieta dowiedziała się prawdy o jego pospolitym pochodzeniu, traktowałaby go z wyższością.

Jędrzej Radek urodził się we wsi Pajęczyn Dolny, w rodzinie biednego fornala. Najmłodsze lata spędził w izbie, w której mieszkały trzy rodziny. Gdy miał kilka lat zaczął pilnować najpierw gęsi, a później maciory z prosiętami w dworskim okólniku. Swoje obowiązki wypełniał z przymusem i często zdarzało się, że karbowy obił mu skórę na plecach za niedopilnowanie stada.

Życie Jędrka zmieniło się dzięki Antoniemu Paluszkiewiczowi, nazywanego Kawką. Mężczyzna był nauczycielem paniczów. Jego przezwisko pochodziło od nieustannego kaszlu, który złośliwie naśladowali jego wychowankowie.

Najwięcej talentu w dręczeniu Kawki wykazywał Jędrzej Radek, który doskonale potrafił naśladować nie tylko głos nauczyciela, ale także jego ruchy. Chłopak często chodził za Paluszkiewiczem, ubrany w długą płachtę, zakładając na nos drucik wygięty na kształt okularów i podpierając się patykiem. Ośmielony faktem, że dziedziczka dawała mu za owe kpiny kromkę chleba z miodem lub kawałek cukru, malec ze śmiałością wołał do nauczyciela po imieniu i drwił z niego.

Pewnego dnia, kiedy Jędrek siedział na płocie, Paluszkiewicz nieoczekiwanie pochwycił go i wciągnął do swojego mieszkania. Po kilkunastu minutach nauczyciel, nie odpowiadając na zuchwałe pytania chłopca, podał mu duży atlas zoologiczny i kazał obejrzeć obrazki. Radek z nieufnością zaczął przeglądać książkę, która tak go zainteresowała, że przez wiele godzin oglądał kolorowe rysunki zwierząt. O zmroku Kawka wypuścił go z pokoju, obdarowawszy go ciastkiem.

Od tamtego wieczoru Jędrzej w każdej wolnej chwili wymykał się do mieszkania nauczyciela. Paluszkiewicz nauczył go czytać, a zimą chłopiec opanował rosyjski. W kolejne lato Kawka zaczął zastanawiać się nad umieszczeniem Radka w Progimnazjum Pyrzogłowskim. Przez wiele lat udało mu się zaoszczędzić kilkaset rubli. Ze względu na postępujące suchoty, zrezygnował z pracy, nieomalże siłą odebrał chłopca rodzicom i odwiózł go do Pyrzogłów. Tam oddał go do pierwszej klasy i opłacił stancję. Sam zamieszkał w miasteczku i żył z oszczędności.

Jędrzej dzięki korepetycjom opiekuna uczył się bardzo dobrze i z pochwałą zdał do klasy drugiej. W tym czasie choroba całkowicie wyniszczała organizm Paluszkiewicza i przez następny rok większość czasu przeleżał w łóżku, przepisując dzieło swojego życia. Pewnej jesiennej nocy zmarł. Na kilka miesięcy przed śmiercią zdążył opłacić stancję Jędrzeja i chłopak spokojnie zdał do trzeciej klasy. Wtedy też był już w stanie utrzymać się z korepetycji udzielanym wstępniakom i pierwszoklasistom. Z trudem, niekiedy przymierając głodem, ukończył klasę trzecią i czwartą i otrzymał świadectwo ukończenia gimnazjum.

Choć wszyscy sądzili, że zostanie księdzem, Radek postanowił dostać się na uniwersytet, pamiętając słowa Paluszkiewicza, który zawsze zachęcał go do dalszej nauki. Nie zamierzał wracać na wieś, pamiętając nadal razy karbowego, nędzne ochłapy rzucane mu przez dziedziczkę za drwienie z Kawki. Nie potrafił też wybaczyć rodzicom – matce, która wielokrotnie zachęcała go do szykan, by zyskał przychylność dworu i ojcu, który karał go za to, że uciekał do mieszkania nauczyciela. W jego sercu zrodziła się wdzięczność do wyśmiewanego Paluszkiewicza.

Po czterech latach nieobecności Jędrzej Radek pojawił się w Pajęczynie. Powrót do domu rodzinnego spowodował, że chłopak zaczął dostrzegać zmiany, jakie w nim zaszły. Wszyscy nadal traktowali go jako syna biednego fornala, pastucha z okólnika, a nikt nie dostrzegał w nim kandydata do klasy piątej. Chłopak odczuwał wstręt do czworaków, w których mieszkał z rodzicami. Wstydził się ojca, matki i swojej obecności we wsi. Po wakacjach wyruszył więc do Klerykowa, odprowadzony przez zapłakanych rodziców. Pożegnał ich w milczeniu, nie wiedząc, co powiedzieć i idąc szosą, płakał.

Posiliwszy się w karczmie, miał zamiar ruszyć dalej, kiedy szynkarka ponownie go zaczęła wypytywać. Odparł jej, by się od niego odczepiła. Wówczas kobieta chciała zamknąć drzwi, lecz chłopak pchnął ją i spokojnie wyszedł. Za sobą usłyszał krzyki i wołanie po sołtysa. Jędrzej zdarzenie w karczmie uznał za zły znak. Po jakimś czasie zaczął ponownie odczuwać zmęczenie i przespał się w cieniu przydrożnej gruszy.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  ciekawostki
3  Czas i miejsce akcji Syzyfowych prac



Komentarze: Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2019-01-22 20:38:18

Bardzo mi się ta książka podobała. Strasznie mnie wciągnęła. Film także oglądałam i stwierdzam iż książka jest całkiem inaczej napisana niż film jest zrealizowany.


2019-01-21 17:25:17

to streszczenie jest świetne, w prawdzie przeczytałam ksiązkę ale zrozumiałam ją dopiero po przeczytaniu streszczenia :d dzięki i aby jeszcze wile takich świetnych prac :P


2019-01-20 16:14:33

Pozdrawiam jak pisałem kartkówkę z lektury syzyfowe prace to pytania były takie jakie miała wlosy pani Anna


2019-01-19 19:14:23

Książka pokazująca prawdziwe wartości, które powinny być na pierwszym miejscu każdego obywatela RP, a i tak 90% piętnastolatków na nią leje... Streszczeń powinno się zakazać, lenie...


2019-01-19 18:59:58

Dobre streszczenie chociarz nie czytałam całego bo chodziło mi tylko o samą końcówkę jak się spotykał z Birutą. Napewno mi to streszczenie pomogło dlatego oceniam na 6 z +. w skali od 1 do 6.




Streszczenia książek
Tagi: