Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
W tym okresie Kleryków przeżywało epokę imigracji rosyjskiej. Zmieniano nazwy ulic, likwidowano wiekowe instytucje, a w ich miejsce wprowadzano rosyjskie. Kiedy pojawiły się afisze, informujące o przedstawieniu teatru amatorskiego, w gimnazjum rozpoczęły się gorączkowe rozmowy. Władza szkolna nie proponowała uczniom zakupu biletów, choć czyniono pewne sugestie, że tak należałoby właśnie zrobić. Wśród uczniów piątej klasy znaleźli się tacy, którzy przebąkiwali, że warto byłoby iść na sztukę, inni natomiast twierdzili, że tylko mandryle mogą uczestniczyć w podobnych szopkach.

Marcin Borowicz był przyjacielem chłopca, który wyraził chęć pójścia na sztukę i poczuł się osobiście dotkniętym sądem tych, którzy byli przeciwnikami rosyjskiego teatru amatorskiego. Postanowił pójść na przedstawienie na przekór wszystkim. Razem z przyjacielem uknuli zemstę na koledze, który skrytykował chęć uczestniczenia w spektaklu. Po powrocie na stancję Marcinek usłyszał w pokoju „starej Przepiórzycy” rozmowę o teatrze amatorskim. Radca Somonowicz nie chciał interesować się sztuką, lecz chłopiec oznajmił, że ma zamiar pójść na widowisko. Przekonania mężczyzny utwierdziły malca w uporze i w dniu przedstawienia udał się on do sali teatralnej, gdzie siedzieli już Rosjanie i zacni obywatele miasta.

Marcinek, który w towarzystwie zaledwie kilku kolegów z różnych klas, stał na parterze, doznał szczególnego niepokoju. Sztuka w ogóle go nie zainteresowała, lecz pogrążyła w smutku. Umiał dobrze mówić i pisać po rosyjsku, traktując ten język jako przedmiot szkolny. Dopiero teraz ta szkolna mowa narzucała mu się ze sceny, którą obserwował w poczuciu, że patrzy na jakiś kraj obcy z dalekimi obyczajami. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wyjść z teatru, kiedy dostrzegł, że w jego stronę skierowane są cztery lornetki. Z uwagą przypatrywali mu się dyrektor, jeden z nauczycieli i jakaś dama. W pierwszej chwili wystraszył się. Później zrozumiał, że to raczej gesty zadowolenia i adoracji. W gromadce uczniów stali przede wszystkim Rosjanie, z Polaków oprócz Borowicza było kilku synów urzędników. Marcin wysunął się przed grupę, aby dyrektor mógł go lepiej widzieć.

W czasie pierwszego antraktu na parterze pojawił się pan Majewski i przywitawszy się w uczniami, poprosił grzecznie, aby Polacy udali się za nim. Zaprowadził ich do loży dyrektorskiej. Kriestoobriadnikow przedstawił kilku chłopców gubernatorowi i towarzyszącym mu damom. Gubernator powitał młodzieńców uściśnięciem dłoni, a jedna z kobiet zapytała Borowicza, czy sztuka podobała mu się. Chłopiec odparł, że bardzo, czując, że tak właśnie powinien odpowiedzieć. Później zostali zaprowadzeni do loży, w której siedział prezes Izby Skarbowej. Pod koniec drugiej sztuki na parterze ponownie zjawił się pan Majewski, przynosząc uczniom olbrzymie pudła ze słodyczami, które były darem pań i panów z loży dla chłopców. Marcinek, jedząc cukierki, odczuł rozkosz, wypływającą z faktu poznania tak znamienitych osób.

Następnego dnia, do klasy wszedł inspektor, który powitał Marcina tak przyjaznym uśmiechem, że wszyscy pięcioklasiści poczuli zazdrość i pożałowali, że nie poszli na przedstawienie. Tego samego dnia Zabielskij poprosił chłopca, aby zaniósł do jego mieszkania zeszyty z ćwiczeniami. W domu inspektor przyjął ucznia niezwykle gościnnie, pokazując mu książki i albumy a także częstując go ciastkami. Żalił się, że uczniowie klasy piątej mu nie ufają i żaden go nie odwiedza. Pod koniec wizyty mały Borowicz był oczarowany mężczyzną, a dobroć nauczyciela rozbudziła w jego sercu wdzięczność. Postanowił wpłynąć na kolegów, żeby również polubili Zabielskija. Widok wytwornego gabinetu zniewalał go i wypełniał dumą i pychą, że oto on stał się przyjacielem osoby na tak wysokim stanowisku. Od tej pory Marcinek był stałym i częstym gościem w domu inspektora.

XII.

Był jeden z ostatnich dni sierpnia, po żniwach. Skrajem szosy maszerował Jędruś Radek, ubrany w uczniowski mundur. Na plecach miał tornister, a w ręku patyk. Mundur chłopca był przerobiony z kapoty ufarbowanej na granatowo. W słońcu błyszczały palmy i litery P.P. (Progimnazjum Pyrzogłowskie). W tornistrze niósł wszystkie podręczniki i kajety, starannie zawinięte w papier. Już drugi dzień Jędrek szedł pieszo spod Pyrzogłów w stronę Klerykowa.

Noc przespał w stercie pod lasem, a w południe ujrzał starą karczmę, do której zaszedł, by odpocząć i posilić się. Kupił kilka bułek i kwartę piwa i rozsiadł się w izbie, rozmawiając z gospodynią, niezadowolony z jej dociekliwych pytań. Niechętnie odparł, że wybiera się do Klerykowa, aby dostać się do klasy piątej i skłamał, że nie ma rodziców. Obawiał się, że gdyby kobieta dowiedziała się prawdy o jego pospolitym pochodzeniu, traktowałaby go z wyższością.

Jędrzej Radek urodził się we wsi Pajęczyn Dolny, w rodzinie biednego fornala. Najmłodsze lata spędził w izbie, w której mieszkały trzy rodziny. Gdy miał kilka lat zaczął pilnować najpierw gęsi, a później maciory z prosiętami w dworskim okólniku. Swoje obowiązki wypełniał z przymusem i często zdarzało się, że karbowy obił mu skórę na plecach za niedopilnowanie stada.

Życie Jędrka zmieniło się dzięki Antoniemu Paluszkiewiczowi, nazywanego Kawką. Mężczyzna był nauczycielem paniczów. Jego przezwisko pochodziło od nieustannego kaszlu, który złośliwie naśladowali jego wychowankowie.

Najwięcej talentu w dręczeniu Kawki wykazywał Jędrzej Radek, który doskonale potrafił naśladować nie tylko głos nauczyciela, ale także jego ruchy. Chłopak często chodził za Paluszkiewiczem, ubrany w długą płachtę, zakładając na nos drucik wygięty na kształt okularów i podpierając się patykiem. Ośmielony faktem, że dziedziczka dawała mu za owe kpiny kromkę chleba z miodem lub kawałek cukru, malec ze śmiałością wołał do nauczyciela po imieniu i drwił z niego.

Pewnego dnia, kiedy Jędrek siedział na płocie, Paluszkiewicz nieoczekiwanie pochwycił go i wciągnął do swojego mieszkania. Po kilkunastu minutach nauczyciel, nie odpowiadając na zuchwałe pytania chłopca, podał mu duży atlas zoologiczny i kazał obejrzeć obrazki. Radek z nieufnością zaczął przeglądać książkę, która tak go zainteresowała, że przez wiele godzin oglądał kolorowe rysunki zwierząt. O zmroku Kawka wypuścił go z pokoju, obdarowawszy go ciastkiem.

Od tamtego wieczoru Jędrzej w każdej wolnej chwili wymykał się do mieszkania nauczyciela. Paluszkiewicz nauczył go czytać, a zimą chłopiec opanował rosyjski. W kolejne lato Kawka zaczął zastanawiać się nad umieszczeniem Radka w Progimnazjum Pyrzogłowskim. Przez wiele lat udało mu się zaoszczędzić kilkaset rubli. Ze względu na postępujące suchoty, zrezygnował z pracy, nieomalże siłą odebrał chłopca rodzicom i odwiózł go do Pyrzogłów. Tam oddał go do pierwszej klasy i opłacił stancję. Sam zamieszkał w miasteczku i żył z oszczędności.

Jędrzej dzięki korepetycjom opiekuna uczył się bardzo dobrze i z pochwałą zdał do klasy drugiej. W tym czasie choroba całkowicie wyniszczała organizm Paluszkiewicza i przez następny rok większość czasu przeleżał w łóżku, przepisując dzieło swojego życia. Pewnej jesiennej nocy zmarł. Na kilka miesięcy przed śmiercią zdążył opłacić stancję Jędrzeja i chłopak spokojnie zdał do trzeciej klasy. Wtedy też był już w stanie utrzymać się z korepetycji udzielanym wstępniakom i pierwszoklasistom. Z trudem, niekiedy przymierając głodem, ukończył klasę trzecią i czwartą i otrzymał świadectwo ukończenia gimnazjum.

Choć wszyscy sądzili, że zostanie księdzem, Radek postanowił dostać się na uniwersytet, pamiętając słowa Paluszkiewicza, który zawsze zachęcał go do dalszej nauki. Nie zamierzał wracać na wieś, pamiętając nadal razy karbowego, nędzne ochłapy rzucane mu przez dziedziczkę za drwienie z Kawki. Nie potrafił też wybaczyć rodzicom – matce, która wielokrotnie zachęcała go do szykan, by zyskał przychylność dworu i ojcu, który karał go za to, że uciekał do mieszkania nauczyciela. W jego sercu zrodziła się wdzięczność do wyśmiewanego Paluszkiewicza.

Po czterech latach nieobecności Jędrzej Radek pojawił się w Pajęczynie. Powrót do domu rodzinnego spowodował, że chłopak zaczął dostrzegać zmiany, jakie w nim zaszły. Wszyscy nadal traktowali go jako syna biednego fornala, pastucha z okólnika, a nikt nie dostrzegał w nim kandydata do klasy piątej. Chłopak odczuwał wstręt do czworaków, w których mieszkał z rodzicami. Wstydził się ojca, matki i swojej obecności we wsi. Po wakacjach wyruszył więc do Klerykowa, odprowadzony przez zapłakanych rodziców. Pożegnał ich w milczeniu, nie wiedząc, co powiedzieć i idąc szosą, płakał.

Posiliwszy się w karczmie, miał zamiar ruszyć dalej, kiedy szynkarka ponownie go zaczęła wypytywać. Odparł jej, by się od niego odczepiła. Wówczas kobieta chciała zamknąć drzwi, lecz chłopak pchnął ją i spokojnie wyszedł. Za sobą usłyszał krzyki i wołanie po sołtysa. Jędrzej zdarzenie w karczmie uznał za zły znak. Po jakimś czasie zaczął ponownie odczuwać zmęczenie i przespał się w cieniu przydrożnej gruszy.

Przez jakiś czas jechał na furze, zapłaciwszy chłopu dwadzieścia groszy za podróż. Kiedy jednak woźnica zaczął go wypytywać o pochodzenie, Radek zażądał zwrotu pieniędzy. Nie odzyskawszy zapłaty, chłopak ruszył dalej pieszo, ze świadomością, że droga do Klerykowa staje się dla niego pechowa. Po przejściu kilku wiorst na szosie pojawiła się bryczka, w której siedział szlachcic. Jędrzej zdjął czapkę i nagle usłyszał, że ktoś go woła. Zaskoczony zauważył, że mężczyzna wzywa go do siebie. Podbiegł do pojazdu, a nieznajomy zaczął go wypytywać, skąd pochodzi i dokąd się wybiera. Potem kazał chłopcu usiąść na koźle, z czego Radek chętnie skorzystał. Nowa nadzieja wstąpiła w serce ucznia.

Miasteczko zrobiło na nim ogromne wrażenie, a ogrom domów i ludzi oszołomił go. Tymczasem szlachcic kazał furmanowi jechać na Targowszczyznę i bryczka zatrzymała się przed okazałym budynkiem. Szlachcic kazał Jędrkowi iść za sobą. Zostawił go w kuchni i po jakimś czasie wezwał do pokoju. Chłopak dostrzegł kobietę, siedzącą na sofie i dwoje dzieci: dwunastoletniego chłopca i dziewczynkę.

Przy stole stał starszy mężczyzna, do którego zwrócił się szlachcic, przedstawiając im Radka. Jegomość odparł, że potrzebuje korepetytora dla syna i zapytał Jędrka, czy chciałby podjąć się tego zajęcia w zamian za stancję i utrzymanie. Chłopak, zaskoczony i ucieszony, odparł, że zgadza się na propozycję mężczyzny. Płoniewicz zdecydował, że Radek będzie spał u nich, dopóki nie dostanie się do gimnazjum i kazał przygotować pokój dla chłopca.

Nieoczekiwana zmiana losu oszołomiła Jędrzeja. W czasie kolacji zasiadł ze wszystkimi do stołu, a później udał się do swojego pokoju, w którym stała stara, zniszczona kanapa i szafka z książkami. Radek zamyślił się, wspominając minione zdarzenia, wreszcie zasnął zmęczony.

Nazajutrz w towarzystwie Władzia, swego ucznia, udał się do gimnazjum i został przyjęty przez Kriestoobriadnikowa do klasy piątej. Tego samego dnia został oficjalnie korepetytorem Władzia Płoniewicza, który utrzymał się w szkole dzięki wysokim łapówkom. Już podczas pierwszej lekcji Radek zauważył, że chłopiec z trudnością uczy się i potrafi z uporem stać nieruchomo przez wiele godzin.

Każdego dnia po obiedzie rozpoczynały się korepetycje, podczas których Jędrzej mozolnie i dobitnie tłumaczył zadane lekcje. Władzio uczył się wszystkiego na pamięć, a jego nauczyciel wierzył w ostateczne zwycięstwo nad miernym uczniem. Przed śniadaniem powtarzali lekcje, których chłopiec wyuczył się poprzedniego dnia, potem razem szli do szkoły, ćwicząc się w słówkach, miarach i wagach.

Po szkole następowało wyuczanie materiału na następny dzień, a w czasie przerwy Radek odrabiał lekcje z panną Micią. Do swoich lekcji Jędrek zasiadał po północy, paląc w tajemnicy papierosy i jedząc stare kromki chleba, ponieważ państwo Płoniewicz nie dbali zbytnio o byt korepetytora, karmiąc go nędznie i skąpo.

Pan Płoniewicz był eks-obywatelem ziemskim. Kiedy nadszedł czas oddania dzieci do szkół, sprzedał majątek i osiedlił się na przedmieściu Klerykowa, gdzie kupił posesję z budynkami, w których mieszkała biedota. Jędrzej Radek polubił to miejsce, gdzie znalazł schronienie i pracę. Czasami jednak, kiedy koledzy z klasy zajadali się na przerwach bułkami, przeklinał nędzne obiady. Ten nieustanny głód wynagradzał mu własny pokój, posiadanie którego sprawiało mu ogromną przyjemność.

Pierwsze miesiące w Klerykowie upłynęły Radkowi w samotności. Tylko raz odwiedził kolegów z klasy piątej, synów bogatego rejenta z prowincji. Tego dnia trafił na bal. Kilku kolegów tańczyło z krzesłami, które zastępowały im panny. Jędrzej stanął w kącie, przyglądając się wszystkiemu i stał się ofiarą żartów. W klasie koledzy nie starali się zaprzyjaźnić z nim, dostrzegając jego nędzne ubranie i szykanując go. Tymkiewicz często przedrzeźniał nowego ucznia, naśladując jego chłopską gwarę. Wówczas Radek odczuwał wstyd, lecz czuł również ogromną pogardę i obojętność. Nauczyciele często odpytywali go, by ocenić jego wiedzę, a młodzieńcowi zdawało się, że wszyscy z niego drwią. Choć był uczniem dobrym i pilnym, jego wiedza stała się pośmiewiskiem dla kolegów i nauczycieli.

Pewnego dnia, po dwóch miesiącach od rozpoczęcia nauki w Klerykowie, pan Nogacki wezwał Radka do tablicy i kazał mu rozwiązać zadanie z geometrii. Chłopak źle wyrysował figurę graniastosłupa i ponaglany przez nauczyciela, popełnił kolejny błąd, wywołując śmiech pozostałych uczniów. Jędrek stracił pewność siebie i stał przed tablicą, kiedy z przedostatniej ławki usłyszał kpiący głos Tymkiewicza. W tym samym czasie Radek zaczął poprawnie rozwiązywać zadanie i otrzymał ocenę bardzo dobrą.

Po skończonej lekcji podniósł się z ławki i podbiegł do Tymkiewicza. Uderzył go gwałtownie pięścią w zęby, bijąc na oślep. Awanturze przyglądał się nauczyciel. Gdy rozdzielono obu chłopców, Nogacki kazał zostać wszystkim w klasie i wyszedł. Po kilkunastu minutach pojawili się inspektor, dyrektor, gospodarz klasy i kilku nauczycieli. Radek stał z pochyloną głową, płacząc. Dyrektor podjął decyzję, by wydalić go z gimnazjum.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  Pozostali bohaterowie Syzyfowych prac
3  Znaczenie tytułu powieści Syzyfowe prace