Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Przez jakiś czas jechał na furze, zapłaciwszy chłopu dwadzieścia groszy za podróż. Kiedy jednak woźnica zaczął go wypytywać o pochodzenie, Radek zażądał zwrotu pieniędzy. Nie odzyskawszy zapłaty, chłopak ruszył dalej pieszo, ze świadomością, że droga do Klerykowa staje się dla niego pechowa. Po przejściu kilku wiorst na szosie pojawiła się bryczka, w której siedział szlachcic. Jędrzej zdjął czapkę i nagle usłyszał, że ktoś go woła. Zaskoczony zauważył, że mężczyzna wzywa go do siebie. Podbiegł do pojazdu, a nieznajomy zaczął go wypytywać, skąd pochodzi i dokąd się wybiera. Potem kazał chłopcu usiąść na koźle, z czego Radek chętnie skorzystał. Nowa nadzieja wstąpiła w serce ucznia.

Miasteczko zrobiło na nim ogromne wrażenie, a ogrom domów i ludzi oszołomił go. Tymczasem szlachcic kazał furmanowi jechać na Targowszczyznę i bryczka zatrzymała się przed okazałym budynkiem. Szlachcic kazał Jędrkowi iść za sobą. Zostawił go w kuchni i po jakimś czasie wezwał do pokoju. Chłopak dostrzegł kobietę, siedzącą na sofie i dwoje dzieci: dwunastoletniego chłopca i dziewczynkę.

Przy stole stał starszy mężczyzna, do którego zwrócił się szlachcic, przedstawiając im Radka. Jegomość odparł, że potrzebuje korepetytora dla syna i zapytał Jędrka, czy chciałby podjąć się tego zajęcia w zamian za stancję i utrzymanie. Chłopak, zaskoczony i ucieszony, odparł, że zgadza się na propozycję mężczyzny. Płoniewicz zdecydował, że Radek będzie spał u nich, dopóki nie dostanie się do gimnazjum i kazał przygotować pokój dla chłopca.

Nieoczekiwana zmiana losu oszołomiła Jędrzeja. W czasie kolacji zasiadł ze wszystkimi do stołu, a później udał się do swojego pokoju, w którym stała stara, zniszczona kanapa i szafka z książkami. Radek zamyślił się, wspominając minione zdarzenia, wreszcie zasnął zmęczony.

Nazajutrz w towarzystwie Władzia, swego ucznia, udał się do gimnazjum i został przyjęty przez Kriestoobriadnikowa do klasy piątej. Tego samego dnia został oficjalnie korepetytorem Władzia Płoniewicza, który utrzymał się w szkole dzięki wysokim łapówkom. Już podczas pierwszej lekcji Radek zauważył, że chłopiec z trudnością uczy się i potrafi z uporem stać nieruchomo przez wiele godzin.

Każdego dnia po obiedzie rozpoczynały się korepetycje, podczas których Jędrzej mozolnie i dobitnie tłumaczył zadane lekcje. Władzio uczył się wszystkiego na pamięć, a jego nauczyciel wierzył w ostateczne zwycięstwo nad miernym uczniem. Przed śniadaniem powtarzali lekcje, których chłopiec wyuczył się poprzedniego dnia, potem razem szli do szkoły, ćwicząc się w słówkach, miarach i wagach.

Po szkole następowało wyuczanie materiału na następny dzień, a w czasie przerwy Radek odrabiał lekcje z panną Micią. Do swoich lekcji Jędrek zasiadał po północy, paląc w tajemnicy papierosy i jedząc stare kromki chleba, ponieważ państwo Płoniewicz nie dbali zbytnio o byt korepetytora, karmiąc go nędznie i skąpo.

Pan Płoniewicz był eks-obywatelem ziemskim. Kiedy nadszedł czas oddania dzieci do szkół, sprzedał majątek i osiedlił się na przedmieściu Klerykowa, gdzie kupił posesję z budynkami, w których mieszkała biedota. Jędrzej Radek polubił to miejsce, gdzie znalazł schronienie i pracę. Czasami jednak, kiedy koledzy z klasy zajadali się na przerwach bułkami, przeklinał nędzne obiady. Ten nieustanny głód wynagradzał mu własny pokój, posiadanie którego sprawiało mu ogromną przyjemność.

Pierwsze miesiące w Klerykowie upłynęły Radkowi w samotności. Tylko raz odwiedził kolegów z klasy piątej, synów bogatego rejenta z prowincji. Tego dnia trafił na bal. Kilku kolegów tańczyło z krzesłami, które zastępowały im panny. Jędrzej stanął w kącie, przyglądając się wszystkiemu i stał się ofiarą żartów. W klasie koledzy nie starali się zaprzyjaźnić z nim, dostrzegając jego nędzne ubranie i szykanując go. Tymkiewicz często przedrzeźniał nowego ucznia, naśladując jego chłopską gwarę. Wówczas Radek odczuwał wstyd, lecz czuł również ogromną pogardę i obojętność. Nauczyciele często odpytywali go, by ocenić jego wiedzę, a młodzieńcowi zdawało się, że wszyscy z niego drwią. Choć był uczniem dobrym i pilnym, jego wiedza stała się pośmiewiskiem dla kolegów i nauczycieli.

Pewnego dnia, po dwóch miesiącach od rozpoczęcia nauki w Klerykowie, pan Nogacki wezwał Radka do tablicy i kazał mu rozwiązać zadanie z geometrii. Chłopak źle wyrysował figurę graniastosłupa i ponaglany przez nauczyciela, popełnił kolejny błąd, wywołując śmiech pozostałych uczniów. Jędrek stracił pewność siebie i stał przed tablicą, kiedy z przedostatniej ławki usłyszał kpiący głos Tymkiewicza. W tym samym czasie Radek zaczął poprawnie rozwiązywać zadanie i otrzymał ocenę bardzo dobrą.

Po skończonej lekcji podniósł się z ławki i podbiegł do Tymkiewicza. Uderzył go gwałtownie pięścią w zęby, bijąc na oślep. Awanturze przyglądał się nauczyciel. Gdy rozdzielono obu chłopców, Nogacki kazał zostać wszystkim w klasie i wyszedł. Po kilkunastu minutach pojawili się inspektor, dyrektor, gospodarz klasy i kilku nauczycieli. Radek stał z pochyloną głową, płacząc. Dyrektor podjął decyzję, by wydalić go z gimnazjum.

Chłopak zebrał swoje książki do tornistra i wyszedł z klasy. Był spokojny, choć serce biło mu szybko i czuł zimne dreszcze. Zrozumiał, że to koniec jego nauki. Usiadł na głazie i zaczął wpatrywać się w pusty dziedziniec. W wyobraźni ujrzał siebie, jak opuszcza dom Płoniewiczów i wraca do rodziców. Wtedy dopiero ogarnęła go wściekłość i rozpacz. Nagle poczuł, że ktoś przed nim stoi. Podniósł głowę i zobaczył nieznanego młodzieńca, który przyglądał mu się przyjaźnie. Był to Marcin Borowicz, wówczas uczeń klasy szóstej.

Marcin powiedział, że słyszał jak dyrektor wyrzucał Radka z gimnazjum i poradził, aby ktoś z wpływowych ludzi w mieście wstawił się za Jędrzejem. Kiedy dowiedział się, że chłopak nikogo nie zna w Klerykowie, obiecał, że sam uda się do Zabielskiego, po czym odszedł. Radek przesiedział na kamieniu do końca lekcji i usłyszał, że go wzywają. Na schodach zauważył inspektora i Borowicza, który coś mówił, żywo gestykulując. Inspektor ponownie zawołał Jędrka i udali się pod kancelarię. Inspektor wszedł do gabinetu, a Radek został na korytarzu, otoczony szydzącymi z niego uczniami.

Po jakimś czasie wyszedł dyrektor i darował winę Radkowi, ostrzegając go, że znalazł się na liście podejrzanych uczniów. Chłopiec ukłonił się i ruszył do klasy, siadając na swoim miejscu. Przez całą lekcję rozmyślał o uczniu, który wyciągnął go z opresji. Nie zapamiętał twarzy Marcina, lecz ta tajemnicza postać zaczęła przybierać w jego świadomość cudowne kształty. Wówczas jego dusza zapłakała nad wybawcą.

XIII.

Klasa szósta, do której uczęszczał Marcin Borowicz, liczyła trzydziestu trzech uczniów, z czego większość stanowili Polacy. Wśród uczniów było trzech Żydów i dwóch Rosjan. Młodzież ta dzieliła się na dwa obozy. Jedną grupę stanowili: Borowicz, jego zwolennicy, Rosjanie i Żydzi, pozostający pod wpływem inspektora, pogardliwie określani mianem „literaci”. Grupa druga, nazywająca siebie ligą wolnopróżniaków, była wrogo nastawiona względem pierwszej.

Marcin Borowicz ogrywał w swoim obozie duże znaczenie. W klasie piątej, pod wpływem inspektora, założył kółko zbierające się w niedzielę po nabożeństwie, by studiować literaturę rosyjską i ćwiczyć się w pisaniu. W klasie szóstej do „literatów” należało już kilkanaście osób, a po Bożym Narodzeniu połączyli się oni z grupami z klas siódmej i ósmej. Spotykali się w mieszkaniu jednego z siódmoklasistów lub w domu inspektora. Czytali wówczas ruskie poematy ludowe, Puszkina i Lermontowa. Pierwsze marzenia i uczucia młodych chłopców znajdowały swoje odzwierciedlenie w utworach pisarzy rosyjskich. Często też uczniowie klas wyższych wygłaszali referaty o treści politycznej i religijnej.

Kierownik dostarczał im książki, na podstawie których przedstawiali Polskę jako „dom niewoli, gniazdo rozbestwionej szlachty, mordującej lud ruski”. Najbardziej zagorzali „literaci” pisali odezwy do Polaków, programy i hymny na cześć Rosji. Wśród nich znaleźli się jednak i tacy, którzy na własną rękę starali się czytać polską historię, by poznać również racje drugiej strony. W miejscowej księgarni pojawiła się książka profesora Michała Bobrzyńskiego „Dzieje Polski w zarysie”, wydana bez uprzedniej cenzury. Historyk jednak twierdził, że Polskę do upadku doprowadziła anarchia.

Zabiegi inspektora Zabielskiego zniechęciły młodzież do czytania literatury ojczystej i sprawiły, że chłopcy nabrali wstrętu do wszystkiego, co polskie. Rusofilizm stał się dla nich symbolem postępowości, krytycyzmu i tężyzny.

Do drugiego ugrupowania, wolnopróżniaków, należeli przeważnie synowie ludzi zamożnych i pochodzący ze szlachty. Zajmowali się przede wszystkim próżniactwem, oszukiwaniem nauczycieli i wszelkimi rozrywkami, głównie grą w karty. Jej członkowie byli przyjaciółmi, a wśród nich nie można było znaleźć żadnego donosiciela, co z kolei było charakterystyczne dla ich przeciwników. W karty najczęściej grywano w domu lekarza Wyszobierskiego, w pokoju jego syna, Antosia. Wolnopróżniacy gromadzili się około północy, w dni, w które można było swobodnie opuszczać stancje.

Gra w karty stała się istotną rozrywką podczas rekolekcji poprzedzających Wielkanoc. Klasy wyższe zebrano wówczas w jednej sali, by uczniowie wysłuchali wikariusza miejscowej fary. Wolnopróżniacy zasiedli w ostatnich ławach i zaczęli grać w karty. W ogólnej ciszy niespodziewanie rozległ się głos jednego z uczniów, wołający o bicie treflem. Władza, ścigająca graczy, nie zdołała jednak wykryć winowajców.

Inna grupa wolnopróżniaków składała się z wielbicieli hippiki. Spotykali się oni za przedmieściem Rokitki w szopach, które zajmował szwadron dragonów i za odpowiednią opłatą dostawali na kilka godzin osiodłane konie.

Kilku wolnopróżniaków pasjonowało się teatrem i szalało za aktorkami. Tej grupie dowodził uczeń klasy siódmej, Wolski, zakochany w aktorce zwanej Iskierką. Pewnego dnia postanowił poznać kobietę i kupiwszy pudełko cukierków, zamierzał wybrać się do jej mieszkania. Prezent schował w łóżku, lecz do jego pokoju weszli młodsi koledzy ze stancji i zmagając się ze sobą, padli na łóżko, niszcząc pudełko. Zrozpaczony Wolski pożyczył dwa mniejsze pudełka od znajomych pensjonarek i pieczołowicie ulepił ze zgniecionej masy cukierki. Z tak przygotowanym darem wyruszył do swojej ukochanej.

Zarówno „literaci” jak i wolnopróżniacy kształcili się głównie w matematyce i fizyce. Resztę przedmiotów traktowali jako zło konieczne. Rozszerzone kursy gramatyki łacińskiej i greckiej zaliczali dzięki wkuwaniu na pamięć całych stron „Odysei”, „Iliady” i „Eneidy”. Rosjanin wykładający język grecki objaśniał Homera z musu i nie interesował się, czy uczniowie rozumieją treść dzieł. Na jego lekcjach uczniowie popadali w stan odrętwienia, a po ukończeniu klerykowskiego gimnazjum szybko zapominali o grece.

Równie nużące były lekcje historii. W klasie szóstej gimnazjaliści musieli przyswoić sobie kurs dziejów Rosji z epoki tak zwanych udziałów i wieców. Marcin Borowicz i jego stronnicy z ugrupowania wyuczali się na pamięć nazwisk wszystkich książąt i dat, lecz nauczyciel nie starał się, aby uczniowie zrozumieli sens minionych czasów.

Natomiast języki: francuski, niemiecki i polski były traktowane jako nieobowiązkowe. Uczeń klasy szóstej musiał wybrać sobie tylko jeden język, a na polski nie musiał chodzić. Rosjanie nie mieli prawa uczęszczać na lekcje polskiego, prowadzone w języku rosyjskim. Wszystkie siły intelektualne gimnazjalistów wykorzystywane były do pisania ćwiczeń rosyjskich o tematach historycznych, literackich i abstrakcyjnych. Ćwiczenia te musiały obowiązkowo zachowywać odpowiedni plan, dlatego też uczniowie najczęściej przepisywali rozprawki ze starych zeszytów i książek.

Biblioteka gimnazjum klerykowskiego znajdowała się na dole gmachu i zajmowała kilka sal. Stały tam szafy z książkami polskimi z XVI, XVII i XVIII wieku, pokryte kurzem i zapomniane. Władze gimnazjalne szczególnie dbały, aby uczniowie nie mieli dostępu do jakichkolwiek książek, które mogłyby wpłynąć na czynne rusofilstwo. Pomimo nieustannego dozoru i rewidowania jedna z zakazanych książek dostała się do rąk szóstoklasistów. Był to rosyjski przekład „History of civilisation In England” Henryka Tomasza Buckle’a. Jeden z ośmioklasistów odnalazł książkę w bibliotece swego wuja i dał kolegom.

Dzieło to wpłynęło znacząco na umysły uczniów i na ich postrzeganie filozofii. Szczególne znaczenie miał przypis z pierwszego rozdziału książki: „Doktryna Opatrzności stoi w związku z doktryną o przeznaczeniu”. Ta krótka myśl sprawiła, że wśród gimnazjalistów powstała grupa filozoficzno – materialistyczna, na której czele stali dwaj siódmoklasiści: Nochaczewski, zwany „Spinozą” i Miller – „Balfegor”. Obydwaj byli tłumaczami dzieła Buckle’a i propagowali nowy kierunek. Spinoza wyjaśniał młodszym kolegom zawiłe zagadnienia książki.

Do materialistów należał również Marcin Borowicz. Nie mieszkał on wówczas u „starej Przepiórzycy”. Był korepetytorem dwóch chłopców i mieszkał razem z kilkoma zamożniejszymi uczniami klas starszych. To właśnie u nich, na stancji u „Czarnej pani” odbywały się wieczorami zaciekłe rozmowy zwolenników bucle’izmu z „metafizykami”, „idealistami” i uczniami wiernymi katolicyzmowi.

Zwolennicy rusofilizmu obawiali się czytywać Buckle’a i z czasem w grupie „literatów” materialiści zaczęli prowadzić spory z zagorzałymi rusofilami. Książka Anglika wpłynęła również na wzrost zainteresowania greką i łaciną. Borowicz, aby lepiej zrozumieć dzieło, w klasie szóstej opanował materiał z matematyki z klasy siódmej. Stał się również specjalistą od ateizmu, a zaprzeczenie wierze wprowadziło osiemnastoletniego wówczas Marcina do całkowicie nowego świata. Wszystko musiał sam zrozumieć i odkrywać.

Gimnazjaliści zaczęli interesować się chemią, anatomią i fizjologią. Borowicz, „Spinoza” i „Balfegor” chodzili potajemnie do rzeźni, by tam studiować anatomię zwierząt.

Dzieło Buckle’a odegrała jeszcze ważniejszą rolę w życiu gimnazjalistów – stała się dla nich kodeksem i siłą moralną. Każdy ze zwolenników teorii Anglika marzył o tym, aby posiąść wiedzę mistrza i stać się nim, uczyć się przez całe życie. Materialiści nauczyli się cenić czas, by jak najpełniej poświęcać się nauce.

Książka wpłynęła również na dalszą rusyfikację młodych zwolenników materializmu. Znali oni ją wyłącznie z tłumaczenia rosyjskiego i w rozmowach wykorzystywali terminy rosyjskie, dobrowolnie poddając się procesowi rusycyzacji.

XIV.

Pewnego jesiennego dnia uczniowie klasy siódmej czekali na lekcję historii. Klasę szóstą ukończyło zaledwie dwudziestu trzech uczniów, do których dołączyło pięcioro drugorocznych. Marcin Borowicz stał w towarzystwie Waleckiego, zwanego „Figą”. Walecki uczył się znakomicie i jedynie przez złe zachowanie zajmował drugie miejsce w klasie wśród prymusów. Był chłopcem niezwykle hardym i często popadał w konflikty z nauczycielami. Stronnictwo literacko – buckle’owskie starało się go pozyskać, lecz Walecki unikał rozmów bezbożnych. Był synem katoliczki, która nieustannie kontrolowała każdy krok młodzieńca, zabierała mu książki i nakazywała zdawać relację z rozmów z kolegami. Dzięki temu nadzorowi chłopiec nigdy nie przeczytał żadnego zakazanego dzieła i nie uczęszczał na spotkania. Marcin wiele razy drwił z Waleckiego, wykorzystując każdą sposobność do wypowiadania swych uwag o Bogu i tocząc z nim zacięte spory.

Do klasy wszedł pan Kostriulew, nauczyciel historii, jeden z najbardziej zagorzałych rusyfikatorów. Na każdej prawie lekcji omawiał sprawy bolesne dla polskiej młodzieży i kazał się uczyć faktów, wybiegających poza materiał gimnazjalny. Tym razem zajął się zagadnieniem upadku Polski i zaczął czytać o prawosławiu na Litwie i konfiskacie klasztoru żeńskiego pod Wilnem. Opowiadał o tym, że delegowani po wywiezieniu mniszek znaleźli w podziemiach wiele trumien ze zwłokami noworodków. Wówczas odezwał się Walecki, prosząc w imieniu kolegów, aby historyk przerwał swój wykład. „Figa” wyjaśnił wzburzonemu nauczycielowi, że jako katolik nie może słuchać takich rzeczy i zarzucił mu kłamstwo.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Ramowy plan wydarzeń Syzyfowych prac
2  Tomasz Walecki "Figa"
3  Andrzej Radek - charakterystyka



Komentarze: Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2019-01-22 20:38:18

Bardzo mi się ta książka podobała. Strasznie mnie wciągnęła. Film także oglądałam i stwierdzam iż książka jest całkiem inaczej napisana niż film jest zrealizowany.


2019-01-21 17:25:17

to streszczenie jest świetne, w prawdzie przeczytałam ksiązkę ale zrozumiałam ją dopiero po przeczytaniu streszczenia :d dzięki i aby jeszcze wile takich świetnych prac :P


2019-01-20 16:14:33

Pozdrawiam jak pisałem kartkówkę z lektury syzyfowe prace to pytania były takie jakie miała wlosy pani Anna


2019-01-19 19:14:23

Książka pokazująca prawdziwe wartości, które powinny być na pierwszym miejscu każdego obywatela RP, a i tak 90% piętnastolatków na nią leje... Streszczeń powinno się zakazać, lenie...


2019-01-19 18:59:58

Dobre streszczenie chociarz nie czytałam całego bo chodziło mi tylko o samą końcówkę jak się spotykał z Birutą. Napewno mi to streszczenie pomogło dlatego oceniam na 6 z +. w skali od 1 do 6.




Streszczenia książek
Tagi: