Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Chłopak zebrał swoje książki do tornistra i wyszedł z klasy. Był spokojny, choć serce biło mu szybko i czuł zimne dreszcze. Zrozumiał, że to koniec jego nauki. Usiadł na głazie i zaczął wpatrywać się w pusty dziedziniec. W wyobraźni ujrzał siebie, jak opuszcza dom Płoniewiczów i wraca do rodziców. Wtedy dopiero ogarnęła go wściekłość i rozpacz. Nagle poczuł, że ktoś przed nim stoi. Podniósł głowę i zobaczył nieznanego młodzieńca, który przyglądał mu się przyjaźnie. Był to Marcin Borowicz, wówczas uczeń klasy szóstej.

Marcin powiedział, że słyszał jak dyrektor wyrzucał Radka z gimnazjum i poradził, aby ktoś z wpływowych ludzi w mieście wstawił się za Jędrzejem. Kiedy dowiedział się, że chłopak nikogo nie zna w Klerykowie, obiecał, że sam uda się do Zabielskiego, po czym odszedł. Radek przesiedział na kamieniu do końca lekcji i usłyszał, że go wzywają. Na schodach zauważył inspektora i Borowicza, który coś mówił, żywo gestykulując. Inspektor ponownie zawołał Jędrka i udali się pod kancelarię. Inspektor wszedł do gabinetu, a Radek został na korytarzu, otoczony szydzącymi z niego uczniami.

Po jakimś czasie wyszedł dyrektor i darował winę Radkowi, ostrzegając go, że znalazł się na liście podejrzanych uczniów. Chłopiec ukłonił się i ruszył do klasy, siadając na swoim miejscu. Przez całą lekcję rozmyślał o uczniu, który wyciągnął go z opresji. Nie zapamiętał twarzy Marcina, lecz ta tajemnicza postać zaczęła przybierać w jego świadomość cudowne kształty. Wówczas jego dusza zapłakała nad wybawcą.

XIII.

Klasa szósta, do której uczęszczał Marcin Borowicz, liczyła trzydziestu trzech uczniów, z czego większość stanowili Polacy. Wśród uczniów było trzech Żydów i dwóch Rosjan. Młodzież ta dzieliła się na dwa obozy. Jedną grupę stanowili: Borowicz, jego zwolennicy, Rosjanie i Żydzi, pozostający pod wpływem inspektora, pogardliwie określani mianem „literaci”. Grupa druga, nazywająca siebie ligą wolnopróżniaków, była wrogo nastawiona względem pierwszej.

Marcin Borowicz ogrywał w swoim obozie duże znaczenie. W klasie piątej, pod wpływem inspektora, założył kółko zbierające się w niedzielę po nabożeństwie, by studiować literaturę rosyjską i ćwiczyć się w pisaniu. W klasie szóstej do „literatów” należało już kilkanaście osób, a po Bożym Narodzeniu połączyli się oni z grupami z klas siódmej i ósmej. Spotykali się w mieszkaniu jednego z siódmoklasistów lub w domu inspektora. Czytali wówczas ruskie poematy ludowe, Puszkina i Lermontowa. Pierwsze marzenia i uczucia młodych chłopców znajdowały swoje odzwierciedlenie w utworach pisarzy rosyjskich. Często też uczniowie klas wyższych wygłaszali referaty o treści politycznej i religijnej.

Kierownik dostarczał im książki, na podstawie których przedstawiali Polskę jako „dom niewoli, gniazdo rozbestwionej szlachty, mordującej lud ruski”. Najbardziej zagorzali „literaci” pisali odezwy do Polaków, programy i hymny na cześć Rosji. Wśród nich znaleźli się jednak i tacy, którzy na własną rękę starali się czytać polską historię, by poznać również racje drugiej strony. W miejscowej księgarni pojawiła się książka profesora Michała Bobrzyńskiego „Dzieje Polski w zarysie”, wydana bez uprzedniej cenzury. Historyk jednak twierdził, że Polskę do upadku doprowadziła anarchia.

Zabiegi inspektora Zabielskiego zniechęciły młodzież do czytania literatury ojczystej i sprawiły, że chłopcy nabrali wstrętu do wszystkiego, co polskie. Rusofilizm stał się dla nich symbolem postępowości, krytycyzmu i tężyzny.

Do drugiego ugrupowania, wolnopróżniaków, należeli przeważnie synowie ludzi zamożnych i pochodzący ze szlachty. Zajmowali się przede wszystkim próżniactwem, oszukiwaniem nauczycieli i wszelkimi rozrywkami, głównie grą w karty. Jej członkowie byli przyjaciółmi, a wśród nich nie można było znaleźć żadnego donosiciela, co z kolei było charakterystyczne dla ich przeciwników. W karty najczęściej grywano w domu lekarza Wyszobierskiego, w pokoju jego syna, Antosia. Wolnopróżniacy gromadzili się około północy, w dni, w które można było swobodnie opuszczać stancje.

Gra w karty stała się istotną rozrywką podczas rekolekcji poprzedzających Wielkanoc. Klasy wyższe zebrano wówczas w jednej sali, by uczniowie wysłuchali wikariusza miejscowej fary. Wolnopróżniacy zasiedli w ostatnich ławach i zaczęli grać w karty. W ogólnej ciszy niespodziewanie rozległ się głos jednego z uczniów, wołający o bicie treflem. Władza, ścigająca graczy, nie zdołała jednak wykryć winowajców.

Inna grupa wolnopróżniaków składała się z wielbicieli hippiki. Spotykali się oni za przedmieściem Rokitki w szopach, które zajmował szwadron dragonów i za odpowiednią opłatą dostawali na kilka godzin osiodłane konie.

Kilku wolnopróżniaków pasjonowało się teatrem i szalało za aktorkami. Tej grupie dowodził uczeń klasy siódmej, Wolski, zakochany w aktorce zwanej Iskierką. Pewnego dnia postanowił poznać kobietę i kupiwszy pudełko cukierków, zamierzał wybrać się do jej mieszkania. Prezent schował w łóżku, lecz do jego pokoju weszli młodsi koledzy ze stancji i zmagając się ze sobą, padli na łóżko, niszcząc pudełko. Zrozpaczony Wolski pożyczył dwa mniejsze pudełka od znajomych pensjonarek i pieczołowicie ulepił ze zgniecionej masy cukierki. Z tak przygotowanym darem wyruszył do swojej ukochanej.

Zarówno „literaci” jak i wolnopróżniacy kształcili się głównie w matematyce i fizyce. Resztę przedmiotów traktowali jako zło konieczne. Rozszerzone kursy gramatyki łacińskiej i greckiej zaliczali dzięki wkuwaniu na pamięć całych stron „Odysei”, „Iliady” i „Eneidy”. Rosjanin wykładający język grecki objaśniał Homera z musu i nie interesował się, czy uczniowie rozumieją treść dzieł. Na jego lekcjach uczniowie popadali w stan odrętwienia, a po ukończeniu klerykowskiego gimnazjum szybko zapominali o grece.

Równie nużące były lekcje historii. W klasie szóstej gimnazjaliści musieli przyswoić sobie kurs dziejów Rosji z epoki tak zwanych udziałów i wieców. Marcin Borowicz i jego stronnicy z ugrupowania wyuczali się na pamięć nazwisk wszystkich książąt i dat, lecz nauczyciel nie starał się, aby uczniowie zrozumieli sens minionych czasów.

Natomiast języki: francuski, niemiecki i polski były traktowane jako nieobowiązkowe. Uczeń klasy szóstej musiał wybrać sobie tylko jeden język, a na polski nie musiał chodzić. Rosjanie nie mieli prawa uczęszczać na lekcje polskiego, prowadzone w języku rosyjskim. Wszystkie siły intelektualne gimnazjalistów wykorzystywane były do pisania ćwiczeń rosyjskich o tematach historycznych, literackich i abstrakcyjnych. Ćwiczenia te musiały obowiązkowo zachowywać odpowiedni plan, dlatego też uczniowie najczęściej przepisywali rozprawki ze starych zeszytów i książek.

Biblioteka gimnazjum klerykowskiego znajdowała się na dole gmachu i zajmowała kilka sal. Stały tam szafy z książkami polskimi z XVI, XVII i XVIII wieku, pokryte kurzem i zapomniane. Władze gimnazjalne szczególnie dbały, aby uczniowie nie mieli dostępu do jakichkolwiek książek, które mogłyby wpłynąć na czynne rusofilstwo. Pomimo nieustannego dozoru i rewidowania jedna z zakazanych książek dostała się do rąk szóstoklasistów. Był to rosyjski przekład „History of civilisation In England” Henryka Tomasza Buckle`a. Jeden z ośmioklasistów odnalazł książkę w bibliotece swego wuja i dał kolegom.

Dzieło to wpłynęło znacząco na umysły uczniów i na ich postrzeganie filozofii. Szczególne znaczenie miał przypis z pierwszego rozdziału książki: „Doktryna Opatrzności stoi w związku z doktryną o przeznaczeniu”. Ta krótka myśl sprawiła, że wśród gimnazjalistów powstała grupa filozoficzno – materialistyczna, na której czele stali dwaj siódmoklasiści: Nochaczewski, zwany „Spinozą” i Miller – „Balfegor”. Obydwaj byli tłumaczami dzieła Buckle`a i propagowali nowy kierunek. Spinoza wyjaśniał młodszym kolegom zawiłe zagadnienia książki.

Do materialistów należał również Marcin Borowicz. Nie mieszkał on wówczas u „starej Przepiórzycy”. Był korepetytorem dwóch chłopców i mieszkał razem z kilkoma zamożniejszymi uczniami klas starszych. To właśnie u nich, na stancji u „Czarnej pani” odbywały się wieczorami zaciekłe rozmowy zwolenników bucle`izmu z „metafizykami”, „idealistami” i uczniami wiernymi katolicyzmowi.

Zwolennicy rusofilizmu obawiali się czytywać Buckle`a i z czasem w grupie „literatów” materialiści zaczęli prowadzić spory z zagorzałymi rusofilami. Książka Anglika wpłynęła również na wzrost zainteresowania greką i łaciną. Borowicz, aby lepiej zrozumieć dzieło, w klasie szóstej opanował materiał z matematyki z klasy siódmej. Stał się również specjalistą od ateizmu, a zaprzeczenie wierze wprowadziło osiemnastoletniego wówczas Marcina do całkowicie nowego świata. Wszystko musiał sam zrozumieć i odkrywać.

Gimnazjaliści zaczęli interesować się chemią, anatomią i fizjologią. Borowicz, „Spinoza” i „Balfegor” chodzili potajemnie do rzeźni, by tam studiować anatomię zwierząt.

Dzieło Buckle`a odegrała jeszcze ważniejszą rolę w życiu gimnazjalistów – stała się dla nich kodeksem i siłą moralną. Każdy ze zwolenników teorii Anglika marzył o tym, aby posiąść wiedzę mistrza i stać się nim, uczyć się przez całe życie. Materialiści nauczyli się cenić czas, by jak najpełniej poświęcać się nauce.

Książka wpłynęła również na dalszą rusyfikację młodych zwolenników materializmu. Znali oni ją wyłącznie z tłumaczenia rosyjskiego i w rozmowach wykorzystywali terminy rosyjskie, dobrowolnie poddając się procesowi rusycyzacji.

XIV.

Pewnego jesiennego dnia uczniowie klasy siódmej czekali na lekcję historii. Klasę szóstą ukończyło zaledwie dwudziestu trzech uczniów, do których dołączyło pięcioro drugorocznych. Marcin Borowicz stał w towarzystwie Waleckiego, zwanego „Figą”. Walecki uczył się znakomicie i jedynie przez złe zachowanie zajmował drugie miejsce w klasie wśród prymusów. Był chłopcem niezwykle hardym i często popadał w konflikty z nauczycielami. Stronnictwo literacko – buckle`owskie starało się go pozyskać, lecz Walecki unikał rozmów bezbożnych. Był synem katoliczki, która nieustannie kontrolowała każdy krok młodzieńca, zabierała mu książki i nakazywała zdawać relację z rozmów z kolegami. Dzięki temu nadzorowi chłopiec nigdy nie przeczytał żadnego zakazanego dzieła i nie uczęszczał na spotkania. Marcin wiele razy drwił z Waleckiego, wykorzystując każdą sposobność do wypowiadania swych uwag o Bogu i tocząc z nim zacięte spory.

Do klasy wszedł pan Kostriulew, nauczyciel historii, jeden z najbardziej zagorzałych rusyfikatorów. Na każdej prawie lekcji omawiał sprawy bolesne dla polskiej młodzieży i kazał się uczyć faktów, wybiegających poza materiał gimnazjalny. Tym razem zajął się zagadnieniem upadku Polski i zaczął czytać o prawosławiu na Litwie i konfiskacie klasztoru żeńskiego pod Wilnem. Opowiadał o tym, że delegowani po wywiezieniu mniszek znaleźli w podziemiach wiele trumien ze zwłokami noworodków. Wówczas odezwał się Walecki, prosząc w imieniu kolegów, aby historyk przerwał swój wykład. „Figa” wyjaśnił wzburzonemu nauczycielowi, że jako katolik nie może słuchać takich rzeczy i zarzucił mu kłamstwo.

Kostriulew wyszedł z klasy. Marcin nazwał kolegę „ognistym katolikiem”, co rozgniewało chłopca. Po chwili do klasy wbiegł dyrektor z całym sztabem gimnazjalnym i wezwał do siebie „Figę”. Uczeń stanął przed nim i odparł w imieniu całej klasy, że jako katolicy chodzą do spowiedzi i wyznają swoją wiarę i zażądał, aby historyk przeczytał ponownie o zajęciu klasztoru. Inspektor zwrócił się do pozostałych uczniów i zapytał, czy upoważnili Waleckiego do protestowania. Kiedy żaden z nich nie odpowiedział, spytał się Goldbauma, który odparł, że jest starozakonny.

Potem inspektor identyczne pytanie skierował do Borowicza, który odrzekł, że uważa wykłady Kostriulewa za użyteczne i że wszyscy z ciekawością ich wysłuchali, a Walecki protestował wyłącznie w swoim imieniu. Pozostali uczniowie, rozumiejąc, że Marcin w ten sposób pomniejsza ich winę, odpowiadali podobnie jak on. Tylko jeden z chłopców, Rutecki, odparł, że „Figa” zaprotestował również w jego imieniu i razem z Waleckim został wyprowadzony z klasy.

Po wyjściu nauczycieli i winowajców z klasy, siódmoklasiści zebrali się w gromadach, rozmawiając o zajściu. Jeden z drugorocznych, zwany „Pieprzojadem”, nazwał to świństwem. Borowicz odparł, że nic innego nie mogli wymyślić. Nadal twierdził, że historyk miał rację, ponieważ w historii chodzi przede wszystkim o prawdę. Jego opinię potwierdziło kilku kolegów.

Tymczasem z kancelarii słychać było głośne rozmowy, nad którymi górował głos Waleckiego. Zebrali się tam prawie wszyscy gospodarze klas i po kilkudziesięciu minutach wezwano matkę „Figi”. Wówczas „Pieprzojad” ponownie nazwał zajście świństwem i łajdactwem. Za ściany dobiegł rozpaczliwy krzyk Waleckiego i chłopcy rzucili się do drzwi. Ujrzeli kolegę wynoszonego przez strzech stróżów i pana Pazura do izby zwanej „zapasową”. Walecka ruszyła ku wyjściu. Po chwili pojawił się Rutecki z wiadomościami, że „Figa” zamiast wydalenia z gimnazjum dostanie rózgi.

W połowie następnej lekcji do klasy wrócił „Figa”. Chłopiec podszedł do swojej ławki powoli i zerknął na Borowicza, który zadrżał po jego straszliwym spojrzeniem.

XV.

Po Świętach Bożego Narodzenia uczniowie klasy siódmej zastali nowego kolegę, Bernarda Siegera, wydalonego z warszawskiego gimnazjum. Nikt nie potrafił dowiedzieć się za co przybysz został usunięty ze szkoły i dopiero jeden z ośmioklasistów, który był w Warszawie, zdobył informację, że Siegera wyrzucono za „nieprawomyślność”. Do Klerykowa został przyjęty dzięki specjalnemu pozwoleniu kuratora okręgu naukowego i wstawiennictwu jednej ze znanych osobistości.

Bernard został otoczony specjalną opieką. Mieszkał u Kostriulewa i nie pozwalano mu się kontaktować po szkole z kolegami. Każdego dnia rewidowano jego tornister i najczęściej to właśnie jego wzywano do odpowiedzi. Nowy uczeń okazał się również dobrym uczniem.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  Czas i miejsce akcji Syzyfowych prac
3  Główne wątki Syzyfowych prac