Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Buckle`iści przekonali się, że Sieger czytał Buckle`a i Drapera oraz inne dzieła, o których usłyszeli pierwszy raz.

Sieger żył w odosobnieniu. Po lekcjach szedł natychmiast do mieszkania Kostriulewa, które opuszczał wyłącznie w towarzystwie opiekuna. Koledzy z klasy obserwowali go z ciekawością i zawiścią. Ogólnie zazdroszczono mu pobytu w Warszawie, a uprzejmą grzeczność odbierano jako wyniosłość i arystokratyzm. Początkowo nie pozwalano nowemu uczniowi uczestniczyć w lekcjach języka polskiego. Dopiero po miesiącu uzyskał pozwolenie władz szkoły.

Tego dnia język polski był ostatnią lekcją. Sztetter wszedł do klasy i wezwał jednego z uczniów do odpowiedzi. Ten, aby uniknąć odpytywania, wspomniał, że jest nowy uczeń. Sieger wstał i przedstawił się, wyjaśniając, że nazywa się Zygier, choć jego ojciec i dziad podpisywali się „Sieger”. W smutnych oczach polonisty pojawiło się zainteresowanie i zapytał chłopca, czy chce uczęszczać na lekcje. Bernard odparł, że tak, ponieważ jest to ojczysty język. Sztetter z obawą spojrzał na drzwi i kazał mu czytać.

Zygier zaczął czytać wskazany fragment, a pozostali uczniowie zajęli się odrabianiem lekcji lub drzemaniem. Tymczasem Bernard zaczął rozbierać zdania pod względem logicznym i gramatycznym. Wszystkich zaskoczyło, że robił to po polsku i niezwykle starannie. Kiedy skończył, nauczyciel rzekł, że nie ma odpowiedniego stopnia, aby ocenić jego wiedzę i zaczął wypytywać, jakie utwory czytał. Zygier odparł, że w czytał systematycznie dzieła z literatury polskiej, a w szczególności romantyków. Sztetter spytał, czy czytał Mickiewicza, a kiedy uczeń odparł twierdząco, zapytał, co wie o pisarzu. Zygier zaczął opowiadać o życiu romantyka i o napadzie podchorążych na Belweder w nocy 29 listopada, a później zaczął recytować „Redutę Ordona”.

W pierwszej chwili polonista zerwał się i zaczął machać rękami, aby Bernard przestał. Chłopiec jednak nie zamilkł. W klasie zapanowała cisza i wszyscy wpatrywali się w ucznia, który recytował „polskie wiersze”. Walecki zbliżył się do drzwi i wyglądał na korytarz. Zygier mówił ze spokojem, a słowa utworu trafiały wprost do serc słuchaczy, którzy powstali z ławek i zbliżyli się do mówcy. Marcin Borowicz siedział w ławce, mając wrażenie, że już kiedyś słyszał to wszystko, słuchał ze wstrętem i złością, lecz jednocześnie dziwny ból przejmował jego duszę. Kiedy Zygier zaczął recytować ostatni fragment wiersza, Borowicz zamknął oczy i przypomniał sobie opowieść strzelca Nogi o żołnierzu, który leżał w zapomnianej mogile. Z trudem powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć płaczem. Sztetter siedział milczący, a po jego bladej twarzy spływały łzy.

XVI.

Ulubionym miejscem Marcina Borowicza i ośmioklasistów stał się Stary Browar, mieszczący się na przedmieściach. Niegdyś mieścił się tu browar, teraz został zamieniony na lokale mieszkalne przez Żydka, który wykupił ruinę.

W jednej z oficyn mieszkali rodzice Mariana Gontali, jednego z kolegów Marcina, którego ojciec był urzędnikiem Izby Skarbowej. Marian mieszkał na strychu, z którego okien rozpościerał się widok na jedno z przedmieść Klerykowa i okoliczne lasy i łąki. Tuż obok był sad i miejsce, odwiedzane przez grupę przyjaciół, zwane „dziurą Efialtesa”. Właśnie tam często spędzali czas Zygier, Borowicz, Pieprzojad i Andrzej Radek, uczeń klasy siódmej. Gdy Gontala wracał z korepetycji i chciał zobaczyć się z kolegami, stawiał w oknie zapaloną świecę.

Zygier każdego dnia około dziesiątej wymykał się Kostriulewowi i szedł do Mariana lub Radka, z którym łączyła go szczera i serdeczna przyjaźń. Kierownikiem spotkań na „górce” był Bernard, dzięki któremu sposób myślenia gimnazjalistów znacznie się zmienił. Dzięki niemu poznali wielką poezję wygnańczą, historię rewolucji i upadków oraz prawdę o czynach ludów. Zakaz policyjny, którym objęto dzieła Mickiewicza jako niebyłe, wzmógł jedynie ciekawość i miłość do poety. Zaczęto czytać rzeczy zabronione przez władzę, uczono się ich na pamięć.

Andrzej Radek w swojej szafce na stancji u Płoniewiczów odnalazł dzieła Mickiewicza i Słowackiego, broszury polityczne i różne dzieła. Początkowo przeczytał je sam, a kiedy zaprzyjaźnił się z Zygierem, zaczął przynosić książki na zebrania. Po pochłonięciu każdej książki, rozmawiano o utworach, zestawiano je ze sobą i dyskutowano o opisanych postaciach i sytuacjach.

Gdy Marcin po raz pierwszy przeczytał „Dziady” nie był w stanie z nikim rozmawiać. Uciekł do lasu i chodził, ogarnięty niewysłowionym wzruszeniem. Poezja i literatura romantyków odegrała w życiu Borowicza niezwykle ważną rolę. Przez każde czytanie dzieło przechodził jak przez mękę, która kształtowała jego myśli, wskazywała błędy i ulepszała go.

Równie istotne zmiany zachodziły w przyjaciołach Borowicza. Walecki uwielbiał Buckle`a, którego objaśniał mu Marcin i uczestniczył w badaniach przyrodniczych, które możliwe były dzięki podręcznikom i ćwiczeniom przysyłanym z Warszawy przez „Spinozę” i „Balfegora”. Zygier kierował zebraniami w każdą niedzielę. Na każde spotkanie któryś z chłopców musiał przygotować rozprawkę z dowolnych książek. Uczyli się również przedmiotów z kursów gimnazjalnych i pomagali sobie w odrabianiu zadanych lekcji.

Na spotkaniach pojawiali się także wolnopróżniacy, choć wypracowania pisane po polsku wywoływały w nich niechęć i uważali je za zbyteczne, grywając podczas odczytów w karty.

Tylko jeden raz na „górce” urządzono zabawę. Na początku kwietnia syn kupca przyniósł butelkę maślacza. Gontala wyznaczył spotkanie na godzinę dziewiątą. Tego dnia Borowicz, zajęty korepetycjami, dopiero przed dziesiątą ruszył na zebranie. Nieoczekiwanie na ulicy ujrzał Majewskiego i ukrył się za drzewem, szukając ratunku dla kolegów. Mężczyzna najwyraźniej wiedział o zgromadzeniu i ruszył w stronę Starego Browaru. Marcin zaczął go śledzić. Majewski znał przejście przez „dziurę Efialtesa” i z łatwością przedostał się do ogrodu. Borowicz nie wiedział, jak przedostać się do przyjaciół i ostrzec ich o grożącym niebezpieczeństwie.

Obserwował nauczyciela, który starał się odnaleźć ruchomą deskę w parkanie. Wtedy chwycił kładkę, która umożliwiała przejście przez rzeczkę, i wyciągnął ją na swój brzeg. Później zaczął się skradać w stronę nauczyciela i rzucił w niego bryłą błota. Majewski zatrzymał się i natychmiast otrzymał drugi cios. Marcina ogarnęła złość i ciskając kolejnymi pociskami w znienawidzonego profesora, przez zaciśnięte zęby, szeptał: „Masz za teatr, za inspektorskie zebrania, za literaturę. Tyś mnie chciał do siebie podobnym…”. Mężczyzna ruszył w stronę mostku i zrozumiał, że znalazł się w pułapce. Próbował przekupić przeciwnika rublami, aby oddał mu deskę, lecz Borowicz nadal rzucał w niego błotem. W końcu zmęczył się i zaniechał dalszej zemsty. Usiadł, ukryty za parkanem i obserwował nauczyciela. Majewski starał się odnaleźć drogę powrotną i w końcu zaczął w bród przechodzić przez rzeczkę. Dopiero wtedy Marcin udał się na „górkę”.

Koledzy opróżnili już butelkę maślacza. Kiedy Borowicz wszedł do pokoju, wszyscy zaczęli się dopytywać, dlaczego zjawił się tak późno. Marcin kazał im jak najszybciej rozejść się, ostrzegając przed rewizją. Początkowo sądzono, że żartuje. Nagle Radek stanął na środku izby, lecz Zygier prosił go, aby milczał. Wtedy Andrzej usiadł na swym miejscu i zaczął śpiewać. Bernard uspokoił go i z pozostałymi kolegami opuścili „górkę”.

Około północy na ulicy pojawił się Majewski w towarzystwie dwóch miejskich strażników. Okazało się, że wbrew zapewnieniom nauczyciela, kładka leżała na miejscu i nie odnaleziono dziury w parkanie. Majewski w końcu zaniechał czekania na uczniów i udał się do domu.

XVII.

Po Wielkiej Nocy ośmioklasiści zaczęli przygotowywać się do egzaminu maturalnego. Powtarzano cały materiał gimnazjalny, a uczniowie nawet nie zorientowali się, kiedy minął kwiecień i pierwsze dni maja.

Tymczasem nastała wiosna. Marcin Borowicz uczył się na ławce, w ustronnym miejscu w parku, zniknąwszy wszystkim z oczu. Spędzał tam czas od wczesnego świtu i wbrew wszelkim pozorom nie był sam.

W pierwszych dniach maja zmierzał właśnie ku swojej ławeczce, kiedy ujrzał siedzącą na kamiennej ławie dziewczynę i serce w nim zamarło. Miał przed sobą Annę Stogowską, córkę lekarza wojskowego i jedną z najlepszych uczennic klasy siódmej gimnazjum żeńskiego, zwaną „Birutą”. Ojciec Anny w młodości miał romans z córką czynownika i został zmuszony do poślubienia panny.

Matka – Rosjanka, z miłości do męża uczyła się języka polskiego i z biegiem lat stała się prawdziwą Polką. Rosjanie nie mieli wstępu do jej domu i zerwała wszelkie kontakty ze swoją rodziną. Była znana w Klerykowie jako osoba, która postępowała rozważnie i czuła, że jest główną przyczyną upadku męża. Dzieci uczyła nienawiści do wszystkiego, co rosyjskie, lecz w głębi serca tęskniła za czasami dzieciństwa, a jej życie stało się męczarnią. Nagle rozchorowała się na zapalenie płuc i zmarła w wieku trzydziestu paru lat.

Anna miała wówczas czternaście lat i już wtedy wiedziała, że nigdy nie wyjdzie za mąż, aby nie podzielić losu matki. Koleżanki nazwały ją „Birutą”, ponieważ nigdy nie flirtowała z chłopcami i przysięgła pozostać dziewicą. W gimnazjum, zmuszana do chodzenia do cerkwi, buntowała się i stosowano wobec niej rozmaite kary oraz grożono wydaleniem ze szkoły. Ojciec, któremu powodziło się coraz gorzej, błagał ją, by była posłuszna. Anna czytała dużo, była nieufna, milcząca i nieprzystępna.

Po śmierci matki na jej barkach spoczęła opieka nad młodszym rodzeństwem i zajmowanie się domem. Podobnie jak matka uczyła braci i siostry nienawiści do ducha moskwicyzmu.

Borowicz zakochał się w „Birucie” pod koniec zimy. Pewnego mroźnego dnia spotkał ją, kiedy szła do cerkwi. Spojrzał wówczas na nią przelotnie i przypomniawszy sobie, co mówiono o dziewczynie, ruszył za nią. Przez chwilę dostrzegł jej smutne oczy, które utkwiły mu głęboko w pamięci. Anna, pochłonięta obowiązkami domowymi, nie bywała u żadnej z koleżanek, co utrudniało Marcinowi zapoznanie się z ukochaną.

Czasami widywał ją na ulicy, a wtedy odczuwał nieopisaną radość, z uwielbieniem wpatrując się w jej cudną postać. Pewnego dnia dostał od jednej z siódmoklasistek pamiętnik do wpisania pamiątkowego wierszyka i odnalazł w nim wiersz napisany przez Annę. Młodzieniec długo wpatrywał się w utwór i oddał sztambuch, wyrwawszy z niego kartkę zapisaną ręką „Biruty”.

W ciągu następnych miesięcy Marcin widział Annę tylko raz. Później całkowicie pochłonęła go nauka do matury i czasami nad ranem wychodził do miasta i krążył w pobliżu domu „Biruty”, ciesząc się, że jest tak blisko dziewczyny. Często stał nieruchomo, wpatrując się w okna pokoju Stogowskiej.

Pewnego dnia ujrzał Annę w parku. Zerknęła na niego niechętnie i chciała odejść, lecz ostatecznie została. Marcin wpatrywał się w nią zachwycony, z trudem dostrzegając w pięknej twarzy rysy dziewczyny, którą zapamiętał jako drobną i mizerną. Nawet nie zauważył kiedy wybiła godzina siódma i „Biruta” odeszła. Kiedy wrócił na stancję, uczył się zawzięcie, aby na chwilę opanować uczucia, które nim targały. Na myśl o ukochanej odczuwał senną rozkosz i wiele go kosztowało, by zmusić się do wytężonej nauki.

Nad ranem wrócił do parku i pogrążył się w marzeniach, ogarnięty tęsknotą. Po jakimś czasie usłyszał kroki i w końcu spojrzał na ławkę, na której ponownie siedziała Anna. Od tej chwili wpatrywał się w nią, ogarnięty szczęściem. Dziewczyna nie zwracała na niego uwagi, pochłonięta całkowicie nauką. W pewnej chwili spojrzała na młodzieńca, zaskoczona zachwytem, malującym się na jego twarzy i poczuła bolesne dreszcze.

Następnego dnia nie pojawiła się w parku. Borowicz przesiedział na ławce przez cały ranek, czekając na nią. Kolejnego dnia również jej nie ujrzał. Marcin przez ten czas rozmyślał o niej i zrozumiał, że musi zapomnieć o dziewczynie i unikać jej widoku. Trzeciego dnia nie poszedł do parku i udał się do lasu, gdzie przeleżał wiele godzin. Po południu wrócił na stancję i zaczął się uczyć.

Przed świtem wyszedł jednak z domu i bezwiednie ruszył w stronę ławki, na której siedziała Anna. Nie spodziewał się, że dziewczyna zjawi się i zaskoczony ujrzał ją, zdążającą w stronę ławki. Marcin poczuł się oszołomiony. „Biruta” była zawstydzona, starała się uczyć, lecz jej wzrok spoczął na kamykach pod stopami. Czuła na sobie spojrzenia młodzieńca i po długim czasie podniosła na niego wzrok. Na jej ustach pojawił się uśmiech.

Wpatrywali się w siebie przez jakiś czas, czasami ona odwracała głowę, by ponownie popatrzeć na Marcina. Nic nie zmąciło tych szczęśliwych chwil
.
XVIII.

Na początku września Marcin Borowicz przyjechał do Klerykowa, aby załatwić sprawy koleżeńskie. Od spotkania w parku, kiedy to wpatrywał się w oczy Anny, nie widział jej więcej. Dziewczyna zniknęła i na próżno starał się jej szukać w mieście, w parku i pod bramą gimnazjum żeńskiego. Wiedział jedynie, że zdaje egzamin maturalny. Matura, wręczenie świadectw i pożegnanie z kolegami zdawało się być dla niego czymś nierzeczywistym. Wakacje spędził w domu, wyręczając chorego ojca w obowiązkach w gospodarstwie. Do Klerykowa zdołał wyrwać się zaledwie na kilka dni. Po przyjeździe spotkał „starą Przepiórzycę”, która powitała go z radością i zaprosiła na kawę.

W domu kobiety zastał radcę Somonowicza, który go nie rozpoznał. Borowicz powiedział, że wybiera się do Warszawy, by studiować na uniwersytecie. Dowiedział się, że stancja została zamknięta, ponieważ Kriestoobriadnikow nie pozwolił, aby prowadziły ją katoliczki i że wkrótce zostaną otwarte internaty dla młodzieży. Marcin odparł, że to dobry sposób na wprowadzanie moskwicyzmu wśród uczniów, zmuszania ich do mówienia po rosyjsku nawet poza szkołą. Dodał, że nawet jeśli nie uczestniczył w rewolucji i powstaniach, to ma prawo czuć ucisk i opierać mu się ze wszystkich sił. Na te słowa radca zareagował gwałtownie, wołając, że nie chce już po raz trzeci patrzeć na walki.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 - 


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  Syzyfowe prace jako dokument epoki i "pamięć rzeczy przeżytych"
3  Geneza powieści