Aluzje do „Wesela” Wyspiańskiego
Trzeci akt dramatu Stanisława Ignacego Witkiewicza stanowi brutalną i groteskową parodię narodowych mitów znanych z dzieła Stanisława Wyspiańskiego. Autor dekonstruuje młodopolską symbolikę, zastępując romantyczne wizje zjednoczenia klas bezwzględną rzeczywistością totalitaryzmu i kultury masowej. Słynny Chochoł traci swoje magiczne właściwości, stając się pustym znakiem nowych, zmechanizowanych czasów.
Koniec młodopolskich złudzeń
Witkacy w trzecim akcie „Szewców” bezlitośnie rozprawia się z jednym z najważniejszych tekstów polskiej kultury. Cała finałowa część dramatu to groteskowa parodia „Wesela”. Stanisław Ignacy Witkiewicz obnaża anachronizm młodopolskich symboli, pokazując ich całkowitą nieprzydatność w XX wieku.
W jego świecie chłopi dawno przestali być siłą, z którą ktokolwiek musi się liczyć. Zamiast symbolicznego ślubu inteligencji z ludem, który u Wyspiańskiego miał przynieść narodowe odrodzenie, w „Szewcach” dochodzi do brutalnego zderzenia klas. Narzędziem tego połączenia nie jest zgoda i braterstwo, lecz gwałt i naga siła.
Nowy Chochoł i kultura masowa
Najbardziej wyrazistym nawiązaniem do dramatu Wyspiańskiego jest pojawienie się ChochołaW „Weselu” symbol uśpionych wartości narodowych i marazmu, ukrywający w sobie żywy krzew róży.. Witkacy całkowicie odwraca jednak jego znaczenie. Kiedy ze zjawy opada słomiana powłoka, oczom bohaterów nie ukazuje się żadna głęboka prawda o narodzie. Zamiast tego z wnętrza wychodzi zwykły, modnie ubrany Bubek.
Ten nowy, zdegenerowany Chochoł nie gra już usypiającej, hipnotycznej melodii. Sam zaczyna tańczyć w rytm narzuconej mu muzyki. Finałowy taniec nie ma nic wspólnego z narodowym transem. Bubek, podobnie jak pozostali bohaterowie, jest całkowicie zniewolony przez wszechmatrycęWitkacowski neologizm oznaczający ostateczny, zmechanizowany system społeczny niszczący wszelki indywidualizm..
Parodia „Wesela” w „Szewcach” idealnie wpisuje się w katastrofizm Witkacego. Pisarz uważał, że ludzkość zmierza ku całkowitej mechanizacji życia, w której nie ma miejsca na sztukę, religię ani filozofię. Wyśmianie narodowych świętości to dowód na to, że dawne idee straciły rację bytu w obliczu nadchodzącego totalitaryzmu.
Triumf suprapanbabojarchatu
Witkacy określa ten nowy, przerażający porządek mianem „suprapanbabojarchatu”. To system, w którym zacierają się wszelkie różnice, a jednostka staje się jedynie trybikiem w maszynie. Tradycyjny folklor i dawne wartości duchowe zostają bezpowrotnie wyparte przez płytką kulturę masową. Pisarz ostatecznie kompromituje tradycyjne mity, udowadniając, że w epoce totalitaryzmów polska kultura potrzebuje zupełnie nowego języka.