Śmieszność czy tragizm? Oceń postawy bohaterów opowiadań Antoniego Czechowa.
Spis treści
Temat i teza
Temat: Śmieszność czy tragizm? Oceń postawy bohaterów opowiadań Antoniego Czechowa.
Teza: Postawy bohaterów opowiadań Czechowa są jednocześnie śmieszne i tragiczne - komizm sytuacji i zachowań przykrywa głęboko ludzki dramat zniewolenia strachem, konformizmem i servile naśladownictwem. Śmiech, jaki wywołują Czerwiakow czy Oczumiełow, szybko zamiera, gdy uświadamiamy sobie, że ich groteskowe zachowania są symptomem choroby całego społeczeństwa.
Przykładowa rozprawka
Antoni Czechow pisał swoje opowiadania w latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy Rosja carów była państwem przesiąkniętym hierarchią, lękiem i biurokratyczną bezsensownością. Bohaterowie jego miniatur - urzędnicy, nadzorcy, drobni rzemieślnicy - śmieszą już od pierwszej strony. Ich zachowania ocierają się o farsę, a dialogi wydają się przerysowane do granic absurdu. Czy jednak śmiech jest tu jedyną właściwą reakcją? Uważna lektura Śmierci urzędnika i Kameleona prowadzi do wniosku, że za każdą groteskową sceną kryje się autentyczny tragizm: człowiek, który dosłownie umiera ze strachu albo wyrzeka się elementarnej godności, nie jest figurą komiczną - jest ofiarą systemu, który sam współtworzy.
Najbardziej wymownym przykładem jest historia Iwana Czerwiakowa ze Śmierci urzędnika. Urzędnik kichnął w teatrze na łysą głowę generała Bryzżałowa i - choć ten nie okazał żadnej irytacji - wpadł w spiralę obsesyjnych przeprosin. Czechow opisuje kolejne wizyty Czerwiakowa z bezlitosną precyzją: bohater przeprasza raz, drugi, trzeci, wreszcie generał wytraca cierpliwość i krzyczy na natarczywego petenta. Czerwiakow wraca do domu, kładzie się na kozetce i umiera. Śmierć ze wstydu czy ze strachu? Oba te uczucia są tak zakorzenione w jego psychice, że stają się siłą fizycznie destrukcyjną. Komizm tej historii jest oczywisty - sam pomysł, by kilkakrotnie przepraszać kogoś za przypadkowe kichnięcie, jest absurdalny. Ale właśnie ten absurd odsłania tragizm: Czerwiakow nie potrafi żyć w poczuciu, że uchybił przełożonemu. Hierarchia społeczna wyparła w nim instynkt samozachowawczy.
Można by argumentować, że skoro Czechow sam publikował te teksty w pismach satyrycznych i pisał je jako humoreski, to intencją autora był wyłącznie komizm - czytelnik miał się śmiać, nie zastanawiać. To ujęcie ma swoją rację: konwencja gatunkowa, zwięzłość narracji i przerysowanie postaci sprzyjają lekturze rozrywkowej. Jednak Czechow jako człowiek wychowany w biedzie, syn sklepikarza, który sam wyzwolił się z mentalności poddańczej, wielokrotnie podkreślał, że jego celem było właśnie obnażenie tej mentalności - nie jej celebracja. Komizm był dla niego narzędziem, nie celem. Śmiech miał otworzyć drogę do refleksji, nie zastąpić jej. Dlatego trudno uznać te opowiadania za czysto humorystyczne - są raczej komedią z tragicznym podszyciem, bliską temu, co dziś nazywamy czarnym humorem.
W Kameleonie mechanizm jest odwrotny: tu to nie strach przed karą zabija bohatera, lecz błyskawiczne zmienianie przekonań w zależności od tego, kto jest ważniejszy. Nadzorca policyjny Oczumiełow rozpatruje sprawę psa, który ugryzł złotnika Chriukina. Kiedy podejrzewa, że pies jest bezpański, staje po stronie poszkodowanego. Gdy ktoś sugeruje, że zwierzę może należeć do generała Bryzżałowa, natychmiast zmienia front - może to Chriukin sam jest winien? Zmiana zdania następuje kilkakrotnie w ciągu kilku minut, za każdym razem motywowana wyłącznie statusem domniemanego właściciela psa. Oczumiełow jest śmieszny - jego retoryczne wolty są tak gwałtowne, że scena staje się niemal komiksowa. Ale tragizm tej postaci polega na tym, że Oczumiełow prawdopodobnie nie jest świadomy własnej hipokryzji. On naprawdę uważa, że w każdej chwili ma rację, bo jego jedynym kryterium jest hierarchia władzy. Człowiek, który utracił zdolność do samodzielnego osądu, to postać godna nie tylko śmiechu, ale i pewnego rodzaju współczucia - nawet jeśli Czechow tego wprost nie artykułuje.
Czechow dokonał czegoś rzadkiego: zmusił czytelnika do śmiania się i jednoczesnego wstydzenia za ten śmiech. Czerwiakow i Oczumiełow są śmieszni, bo ich zachowania łamią normy zdrowego rozsądku. Są tragiczni, bo normy, które sami wyznają - absolutna uległość wobec silniejszego, brak własnego zdania, strach jako dominująca emocja - były normami milionów ludzi w ówczesnej Rosji. Czechow nie osądza bohaterów wprost; pokazuje ich z ironicznym dystansem, który jest zarazem wyrokiem na system, jaki ich ukształtował. To dlatego jego opowiadania czyta się po ponad stu latach bez poczucia, że mówią o czymś odległym - mechanizmy konformizmu i strachu przed władzą nie mają daty ważności.