Narracja i styl w „Pani Bovary” (obiektywizm Flauberta)
Flaubert stosuje w Pani Bovary narrację trzecioosobową auktorialną z radykalnie wyciszonym komentatorem - narrator rejestruje fakty, lecz niemal nigdy ich wprost nie ocenia. Technika mowy pozornie zależnej (style indirect libre) sprawia, że myśli Emmy wnikają w tkankę zdań bez cudzysłowów, zacierając granicę między perspektywą bohaterki a głosem opowiadającego. Ironia budowana jest strukturalnie - jak w scenie comices agricoles, gdzie przemówienia o cnocie, uwodzenie Emmy przez Rudolfa i jarmarczna wrzawa bydła zestawione są w jednoczesnym montażu bez żadnego autorskiego sądu.
Spis treści
Gustave Flaubert pracował nad Panią Bovary przez niemal pięć lat - od 1851 do 1856 roku - i przez cały ten czas prowadził z przyjaciółmi korespondencję, w której obsesyjnie wracał do jednego problemu: jak pisać o świecie banalnym, prowincjonalnym i duchowo pustym, nie zarażając się jego banalnością? Odpowiedzią stał się styl, który sam autor nazywał „bezosobowym" - narracja tak zdyscyplinowana, że przez długie fragmenty czytelnik nie słyszy żadnego komentarza od osoby opowiadającej.
\n\nNarrator trzecioosobowy i jego pozorna nieobecność
\n\nFlaubert stosuje narrację trzecioosobową auktorialną, ale robi z nią coś przewrotnego: narrator wie wszystko, lecz niemal niczego nie ocenia wprost. To radykalne odejście od powieści balsakowskiej, gdzie głos opowiadającego regularnie wkraczał, by tłumaczyć, pouczać lub moralizować. U Flauberta obserwator stoi z boku, rejestruje fakty z chłodem protokołu sądowego i zostawia czytelnika sam na sam z materiałem.
\n\nEfekt jest dezorientujący - szczególnie w pierwszych rozdziałach, gdy śledzimy Karola jeszcze przed poznaniem Emmy. Narrator opisuje jego głupkowatą czapkę złożoną z kilku warstw różnych materiałów z taką drobiazgowością, jakby sporządzał inwentarz. Żadnego „niestety" ani „jak widać". Przedmiot mówi sam za siebie, a czytelnik sam wyciąga wnioski o właścicielu.
\n\nStyl indirect libre - mowa pozornie zależna
\n\nNajważniejszym narzędziem Flauberta jest technika, którą francuska teoria literatury nazywa style indirect libre - mowa pozornie zależna. Polega ona na tym, że myśli i odczucia postaci wnikają do narracji bez formalnych znaczników typu „pomyślała" albo „powiedziała sobie w duchu". Narrator i bohater mówią jednym głosem, a granica między nimi się zaciera.
\n\nPrzykład: gdy Emma po ślubie siedzi w powozie i obserwuje przejeżdżający krajobraz, jej rozmyślania o tym, że życie jest inne niż w powieściach, jakie czytała w klasztorze, nie są podane w cudzysłowie. Wchodzą w tkankę zdania tak płynnie, że czytelnik przez chwilę jest Emmą - podziela jej perspektywę, zanim zdąży zachować dystans. To technika podwójnie precyzyjna: Flaubert daje nam dostęp do wnętrza bohaterki, a jednocześnie - przez delikatne sygnały składniowe - sugeruje, że jej postrzeganie rzeczywistości jest zniekształcone.
\n\nTa sama technika pojawia się podczas romansu z Rudolfem. Emma snuje marzenia o ucieczce, egzotycznych krajach, namiętnościach wyjętych z romansów. Narrator relacjonuje te fantazje bez ironicznego cudzysłowu, ale sam dobór słów - patos, operowość wyobraźni Emmy - sprawia, że uważny czytelnik widzi przepaść między romantyczną projekcją a nudną prowincją Yonville.
\n\nObiektywizm jako strategia moralna
\n\nFlaubert wielokrotnie powtarzał, że artysta powinien być w swoim dziele jak Bóg w stworzeniu - wszędzie obecny i nigdzie niewidoczny. To nie była poza estetyczna. Za tym postulatem stała konkretna decyzja: nie będę mówił czytelnikowi, co ma czuć do Emmy. Zbliż się do niej tak, jak ona zbliża się do swoich złudzeń - i sam oceń.
\n\nDlatego scena śmierci Emmy jest tak uderząco pozbawiona patosu. Truizna powiecie by, że Flaubert opisuje agonię z medyczną dokładnością. Tak, ale robi to przez skumulowanie konkretnych szczegółów zmysłowych: kwaśny smak arszeniku, konwulsje, czarne wymiociny. Żałoba Karola zostaje pokazana przez przedmioty - chodzi po domu i zbiera suknie żony. Narrator nie komentuje. Właśnie ta powściągliwość czyni scenę nie do zniesienia.
\n\nIronia strukturalna zamiast sądu
\n\nTam, gdzie narrator Flauberta rezygnuje z jawnego komentarza, wkracza ironia wbudowana w strukturę narracji. Najbardziej znany przykład to scena comices agricoles - wiejskich targów rolniczych. Flaubert przeprowadza ją na trzech poziomach jednocześnie: na trybunie urzędnicy wygłaszają pompatyczne przemówienia o cnocie i porządku, na piętrze Rudolf uwodzi Emmę słowami wyjętymi z romansu, a na placu chłopi przepędzają bydło i odbierają nagrody za hodowlę. Montaż tych trzech planów nie wymaga komentarza - sam zestawienie jest sądem.
\n\nPodobnie działa postać aptekarza Homais. Jego nieustanne oracje o postępie, nauce i rozumie nigdy nie są wprost ośmieszone przez narratora. Flaubert po prostu cytuje go konsekwentnie - z każdym rozdziałem coraz bardziej napuszony, coraz bardziej zadowolony z siebie - aż czytelnik sam dochodzi do wniosku, że prowincjonalny scjentyzm jest równie ograniczony co romantyczne fantasmagorie Emmy.
\n\nPrecyzja słowa - le mot juste
\n\nFlaubert był znany z tego, że nad jednym zdaniem potrafił siedzieć całymi dniami w poszukiwaniu le mot juste - jedynego właściwego słowa. To nie był kaprys perfekcjonisty. Wynikało to z przekonania, że styl i myśl są nierozdzielne: złe zdanie oznacza niejasną myśl, a niejasna myśl to fałsz artystyczny.
\n\nW praktyce przekłada się to na prozę gęstą od konkretnych rzeczowników i zmysłowych przymiotników przy jednoczesnej oszczędności metafor. Opisy Normandii, wnętrz domów, ubrań i potraw są niemal katalogowe - ale właśnie ta katalogowość buduje wrażenie świata realnie istniejącego, ciężkiego, materialnego. Emma marzy o wylocie poza ten świat, lecz Flaubert pisze go tak, żeby czytelnik rozumiał: nie ma dokąd uciec, bo rzeczywistość jest wszędzie tak samo gęsta i duszna.
\n\nPunkt widzenia i jego przesunięcia
\n\nChoć dominuje perspektywa Emmy, Flaubert regularnie ją opuszcza - i to nieprzypadkowo. Powieść zaczyna się od Karola, który pamięta Emmę jeszcze jako pannę Rouault. Kończy się na Homaisu, który triumfuje po jej śmierci. To ramowanie jest znaczące: Emma nie jest centrum wszechświata, za jakie ją uważa. Jest postacią w cudzej historii, obserwowaną z zewnątrz wtedy, gdy sama tego nie wie.
\n\nTakie przesunięcia punktu widzenia są jednym z subtelniejszych narzędzi ironii Flauberta. Gdy nagle widzimy Emmę oczami Leona albo Rudolfa - a nie przez filtr jej własnych wyobrażeń o sobie - przepaść między tym, jak się postrzega, a tym, jak jest postrzegana, staje się bolesna i komiczna zarazem.
\n\nStyl Flauberta w Pani Bovary jest precyzyjnie skonstruowaną maszyną do produkcji dystansu i empatii równocześnie. Czytelnik rozumie Emmę od środka, ale widzi ją z zewnątrz - i to napięcie, utrzymywane przez całą powieść bez jednego pęknięcia, jest tym, co odróżnia tę prozę od zwykłego realizmu.