Czy idealizacja rzeczywistości zawsze prowadzi do tragicznego finału? Rozważ na przykładzie Emmy Bovary.
Spis treści
Temat i teza
Temat: Czy idealizacja rzeczywistości zawsze prowadzi do tragicznego finału? Rozważ na przykładzie Emmy Bovary.
Teza: Idealizacja rzeczywistości, gdy staje się trwałą strategią życiową zastępującą racjonalne działanie, prowadzi nieuchronnie do tragedii - Emma Bovary ginie nie z powodu złego losu, lecz dlatego, że nigdy nie porzuciła złudzeń na rzecz prawdy o sobie i świecie. Przypadek Emmy pokazuje, że nie romantyczne marzenia same w sobie są destrukcyjne, lecz ich absolutyzacja kosztem wszelkiego kontaktu z rzeczywistością.
Przykładowa rozprawka
Gustave Flaubert opublikował Panią Bovary w 1856 roku i natychmiast wywołał skandal - nie erotyczną treścią, lecz bezlitosną diagnozą pewnego typu osobowości. Emma Bovary pochłania romanse i wierzy, że życie powinno wyglądać jak ich strony. Gdy prowincjonalna rzeczywistość nie spełnia tych oczekiwań, buduje kolejne złudzenia: o idealnym kochanku, o miłości, która wszystko odmieni, o długach, które jakoś się spłacą. Powieść kończy się śmiercią Emmy - samobójstwem przez połknięcie arszeniku - i trudno oprzeć się wrażeniu, że taki finał był od początku nieuchronny. Teza, którą chcę obronić, brzmi: idealizacja rzeczywistości nie niszczy każdego marzyciela automatycznie, ale gdy przeradza się w całkowite oderwanie od faktów i zastępuje wszelką sprawczość - prowadzi do katastrofy. Emma Bovary jest tego modelowym przykładem.
Źródłem problemu Emmy jest wychowanie, które zasiało w niej przekonanie o świecie z powieści. Lata spędzone w klasztorze na lekturze sentymentalnych romansów ukształtowały w niej wyobraźnię gotową na wielką miłość, dramatyczne gesty i życie pełne intensywnych doznań. Gdy wychodzi za Karola - dobrodusznego, przeciętnego lekarza wiejskiego - szybko odkrywa, że mąż nie jest w stanie zaspokoić żadnego z tych pragnień. Zamiast jednak zrewidować oczekiwania, Emma przenosi ideał na kolejne obiekty. Rudolf Boulanger wydaje jej się mężczyzną z powieści: przystojny, pewny siebie, mówiący pięknie. Tymczasem Rudolf jest zimnym uwodzicielem, który porzuca ją listem pełnym banalnych wymówek. Emma niemal umiera z rozpaczy - nie dlatego, że straciła konkretnego człowieka, lecz dlatego, że runął kolejny ulepiony przez nią posąg. Mechanizm jest zawsze ten sam: idealizacja obiektu, rozczarowanie, kryzys, szukanie nowego złudzenia.
Można próbować bronić tezy przeciwnej: może Emma po prostu miała pecha, trafiając na złych ludzi i w złe miejsce? Yonville to prowincjonalne miasteczko, Karol jest rzeczywiście nudny, Rudolf - manipulatywny, Leon - słaby. Gdyby Emma żyła w Paryżu, otoczona ludźmi na poziomie jej wrażliwości, może skończyłoby się inaczej. Ten argument ma pozorną siłę, ale Flaubert go rozmontowuje. Gdy Emma wreszcie jedzie do Rouen i spotyka Leona - młodego, wykształconego klerka, który wcześniej ją podziwiał - romans szybko staje się rutyną. Leon nie jest w stanie dorównać wyobrażeniu Emmy o nim. Ona sama wyznaje mu, że jest dla niej „bardziej kochankiem niż wszystkimi innymi", co znaczy tyle, że na chwilę pasuje do roli z jej wewnętrznego scenariusza. Gdy przestaje pasować, nudzić zaczyna się też jej. Problem nie leży więc w przypadkowych okolicznościach, lecz w samej strukturze myślenia Emmy - żaden rzeczywisty człowiek nie wytrzyma konfrontacji z wymogami romantycznej fikcji.
Tragizm Emmy pogłębia to, że idealizacja przenika nie tylko jej życie uczuciowe, lecz też finansowe. Emma wydaje pieniądze jak bohaterka romansu, nie jak żona wiejskiego lekarza o skromnych dochodach: jedwabne suknie, wizyty w operze, prezenty dla kochanków. Lichwiarze Lheureux i Guillaumin uzależniają ją od siebie stopniowo, a Emma - zamiast skonfrontować się z Karolem i przyznać do długów - szuka cudownego ratunku. Prosi Rudolfa, prosi Leona, upokarza się przed każdym, kto mógłby zagrać rolę wybawcy z powieści. Gdy wszyscy odmawiają, nie widzi już żadnego wyjścia. Śmierć przez arszenik jest w pewnym sensie ostatnim romantycznym gestem - dramatycznym, teatralnym, nieodwracalnym. Flaubert opisuje ją bez patosu: truciznę poprzedza zwykła wizyta w aptece Homais, a agonia Emmy jest fizycznie odrażająca. To celowy zabieg - autor odbiera jej śmierci całą poetyckość, którą Emma by jej nadała.
Idealizacja rzeczywistości nie zawsze kończy się katastrofą - historia literatury zna marzycieli, którzy przekształcają swoje wizje w twórczość, wynalazki lub reformy społeczne. Emma Bovary nie należy do tej grupy, ponieważ jej marzenia są wyłącznie konsumpcyjne: chce przeżywać piękne życie, nie tworzyć czegokolwiek. Gdy rzeczywistość nie dostarcza gotowych scenerii i rekwizytów, Emma po prostu się w niej nie mieści. Flaubert pokazuje w swojej powieści coś, co dziś psychologia nazywałaby tendencją do magicznego myślenia połączonego z niezdolnością do odroczenia gratyfikacji. Tragiczny finał Emmy nie jest wyrokiem na każdego, kto marzy - jest precyzyjną diagnozą człowieka, który marzenie wybrał zamiast życia, a nie obok niego.