Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Pierwszy pojawił się Andrzej Grudziński – wojewoda kaliski. Przybył z licznym pocztem dworzan i służby. Zatrzymał się w domu burmistrza i czekał na swoją szlachtę kaliską, lecz nie śpieszyło się jej. Okazało się, że zamiast stawić się do obrony ojczyzny, wolała zarabiać przy strzyżeniu owiec, a dokładniej przy myciu wełny. Choć Grudziński, wstydząc się za nich przed żołnierzami, wysłał ponaglenie, lecz nie stawili się nawet po zakończeniu strzyżenia. Teraz czekali na żniwa. Dopiero po kilku listach zjechali szumnie: konno, kolasami, z ogromem służby, kredensami, prowiantem, orężem.

Poza nimi do Piły przybyli wojewoda poznański Krzysztof Opaliński (w pozłacanej karecie z 300 hajdukami, tłumem dworzan z oddziałem rajtarów), jego stryjeczny brat, wojewoda podlaski Piotr Opaliński ze swym szwagrem Jakubem Rozdrażewskim – wojewodą inowrocławskim. Każdy z nich przywiódł po 150 ludzi, prócz dworzan i służby. Byli jeszcze Sędziwój Czarnkowski – kasztelan poznański, Stanisław Pogorzelski – kasztelan kaliski, Maksymilian Miaskowski – kasztelan krzywiński, Paweł Gębicki – pan międzyrzecki i wielu innych. W pewnym momencie zabrakło domów w miasteczku dla dworzan, więc ogrom łąk zaroił się od namiotów, które rozstawiły się na obrzeżach Piły. Teren mienił się kolorami, gdyż każdy szlachcic przywiózł piechotę z wielu powiatów, każdego innej barwy. Bazarnicy wybudowali wzdłuż miasteczka rzędy kramów i sprzedawali w nich przeróżne towary, jadło, przybory, trunki. Kuchnie polowe dzień i noc gotowały bigosy, pieczenie itd. Szlachta jadła, piła i bawiła się, narzekając na króla Jana Kazimierza, że zostawił ich w potrzebie, wszystkie wojska wysłał na Ukrainę przeciw Chmielnickiemu, pozbawiając ich fortuny i dorobek ochrony.


Poza narzekaniem było jeszcze wiele innych niedogodności na drodze wojennej. Choć szlachta z zasobnej wielkopolski miała pieniądze na obronę, nie miała jednak pojęcia, jak to zrobić, gdyż była obszarem najmniej wojowniczym. Kozacy, Tatarzy, Turcy nigdy nie deptali tych okolic, więc zapomniała, jak wygląda wojna. Dygnitarze żyli w dostatku, myśląc jedynie o sposobach zasypania pruskiego rynku wełną i zbożem.

Jakby tego było mało, także rada wojenna składała się z dygnitarzy niemających pojęcia o wojnie. Dotychczas pilnowali tylko swoich spraw i urzędów, a teraz mieli zajmować się taktyką walki. Uradzili z pomocą rotmistrzów, że obozy założone pod Piłą, Wieleniem i Ujściem będą się wspomagać w zależności od tego, z której strony nadciągnie wróg. Ujście zajął wojewoda poznański – Krzysztof Opaliński, reszta rycerstwa zajęła obozy w Pile i Wieleniem. Nadrzeczną przestrzeń „łukiem obozów objętą” obsypano szańcami na sześć mil.
Tymczasem od strony Szczecina kroczył z siedemnastotysięcznym, zdyscyplinowanym wojskiem Wittenberg - stary wódz, który przeżył swoje życie na wojnie trzydziestoletniej.

Nadszedł lipiec. Szlachta czekała najpierw w gotowości, z biegiem tygodni rozleniwiając się coraz bardziej. Dokuczała im nuda, nie chodzili już nawet na musztrę robioną przez rotmistrzów, wysyłając w swoim zastępstwie pachołków. Byli niezdyscyplinowani, ich wojsko składało się z zastępów wozów, straży i służby do pilnowania namiotów. Nie przewidzieli, że będzie aż tak upalnie. Narzekając na pogodę, przenieśli swoje namioty do lasu. Tam ciągle ucztowali, pili, aż w końcu stracili ducha do walki. Od szesnastego lipca z nudów zaczęli się wymykać z obozu do domów, burząc się i buntując coraz bardziej z powodu nadchodzących żniw. Prawie nikt nie myślał o zwycięstwie, tylko o zbiorach, pieniądzach itd.

Z jednej strony stał polski obóz wyglądający jak zbiorowisko jarmarczne, pełne oburzonej i kłócącej się szlachty. Z drugiej strony szło milczące, poważne, pokorne wojsko szwedzkie, ludzie, którzy całe życie przeżyli na wojnach. Wittenberg specjalnie prowadził ich powoli, aby w Polakach „wypalić cierpliwość, aby ich złamać”. Wraz z nimi szedł Benedykt Horn, Karol Schedding, Irwin zwany Bezrękim i ponad siedemnastotysięczne wojsko w szyku, siedemdziesiąt dwa działa, namioty, wozy.

Gdy 21 lipca stanęli w lesie przy słupie granicznym Polski, ujrzeli piękny, żyzny kraj. Radziejowski zapewnił Wittenberga, że pod Ujściem nie ma żadnego hetmana z regularnym wojskiem, jest tylko pospolite ruszenie szlachty nieznającej wojny. Nikt nie wyśle do nich posiłków, gdyż wojsko jest na Ukrainie i Litwie, a przebywający w Warszawie król Jan Kazimierz nie wierzy, że szwedzki monarcha Karol Gustaw wbrew umowie i rozejmowi rozpocznie wojnę. To miało zapewnić zwycięstwo.


Wittenberg wysłał pod Ujście posłańca z listami, w których przekonywał do poddania się. Po całonocnej naradzie szlachta z pospolitego ruszenia posłuchała się Andrzeja Grudzińskiego. Wojewoda kaliski zaproponował paktowanie ze Szwedami.

Szwedzi stali o dzień drogi od obozu pod Ujściem. Stanisław Skrzetuski, Piotr Opaliński, Skoraczewski wprowadzili ład i porządek w obozie, a potem we trzech wyruszyli z kilkoma ochotnikami na podjazd nad brzeg Noteci, skąd wrócili z jeńcami.

24 lipca wojsko szwedzkie stanęło naprzeciw Piły. Z obozu polskiego wyjechało kilkuset ochotników na harce. Tabun pułków nieprzyjaciela – piesze i konne - ruszył na nich. Udało im się ich rozproszyć, pomimo iż Stanisław Skrzetuski z dwoma chorągwiami stawiał opór. Wittenberg stanął pod Ujściem, rozstawił działa pod szańcami obozu i zaczął strzelać.

O świcie Szwedzi otoczyli obóz z drugiej strony Noteci, gdzie nie było usypanych nawet szańców. W obozie zapanowała panika, szlachta próbowała uciekać, gdy wysłannik Wittenberga – Radziejowski wraz z generałem Wirtzem przybyli na paktowanie. Udali się wprost do siedziby wojewody poznańskiego.

Po jakimś czasie pierwszy wybiegł z niej Władysław Skoraczewski. Trzymając się za głowę, krzyczał do zebranego tłumu: „Zdrada! Morderstwo! Hańba! Jesteśmy Szwecją, już nie Polską! Matkę tam mordują w tym domu!”. Nawoływał do broni, wtórowali mu Piotr Skoraczewski, Skrzetuski, lecz szlachta nie chciała słuchać.

Potem z budynku wyszli Krzysztof Opaliński – wojewoda poznański, Andrzej Grudziński – wojewoda kaliski, kasztelani i Radziejowski z generałem Wirtzem. Opaliński ogłosił, że od dzisiaj poddali się w protekcję Karola Gustawa, ocalając dzięki temu swą ojczyznę. Przekonywali, że zachowają wolność, podatki nie będą zwiększone, nie będzie grabieży, że wojska szwedzkie im pomogą w wyruszeniu na Litwę i Ukrainę i przywróceniu rozgrabionych ziemi Rzeczypospolitej. Strzegł, że jeżeli zrobią weto, to w godzinę działa szwedzkie zniszczą ich obóz.

Szlachta z pospolitego ruszenia wiwatowała, cieszyła się z takiego rozwiązania. Mogli przecież wrócić do swych domów na żniwa i powiększać majątki. Opaliński uściskał Radziejowskiego, a wieczorem wszyscy udali się na ucztę w obozie szwedzkim zorganizowaną przez Wittenberga.

Droga Kmicica do Częstochowy


Po tym, jak książę Jan Radziwiłł oszukał Andrzeja Kmicica i zaprzedał ojczyznę Szwedom, rycerz – jak jego współpracownik - został uznany za zdrajcę. Był ścigany, za jego głowę wyznaczono nagrodę. Na nic się zdał fakt, iż Andrzej pragnął służyć ojczyźnie.

Nie wiedząc co dalej robić, Kmicic postanowił wyruszyć na Śląsk do opuszczonego przez wszystkich króla Jana Kazimierza. Chciał przez to odkupić winę za swoją głupotę i ślepą wierność Radziwiłłowi. Przybrawszy nazwisko Babinicz (od swojego miasteczka Babinicze) dla niepoznaki, wyruszył przed siebie z najbliższymi towarzyszami. Wszyscy - wachmistrz Sroka, Kiemlicze i reszta - zwracali się do niego per Babinicz.

Bohaterowie przebrali się za chłopów i udawali, że jadą na jarmark do Soboty. Wzięli ze sobą konie, dzięki czemu mogli podawać się za koniarzy. Jechali granicą między województwem trockim a Prusami przez bezdroża, lasy. Najpierw weszli do Prus, potem do Ełku, gdzie dokupili więcej koni. Czasami zatrzymywali się na postój, lecz większą część dnia jechali.

Pewnego dnia zostali zatrzymani w Przasnyszu przez szwedzki patrol. Kimicic, z obawy przez zdemaskowaniem i zarekwirowaniem koni, pokazał żołnierzom pokwitowanie potwierdzające, iż w Warszawie otrzyma pieniądze z kwatery głównej. Ten kwit utorował im dalszy, bezpieczny przejazd, pomimo ciągłych zatrzymać przez patrole.

Po drodze podróżujący słyszeli od ludzi o poddaniu się Krakowa. Napotykana szlachta wyśmiewała się z Jana Kazimierza i Czarnieckiego. Największy szok Babinicz przeżył, gdy w Pułtusku wszedł do kościoła pomodlić się i ujrzał kwaterujące tam wojsko szwedzkie. Rycerze palili ogniska, grali w karty, pili, zabawiali się z ladacznicami. Zdezorientowany Kmicic chwycił się za głowę, wybiegł ze zbezczeszczonej świątyni i szeptał w kółko: „- Boże, ujmij się! Boże, skarz! Boże, ratuj!”.

Po wejściu do Warszawy, w której w zastępstwie przebywającego w Krakowie Wittenberga rządził Radziejowski, bohaterowie spotkali żołnierzy wielu narodowości mówiących różnymi językami. Okazało się, że Szwedzi zabrali mieszkańcom domy i cały dobytek, wygnali ich na bruk, rabowali kościoły, dwory, pałace.

Sytuacja Rzeczypospolitej była tragiczna. Wróg rósł w siłę, wzmocniony przyłączeniem się do niego szlachty i magnatów. Ludzie opuszczali króla tułacza, który siedział w Głogowej i dołączali do Karola Gustawa. Król Szwedów przyjmował zdrajców z otwartymi ramionami, nagradzał i obiecywał cuda. W ten sposób przejął już całą Litwę. Wiarę w pokonanie nieprzyjaciela wyznawał jedynie prosty lud.

Bohaterowie jechali dalej, nocując w leśnych osadach i smolarniach. Po drodze często pomagali ludziom, jak na przykład pod Sochaczewem, gdy w majątku Strugi obronili starostę sochaczewskiego przed napadającym hultajstwem szwedzkim. To od swojego dłużnika Babinicz dowiedział się o poddaniu Karolowi Gustawowi województw krakowskiego, sandomierskiego, kijowskiego.

Pewnego wieczoru zmierzający do Jana Kazimierza bohaterowie stanęli na nocleg w karczmie w Kruszynie. Tam Kmicic podsłuchał rozmowę czeskiego kapitana Wrzeszczowicza z Baronem Lisolą - wysłannikiem cesarskim z brandenburskiego dworu. Gdy pierwszy oznajmił drugiemu, że Szwedzi zajmą klasztor jasnogórski i król Karol Gustaw jemu powierzył dowództwo nad tą sprawą, Andrzejowi na kilka sekund przestało bić serce. Wrzeszczowicz był pewny, że wykona to zadanie, bo Polacy nie będą się bronić. Nazwał ich narodem bez wierności, który opuścił swojego króla, który przeszkadza w rządzeniu i zwoływaniu sejmików. Mówił, że Polacy są sprzedajni, nie kochają ojczyzny, nie mają cnoty, rozumu, sprawiedliwości. Swoją wypowiedź skwitował słowami, że mnisi powinni płacić, „jak wszyscy”. Kmicic doznał szoku, słysząc obelgi na ukochaną ojczyznę i plan napadu na klasztor. W nocy dostał gorączki, miał zwidy.

Rankiem bohater przebrał się w odświętne ubranie i ruszył ze swoimi ludźmi do Częstochowy, by ostrzec zakonników. Gdy na widnokręgu ujrzeli błyszczący punkt, napotkani ludzie powiedzieli im, że to świeci kościół jasnogórski. Wówczas Kmicic zdjął czapkę z głowy, a jego żołnierze uczynili to samo. Z ich serc odszedł smutek, ogarnęła ich błogość, radość. Z tego kościoła biła nadzieja na ocalenie.

Zbliżając się do celu, stojący na wysokiej górze kościół coraz bardziej się lśnił. Kmicic nie mógł oderwać od niego oczu. Kazawszy ludziom zsiąść z koni, klęknęli razem na drodze i zaczęli odmawiać litanię. Idący tłumnie na mszę ludzie dołączali do nich. Po modlitwie wszyscy wstali i, prowadząc konie za uzdy, poszli dalej ze śpiewem pieśni nabożnych na ustach.

Po długim marszu, przy głównej drodze prowadzącej pod górę, spotkali szeregi straganów ze świecami, wotami woskowymi, obrazami. Gdy doszli pod mury kościelne, ujrzeli stojące wokoło nich setki wozów, kolasek, a w dole miasto z szeregiem domów, chat. Z wież kościelnych biły dzwony, szeroko otwarte bramy zapraszały do przekroczeniu ich progu. Cały lud w ścisku czołgał się na klęczkach: śpiewali, odmawiali litanię, bili czołem w ziemię. Gdy w końcu doszli do drzwi kościoła, wszyscy padli na twarz, całowali posadzkę, płakali. W kaplicy panował mrok, świece paliły się przed ołtarzem, z kolorowych szyb w oknach padało barwne światło. W takiej oprawie bohaterowie usłyszeli grzmoty trąb i kotłów i nagle rozsunęła się zasłona obrazu. Ukazało się brylantowe światło bijące z obrazu i zaczął się lament, krzyki, prośby o ratunek do Najświętszej Panienki przed wrogiem.

W pewnej chwili Kmicic ośmielił się unieść głowę. Z emocji prawie stracił przytomność, lecz dalej - w zachwycie i upojeniu - patrzył na obraz. Po zakończeniu nabożeństwa Andrzej poprosił napotkanego zakonnika o rozmowę z przeorem. Stojąc przed duchownym przedstawił się jako Babinicz. Opowiedziawszy podsłuchaną rozmowę z Kruszyny o rychłym napadzie Wrzeszczowicza ze Szwedami na klasztor i kościół jasnogórski, zaczął błagać niedowierzających mu kleryków o zamkniecie bram. Gdy w końcu uwierzył mu przeor Kordecki, rozpoczęła się obrona zakonu, a zakończył etap wędrówki Babinicza po odkupienie win.


strona:   - 1 -  - 2 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij




dla: Kulturalna Polska klp.pl

  Dowiedz się więcej
1  Potop – streszczenie szczegółowe
2  Janusz Radziwiłł - charakterystyka
3  Aleksandra Billewiczówna (Oleńka) - charakterystyka



Streszczenia książek
Tagi: