anegdoty o Tuwimie
Julian Tuwim słynął nie tylko z wybitnej poezji, ale również z błyskotliwego dowcipu i ciętej riposty. Zachowane wspomnienia przyjaciół oraz anegdoty z dwudziestolecia międzywojennego ukazują go jako mistrza słownych potyczek i kawiarnianych żartów. Historyjki z udziałem znanych postaci epoki przybliżają codzienne relacje poety z innymi twórcami, wydawcami oraz tajnymi agentami policji.
Spis treści
Mistrz ciętej riposty i kawiarnianych potyczek
Starcie z Adolfem Nowaczyńskim
Adolf Nowaczyński (1876–1944) był znanym satyrykiem i publicystą, słynącym z antysemickich poglądówPostawy niechętne lub wrogie wobec Żydów, nasilające się w Polsce zwłaszcza w latach 30. XX wieku, często obecne w publicystyce prawicowej.. Podczas jednego z bankietów literackich postanowił sprowokować Tuwima, wznosząc pozornie pochlebny toast.
„Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez Pana Tadeusza, nie ma Pana Tadeusza bez Jankiela – niech żyje Tuwim!”
Poeta nie kazał długo czekać na odpowiedź. Błyskawicznie odparował:
„Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez Pana Tadeusza, nie ma Pana Tadeusza bez Jankiela, nie ma Jankiela bez cymbałów – niech żyje Nowaczyński!”
Wykorzystał tu wieloznaczność słowa „cymbał”, które oznacza zarówno instrument muzyczny, jak i potocznie osobę niemądrą.
Komplementy dla dam
Tuwim potrafił być bezlitosny również w kontaktach towarzyskich. Według krążących legend, miał w zwyczaju witać niektóre damy z wyższych sfer dość nietypowym komplementem. Z uśmiechem mówił: „Żałuję, że nie poznałem pani dwadzieścia kilo wcześniej”.
Prasa, śpiew i kawiarniane rachunki
Ilustrowany Kiepur Codzienny
Marian Dąbrowski był wydawcą potężnego przedwojennego dziennika – IKCNajwiększy i najpopularniejszy polski dziennik informacyjny okresu międzywojennego, wydawany w Krakowie.. Jako wielki miłośnik talentu Jana Kiepury, często pozwalał słynnemu tenorowi na publiczne występy ze schodów krakowskiego Pałacu Prasy.
Tuwim postanowił to złośliwie skomentować na łamach warszawskiej prasy. Zaproponował zmianę nazwy gazety Dąbrowskiego na „Ilustrowany Kiepur Codzienny”. Wydawca nie uniósł się honorem. Zamiast tego ogłosił publicznie, że schody jego siedziby są zawsze do dyspozycji poety. Dodał, że jeśli Tuwim zechce z nich zaśpiewać, „IKC” z przyjemnością opisze ten występ. Kroniki milczą, czy poeta kiedykolwiek podjął to wyzwanie.
Kto zapłaci za lody Melba?
Monika Żeromska w swoich wspomnieniach opisywała spotkania z Tuwimem i Antonim Słonimskim jako nieustanne źródło absurdalnych figli. Cała trójka regularnie oskarżała się wzajemnie o skrajne skąpstwo.
Żeromska i Słonimski potrafili zamówić w kawiarni ogromne ilości najdroższych deserów:
- kremów sułtańskich,
- czekolady z kremem,
- lodów Melba.
Po zjedzeniu wszystkiego, przejedzeni i skruszeni, przyznawali się Tuwimowi, że nie mają przy sobie ani grosza. Poeta szybko znalazł sposób na rewanż. Podczas kolejnego spotkania dyskretnie szepnął kelnerce, wskazując na Słonimskiego: „Niech pani zaraz zainkasuje od tego pana należność za kawę, bo to jest złodziej, on wypija i ucieka nie płacąc”.
Antoni Słonimski i Julian Tuwim byli nie tylko przyjaciółmi, ale też współtwórcami słynnej grupy poetyckiej Skamander. Ich kawiarniane życie koncentrowało się wokół warszawskiej Ziemiańskiej, gdzie przy słynnym stoliku na półpiętrze toczono najważniejsze literackie dyskusje dwudziestolecia międzywojennego.
Poezja silniejsza niż inwigilacja
Radziecki pisarz Ilia ErenburgRosyjski pisarz, publicysta i poeta, wielokrotnie odwiedzający Polskę, znany z szerokich kontaktów z europejską inteligencją. wspominał zabawną sytuację z 1928 roku. Podczas pobytu w Warszawie był nieustannie śledzony przez dwóch tajniaków. Jeden przypominał barczystego boksera, drugi był chuderlawym, czarniawym krótkowidzem, który często gubił trop.
Erenburg z czasem przywykł do ich obecności. Zdarzało mu się nawet prosić agentów o kupienie gazety czy paczki tytoniu. Sytuacja wymknęła się spod kontroli podczas spaceru z Julianem Tuwimem. Pisarze dyskutowali o poezji, gdy nagle Erenburg zauważył, że chuderlawy tajniak przestał dreptać z tyłu i idzie ramię w ramię z polskim poetą.
Zirytowany Rosjanin przypomniał agentowi zasady dyskretnej inwigilacji. Tajniak odpowiedział z rozbrajającą szczerością:
„Ja nie służbowo... Jak mam nie słuchać, kiedy mówi pan Tuwim?”