Charakterystyka Marka Edelmana na podstawie „Zdążyć przed Panem Bogiem”
Hanna Krall w „Zdążyć przed Panem Bogiem” kreśli podwójny portret Marka Edelmana, zestawiając jego wojenną młodość z powojenną karierą kardiologa. Z jednej strony poznajemy dwudziestokilkuletniego przywódcę powstania w getcie warszawskim, z drugiej dojrzałego lekarza toczącego codzienną walkę o ludzkie życie. Ta biografia staje się punktem wyjścia do uniwersalnych rozważań o godności, śmierci i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Spis treści
Dwa oblicza Marka Edelmana
Reportaż ukazuje głównego bohatera w dwóch skrajnie różnych momentach życia. Najpierw widzimy dwudziestodwuletniego chłopaka, członka ŻOBKonspiracyjna formacja zbrojna powołana w 1942 roku, która zorganizowała i przeprowadziła powstanie w getcie warszawskim.. Chwilę później patrzymy na pięćdziesięciopięcioletniego, wybitnego lekarza. Ten zabieg kompozycyjny pozwala zrozumieć, jak dramatyczne doświadczenia z młodości ukształtowały dorosłego człowieka.
Edelman stracił matkę jako czternastolatek. Szybko musiał dorosnąć i stać się samodzielny. Sam przyznawał, że przed wojną był właściwie nikim – uczył się słabiej od rówieśników, nie należał do towarzystwa, nie miał prawdziwego domu. Został w Polsce, bo głęboko wierzył w nadejście sprawiedliwego ustroju społecznego.
Marek Edelman był działaczem Bundu – lewicowej, antysyjonistycznej partii żydowskiej. Bundowcy uważali Polskę za swoją ojczyznę i sprzeciwiali się emigracji do Palestyny. Wierzyli, że wspólnie z polskimi robotnikami zbudują po wojnie sprawiedliwy, socjalistyczny świat. To dlatego Edelman nigdy nie opuścił kraju.
Młodość w getcie i brzemię dowodzenia
Po utworzeniu przez Niemców dzielnicy żydowskiej pracował jako goniec w szpitalu. Aktywność dawała mu jedyną szansę na przetrwanie. Bierność oznaczała wyrok. Jako członek podziemia stał przy bramie UmschlagplatzuPlac przeładunkowy w Warszawie, z którego w 1942 roku Niemcy wywieźli do obozu zagłady w Treblince około 300 tysięcy Żydów.. Wyciągał z tłumu skazanych na śmierć tych, którzy byli niezbędni dla organizacji. Nauczył się wtedy bezwzględności. Potrafił odmówić matce błagającej o ocalenie córki, bo musiał kierować się chłodną kalkulacją, a nie litością.
W sztabie powstańczym pełnił funkcję zastępcy komendanta. Gdy 8 maja 1943 roku Mordechaj Anielewicz wraz z grupą bojowców popełnił samobójstwo w bunkrze przy Miłej 18Główny schron dowództwa ŻOB. Po jego otoczeniu przez Niemców, większość znajdujących się tam bojowców odebrała sobie życie., to na barki Edelmana spadło dowodzenie resztkami sił. Przyznawał otwarcie, że czuł paraliżujący strach i zagubienie. Nie wiedział, jak kierować ludźmi, którzy oczekiwali od niego ratunku.
Sam nie odebrał sobie życia. Tłumaczył to krótko:
nie poświęca się życia dla symboli
Lekarz, który ściga się z Bogiem
Koniec wojny przyniósł mu pustkę. Przez lata miał jasny cel: ratować innych. Nagle stracił sens istnienia. Świadomość, że patrzył na marsz śmierci czterystu tysięcy ludzi, ciążyła mu każdego dnia. Z tego marazmu wyrwała go żona, Alina Margolis, która zapisała go na studia medyczne.
Medycyna stała się przedłużeniem jego wojennej misji. Zrozumiał, że jako lekarz znów odpowiada za ludzkie życie. Rutynowe przypadki go nudzą. Ożywia się dopiero wtedy, gdy pacjent znajduje się na granicy życia i śmierci. Wkracza wtedy do akcji, traktując swój zawód jak bezpośrednią konfrontację ze Stwórcą.
To właśnie z tej postawy wynika tytuł reportażu. Edelman prowadzi z Bogiem specyficzną grę. Stara się przechytrzyć wyroki niebios, osłonić płomień życia pacjenta i zyskać dla niego choćby kilka dodatkowych lat. Kiedy wie, że medycyna jest bezsilna, dba o jedno – o komfort i godność umierającego. Szacunku do godnej śmierciDla Edelmana to śmierć w spokoju, we własnym łóżku, w otoczeniu bliskich – całkowite przeciwieństwo masowego, anonimowego umierania w komorach gazowych. nauczył się w getcie, patrząc na ludzi odzieranych z człowieczeństwa.
Antybohater, który stał się bohaterem
Z perspektywy lat Edelman patrzył na powstanie bez złudzeń. Walka zbrojna nie miała przynieść zwycięstwa. Chodziło wyłącznie o wybór sposobu umierania – z bronią w ręku, a nie w komorze gazowej.
Nigdy nie uważał się za bohatera. Konsekwentnie odzierał wojenną narrację z patosuStyl mówienia lub pisania charakteryzujący się wzniosłością, powagą i silnym ładunkiem emocjonalnym. Edelman celowo go unikał.. Nie operował wielkimi liczbami, nie rzucał historycznych haseł. Zależało mu na pamięci o konkretnych jednostkach – o ludziach, którzy swoją śmiercią kupowali kolejne godziny trwania powstania.
Dla czytelnika i swoich pacjentów Edelman urasta jednak do rangi prawdziwego herosa. Nie dlatego, że strzelał do Niemców, ale dlatego, że przez całe życie z uporem i determinacją stawał po stronie życia.