cytaty
Reportaż Hanny Krall opiera się na specyficznym, surowym języku Marka Edelmana, który odziera wojenną rzeczywistość z mitów. Zgromadzone cytaty stanowią esencję jego przemyśleń o godności, wyborze sposobu umierania oraz wyścigu ze śmiercią na sali operacyjnej. Wypowiedzi te pomagają zrozumieć psychologię mieszkańców zamkniętej dzielnicy i całkowicie redefiniują tradycyjne pojęcie bohaterstwa.
Spis treści
Odrzucenie patosu i mitu bohatera
Marek Edelman konsekwentnie niszczy wyobrażenia o wzniosłej walce. Zamiast wielkich słów proponuje chłodną relację opartą na faktach. Unika patosuWzniosły, uroczysty styl mówienia o wydarzeniach, którego Edelman celowo unikał, by nie fałszować prawdy o wojnie., co często wywoływało oburzenie słuchaczy oczekujących pomnikowych opowieści.
„Więc on się od razu nie nadawał do mówienia, bo nie umiał krzyczeć. Nie nadawał się też na bohatera, bo nie było w nim patosu. Cóż to za prawdziwy pech. Ten jedyny, który przeżył, nie nadawał się na bohatera. Zrozumiawszy to, taktownie zamilkł. Milczał dość długo, bo przez trzydzieści lat, a jak przemówił wreszcie, to zaraz stało się jasne, że byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby nie przerywał milczenia.”
„Był dla nich zatem bardzo dobry, pozwalał im się wzruszać i mówić o pamięci, a teraz tak ich wszystkich boleśnie dotknął: »Czy to można nazwać powstaniem?«”
„Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu.”
„Porządek historyczny okazuje się tylko porządkiem umierania.”
Wybór sposobu umierania i zachowanie godności
Dla powstańców walka zbrojna nie była próbą ocalenia życia. Stanowiła manifestację wolnej woli. Chwycili za broń, by nie zginąć w komorach gazowych, lecz na własnych zasadach.
„Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.”
„Przecież ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. (...) Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.”
„Cóż to za piękne życie i piękna śmierć. Prawdziwie estetyczna śmierć. Tylko tak należy umierać. Ale tak żyją i umierają piękni i jaśni ludzie. Czarni i brzydcy żyją i umierają nieefektownie: w strachu i ciemności.”
„(...) dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności.”
„Zauważyłeś, jak często powtarza się w opowiadaniach o getcie ten motyw: szansy wyjścia i decyzji zostania? KorczakLekarz i pedagog, który odrzucił szansę ocalenia i zginął w Treblince razem z dziećmi ze swojego sierocińca., GepnerCzłonek warszawskiego Judenratu, który również zrezygnował z możliwości ucieczki z getta., wy... Może dlatego, że dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności.”
„Ci ludzie wcale nie chcieli żyć i należy im zaliczyć na plus, że mieli ten zdrowy rozsądek i chcieli zginąć w walce. Bo i tak śmierć, i tak śmierć, to lepiej umrzeć z bronią niż w sposób pogardliwy.”
„Nie poświęca się życia dla symboli.”
„Ważne było przecież, że się strzela. To trzeba było pokazać. Nie Niemcom. Oni to potrafili lepiej. Temu innemu światu, który nie był niemieckim światem, musieliśmy pokazać. Ludzie zawsze uważali, że strzelanie jest największym bohaterstwem. No to żeśmy strzelali.”
Psychologia tłumu i codzienność getta
Edelman tłumaczy mechanizmy, które kierowały ludźmi w getcieZamknięta, odizolowana dzielnica utworzona przez Niemców dla ludności żydowskiej.. Głód, strach i złudna nadzieja sprawiały, że tysiące osób dobrowolnie szły na śmierć. Zrozumienie tego wymaga odrzucenia dzisiejszej perspektywy.
„Czy ty wiesz, czym był wtedy chleb w getcie? Bo jak nie wiesz, to nigdy nie zrozumiesz, dlaczego tysiące ludzi mogło dobrowolnie przyjść i z chlebem jechać do TreblinkiNiemiecki nazistowski obóz zagłady, do którego wywożono Żydów z warszawskiego getta.. Nikt przecież tego dotychczas nie zrozumiał.”
„I ludzie szli, porządnie, czwórkami, po ten chleb, a potem do wagonu. Chętnych było tylu, że musieli w kolejce stać, dwa transporty dziennie już trzeba było odprawiać do Treblinki – i jeszcze nie mogły pomieścić wszystkich, którzy się zgłaszali.”
„»Oszaleliście?« mówili, kiedy próbowaliśmy ich przekonać, że to nie do pracy ich wiozą. »Posłano by nas na śmierć z chlebem? Tyle chleba zmarnowaliby?!«”
„Większość wciąż jeszcze nie wierzyła, że to jest śmierć. »Czy to możliwe,« mówili, »że wymordują cały naród?« I uspokajali się: »Trzeba dostarczyć tych ludzi na plac, żeby ocalić resztę...«”
„Musisz to wreszcie zrozumieć: ci ludzie szli spokojnie i godnie. To jest straszna rzecz, kiedy się idzie tak spokojnie na śmierć. To jest znacznie trudniejsze od strzelania. Przecież o wiele łatwiej się umiera strzelając, o wiele łatwiej było umierać nam niż człowiekowi, który idzie do wagonu, a potem jedzie wagonem, a potem kopie sobie dół, a potem rozbiera się do naga...”
„Śmierć z głodu była równie nieestetyczna jak życie. Niektórzy zasypiają na ulicy z kęsem chleba w ustach lub w czasie próby wysiłku fizycznego, na przykład w czasie biegu za zdobyciem chleba.”
„Kiedyś pędzili koło mnie ludzi, którzy nie mieli numerków życia. Niemcy rozdali te numerki i tym, którzy je otrzymali, obiecano przetrwanie. Całe getto miało wtedy jeden jedyny cel: zdobyć numerek. Ale później przyszli i po tych z numerkami.”
„Przecież ona uratowała je od komorze gazowejUrządzenie do masowego zabijania ludzi trującym gazem, symbol Holokaustu., to było nadzwyczajne, ludzie uważali ją za bohaterkę.”
„...czy ludzie się kochali. Otóż być z kimś to była w getcie jedyna możliwość życia. Człowiek zamykał się z drugim człowiekiem – w łóżku, w piwnicy, gdziekolwiek, i do następnej akcjiKryptonim masowej deportacji i zagłady Żydów z warszawskiego getta latem 1942 roku. już nie był sam.”
Powstanie i samotność walczących
Walka w getcie była izolowana. Powstańcy wiedzieli, że nikt im nie pomoże. Mur oddzielał ich od normalnego świata, w którym toczyło się zwykłe życie.
„Myślę, że jeden spalony chłopak robi większe wrażenie niż czterysta tysięcy, a czterysta tysięcy większe niż sześć milionów.”
„(...) chłopaka, który tam poszedł, spalili na MiłejGłówny schron dowództwa ŻOB, w którym pod koniec powstania samobójstwo popełnił m.in. Mordechaj Anielewicz., słyszeliśmy, jak krzyczał cały dzień, czy myślisz, że to może zrobić jeszcze wrażenie na kimś – jeden spalony chłopak po czterystu tysiącach spalonych?”
„A taka rzecz – kiedy się widzi czterysta tysięcy ludzi odsyłanych do gazu – może człowieka załamać.”
„Była tam z nimi dziewczyna, Ruth. Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Taka ładna, duża dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć nabojów.”
„Nie denerwowałem się – pewnie dlatego, że właściwie nic nie mogło się zdarzyć. Nic większego niż śmierć, zawsze chodziło przecież o śmierć, nigdy o życie. Być może tam wcale nie było dramatu. Dramat jest wtedy, kiedy możesz podjąć jakąś decyzję, kiedy coś zależy od ciebie, a tam wszystko było z góry przesądzone. Teraz, w szpitalu, chodzi o życie – i za każdym razem muszę podejmować decyzję. Teraz się denerwuję znacznie bardziej.”
„Mur sięgał tylko pierwszego piętra. Już z drugiego widziało się TAMTĄ ulicę. Widzieliśmy karuzelę, ludzi, słyszeliśmy muzykę i strasznie żeśmy się bali, że ta muzyka zagłuszy nas i ci ludzie niczego nie zauważą, że w ogóle nikt na świecie nie zauważy – nas, walki, poległych... Że ten mur jest tak wielki – i nic, żadna wieść nigdy się o nas nie przedostanie.”
„W getcie zostało sześćdziesiąt tysięcy Żydów. Ci, którzy zostali, teraz rozumieli już wszystko: co to znaczy »wysiedlenie« i że nie wolno czekać. Postanowiliśmy stworzyć jedną organizację wojskową dla całego getta, co zresztą nie było proste, bo jedni do drugich nie mieli zaufania, my do syjonistówZwolennicy ruchu dążącego do stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, jedna z frakcji politycznych w getcie., oni do nas, ale teraz to, oczywiście, nie miało już znaczenia. Utworzyliśmy jedną organizację bojową, ŻOBKonspiracyjna formacja zbrojna, która zorganizowała powstanie w getcie warszawskim..”
Edelman brał udział w dwóch zrywach zbrojnych. Porównując powstanie w getcie (1943) z powstaniem warszawskim (1944), wskazywał na drastyczną różnicę w warunkach walki. W getcie walczono w zamknięciu, bez nadziei na zwycięstwo. W powstaniu warszawskim żołnierze mieli przestrzeń, wsparcie ludności i poczucie przynależności do regularnej armii.
„Wtedy nie widziałem różnicy. Ale ją zobaczyłem później, w powstaniu warszawskimZbrojne wystąpienie zbrojne z 1944 roku, w którym Edelman walczył w szeregach Armii Ludowej., kiedy wszystko już działo się w dzień, w słońcu, w przestrzeni bez muru. Mogliśmy tam nacierać, cofać się, biec. Niemcy strzelali, ale i ja strzelałem, miałem swój karabin, miałem biało-czerwoną opaskę, byli inni ludzie z biało-czerwonymi opaskami – dookoła wielu ludzi – słuchaj, jaka wspaniała, jaka komfortowa była to walka!”
„Było tak, że skończyła się wojna. Wojna – dla wszystkich wygrana. Ale dla mnie to była przegrana wojna i wciąż mi się zdawało, że jeszcze coś muszę zrobić, gdzieś iść, że ktoś na mnie czeka i trzeba go ratować. Gnało mnie z miasta do miasta i z kraju do kraju, ale jak przyjeżdżałem, to okazywało się, że nikt nie czeka i nie ma już komu pomóc i w ogóle nie ma nic do zrobienia, więc wróciłem (mówili mi: »I ty chcesz patrzeć na te mury, na bruki, na puste ulice,«, a ja wiedziałem, że muszę tutaj być, żeby na to patrzeć), wróciłem więc, położyłem się na łóżku i tak zostałem.”
„Śmierć ludzi ginących w milczeniu jest niczym, bo nic nie pozostawia po sobie.”
„(...) próbował jednak wytłumaczyć mu różne rzeczy – że śmierć w komorze gazowej nie jest gorsza od śmierci w walce i że niegodna śmierć jest tylko wtedy, kiedy się próbowało przeżyć cudzym kosztem – ale nie udało mu się niczego wytłumaczyć, bo znowu zaczął krzyczeć, i jakaś pani, która tam była, starała się go usprawiedliwić: »Wybaczcie mu,« prosiła z zażenowaniem, »jemu trzeba wybaczyć...«”
„My wiedzieliśmy, że trzeba umierać publicznie, na oczach świata.”
Sens tytułu i rola lekarza
Po wojnie Edelman został lekarzem. Przeniósł swoje doświadczenia z getta na salę operacyjną. Walka zbrojna zmieniła się w walkę medyczną, a przeciwnikiem stał się sam Bóg.
„Pomyślałem, że choroba człowieka jest rozsypaną łamigłówką, i jak się ją dobrze złoży, to się wie, co jest w człowieku, w środku. Od tej pory zająłem się medycyną, a dalej już może być to, od czego chciałaś zacząć, a co zrozumiałem znacznie, znacznie później: że jako lekarz mogę nadal odpowiadać za życie ludzkie.”
„Kiedy się dobrze zna śmierć, to ma się większą odpowiedzialność za życie. Każda, najmniejsza nawet szansa życia staje się bardzo ważna.”
„Etyka bardzo komplikuje życie kardiochirurgaDziedzina medycyny zajmująca się operacyjnym leczeniem serca, w której specjalizował się Marek Edelman po wojnie..”
Tytuł książki „Zdążyć przed Panem Bogiem” wywodzi się bezpośrednio z filozofii życiowej Edelmana. Lekarz traktuje swoją pracę jako wyścig ze Stwórcą. Bóg wyznacza moment śmierci, a zadaniem chirurga jest oszukać wyroki boskie i przedłużyć ludzkie życie choćby o kilka lat.
„Na tym polega przecież moja rola. Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył. To jest ważne: On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się coś uda – to bądź co bądź Jego wywiodło się w pole... (...) kiedy człowiek odprowadza innych ludzi do wagonów, to może mieć z Nim później parę spraw do załatwienia. A wszyscy przechodzili koło mnie, bo stałem przy bramie od pierwszego do ostatniego dnia. Wszyscy, czterysta tysięcy ludzi przeszło koło mnie.”
„Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył. (...) Oczywiście każde życie kończy się tym samym, ale chodzi o odroczenie wyroku, o osiem, dziesięć piętnaście lat. To wcale nie jest mało.”
„A kiedy nic już nie mogę zrobić, pozostaje mi jedno: zapewnić im komfortową śmierć. Żeby nie wiedzieli, nie cierpieli, nie bali się. Żeby się nie poniżali. Trzeba dać im taki sposób umierania, żeby nie zamienili się w TAMTYCH. W tych z trzeciego piętra na UmschlagplatzuPlac przeładunkowy w Warszawie, skąd Niemcy wywozili Żydów do obozów zagłady..”
„Tak więc – nigdy do końca nie wiesz, kto kogo podszedł.”
„I kiedy już to napięcie i ta radość całkiem z ciebie opadną – wtedy, dopiero wtedy uprzytamniasz sobie, jaka to jest proporcja: jeden do czterystu tysięcy. 1 : 400 000. Po prostu śmieszne. Ale każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens.”