Opracowanie

Narracja, styl i język „Trans-Atlantyku”

Powieść Witolda Gombrowicza to językowy eksperyment, w którym autor celowo przerysowuje styl siedemnastowiecznej gawędy szlacheckiej. Pierwszoosobowy narrator, noszący imię pisarza, relacjonuje absurdalne wydarzenia z Buenos Aires za pomocą archaicznej, sztucznej polszczyzny. Ten celowy dysonans między sarmacką formą a groteskową treścią służy rozbiciu narodowych mitów i obnażeniu pustki tradycyjnych form.

Autor: Małgorzata Haze Czas czytania: 4 min
Spis treści
  1. Gawęda szlachecka jako szkielet konstrukcyjny
  2. Archaizacja języka – zabieg celowy i radykalny
  3. Narrator Witold – blisko tekstu, daleko od pewności
  4. Polszczyzna jako kostium i jako pułapka
  5. Humor i groza w jednym zdaniu

Gawęda szlachecka jako szkielet konstrukcyjny

Trans-Atlantyk to świadomy pastiszDzieło literackie celowo naśladujące styl, język lub formę innej epoki, autora bądź gatunku. siedemnastowiecznej gawędy szlacheckiej. Gatunek ten w polskiej literaturze nierozerwalnie łączy się z Pamiętnikami Jana Chryzostoma Paska. Gombrowicz sięgnął po tę formę z pełną premedytacją. Gawęda szlacheckaGatunek epicki naśladujący ustną opowieść, charakteryzujący się swobodną kompozycją i dygresyjnością. stanowiła naturalny nośnik sarmatyzmu, zbiorowej mitologii i poczucia wyższości dawnej szlachty. Pisarz użył jej, aby od środka zdetonować narodowe świętości.

Struktura tekstu wiernie naśladuje barokowy pamiętnik. Narracja toczy się od zdarzenia do zdarzenia, pozbawiona klasycznego podziału na rozdziały. Rytm opowieści jest urywany, pełen dygresji i nagłych zwrotów akcji. Przypomina to ustną relację gawędziarza, który przy suto zastawionym stole opowiada historię, samemu nie znając jej finału.

Archaizacja języka – zabieg celowy i radykalny

Gombrowicz stworzył język staropolski na wyrost. Jest on celowo przejaskrawiony i przerysowany do granic absurdu. ArchaizmyWyraz, konstrukcja składniowa lub forma gramatyczna, która wyszła z powszechnego użycia., dawne końcówki fleksyjne, inwersje składniowe oraz nagromadzenie zdrobnień tworzą iluzję mowy z innej epoki. Narrator posługuje się dawną polszczyzną zbyt gorliwie, co szybko zdradza sztuczność tego zabiegu.

Dobrze wiedzieć
Gombrowicz pisał Trans-Atlantyk w Buenos Aires, całkowicie odcięty od żywej polszczyzny i krajowego środowiska literackiego. Ten geograficzny i kulturowy dystans wyzwolił w nim językową brawurę, pozwalając na stworzenie prozy niepodobnej do niczego w polskiej literaturze.

Charakterystyczną cechą tej prozy jest obsesyjna reduplikacjaCelowe powtarzanie tych samych słów lub rdzeni wyrazowych, często służące wzmocnieniu emocjonalnemu wypowiedzi.. Narrator nieustannie powtarza słowa i frazy z drobnymi modyfikacjami.

„A on: Niechże, niechże, niechże, bo to, to, to…”

Ten chwyt literacki oddaje wzburzenie emocjonalne mówiącego i jednocześnie obnaża pustkę jego gestów. Trzykrotne powtórzenie słowa sygnalizuje utratę kontroli nad wypowiedzią. Składnia często bywa urywana, zdania nie dochodzą do gramatycznego końca, a myśl zawiesza się w próżni. Taki zabieg naśladuje rytm żywej, zdyszanej mowy człowieka niezdolnego do logicznego wywodu.

Narrator Witold – blisko tekstu, daleko od pewności

Powieść prowadzona jest przez narratora pierwszoosobowegoTyp narratora, który jest jednocześnie uczestnikiem lub świadkiem opisywanych wydarzeń, wypowiadający się w pierwszej osobie liczby pojedynczej.. Nosi on imię autora – Witold – i podobnie jak Gombrowicz w 1939 roku przybywa do Buenos Aires na pokładzie statku Chrobry. Wybuch wojny odcina mu drogę powrotu do ojczyzny. Ta autobiograficzna rama to literacka gra z czytelnikiem. Autor sugeruje autentyczność przeżyć, choć cała reszta świata przedstawionego krzyczy o swojej fikcyjności.

Witold jest zarazem uczestnikiem i obserwatorem zdarzeń. To jednak świadek zagubiony, reagujący z opóźnieniem i nierozumiejący otaczającej go rzeczywistości. Kiedy trafia do willi Gonzala i obserwuje jego zaloty wobec młodego Ignacego Kobrzyckiego, nie potrafi racjonalnie ocenić sytuacji. Czytelnik otrzymuje wyłącznie subiektywne odczucia Witolda, zdominowane przez dezorientację i wstyd.

Ograniczona perspektywa narratora buduje efekt groteskiKategoria estetyczna łącząca w jednym dziele elementy sprzeczne, np. komizm z tragizmem, realizm z fantastyką.. Wszechwiedzący opowiadacz podałby śmieszność sytuacji na tacy. Uwikłanie Witolda w absurdy argentyńskiej emigracji zmusza odbiorcę do samodzielnego wyciągania wniosków i dystansowania się od opisywanych wydarzeń.

Polszczyzna jako kostium i jako pułapka

Wybór archaicznej stylizacji posiada głęboki wymiar ideologiczny. Język sarmatyzmuIdeologia i styl życia polskiej szlachty od końca XVI do XVIII wieku, opierająca się na micie o pochodzeniu od starożytnego ludu Sarmatów., niosący ze sobą wzniosłe wartości honoru, ojczyzny i szlacheckiej wspólnoty, służy tu do opisu spraw trywialnych. Witold relacjonuje nim intrygi towarzyskie w Buenos Aires, homoseksualne podboje Gonzala czy pojedynki organizowane z błahych powodów. Forma sarmackiej opowieści drastycznie rozchodzi się z jej treścią.

Ten dysonans stanowi najważniejszy gest stylistyczny powieści. Gombrowicz nie atakuje polskiej tradycji wprost za pomocą publicystycznego pamfletu. Wtłacza sarmacką formę w sytuacje, do których ona kompletnie nie pasuje. Polskość staje się tu ciasnym kostiumem językowym i opresyjnym przymusem, co widać wyraźnie w konstrukcji każdego zdania.

Humor i groza w jednym zdaniu

Język Trans-Atlantyku bawi swoją absurdalnością. Zdrobniali Posłowie, wielkie litery przy słowach takich jak „Pijaństwo” czy „Ucztowanie”, a także barokowe eksklamacje wywołują komiczny efekt. Pisarz nie pozwala jednak na czystą rozrywkę. Pod warstwą farsy ukrywa się upokorzenie Witolda, ojcowska desperacja Tomasza Kobrzyckiego i okrucieństwo narzucanej siłą tożsamości narodowej.

Dobrze wiedzieć
Zabieg pisania wielką literą pojęć pospolitych (np. Pijaństwo, Pustka) to celowe nawiązanie do barokowej maniery, w której w ten sposób personifikowano pojęcia abstrakcyjne i nadawano im rangę absolutną.

Archaizowany styl działa w powieści niczym maska w teatrze antycznym. Z jednej strony chroni bohatera, z drugiej bezlitośnie ujawnia jego słabości. Narrator chowa się za dawną polszczyzną, próbując uciec przed rzeczywistością. Im bardziej jednak ucieka w sztuczną formę, tym wyraźniej widać jego wewnętrzne rozdarcie.