Opracowanie

Groteska i absurd jako narzędzia krytyki narodowych wad. Omów zagadnienie na podstawie „Trans-Atlantyku”.

Autor: Małgorzata Haze Czas czytania: 4 min
Spis treści
  1. Temat i teza
  2. Komentarz

Temat i teza

Temat: Groteska i absurd jako narzędzia krytyki narodowych wad. Omów zagadnienie na podstawie „Trans-Atlantyku”.

Teza: Witold Gombrowicz wykorzystuje groteskęKategoria estetyczna łącząca sprzeczności, np. komizm z tragizmem, absurd z logiką, tworząca wyolbrzymiony, zniekształcony obraz świata. i absurd nie w celach czysto komicznych, lecz jako precyzyjne narzędzia do dekonstrukcji polskiej megalomaniiPrzesadne przekonanie o własnej wartości i wybitności, często przypisywane polskiej szlachcie. i ślepego kultu tradycji. Przerysowana forma pozwala mu ukazać, jak bezrefleksyjne poddanie się narodowym rytuałom niszczy indywidualność i wolność jednostki.

Dobrze wiedzieć
Witold Gombrowicz przypłynął do Buenos Aires w sierpniu 1939 roku na pokładzie statku pasażerskiego „Chrobry”. Wybuch II wojny światowej zastał go w Argentynie, gdzie zdecydował się pozostać. To doświadczenie nagłego odcięcia od kraju i obserwacja polskiej kolonii emigracyjnej z zewnątrz stały się bezpośrednim impulsem do napisania „Trans-Atlantyku”.

Witold Gombrowicz napisał „Trans-Atlantyk” z perspektywy człowieka, który obserwował polską wspólnotę emigracyjną z zewnątrz, niczym badacz przyglądający się osobliwemu zjawisku. Powieść stylizowana jest na barokową gawędę szlacheckąGatunek epicki naśladujący swobodną, ustną opowieść, charakterystyczny dla literatury polskiego sarmatyzmu., pełną archaizmów i sarmackiego rozmachu. Ta historyczna maska służy jednak celowi jak najbardziej aktualnemu: obnażeniu narodowych mitów, które Polacy noszą w sobie jak ciasny gorset. Groteska i absurd działają tutaj jak chirurgiczny skalpel. Pozwalają autorowi rozmontować polskość bez odwoływania się do patetycznych deklamacji. Gombrowicz udowadnia, że im bardziej coś jest sztucznie wzniosłe, tym bardziej staje się podatne na ośmieszenie.

Najbardziej wyrazistym przykładem groteskowej krytyki jest środowisko polskiej emigracji skupionej wokół Posła Kosiubidzkiego. Już samo nazwisko brzmi jak parodia heraldycznej powagi. Poseł z całą okazałością biurokraty prowadzi absolutnie nic nieznaczący urząd. Sceny w jego domu to kpina z rytuałów polskości. Polska kuchnia, polskie pieśni, polska martyrologia – wszystko to odprawiane jest z nabożną powagą. W zderzeniu z argentyńskim słońcem i całkowitą bezsilnością emigrantów wobec wojny w Europie, ten spektakl staje się czysto absurdalny. Gombrowicz pokazuje zbiorowość, która zamiast żyć, odgrywa teatr własnej tożsamości. Obsesyjne kultywowanie formy przy jednoczesnym braku realnej treści to jedno z najpoważniejszych oskarżeń sformułowanych w powieści.

Absurd osiąga szczyt w scenie pojedynku między konserwatywnym Tomaszem Kobrzyckim a ekscentrycznym Gonzalem. Kobrzycki postanawia bronić honoru, którego w zaistniałej sytuacji nikt już nie potrafi logicznie zdefiniować. Cała preparacja do starcia odbywa się według rytuału pozbawionego jakiegokolwiek sensu: sekundanciŚwiadek i pomocnik uczestnika pojedynku, czuwający nad przestrzeganiem reguł honorowych., zawiłe formuły, napuszony ceremoniał. Finał, w którym pistolety okazują się pozbawione kul, ostatecznie kompromituje sarmacki etos. Gombrowicz nie czyni z tego taniej farsy przez dosłowne wydrwiwanie bohaterów. Przeciwnie, narratorski ton pozostaje śmiertelnie poważny, co tylko potęguje efekt. Śmieszność wyrasta organicznie z faktu, że postacie same siebie traktują z absolutną powagą.

Można próbować bronić tezy, że „Trans-Atlantyk” to nie tyle ostra krytyka polskości, ile jej elegijnyPełen smutku, melancholii, utrzymany w tonie żałobnym lub tęsknym. portret. Zgodnie z tą interpretacją Gombrowicz tęskni za krajem, drwi z czułością, a groteska jest specyficzną formą miłości do ojczyzny w bólu. Narrator Witold faktycznie przeżywa autentyczny dramat, rozdarty między lojalnością wobec Polski a prawem jednostki do własnego życia. Ta łagodna interpretacja upada jednak, gdy spojrzymy na finałową scenę kuligu. Polska wspólnota wpada tam w trans kolektywnej tożsamości. Śpiewy, krzyki, pędzące zaprzęgi i zupełna niemożność zatrzymania się czy wypowiedzenia własnego zdania poza chórem. To nie jest czuły obraz, to diagnoza śmiertelnej choroby. Zbiorowość niszczy jednostkę nie ze złości, lecz przez sam mechanizm własnego trwania. Groteska kuligu udowadnia, że polskość jako narzucona forma potrafi być aktem przemocy.

Ostatecznie „Trans-Atlantyk” opowiada o tym, co dzieje się, gdy forma przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Groteska i absurd nie są tu jedynie literackimi ozdobnikami, lecz jedynym adekwatnym językiem. Tylko skrajne przerysowanie potrafi ukazać, jak bardzo nienaturalne są pewne uświęcone zachowania. Gombrowicz przeciwstawia opresyjnej Ojczyźnie wyzwalającą SynczyznęNeologizm Gombrowicza oznaczający wyzwolenie z narzuconych tradycji (Ojczyzny) na rzecz młodości, swobody i indywidualnego rozwoju.. Nie pisze satyry wyłącznie na Polaków. Uderza w każdą zbiorowość, która bezwzględnie wymaga od jednostki, by za nią żyła i umierała, ignorując jej osobiste pragnienia. Narodowe wady najłatwiej zobaczyć przez soczewkę śmiechu, ponieważ patos skutecznie je ukrywa.

Komentarz

Powyższa rozprawka to przykład świetnie zrealizowanego wypracowania maturalnego. Autor formułuje jasną, wieloczłonową tezę we wstępie i konsekwentnie jej dowodzi. Argumentacja opiera się na konkretnych, poprawnie przywołanych scenach z lektury (dom Posła Kosiubidzkiego, pusty pojedynek, finałowy kulig). Bardzo mocnym punktem pracy jest czwarty akapit, w którym wprowadzono kontrargument (teza o elegijnym charakterze powieści), a następnie skutecznie go obalono – egzaminatorzy wysoko punktują taką dojrzałość analityczną. Tekst płynnie łączy analizę formy (groteska, gawęda) z interpretacją treści (konflikt jednostka-zbiorowość), co świadczy o głębokim zrozumieniu filozofii Gombrowicza.