Portret Róży Żabczyńskiej
Portret Róży Żabczyńskiej to wnikliwe studium psychologiczne kobiety nieszczęśliwej, która własne niespełnienie zamienia w domową tyranię. Bohaterka żyje w ciągłym rozdarciu między brutalną codziennością a wzniosłym światem sztuki i wyidealizowanej przeszłości. Jej ostateczne wyzwolenie z wieloletniej traumy następuje dopiero w obliczu śmierci, dzięki przypadkowemu zdarzeniu o charakterze niemal psychoanalitycznym.
Spis treści
Pospolita złośnica i domowy tyran
Róża Żabczyńska wymyka się literackim schematom. Maria Kuncewiczowa stworzyła bezkompromisowy portret neurasteniczkiZaburzenie nerwicowe objawiające się przewlekłym zmęczeniem, drażliwością i wybuchami gniewu., złośliwej sekutnicy i domowego tyrana. Autorka nie próbuje wybielać swojej bohaterki. Ukazuje jej pierwotną, niczym niepohamowaną złość. Na tle codziennych spraw Róża bywa po prostu nieznośna. Wyżywa się na bliskich za własne, głęboko skrywane nieszczęście.
Jej egoizm i brak empatii mają niszczycielską siłę. Kobieta dosłownie łamie życie swojemu mężowi, Adamowi. Fatalistycznie wpływa na losy dzieci, a w momentach skrajnej histerii miewa nawet desperackie myśli o zbrodni – jak w scenie, gdy w amoku rozważała zabicie ukochanego syna, Władysia. Złość Róży to jednak coś więcej niż zwykłe awantury. To pancerz, za którym ukrywa się jej absolutna niezależność od otoczenia. W świecie, gdzie każdy o coś zabiega, ona zdaje się nie potrzebować nikogo.
Dwoistość natury – sztuka i macierzyństwo
Wystarczy zmiana dekoracji, by bohaterka przeszła całkowitą metamorfozę. W rzadkich chwilach uniesienia Róża staje się kobietą przyciągającą uwagę, o niezwykle bogatym wnętrzu. Ta dwoistośćMotyw literacki polegający na zestawieniu w jednej postaci dwóch skrajnie różnych natur, np. dobra i zła. chroni ją przed papierowością. Złośliwa jędza potrafi przeistoczyć się w natchnioną muzę.
Kluczem do tej przemiany jest muzyka oraz macierzyńska czułość wobec chorego dziecka. Kiedy Róża gra na skrzypcach, jej fochy i humory nabierają nagle twórczej mocy. Bijąca z niej siła potrafi urzec każdego. Rozpaczliwie chwyta się sztuki, by wyrwać się z życiowego potrzasku. Choć z wiekiem jej możliwości techniczne maleją, wciąż walczy o miejsce na muzycznym parnasieW mitologii greckiej góra poświęcona Apollinowi i muzom; symbolicznie: środowisko wybitnych artystów..
W chwili uniesienia przeżycie estetyczne staje się metafizycznymDziedzina filozofii zajmująca się tym, co niepoznawalne zmysłowo, istotą bytu i absolutem., objawia tajemnicę świata.
Najpiękniej widać to w scenie, gdy wykonuje koncert skrzypcowy D-dur Brahmsa. Przez krótką chwilę osiąga absolutną wolność.
Koncert skrzypcowy D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa to jeden z najtrudniejszych technicznie utworów w literaturze wiolinistycznej. Wybór tego właśnie dzieła przez Kuncewiczową uwypukla wygórowane, wręcz nierealne ambicje Róży, która pragnie dorównać największym wirtuozom, mimo braku wybitnego talentu.
Kompleks odrzucenia i ucieczka w przeszłość
Aby zrozumieć destrukcyjne zachowanie Żabczyńskiej, trzeba wejść na teren podświadomości. Kuncewiczowa posługuje się w powieści techniką zbliżoną do psychoanalizyMetoda badawcza i terapeutyczna stworzona przez Freuda, badająca wpływ nieświadomości i wypartych traum na zachowanie człowieka.. Źródłem życiowej tragedii bohaterki, jej osobistym fatumWierzenie w nieuchronne, z góry określone przeznaczenie, często prowadzące do tragicznego końca., jest młodzieńcze odrzucenie przez Michała Bądarzewskiego.
To on obudził w niej kobietę. Jego żartobliwe, pełne zachwytu słowa „diese, diese Nase” stały się dla niej definicją szczęścia. Kiedy Michał odszedł, życie Róży mentalnie się zatrzymało. Kobieta odrzuciła wszelkie kompromisy. Nie interesowały jej namiastki: małżeństwo z rozsądku, stabilizacja, sukcesy męża. Cały świat zewnętrzny uznała za niewłaściwy. Zaczęła żyć wyłącznie przeszłością, traktując miłość do Michała jako wartość ponadczasową. Jej egzystencja przypominała bieg wstecz – do momentu, w którym miała szesnaście lat.
Oczyszczenie w obliczu śmierci
Finał powieści przynosi niezwykłe rozwiązanie tej psychologicznej łamigłówki. Dochodzi do spotkania umierającej Róży z niemieckim lekarzem, doktorem Gerhardtem. Mężczyzna przypadkowo wypowiada dokładnie te same słowa, co przed laty Michał: „diese, diese Nase”.
Ten drobny szczegół działa jak epifaniaNagłe, olśniewające objawienie, moment głębokiego zrozumienia istoty rzeczy przez bohatera literackiego.. W umyśle bohaterki czas i przestrzeń tracą znaczenie. Lekarz na ułamek sekundy staje się Michałem. Róża zyskuje pewność, że ukochany nigdy jej nie opuścił, a całe nieszczęśliwe życie z Adamem było tylko złym snem. Pancerz złości pęka. Kobieta wymazuje dekady goryczy i wreszcie uśmiecha się szczerze, „z sytego serca”. W obliczu śmierci odzyskuje spokój i staje się po prostu człowiekiem.