Opracowanie

Kto ponosi winę za tragiczną śmierć Janka Muzykanta?

Autor: Małgorzata Haze Czas czytania: 3 min
Spis treści
  1. Temat i teza
  2. Przykładowa rozprawka

Temat i teza

Temat: Kto ponosi winę za tragiczną śmierć Janka Muzykanta?

Wina za śmierć Janka nie spoczywa na jednej osobie - to wynik splotu zaniedbań, okrucieństwa systemu społecznego i obojętności tych, którzy mieli realną moc, by pomóc. Winę ponoszą: bezwzględny stójkowy Stach, obojętne państwo z dworu oraz struktura społeczna XIX-wiecznej wsi, która skazywała chłopskie dzieci na niewidzialność.

Przykładowa rozprawka

Henryk Sienkiewicz opublikował Janka Muzykanta w 1879 roku jako głos w dyskusji o krzywdzie społecznej, którą pozytywizm stawiał w centrum uwagi. Tytułowy bohater - wychudzone, chorowite dziecko z chłopskiej chałupy - ginie nie z powodu jednego złego człowieka, lecz z powodu systemu, który w ogóle nie przewidział dla niego miejsca. Pytanie o winę za jego śmierć nie ma jednej odpowiedzi, ale kilku - i każda z nich obciąża kogoś innego. Winę ponoszą zarówno konkretni ludzie: stójkowy Stach i dziedzice z dworu, jak i całe środowisko społeczne, które uczyniło los Janka z góry przesądzonym.

Najbardziej bezpośrednia odpowiedzialność spoczywa na stójkowym Stachu, który postanowił surowo ukarać chłopca za wejście do dworskiej stajni i dotknięcie skrzypiec. Janko nie ukradł instrumentu - zaledwie go pogłaskał, zafascynowany dźwiękiem, którego słuchał od urodzenia. Mimo to Stach doprowadził do procesu i chłosty, a ta kara - wymierzona wychudzonemu, chronicznie choremu dziecku - okazała się wyrokiem śmierci. Sienkiewicz opisuje ciało Janka jako niemal przezroczyste: „był tak chudy i mizerny, że aż dziw, że żył". Dla takiego chłopca bicie różgami to nie kara wychowawcza, lecz zabójstwo. Stach wiedział lub powinien był wiedzieć, że dziecko tego nie przeżyje. Jego decyzja wynikała nie z troski o porządek, lecz z klasowej pogardy: chłopskie dziecko śmiało tknąć pański instrument - to wymagało przykładnego ukarania.

Równie ciężka wina obciąża państwa z dworu, choć ich udział w tragedii jest subtelniejszy i przez to jeszcze bardziej wymowny. To właśnie oni mogli Janka ocalić - dostrzegli w nim niezwykły słuch i muzykalność, jeden z paniczów nawet się roześmiał, kiedy chłopiec imitował skrzypce na liściu. Rozpoznali talent, a jednak nie zrobili nic. Nie wstawili się za nim przed sądem, nie zamienili kary, nie wzięli go pod opiekę. W świecie noweli dwór to jedyna instytucja, która miała realną władzę nad losem wiejskiego dziecka - i właśnie ta instytucja wybrała bezczynność. Sienkiewicz pokazuje tę obojętność bez zbędnych komentarzy: dziedzice są obecni w tle, wiedzą, oglądają, odchodzą. Ich milczenie jest wyrokiem równie skutecznym jak kij stójkowego.

Można by argumentować, że winna jest również matka Janka - kobieta zbyt zmęczona biedą, by naprawdę rozumieć syna. Biła go za nocne wędrówki do lasu, gdzie słuchał ptaków i wiatru, nie rozumiała jego muzycznej obsesji, nie potrafiła go ochronić. Taki zarzut jest jednak niesprawiedliwy. Matka Janka funkcjonuje w warunkach absolutnej bezsilności: jest wdową, żyje w skrajnej nędzy, nie ma żadnych narzędzi, by przeciwstawić się stójkowemu ani dworowi. Jej stosunek do syna wynika z rozpaczy, a nie ze złej woli. Obwinianie jej byłoby myleniem ofiary ze sprawcą - to nie ona stworzyła system, który uczynił jej macierzyństwo niemożliwym.

Prawdziwy winowajca ma więc twarz zbiorową. To dziewiętnastowieczny porządek społeczny, w którym chłopskie dziecko - nawet wyjątkowo utalentowane - nie miało żadnych praw ani żadnej instytucji gotowej stanąć w jego obronie. Talent Janka był dostrzegalny i realny, ale urodził się po złej stronie granicy klasowej. Sienkiewicz nie pozwala czytelnikowi uciec w prostą narrację o „złym człowieku": śmierć Janka jest efektem mechanizmu, nie jednostkowej zbrodni. Nowela działa jak oskarżycielski akt przeciwko całemu społeczeństwu, które potrafi zabić dziecko nie z nienawiści, lecz ze zwykłej, codziennej obojętności.

Janko Muzykant · 2 kroków do poznania lektury