Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią (fragment)
Średniowiecze to najdłuższa epoka w historii kultury europejskiej, ukształtowana przez teocentryzm i uniwersalizm. Jej ramy czasowe obejmują niemal tysiąc lat, od upadku cesarstwa zachodniorzymskiego po wielkie odkrycia geograficzne. Literatura tego okresu, reprezentowana między innymi przez „Rozmowę Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”, skupiała się na sprawach ostatecznych, ascezie i wzorcach osobowych.
Spis treści
Ramy czasowe i nazwa epoki
Średniowiecze dzieli starożytność od renesansu. W Europie epoka ta trwała około tysiąca lat. Jej początek wyznacza upadek cesarstwa zachodniorzymskiego. Koniec średniowiecza to proces stopniowy, związany z upadkiem Konstantynopola, wynalezieniem druku przez Jana Gutenberga oraz odkryciem Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.
- 476Upadek cesarstwa zachodniorzymskiego
Wydarzenie uznawane za symboliczny początek średniowiecza w Europie.
- 966Chrzest Polski
Początek epoki na ziemiach polskich i włączenie ich w krąg kultury łacińskiej.
- 1453Upadek Konstantynopola
Zdobycie miasta przez Turków, jedna z dat kończących epokę w Europie.
- 1492Odkrycie Ameryki
Wyprawa Krzysztofa Kolumba, najczęściej przyjmowana data końca średniowiecza.
Nazwa „średniowiecze” (łac. medium aevum – wieki średnie) została nadana epoce przez twórców renesansu. Traktowali oni ten niemal tysiącletni okres z pogardą, uznając go jedynie za mroczny czas przejściowy i upadek kultury antycznej, oddzielający starożytność od jej renesansowego odrodzenia.
Filozofia i obraz świata
Fundamentem światopoglądu średniowiecznego był teocentryzmPogląd uznający Boga za najwyższą wartość, przyczynę i cel ludzkiego życia oraz całego wszechświata.. Bóg znajdował się w centrum zainteresowania sztuki, nauki i filozofii. Życie ziemskie traktowano jedynie jako etap przejściowy, przygotowanie do życia wiecznego.
Kulturę średniowiecznej Europy spajał uniwersalizmJednolitość kultury średniowiecznej Europy, oparta na wspólnej religii (chrześcijaństwo), języku (łacina) i zwierzchnictwie papieża.. Wykształceni ludzie od Portugalii po Polskę posługiwali się łaciną, wyznawali tę samą religię i uznawali autorytet papieża oraz cesarza. Taka jednolitość sprzyjała wędrówkom uczonych i duchownych między uniwersytetami.
W filozofii dominowały dwa nurty. Augustynizm zakładał dramatyczne rozdarcie człowieka między potrzebami duszy a żądzami ciała. Z kolei tomizm (stworzony przez św. Tomasza z Akwinu) wprowadzał koncepcję drabiny bytów, w której każdy element świata ma swoje z góry określone, harmonijne miejsce.
Motywy i wzorce w literaturze
Literatura średniowieczna miała charakter dydaktyczny. Jej głównym celem była parenezaKształtowanie postaw czytelnika poprzez ukazywanie idealnych wzorców do naśladowania.. Twórcy nie opisywali ludzi takimi, jakimi byli, lecz takimi, jakimi być powinni. W ten sposób powstały trzy główne wzorce osobowe: idealny władca („Kronika polska” Galla Anonima), idealny rycerz („Pieśń o Rolandzie”) oraz idealny asceta („Legenda o św. Aleksym”).
Równie silnie w literaturze wybrzmiewała fascynacja śmiercią. Wynikała ona z nękających Europę epidemii dżumy oraz wojen. Śmierć ukazywano jako siłę potężną, sprawiedliwą i zrównującą wszystkich ludzi.
Wezwanie „pamiętaj o śmierci”. W „Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” motyw ten przypomina o kruchości życia i nieuchronności końca, niezależnie od stanu i majątku.
Taniec śmierci. Śmierć w „Rozmowie Mistrza Polikarpa...” wylicza, kogo zabierze do swojego tańca: od papieża i cesarza, przez mnichów, aż po karczmarzy i żebraków.
Motyw cierpiącej Matki Boskiej. Występuje w „Lamencie świętokrzyskim”, gdzie Maryja przeżywa ludzki, matczyny ból po stracie syna, prosząc innych o współczucie.
Sztuka dobrego umierania. W „Pieśni o Rolandzie” tytułowy bohater umiera na wzgórzu, z twarzą zwróconą ku wrogowi, oddając rękawicę Bogu w geście wasalnego oddania.
Cechy twórczości średniowiecznej
Większość dzieł średniowiecznych pozostaje anonimowa. Twórcy tworzyli ad majorem Dei gloriam (ku większej chwale Boga), uznając, że talent jest darem od stwórcy, a podpisywanie dzieł własnym nazwiskiem to przejaw pychy. Właśnie dlatego nie znamy autora „Bogurodzicy” ani „Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”.
Początkowo jedynym językiem literatury była łacina. Z czasem zaczęły powstawać utwory w językach narodowych. W Polsce proces ten przebiegał powoli. Najstarszym polskim zdaniem zapisanym w „Księdze henrykowskiej” (1270 r.) jest słynne:
Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.
Książki w średniowieczu przepisywano ręcznie w klasztornych skryptoriach. Były one niezwykle drogie, często oprawiane w skórę i wysadzane klejnotami. Dopiero wynalezienie druku w połowie XV wieku zrewolucjonizowało obieg informacji i przyczyniło się do zmierzchu epoki.
Gospodzinie wszechmogÄ…cy,
Nade wszytko stworzenie więcszy,
Pomoży mi to działo słożyć,
Bych je mogł pilnie wyłożyć
Ku twej fały rozmnożeniu,
Ku ludzkiemu polepszeniu!
Wszytcy ludzie, posłuchajcie,
Okrutność śmirci poznajcie! -
Wy, co jej nizacz nie macie,
Przy skonaniu jÄ… poznacie.
Bądź to stary albo młody
Żadny nie ujdzie śmiertelnej szkody;
Kogokoli śmierć udusi,
Każdy w jej szkole być musi;
Dziwno się swym żakom stawi,
Każdego żywota zbawi.
Przykład o tem chcę powiedzieć,
Słuchaj tego, kto chce wiedzieć!
Polikarpus, tak wezwany,
Mędrzec wieliki, mistrz wybrany,
Prosił Boga o to prawie,
By uźrzał śmierć w jej postawie.
Gdy się moglił Bogu wiele,
Ostał wszech ludzi w kościele,
Uźrzał człowieka nagiego,
Przyrodzenia niewieściego,
Obraza wielmi skaradego,
ÅoktuszÄ… przepasanego.
Chuda, blada, żołte lice
Lści się jako miednica;
Upadł ci jej koniec nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa;
Przewiązała głowę chustą,
Jako samojedź krzywousta;
Nie było warg u jej gęby,
Poziewając skrżyta zęby;
Miece oczy zawracajÄ…c,
Groźną kosę w ręku mając;
Goła głowa, przykra mowa,
Ze wszech stron skarada postawa -
Wypięła żebra i kości,
Groźno siecze przez lutości.
Mistrz widzÄ…c obraz skarady,
Żółte oczy, żywot blady,
Groźno się tego przelęknął,
Padł na ziemię, eże stęknął.
Gdy leżał wznak jako wiła,
Śmierć do niego przemowiła:
- Czemu się tako barzo lękasz?
Wrzekomoś zdrow, a [w]żdy stękasz!
Pan Bog tę rzecz tako nosił,
Iżyś go o to barzo prosił,
Abych ci się ukazała,
Wszytkę swą moc wzjawiła;
Otoż ci przed tobą stoję,
OglÄ…daj postawÄ™ mojÄ™:
Każdemu się tak ukażę,
Gdy go żywota zbawię.
Nie [lÄ™]kaj siÄ™ mie tym razem,
Iż mię widzisz przed obrazem;
Gdy przydÄ™, namilejszy, k tobie,
Tedy barzo zeckniesz sobie:
Zableszczysz na strony oczy,
Eż ci z ciała pot poskoczy;
Rzucęć się, jako kot na myszy,
Aż twe sirce ciężko wdyszy.
Otchoceć się z miodem tarnek,
Gdyć przyniosę jadu garnek -
Musisz ji pić przez dzięki;
Gdy pożywiesz wielikiej męki,
Będziesz mieć dosyć tesnice,
Odbędziesz swej miłośnice.
Ostań tego wszech, tobie wielę,
Przez dzięki cię z nią rozdzielę.
Mow ze mną, boć mam działo,
Gdy się ze mną mowić chciało;
Widzisz, iżem ci robotnica -
Czemu cię wzięła taka tesnica?
Ma kosa wisz, trawÄ™ siecze,
Przed niÄ… nikt nie uciecze.
Wstań, mistrzu, odpowiedz, jestli umiesz!
Za po polsku nie rozumiesz?
Snać ci Sortes nie pomoże,
Przelęknąłeś się, nieboże!
Już odetchni, nieboraku,
Mow ze mną, ubogi żaku,
Nie boj się dziś mojej szkoły,
Nie dam ci czyść epistoły.
Magister respondit:
Mistrz przemowił wielmi skromnie:
Lęknąłem się, eż nic po mnie.
Ta mi rzecz barzo niemiła,
Iżeś mię tako postraszyła;
By była co przykrego przemowiła,
Zerwałaby się we mnie każda żyła;
Nagle by mię umorzyła
I duszę by wypędziła.
Proszę ciebie, ostąp mało,
Boć nie wiem, coć mi się stało:
MglejÄ™ wszytek i bladziejÄ™.
Straciłem zdrowie i nadzieję;
Racz rzucić od siebie kosę,
Ać swoję głowę podniosę!
Mors dicit:
Darma, mistrzu, twoja mowa,
Tegom ci uczynić nie gotowa;
Dzirżę kosę na reistrze,
SiekÄ™ doktory i mistrze,
Zawżdy ją gotową noszę,
Przez dzięki noclegu proszę.
Wstań ku mnie, możesz mi wierzać,
Nie chcęć się dzisia zniewierzać!
Wstał mistrz jedwo lelejąc się,
Drżą mu nogi, przelęknął się.
Magister dicit:
Miła Śmierci, gdzieś się wzięła,
Dawno liś się urodziła?
Rad bych wiedział do ostatka,
Gdzie twoj ociec albo matka.
Mors dicit:
Gdy stworzył Bog człowieka,
Iżby był żyw eż do wieka,
Stworzył Bog Jewę z kości
Adamowi ku radości.
Dał jemu moc nad zwierzęty,
By panował jako święty;
Podał jemu ryby z morza
Chcąc go zbawić wszego gorza;
Polecił mu rajskie sady
Chcąc ji zbawić wszej biady.
To wszytko w jego moc dał,
Jedno mu drzewo zakazał,
By go owszejki nie ruszał
Ani się na nie pokuszał,
RzeknÄ…c jemu: Jedno ruszysz,
Tedy pewno umrzeć musisz!
Ale zły dusz Jewę zdradził,
Gdy jej owoc ruszyć radził.
Ewa się ułakomiła,
Śmiałość uczyniła;
W ten czas się ja poczęła,
Gdy Ewa jabłko ruszyła;
Adamowi jebłka dała,
A ja w onem jebłk[u] była.
Adam mie w jebłce ukusił,
Przeto przez mię umrzeć musił;
W tem Boga barzo obraził,
Wszytko swe plemię zaraził.
Magister dicit:
Miła Śmirci, racz mi wzjewić,
Przecz chcesz ludzie żywota zbawić,
Czemu twą łaskę stracili.
Zać co złego uczynili?
Chcem do ciebie poczty nosić,
Aby się dała przeprosić;
Dał bych dobry kołacz upiec,
Bych mogł przed tobą uciec.
Mors dicit:
Chowaj sobie poczty swoje,
Rozdraźnisz mię tyle dwoje!
W pocztach ci ja nie korzyszczÄ™,
Wszytki w żywocie zaniszczę.
Chcesz li wiedzieć statecznie,
Powiem tobie przezpiecznie:
Stworzyciel wszego stworzenia
Pożyczył mi takiej mocy,
Bych morzyła we dnie i w nocy.
Morzę na wschod, na południe,
A umiem to działo cudnie;
Od połnocy do zachodu
ChodzÄ™ nie pytajÄ…c brodu.
Toć me nawięcsze wiesiele,
Gdy mam morzyć żywych wiele:
Gdy się jimę z kosą plęsać,
Chcę jich tysiąc pokęsać.
Toć jest mojej mocy znamię -
MorzÄ™ wszytko ludzkie plemiÄ™:
Morzę mądre i też wiły,
W tym skazuję swoje siły;
I chorego, i zdrowego,
Zbawię żywota każdego;
Lubo stary, lubo młody,
Każdemu ma kosa zgodzi;
Bądź ubodzy i bogaci,
Wszytki ma kosa potraci;
W[o]jewody i czestniki,
Wszytki świeckie miłostniki,
Bądź książęta albo grabie,
Wszytki ja pobierzÄ™ k sobie.
Ja z krola koronÄ™ zemknÄ™,
Za włosy ji pod kosę wemknę;
Też bywam w cesarskiej sieni,
Zimie, lecie i w jesieni.
Filozofi i gwiazdarze,
Wszytki na swej stawiam sparze -
Rzemieślniki, kupce i oracze,
Każdy przed mą kosą skacze;
Wszytki zdradźce i lifniki
ZostawiÄ™ je nieboszczyki.
Karczmarze, co źle piwa dają,
Nie często na mię wspominają;
Jako swe miechy natkajÄ…,
W ten czas mÄ… kosÄ™ poznajÄ…;
Kiedy nawiedzą mą szkołę,
Będę jim lać w gardło smołę.
Jedno siÄ™ poruszÄ™,
Wszytki nagle zdawić muszę:
Naprzod zdawię dziewki, chłopce,
Aż się chłop po sircu zmiekce.
Ja zabiła Goliasza,
Annasza i Kaifasza;
Ja Judasza obiesiła
I dw[u] łotru na krzyż wbiła;
Alem kosy naruszyła,
Gdym Krystusa umorzyła,
Bo w niem była Boska siła.
Ten jeden mą kosę zwyciężył,
Iż trzeciego dnia ożył;
Z tegom się żywotem biedziła,
Potem jużem wszytkę moc straciła.
Mam moc nad ludźmi dobremi,
Ale więcej nade złemi;
Kto nawięcej czyni złości,
Temu złamię kości.
Chcesz li, jeszcze wzjawiÄ™ tobie,
Jedno bierz na rozum sobie:
Powiem ci o mej kosie,
Jedno jej powÄ…chaj w nosie,
Chcesz li spatrzać, jako ostra.
Zapłacze nad tobą siostra,
Mistrzostwać nic nie pomogą,
W ocemgnieniu wezdrzysz nogÄ…;
Jedno wyjmÄ™ z puzdra kosy,
Natychmiast zmienisz głosy.
Dał ci mi to Wszechmogący,
Bych morzyła lud żywiący;
Zawżdy wsłynie moja siła:
Jam obrzymy pomorzyła,
Salomona tak mÄ…drego,
Absolona nadobnego,
Sampsona wielmi mocnego
I Wietrzycha obrzymskiego.
Ja się nad niemi pomściła,
A swą kosę ucieszyła;
Jać też dziwy poczynam,
Jedny wieszam, drugie ścinam.
Magister respondit:
Jać nie wiem, z kim się ty zbracisz,
Gdy wszytki ludzie potracisz;
Gdy wszytki ludzie posieczesz,
A gdzież sama ucieszesz?
Wżdyć trzeba ludzkiej przyjaźni,
By cię zgrzeli w swojej łaźni,
Aby się w niej napociła,
Gdyby się urobiła -
A potem lepiej [czyniła].
Mors dicit:
Owa, ja tu ciebie zmyjÄ™,
W ocemgnieniu zetnÄ™ szyjÄ™.
Czemu siÄ™ tako z rzeczÄ… wciekasz,
Snać tu jutra nie doczekasz!
Mowisz mi to tako śmiele,
Utnęć szyję i w kościele!
Otoż, mistrzu barzo głupi,
Nie rozumiesz o tej kupi:
Nie korzyszczęć ja w odzieniu
Ani w nawięcszem jimieniu;
Twe rozynki i migdały
Zawżdyć mi za mało stały;
Eksamity i postawce -
Tych siÄ™ mnie nigdy nie chce.
W grzechu siÄ™ ludzkiem kocham,
A tego nigdy nie przeniecham;
Duchownego i świeckiego,
Zbawię żywota każdego;
A każdego morzę, łupię,
O to nigdy nie pokupiÄ™:
Kanonicy i proboszcze
Będą w mojej szkole jeszcze,
I plebani z miÄ…szÄ… szyjÄ…,
Jiżto barzo piwo piją,
I podgardłki na pirsiach wieszają;
Dobre kupce, rostocharze,
Wszytki moja kosa skarze;
Panie i tłuste niewiasty,
Co sobie czyniÄ… rozpasty,
Mordarze i okrutniki,
Ty posiekÄ™ nieboszczyki;
Dziewki, wdowy i mężatki
PosiekÄ™ je za jich niestatki;
Szlachcicam bierzÄ™ szypy, tulce,
A ostawiam je w jenej koszulce;
Żaki i dworaki,
Ty posiekÄ™ nieboraki;
Wszytki, co na ostre goniÄ…,
Biegam za nimi z pogoniÄ…;
Kto siÄ™ rad ku bitwie miece,
Utnę mu rękę i plece,
Rozdzielę ji z swoją miłą,
A ostawię ji prawym wiłą;
Chcę mu sama trafić włosy,
Iże zmieni głosy.
Magister dicit:
By mię chciała trocha słuchać,
Chciał bych cię nieco pytać:
Czemu siÄ™ lekarze stajÄ…,
Gdy z twej mocy nie wybawiajÄ…,
I też powiedają,
Eże wieliką moc zioła mają?
Mors respondit:
Otoć każdy lekarz faści,
Nie pomogą jego maści;
Pożywają mistrzostwa swego,
Poki nietu czasu mego;
A poki jest wola Boża,
Poty człowiek praw niezboża.
Nie pomogÄ… apoteki,
Przeciw mnie żadne leki, -
A wżdy umrzeć każdy musi,
Kto jich lekarstwa zakusi;
Na mały czas mogą pomoc,
Iż niemocny weźmie swą moc.
A wżdy koniec temu będzie,
Gdy lekarz w mej szkole siędzie,
Bowiem przeciw śmirtelnej szkodzie,
Nie najdzie ziela na ogrodzie.
Darbo pożywasz lubieszczka,
Jużci zgotowana deszczka;
Nie pomoże kurzenie piołyna,
Gdy przydzie moja godzina;
Nie pomogą i szełwije -
Wszytko śmirć przez ługu zmyje.
Jać nie dbam o żadne ziele,
A wżdy już lat przeszło wiele,
Gdy pożywam swego państwa,
A nie dbam o żadne lekarstwa;
Swe poczwy nad ludźmi stroję,
A wżdy w jenej mierze stoję.
Morzę sędzie i podsędki,
Zadam jim wielikie smętki.
Gdy swÄ… rodzinÄ™ sÄ…dzÄ…,
Często na skazaniu błądzą;
Ale gdy przydzie sąd Boży,
Sędzia w miech piszczeli włoży -
Już nie pojedzie na roki,
Czyniąc niesprawnie otwłoki,
Co przewracał sądy wierne,
BierzÄ…c winy nieumierne,
Bierząc od złostników dary,
SprawiajÄ…c jich niewiery -
To wszytko będzie wzjawiono
I ciężko pomszczono.
Magister dicit:
Proszę ciebie, słuchaj tego,
A niechaj mowienia swego.
Twoja kosa wszytki siecze,
Tako szlachtÄ™, jako kmiecie;
Dawisz wszytki przez lutości,
Nie czyniąc żadnej miłości.
Chciał bych oto mowić z tobą:
Mogł-li bych się skryć przed tobą,
Gdy bych się w ziemi chował
Albo twardo zamurował?
Żali bych uszedł twej mocy,
Gdy bych strzegł we dnie i w nocy?
Temu bych uczynił wrożę
I postawił dobrą strożę.
Mors dicit:
Chcesz-li tego skosztować,
Dam ci się w żelezie skować
I też w ziemi zakopać -
Ale ciÄ™ pewno potrzepiÄ™,
Jed[no] sobie kosÄ™ sklepiÄ™;
Uwijaj siÄ™, jako umiesz,
Aza mej mocy ujdziesz...
Jużem ci naostrzyła kosę,
A darmo jej nie podnoszÄ™,
Ciebie ją podgolić muszę.
Magister dicit:
Miła Śmierci, nie mow mi tego,
Zbawisz mię żywota mego;
Już ci nie wiem, coć mi się złego stało:
Głowa mi się wkoło toczy,
Z niej chcą wypaść oczy.
Mors dicit:
Czemu siÄ™ tak wiele przeciwiasz,
MirziÄ…czki ze mnÄ… nabywasz!
Nikt siÄ™ przede mnÄ… nie skryje,
Wszytkiem żywem utnę szyje.
Sama w lisie jamy lażę,
Wszytki liszki w zdrowiu każę:
Za kunami lażę w dzienie,
Åupieże dam na odzienie;
Ja dawiÄ™ gronostaje
I wiewiorkam siÄ™ dostaje;
Jać też kosą siekę wilki,
Sarny łapam drugiej filki,
Przez płoty chłopie
Gonię żorawie i dropie;
Z gęsi też wypędzam [duszki?]
Pierze dawam na poduszki -
Zwierzęta i wszytki ptaki
Ja posiekÄ™, nieboraki.
Cokoli martwym niosÄ…,
Ci byli pod mÄ… kosÄ… -
Przetoć ten przykład przywodzę:
Każdego w żywocie szkodzę.
By się podnosił na powietrze,
Musisz płacić świętopietrze.
Jen ma grody i pałace,
Każdy przed mą kosą skacze;
By też miał żelazna wrota,
Nie ujdzie ze mną kłopota.
Wszytki sobie za nic ważę,
Z każdego duszę wydłażę:
Stoić za mało papież
I naliszszy żebrak takież;
Kardynały i biskupy -
Zadam jim wielikie łupy,
Pogniatam ci kanoniki,
Proboszcze, sufragany,
A ni mam o to przygany;
Wszytki mnichy i opaty
Posiekę przez zapłaty.
Dobrzy mniszy siÄ™ nie bojÄ…,
Ktorzy żywot dobry mają;
Acz mÄ… kosÄ™ poznajÄ…,
Ale się jej nie lękają;
To wszytkim dobrem pospolno -
JidÄ… przed mÄ… kosÄ… rowno,
Bo dobremu mało płaci,
Acz umrze, nic nie straci:
Pozbędzie świeckiej żałości,
Pojdzie w niebieski radości;
Prosty mnich w niebo ciÄ…gnie,
A żadny mu nie przeciągnie;
WziÄ…Å‚ od wszystkich wzgardzenie,
Świeccy mu się naśmiewali,
Za prawego ji wiłę mieli;
Ale gdy przydzie dzień sądny,
Gdzie się nie skryje żadny,
Uźrzą mądrzy tego świata,
Iż dobra boska odpłata;
Chowali tu żywot swoj ciasno,
Alić jich sirca nad słońce jasno;
Jidą w niebieskie radości,
A nie w piekielne żałości.
Co nam pomogło odzienie
Albo obłudne jimienie,
Cośmy się w niem kochali,
A swe dusze za nie dali?
Przeminęło jak obłoki,
A my jidzim przez otwłoki.
Jinako morzę złe mnichy,
Ktorzy majÄ… zakon lichy,
Co z klasztora uciekajÄ….
A swej wolej pożywają.
Gdy mnich pocznie dziwy stroić,
Nikt go nie może ukoić;
Kto chce czynić co na świecie,
Zły mnich we wszytko się miece.
Jestli wsiędzie na szkapicę,
Wetknie za nadra kapicÄ™,
Zawodem na koniu wraca,
A często kozielce przewraca.
Kiedy mnich na koniu skacze,
Nie weźrzałby na nalepsze kołacze;
Umaże się jako wiła.
Wżdy mu ta rzecz bardzo miła.
Gdy piechotą jimie biegać,
Muszę mu naprzod zabiegać.
Azaż ci ji czarci niosą,
Jedwo ji pogoniÄ™ z kosÄ…!
Nie dba, iż go kijem biją,
Zawod biega z krzywÄ… szyjÄ…;
A drugdy mu zbijÄ… plece,
A wżdy się w niem coś złego miece -
A wżdy za niem biegać muszę,
Aż z niego wypędzę duszę.
Mowię to przez kłamu, wierę,
Dam ji czartom na ofierÄ™.
Kustosza i przeora
WezmÄ™ je do swego dwora;
Z opata zejmÄ™ kapicÄ™,
Dam komu na nogawicÄ™;
Z szkaplerza będą pilśnianki,
Suknia będzie pachołkom na lanki;
Odejmę mu torłop kuni,
A nie wiem, gdzie siÄ™ okuni;
Odejmę mu kożuch lisi
I płaszcz, co nazbyt wisi.
Koniecznie mu zejmę infułę
I dam za szyję poczpułę.
Magister dicit:
Chcę cię pytać, Śmirci miła,
By mię tego nauczyła
Panie, co czystość chowają,
Jako siÄ™ u Boga majÄ…?
Mors respondit:
Azaś nie czytał świętych żywota,
Co mieli ciężkie kłopoty:
Jako panny mordowano,
Sieczono i biczowano,
Nago zwłoczono, ciało żżono
I pirsi rzezano -
Potem do ciemnice wiedziono,
Niektore głodem morzono,
Potem w powrozie wodzono,
Okrutnemi dręcząc mękami,
Targano je osękami.
Ja się temu dziwowała,
Gdym w nich tę śmiałość widziała:
Dziwno jest nie dbać okrutności,
Cirzpiąc tak ciężkie boleści.
Magister dicit:
[Miła Śmirci, racz powiedzieć,
co od ciebie chciałbych wiedzieć:
wiem, iż wszemu koniec będzie,
kiedy Bog na sądzie siędzie;
gdzie ty, Śmirci, w ten czas będziesz?
czy i ty na sądzie siędziesz,
iże nas tak bardzo nędzisz?
Mors dicit:
Ten, kto ma rozum stateczny,
wie, iż Bog jest żywot wieczny:
a przeto gdzie Kryst kroluje,
tamto już Śmirć nie panuje.
Gdy Bog będzie grzeszne sędzić,
ja je mam do piekła pędzić,
a kiedy już w piekle siędą,
wielkie męki cirzpieć będą.
Gdy je tako będą męczyć,
oni do mnie będą jęczeć:
prosim, by nas umorzyła
i z mąk takich wybawiła.
A ja mam się w ten czas chronić;
nie mam ich ot męki bronić.
Przeto, mistrzu, uważ sobie,
strzeż się, bo pokażę tobie!
Służ Bogu we dnie i w nocy,
ujdziesz mÄ…k przy tem pomocy.
Możesz mię dobrze rozumieć
i, co ci mowię, uczynić.
Kiedy ci siÄ™ znowu zjawiÄ™,
koniecznie żywota zbawię.
Wtem mistrz krzyknął wielkim głosem,
bo tuż Śmirć ujrzał tym czasem.
Magister dicit:
Już nam wszytkim ludziom gorze,
Śmirć nas wlecze jako morze.
Straciłem wsze swoje lata,
bom telko używał świata].